Czytajta Sołtysa

Paweł Sołtys jest muzykiem, niejeden recenzent odczuwa więc kompulsję opisywania jego prozy przy pomocy metafor quasi-muzycznych. Mi też się cisną na klawiaturę sformułowania typu „bezbłędne wyczucie rytmu”.

Załóżmy jednak, że wydawca dorobiłby mu fikcyjną biografię. Powiedzmy, że by nam wmówił, że dr hab Paweł Sołtys jest fizykiem.

Wtedy bym powiedział, że słowa w jego prozie są nieprzypadkowe, przeciwnie, jedno wynika z drugiego z deterministyczną kauzalnością. Wszystkie są wartościami własnymi operatora sołtysianu.

Ślizgają się po zmarszczkach czasoprzestrzeni, odbijając się jedne od drugich niczym doskonale sprężyste kule bilardowe. Nigdy nie tracą pędu zgodnie z równaniem sigma mv(i) równa się const.

Ale gdyby mi powiedzieli, że to glazurnik, to bym z kolei powiedział, że słowa w tej prozie są poukładane tak równiutko, jakby nad nimi rozpięto niewidzialne żyłki. A fuga jest idealnie gładka, jakby wylano ją z samopoziomującej się drobnokruszywowej cementowej zaprawy do spoinowania.

Przepraszam za te metafory, ja chyba nie umiem napisać nic miłego bez odrobiny wygłupu. Poza tym wszyscy miłośnicy tej prozy zgodzą się chyba ze mną, że jest w niej jakieś takie je-ne-sais-quoi, za sprawą którego Sołtys hipnotyzuje czytelnika.

Jakby nie tyle chciał wyświetlić jakiś film przed oczami wyobraźni, co wciągnąć go w kołysanie na densflorze wyobraźni. OK, znów mnie poniosło.

Metafory ma zresztą zuchwałe, choć nie tak głupie jak moje. Na przykład prezentując nam wiejskiego pijaczka, stojącego przed gieesem z alpagą, Sołtys pisze, że stał on tak męsko, pewnie i swobodnie jak chciałby stać John Wayne, gdyby miał na tej swojej prerii jakiś porządny giees.

To jego drugi tom opowiadań. Sołtys uniknął syndromu drugiej płyty (cholera, znowu zaczynam) swobodniej poczynając sobie z formą.

Treść jest nadal realistyczna, ale w jednym z opowiadań na przykład narrator słucha wódczanego monologu kogoś opisanego jako Bohater Młodości. Z kontekstu domyślamy się, że to jakaś legenda PRL (muzyk? pisarz? aktor?).

Mózg legendy jest już porządnie zryty wódką i być może dotknięty demencją, wypadają mu więc z tej opowieści słowa, ludzie, zjawiska. Narrator nie może się powstrzymać przed zastanawianiem się w duchu, co się dzieje z tym wszystkim, co wypadło.

Opowieść Bohatera Młodości zaczyna się w pociągu, ale zapomniał, kim jest ten facet, co sprawdza bilety. W wyobraźni narratora słowo „konduktur” wypada z pociągu i zaczyna wędrować wzdłuż mazowieckich torów.

Potem z opowieści Bohatera wypadają jeszcze pewna Dziewczyna, oraz Bułat Okudżawa. On więc ją sobie snuje, a narrator równolegle fantazjuje, jak przez słowiańskie równiny, w cieniu powykręcanych wierzb, wędrują Konduktor i Dziewczyna, a Okudżawa brzdąka im na gitarze.

W kilku opowadaniach Sołtys umieszcza kogoś bardzo podobnego do siebie, a w co najmniej jednym daje narratorowi swoje imię i nazwisko. Opisuje początkującego literata, który w międzynarodowych okolicznościach nie umie wymyślić dobrej odpowiedzi na pytanie „o czym piszesz”, więc wykrztusza banalne „o ludziach”.

Dodałbym od siebie, że zazwyczaj (choć nie tylko) o ludziach, którym niewiele już zostało. Jedno z opowiadań kończy się tak, że pewien starszy pan (o którego przygodach czytamy od paru stron), mówi lekarzowi, że wolałby postać podczas wizyty, bo już się sporo nasiedział w poczekalni, a ten nalega, „niech pan jednak usiądzie”.

Tu się narracja urywa, więc nie wiemy, co lekarz zrobił potem. Skoro to opowiadanie Sołtysa, a nie moje, to jednak chyba nie walnął pacjenta kremowym tortem w dziób.

Jako opowiadania o (mniej lub bardziej) przemijaniu, doskonale się nadają na jesień. Jeśli dopadnie cię ochota, by się owinąć kocem z kubkiem gorącego kakao, to świetnym dopełnieniem będzie: „i z książką Sołtysa”.

Jeśli więc masz sobie kupić teraz tylko jedną książkę, rekomenduję „Nieradość”. Jeśli dwie – a jeszcze nie masz jego debiutu – to także „Mikrotyki”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

41 Comments

  1. A ja zupełnie od czapy, bo Bardzo mi się spodobały metafory z początku wpisu, nawet jeśli pisane tylko dla jaj. Mam więc takie pytanie do szanownego gospodarza: dlaczego nie stosuje takich fajnych metafor w artykułach pisanych do prasy za pieniądze? Stec, Szubrycht, Kuczok mogą, to dlaczego nie Orliński, skoro umie doskonale?

  2. @koala.bear
    „Stec, Szubrycht, Kuczok mogą, to dlaczego nie Orliński, skoro umie doskonale?”

    Jako reprezentant próby o doniosłej liczebności n=1 bardzo proszę nie. Doczytanie czasem sensu wypowiedzi w/w zajmuje tyle czasu że momentami się odechciewa, właśnie przez kwiecistość języka. Prosto, jasno i czytelnie poproszę, mam wrażenie że nie jest to reguła tak szeroko stosowana jak mogłoby się wydawać.

  3. Nie zauważyłem takich udziwnień w tekstach Szubrychta w dziale kultury. Pozostali dwaj piszą o futbolu, więc nie mam zdania, nie czytam.

  4. @Dude Yamaha
    „bardzo proszę nie (…) Prosto, jasno i czytelnie poproszę”

    Dołączam do apelu kolegi. Z metaforami jest jak z rodzynkami w cieście – jedna raz na jakiś czas nie zaszkodzi, ale ich nadmierna ilość powoduje, że przestajemy mieć do czynienia z ciastem, a dostajemy, no cóż, worek rodzynek (rodzynków?). A sama treść ginie gdzieś w natłoku popisów retorycznych.

  5. @WO
    „Ślizgają się po zmarszczkach czasoprzestrzeni…”

    Z dobrymi opowiadaniami jest współcześnie tak, że istnieje szkoła anglojęzyczna (sięgająca daleko poza UK/USA) – otwierasz i po czterech stronach wnikasz jak tubylec w świat przedstawiony, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia np. świat nigeryjskiej klasy średniej (Chimamanda Ngozi Adichie, „The Thing Around Your Neck”). Pod względem konstrukcji i faktografii takie opowiadania przypominają reportaże z „New Yorkera” czasem.

    I jest szkoła europejska (reprezentowana też przez Sołtysa), gdzie pokazuje się archetyp w uładzonych dekoracjach, a całość konstrukcyjnie przypomina bardziej utwór muzyczny niż opisaną słowami rzeczywistość. Druga szkoła dziś tryumfuje – szef Komitetu Noblowskiego zapowiadał porzucenie „eurocentrycznego spojrzenia na literaturę”, ale nie wspominał, że zostanie ono zastąpione spojrzeniem centraleuropeistycznym… (hurra!)

  6. „szef Komitetu Noblowskiego zapowiadał porzucenie „eurocentrycznego spojrzenia na literaturę”, ale nie wspominał, że zostanie ono zastąpione spojrzeniem centraleuropeistycznym… (hurra!)”

    Myślę, że to wydarzenie zasługuje na osobną notkę.

  7. @TerryPratchettsTerriblePosterchild
    „Myślę, że to wydarzenie zasługuje na osobną notkę.”

    Zadecyduje WO, w każdym razie z dzisiaj zostaną nam na kolejne 4 lata smuty dwa promyki słońca: a) wieczorne wiadomości TVP (nie mogę się doczekać) i b) wyobrażona mina Zagajewskiego…

  8. @awal

    …4 lata smuty…

    Eee tam. Trzeba wierzyć, bo wiara czyni cuda. Może ten Nobel będzie tym impulsem by uwierzyć, że nie jest z nami tak źle? Ha, może choć jakaś równowaga, trzymająca tych wrażych nominalnych zwycięzców za cojones?
    Co do Dziennika TVP to z dziką rozkoszą obejrzę, jak połykają własny język.

  9. Trzeba szukać pozytywów. Nobel to raz, i to jaki, dla jednej z „naszych”. Dwa: wygląda że będziemy mieli coś koło 50 posłow, i mam nadzieję sporo z nich z Razem a przynajmniej podobnych mentalnie. To będzie absolutnie nowa jakość w sejmie, po raz pierwszy ever będzie w nim prawdziwa lewica (dawnych rodzynków typu Ikonowicz nie liczę). Jest się z czego cieszyć nawet jeśli kaczyzm ma się dobrze. Oby następną razą kaczyzm przegrał z lewicą – bo z PO już nie przegra, to jest tylko żrąca się z samą sobą masa upadłościowa. Być może powstanie z niej kiedyś jakaś sensowna partia centrowa. Ale to najpierw muszą solidnie przerżnąć.

  10. @mw.61
    „Trzeba wierzyć, bo wiara czyni cuda.”

    Rozumiem tę emocję, ona stanowi niezbędne podręczne wyposażenie duchowe w naszej krainie.

    Racjonalnie patrząc, najbliższe lata to jednak nieradość z promykami, nawet jeżeli nadsołtys przegra na ostatniej prostej (szczegóły na inną notkę).

  11. @TerryPratchettsTerriblePosterchild
    „Myślę, że to wydarzenie zasługuje na osobną notkę”

    Przepraszam, nie wiem czy mam coś oryginalnego. Nie jestem wielkim znawcą, znam tylko „Podróż ludzi księgi” (ho ho, dawne czasy), „Biegunów” i „Księgi Jakubowe”. Tymi ostatnimi się zachwyciłem – nie wiem czy publicznie? – ale zdaję sobie sprawę z tego, że czytelnik taki jak ja się prawdopodobnie tylko prześlizguje nad książką tak bogatą w wątki.

  12. @awal

    …Racjonalnie patrząc…

    Racjonalnie patrząc, to od czasów Woltera, nie powinno być żadnego kościoła. A z drugiej strony patrząc, to racjonalni do bólu niderlandzcy kupcy, nie powinni kupować taki humbug jak cebulki tulipana.
    To tak na marginesie, czyli na dwoje babka wróżyła.

  13. @mw.61
    „Racjonalnie patrząc…”
    Krótko wyjaśnię, rozumiem przez to: „Oceniając trzeźwo sytuację, celem minimalizacji życiowych ryzyk i maksymalizacji życiowych zysków dla siebie i (zwłaszcza) dla bliskich”. W praktyce komuś mającemu dzieci w wieku przed-/ wczesnoszkolnym doradzałbym rozważenie emigracji, bo ich szanse życiowe w PiSowskiej/ po-PiSowskiej/ quasi-PiSowskiej Polsce mogą się okazać oczywiście słabsze niż szanse tuż obok, za miedzą, w Unii do której wciąż mają względnie otwarty wstęp. Tak, ktoś musi tu zostać, aby ratować kraj. Czy to jednak na pewno musi być twoje dziecko? Czas decyzji a la rodzice Paula Barana jest teraz… (już nie zaśmiecam pod tym miłym wątkiem)

  14. @WO
    „Przepraszam, nie wiem czy mam coś oryginalnego.”

    Bez wymądrzania się i trochę à propos notki: jako pierwszy krok do twórczości Tokarczuk dobrze nadaje się „Gra na wielu bębenkach” (zbiór opowiadań). Są też pewnie tacy, do których jej fabuły nie przemówią, za to docenią utwory non-fiction np. eseistyczną książeczkę o „Lalce” Prusa pt. „Lalka i perła”

  15. Szanując ciszę wyborczą, w nastroju noblowskim oddaję się lekturze archiwaliów poświęconych dawniejszej polskiej literaturze kobiecej. Z artykułu Ireny Krzywickiej „Jazgot niewieści, czyli przerost stylu” (Wiadomości Literackie, 1928, nr 42) przemówił do mnie z nieoczekiwaną aktualnością cytat: „Wtedy uszy zgodziły się słyszeć nikłe ćwierkanie nadziei”…

  16. @Awal

    Ja mam niestety zupełnie inne skojarzenia literackie.

    „Half sunk a shattered visage lies, whose frown,
    And wrinkled lip, and sneer of cold command,
    Tell that its sculptor well those passions read
    Which yet survive, stamped on these lifeless things,
    The hand that mocked them, and the heart that fed;
    And on the pedestal, these words appear:
    My name is Ozymandias, King of Kings;
    Look on my Works, ye Mighty, and despair!”
    Nothing beside remains. Round the decay
    Of that colossal Wreck, boundless and bare
    The lone and level sands stretch far away.

  17. Rezultat mniej więcej taki jak się wszyscy spodziewali. Nie ma się z czego cieszyć, ale i płakać specjalnie nie ma co.

  18. To na razie exit polls, więc może się okazać, że mają 229 mandatów. Poza tym nie ma tragedii. Widać, że Kaczyński nie podbił kraju jak Erdogan czy Orban. Jest silna opozycja, która będzie w niego biła też z lewej, a PiS jest właściwie już drugim PO. W kampanii pokazali, że potrafią robić tylko to co ich poprzednicy, czyli chwalić się jednym osiągnięciem i straszyć opozycją. Nie trzeba być Nostradamusem żeby przewidzieć opinie wyborców o 500+ kiedy za kilka lat będzie to już oczywistością, a siłą nabywcza takich pieniędzy spadnie. Więc jestem optymistą.

  19. @Nankin77
    „To na razie exit polls, więc może się okazać, że mają 229 mandatów. Poza tym nie ma tragedii. Widać, że Kaczyński nie podbił kraju jak Erdogan czy Orban.”

    Widać, że Kaczyński i jego maszyna polityczna grali precyzyjnie o konkretne mandaty i wykonali swój plan minimum, racjonalnie inwestując siły. PiS roku 2007 r., który nie był jeszcze taką maszyną, przegrałaby dziś tak jak przegrał wtedy. Mobilizacja anty-PiSu była bowiem dziś równie wysoka a lokalnie nawet wyższa niż ówcześnie. Na scenie politycznej mamy jednak obecnie jedną maszynę, która zdołała przyciągnąć nowych wyborców w całej Polsce, oraz cztery naprędce sklecone koalicje opozycyjne – niektóre z nich może staną się maszynami za kilka lat. Moją nadzieję budziły rekordowe przyrosty frekwencji w zachodniej Polsce – nawet jeżeli one służyły PiSowi niewiele mniej niż opozycji. Ostatecznie mobilizacja tamtejszego elektoratu socjalnego jest dobra. 17% prognozowane w exit poll dla lewicy w lubuskim (rodzinnej ziemi Olgi Tokarczuk) to powinna być wskazówka na przyszłość…

  20. „Widać, że Kaczyński i jego maszyna polityczna grali precyzyjnie o konkretne mandaty”.
    Kaczyński i precyzja to raczej oksymoron. To dosyć prymitywna i prowincjonalna sitwa i stosuje dokładnie takie metody. Kampania była robiona po najmniejszej linii oporu, grano na najniższych lękach i kupczono w najbardziej bezczelny sposób (słynna trzynastka). To nie jest precyzja, to brak hamulców i chora żądza władzy.

  21. @Nankin77: „Kaczyński i precyzja to raczej oksymoron. To dosyć prymitywna i prowincjonalna sitwa i stosuje dokładnie takie metody. Kampania była robiona po najmniejszej linii oporu, grano na najniższych lękach i kupczono w najbardziej bezczelny sposób (słynna trzynastka). To nie jest precyzja, to brak hamulców i chora żądza władzy.”

    Było tak, że robili rozpoznanie i rzucali siły tam, gdzie była szansa na przechylenie szali. Już spotów nie chce mi się porównywać nawet. Mówiąc krótko widać, że PiSowi się chce od 2015 roku a opozycji nie bardzo. Słyszałem dotychczasowego posła Szczerbę który opowiadał, że opozycja ma 48 procent a PiS tylko 44. No to skoro mają 48 to czemu nie mają większości w sejmie i nie rządzą? Co za nieudolność.

  22. @Nankin77
    Na tym blogu za użycie sformułowania „po najmniejszej linii oporu” kiedyś byłby może nie plonk, ale przynajmniej żółta kartka.

  23. @TerryPratchettsTerriblePosterchild
    Dokładam jeszcze wyjątek od reguły i niech WO decyduje. Jakoś przeżyje 🙂

  24. „Było tak, że robili rozpoznanie i rzucali siły tam, gdzie była szansa na przechylenie szali.” Przepraszam za podwójny post, ale to ważna kwestia. Wyniki wskazują, że nie było takiej strategii, bo wygrali praktycznie wszędzie, a jak nie wygrali to niewiele brakowało. Kampania też nie była jakaś finezyjna, 500+ i zły Schetyna. Do tego mordy na błękitno, biało czerwonym tle i wsio. Po prostu mają szczęście do rządów w czasach koniunktury i wygrali, normalne w stabilnej demokracji.
    Inna sprawa, że to nie jest nawet zachodni populizm tylko wschodnia skamielina w stylu putinowskiej jednej Rosji, a właściwie jej oddziału z Nowokuźniecka. Jest jednocześnie pogarda dla zachodu oraz szczera i nieudolna chęć by ich gonić. Odpowiednikiem tych wieżowców w Moskwie, siana kukurydzy i i industrializacji jest wirtualne lotnisko, startupy i elektryczne auta.

  25. Wynik do przewidzenia. Obawiałem się nawet, że będzie znacznie gorzej.
    Pozytyw jest jeden i oczywisty: wreszcie jakiś głos lewicy w Sejmie. A wynik Zandberga bardzo dobry.

  26. No już wszystko wiadomo, więc można nadawać:
    235 PiS
    134 KO
    49 SLD-Lewica
    30 PSL-KP
    11 Konfederacja
    1 Inne

    Ja nic do powiedzenia nie mam, poza tym, że się cieszę, że Lewica 49 posłów, a z Gdyni weszła Nowacka, na którą akurat nie głosowałem, bo głosowałem na Lewicę. Poza tym gnój po staremu + faszyści w parlamencie.

  27. Faszyści byli już w poprzedniej kadencji, za to wszystko wygląda na to że minimalnie odzyskujemy Senat a to już jest potencjał do rzucania kłód pod dobrozmianowe nogi. Jakby tak za rok wystrzelić jeszcze pana długopisa w kosmos to zrobi się richtig wesoło. Ech, marzenia…

  28. No ale teraz są faszyści z jawnym poparciem AfD, co dla mnie jest dosyć zabawne, bo AfD najchętniej najechałoby Polskę jak swego czasu ich idol. No, ale kto zrozumie polskich faszystów, oni pewnie sami siebie nie rozumieją.

    Co do senatu, to jest kilku niezależnych senatorów, którym wcale z pisem nie musi być nie po drodze. Pożyjemy zobaczymy. Ale i tak co najwyżej nie będzie uchwalania bzdur w jeden dzień, a w miesiąc, co nie jest aż tak wielką pociechą.

  29. @bartol
    Jakto, to przecież średnio ok 3000% poprawy. 😉 A tak serio to przy tej kompletnej bezpłciowości schetynowej formacji to ten wynik to cud. Gdyby nie mobilizacja kilku większych ośrodków jak Wawa, Poznań i Łódź bylibyśmy dużo głębiej w okrężnicy. Jako pesymista wieszczyłem konstytucyjną, a tu trochę im jednak brakuje, nawet jak przytulą faszoli. No i wreszcie zobaczymy Razem w sejmowych ławach. Małymi kroczkami może przesuniemy ten burdel spowrotem bliżej środka.

  30. To co mnie jakoś bawi, to fakt że 4 lata temu Kaczyński zdobył większość przy takim sobie wyniku bo trzy ugrupowania nie weszły (ZL, Razem, Korwin), a dzisiaj ledwo utrzymał stan posiadania mimo, przyznajmy to – rekordowego wyniku, bo wszyscy weszli. Karma wraca 😀

  31. Względem Senatu: jest też parę urzędów obsadzanych „za zgodą Senatu”, i dzięki utracie tej izby następnym RPO nie zostanie np. Stanisław Piotrowicz. Niewiele, ale zawsze coś.

  32. Wy też zauważyliście, że na prawicy mają jakąś dziwną słabość do slow motion? Przecież te spoty PiSu i konfederacji to w 99 procentach zwolnione tempo.

  33. @nankin
    „Przecież te spoty PiSu i konfederacji to w 99 procentach zwolnione tempo.”

    No przecież oni wszyscy wolniej myślą, więc normalnego przekazu by nie ogarnęli.

Dodaj komentarz