Let’s make it official

Nie lubię i nie umiem się autopromować, więc będę zwięzły. „Piąteczek” w pewnym sensie wrócił, ale autoironiczne „2.0” w nazwie sygnalizuje radykalną zmianę formuły.

Nie można mnie już słuchać na antenie – też ubolewam, ale tak krawiec kraje. Nie jest to już także formuła „rozmowa z zaproszonym gościem”, na razie to jest moja swobodna paplanina.

Zaleta nowej formuły jest z kolei taka, że robię Naprawdę Co Chcę. Jeśli kiedyś z jakiegoś powodu zechcę zrobić oldskulową godzinną rozmowę z gościem – to zrobię.

Uboczny skutek jest jednak taki, że – o ile mi wiadomo – nie można już teraz mnie słuchać na jakiejś darmowej, ogólnodostępnej platformie. Odpowiada mi to, ogólnie podoba mi się formuła „płatnego dostępu do treści premium”.

Że pracuję w korporacji, która taką akurat formułę rozwija, to żadna moja zasługa. Nie mam przecież wpływu na świetlane decyzje korpomenedżmentu. Z tymi akurat jednak rzeczywiście jest mi po drodze.

Ceterując parobasa, gdybym miał do wyboru sprzedać 10.000 egzemplarzy książki albo wystąpić w niekodowanej telewizji dla milionowej publiczności, zawsze będę wolał te 10.000 egzemplarzy. Po prostu wolę grono kameralne, ale płacące za treść.

Nie wiem, skąd mi się to bierze. Może po prostu stąd, że sam dużo płacę za dostęp do różnych treści (wliczając w to płyty, bilety i netfliksy), a więc instynktownie czuję, że z płacącymi za podcast coś mnie łączy.

Jeszcze nie wiem, jaką wypracuję formułę łączności ze słuchaczami. Na razie proponuję wpisywać ewentualne uwagi i sugestie w komciach na blogu – myślę też o jakiejś formie fejsbukowej.

W każdym razie, o ile bloga robię za friko (a nawet dopłacam do tego interesu), to słuchacz podkastu jest dla mnie płacącym klientem. Ergo, inaczej zareaguję na uwagi typu „zmień to” albo „zainteresuj się tamtym”.

I skoro już mowa o płatnych treściach – w dzisiejszej „Świątecznej” znów jest mój artykuł. Podobnie jak tydzień temu. Oraz dwa tygodnie temu.

Let’s make it official, jak podobno mówi młodzież na trzeciej randce. Za tydzień chyba też będzie. Wygląda na to, że znów jestem stałym felietonistą.

Nie przyzwyczajam się do tego jakoś bardzo, bo od 2017 zdążyłem już chyba trzykrotnie przelecieć fazy cyklu „felietonista / były felietonista”. Korpomenedżment dmie kędy chce, niezbadane są wyroki jego.

Póki co, raduję się po prostu, że znowu mogę się spotykać ze swoimi nielicznymi, ale płacącymi odbiorcami. Oby wreszcie komuś wypalił jakiś podtrzymywalny biznesowo model jakościowych mediów komercyjnych!

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

61 Comments

  1. Audycja super, gratuluję, ale ten dżingiel i śmichy-chichy… Nie można powrócić do poprzedniego i usunąć ten rechot z offu?

  2. Gratki! Pisałem ci kiedyś, po tym jak zamknęli ci poprzedni piąteczek, że jesteś urodzony do formy podcastu. Wtedy cię namawiałem na własny sklepik, ale skoro tokfm wpadł na to samo to mnie zajedno. Trzeba będzie odnowić subskrypcję na toka – którą jak wielu tu obecnych rzuciłem im w twarz po tym jak cię wyeksmitowali.

    Model biznesowy mediów komercyjnych: na polską skalę to w sumie wyborczej bardzo dobrze idzie, nie wiem oczywiście jak to się składa finansowo, ale na tyle mnóstwo ludzi w moim bąbelku płaci za prenumeratę że w zasadzie linki do artykułów fruwają freely i rzadkością jest by ktoś płakał że to za paywallem. Na polskie warunki i przy kontencie nie dla idiotów to już dużo lepiej nie będzie.

  3. Gratuluję! Pewnie odnowię subskrypcję tokfm w takim razie, Piąteczek zresztą to był jedyny powód dla którego ją miałem. I zgadzam się mnf, te efekty powinny być zdecydowanie subtelniejsze. Inaczej wychodzi, przynajmniej w podkaście, jak walenie setką emotikonów po oczach.

  4. Good luck! Osobiście chcę rozmów z gośćmi, może nie co tydzień, ale w miarę regularnie.

  5. @Skoro nikt tego nie chce bronić… no to sru.
    Wstyd powiedzieć, ale mi się podobało.

    BTW – chyba ta audycja była nagrywana zamiast ujawniło się wyniesienie iluś tam milionów z CBA?

  6. @WO
    „zareaguję na uwagi typu „zmień to” albo „zainteresuj się tamtym””

    Jak już wyżej, te śmieszki są żenujące. I żeby nie było słychać szelestu kartek, z których czytasz i które przekładasz.

  7. Gratuluję powrotu na antenę. Moim zdaniem jest lepiej niż było w pierwotnej wersji, chociaż osobiście wolę Cię czytać. Więc w sumie to bardziej gratuluję i cieszę się z regularnych felietonów w Wyborczej.

    Wracając do podcastu, na pewno wolę ten format, wychodzi Ci lepiej niż rozmowy z gośćmi, może dlatego że to taka forma zbliżona do felietonu czy wpisu na bloga. W każdym razie będę słuchać. Śmieszki mi nie przeszkadzały tak bardzo jak innym, ale nie będę za nimi tęsknić.

  8. Mała uwaga merytoryczna: ten problem z tym systemem w Boeingach to chyba wynika z tego, że silnik który zamontowali w tych samolotach (a który miał w swojej nowej serii zamontować Airbus) jest po prostu za duży i powodował podnoszenie dziobu, stąd zamontowali system który to miał korygować…?

  9. @dude
    No to przecież powiedziałem – udawali, że to taki sam samolot, a nie był taki sam.

  10. @wo

    Słuchało się dobrze, dołączam do postulatu usunięcia upiornych dźwięków. Optymalnym wariantem byłaby swobodna gadka+ciekawa rozmowa, ale to już pewnie za dużo szczęścia.

    Przy okazji, skończyłem Barana. Generalnie się podobało, bardzo ciekawy człowiek. W ramach uwag – trochę za bardzo naukowo, za mało dygresyjnie – fajnie, że są na wszystko kwity i liczby, ale trochę więcej anegdot by nie zaszkodziło. Zwłaszcza przy bohaterze, który musiał ich być kopalnią. A odnośnie odnośników (nie wiem, czy to od Autora zależy), zdecydowanie preferowałbym na dole strony, przewracanie kartek flowa mi zaburza.

  11. 1) Płatny jest serwis Audycje TOK FM, „Piąteczku” można posłuchać za darmo, bo jest na innej stronie, stąd nie wiem, czy moje uwagi będą wystarczająco „legitne”.
    2) Być może się narażę, ale oprócz śmiechu sztucznego, skasowałbym też ten prawdziwy. Dowcipy i szydera same w sobie mi nie przeszkadzają, natomiast zgadzam się z teorią, że najśmieszniejsi są ci komicy, którzy najbardziej absurdalny dowcip potrafią wypowiedzieć kompletnie beznamiętnym tonem. Natomiast facet śmiejący się z własnych dowcipów, chociażby były superśmieszne, robi wrażenie cokolwiek smutne. Jak do tego dołączyć nieustanne jąkanie, to wychodzi na to, że prowadzący próbuje rozśmieszyć sam siebie.
    3) Narażę się jeszcze bardziej, ale fragment „bazują na kłamstwie, ja… jak-jak cały ten reżim” sprawił, że z powodu nadmiaru bathosu/narmu śmiechłem ostro. Już tłumaczę. Najlepiej byłoby po prostu spisać tekst do podcastu i go podzielić na okresy retoryczne, aby było wiadomo: aha, tu ma być śmiesznie, tu refleksyjnie, tu wzniosło-patetycznie, po czym wykonać w odpowiednim nastroju. Przywalenie z takiego działa w towarzystwie ciągłego jąkania, połykania słów, skakania głosu, znikającego i powracającego śmiechu przywodzi na myśl monolog Korwina o „reżymowej telewizji” albo jakiś zaginiony skecz Wojciecha Manna.

  12. Gratulacje i powodzenia!

    Pozwoliłem sobie wysłuchać bez opłat (chętnie dodam kolejną książkę do kolekcji już zakupionych, natomiast tej konkretnej korporacji przestałem płacić za treści – sorry but not sorry); śmiechy z puchy, moim zdaniem, do wywalenia na sto pro, gongi-przerywniki chętnie słyszałbym wymienione, bo te, co są, dają mi scare jump za każdym razem.

    Tembr głosu przyjemny, ale: czy nie rozważałeś wzięcia lekcji dykcji? Dosłownie kilka godzin (plus ćwiczenia w domu, indywidualnie dobrane przez szkolącego) potrafi zdziałać zaskakująco dużo. Polecam bardzo.

  13. @wo
    „No to przecież powiedziałem – udawali, że to taki sam samolot, a nie był taki sam.”

    No tak, ale myślałem że najbardziej atrakcyjnym kąskiem opowieści będzie to, że Boeing zrobił to żeby ubiec Airbusa z zamontowaniem tego silnika, który jest zdaje się znacznie efektywniejszy. Tyle że silnik jest większy, nie mieści się pod skrzydłem więc go zamontowali w skrzydło i stąd problem z aerodynamiką. A więc znowu kapitalizm dał d.

    Z plusów bardzo dziękuję za informację o wymianie SN w maju 1990, to rzeczywiście się nie pojawia w obiegu, spodziewałbym się co najwyżej na blogu Ewy Siedleckiej.

  14. Odsłuchane na spokojnie. Forma – bardzo sympatyczna, na luzie ale z konkretami. Jak pisali przedpiścy – dżingle są irytujące. Co do treści – tzw. bieżącej polityki jest wszędzie pełno ale trudniej właśnie o sprawy rzadziej poruszane w mediach. Choćby całe tło afery z 737 choćby – o tym by było fajnie posłuchać całego podcastu.

    @embercadero

    „ale na tyle mnóstwo ludzi w moim bąbelku płaci za prenumeratę że w zasadzie linki do artykułów fruwają freely i rzadkością jest by ktoś płakał że to za paywallem. Na polskie warunki i przy kontencie nie dla idiotów to już dużo lepiej nie będzie.”

    To samo w moim (biurowa klasa średnia/akademia). Coraz mniej osób narzeka i widać że kolejni znajomi po prostu te abonamenty wykupują. Aczkolwiek co by może by pomogło to wspólny abonament w ramach jednego koncernu – Wyborcza plus TOK FM powiedzmy. Dodatkowy plus tego trendu – wyraźnie spada manifestowanie piractwa w różnych formach zwłaszcza filmów/seriali ale książek też. Kiedyś niestety było to bardzie widoczne.

  15. Trochę siedzę w przemyśle lotniczym i dużym problemem jest to, że jeśli w danym kraju jest jedna duża linia, to miejscowe Aviation Authority przyklepie bardzo dużo procedur, które obiektywnie powinny być zmienione. W USA jest o tyle fajnie, że linii jest stosunkowo dużo ale jest jeden wielki producent samolotów, no i też wychodzi na to, że co ma być przyklepane to zostanie przyklepane. Moim zdaniem ICAO powinno przejąć całkowicie certyfikację samolotów. Wpływ amerykańskich firm i rządu nadal byłby ogromny ale ostatecznie inni gracze mieliby coś do powiedzenia. Z drugiej stronie fantastycznie by było, gdyby ten rynek był na powrót konkurencyjny, tylko jak to zrobić?

  16. @mbied
    „Tembr głosu przyjemny, ale: czy nie rozważałeś wzięcia lekcji dykcji?”

    Tak! I nawet zacząłem. Tylko że ponieważ wiedziałem już wtedy, że jestem na wylocie, niespecjalnie chciałem inwestować w „siebie jako radiowca”. Oczywiście, możesz powiedzieć, że to jest błędne koło (gdybym inwestował, nie byłbym na wylocie), ale z mojego punktu widzenia to wygląda inaczej, tzn. związek wygląda na w najlepszym wypadku bardzo luźny. „Piąteczek” poleciał przecież razem z całym pasmem, w którym inne audycje mieli ludzie o pięknej dykcji.

    @pk
    „Narażę się jeszcze bardziej, ale fragment „bazują na kłamstwie, ja… jak-jak cały ten reżim” sprawił, że z powodu nadmiaru bathosu/narmu śmiechłem ostro. Już tłumaczę.”

    Z jąkaniem będę walczyć, ale ze względu na ogólnie subiektywny charakter tego komentarza, zamierzam nadal mówić o wszystkim tak jak mówię. Nie jestem politykiem, nie ubiegam się o głosy. Kłamstwo nazywam kłamstwem. Nie uważam tego za „patos”, po prostu nie widzę powodów do bawienia się w eufemizmy.

  17. @wo

    „niespecjalnie chciałem inwestować”

    Dobra wiadomość jest taka, że to już człowiekowi zostaje, coś jak emblematyczna umiejętność jazdy na rowerze. (Spektakularnym przykładem jest podobno Grzegorz Braun, którego hipnotyzujące co poniektórych „Szczęść Boże!” jest, jak napisał Przemek Witkowski w swoim artykule, efektem szkolenia z emisji głosu na potrzeby TVP).

  18. Mnie się dżingle podobają! Pasują do konwencji „lekko, ale o poważnych sprawach”. Doceniam też twórcze 8-bitowe przetworzenie mojej niegdysiejszej sugestii „Wejścia gladiatorów” 🙂

    Ale śmiech faktycznie mógłby spaść. Na słuchawkach słychać też cały czas szum w tle, tak jakby było to nagrywane na laptopowym mikrofonie bez odpowiedniego progu czułości, filtrów czy co tam jeszcze się w audio stosuje.

  19. @m.bied
    „Spektakularnym przykładem jest podobno Grzegorz Braun”

    Akurat u Brauna wyszło to kabaretowo, nie radzę iść w tym kierunku. Gołym okiem widać, że ten człowiek po prostu przeszedł z jednej skrajności w drugą. Jako magnes na gimbazę to się może sprawdzać (podobnie jak rozpoznawalność zapewnia sapanie Korwina czy piski Senyszyn), ale ja jestem zdania, że normalne = najlepsze.

  20. W tekście publicystycznym Marka Oramusa (zdecydowanie stojącego po innej stronie politycznego sporu) znalazłem zdanie podobne – jak mi się wydaje – wymową do tego, co powiedziano w „piąteczku”
    „Cała prawda o planecie Ksi jest protestem wyartykułowanym
    przeciw rodzajowi umowy społecznej — no, załóżmy,
    że ktoś nam zaproponuje coś takiego: za tydzień nastąpi
    powszechna szczęśliwość, ale już dzisiaj musimy zastrzelić
    pierwszych pięciu, którzy się opierają. Zajdel na pewno
    nie dałby się nabrać na takie plewy. Wie dobrze, że żadnej
    szczęśliwości nie będzie, skończy się tylko na uśmierconych
    niepotrzebnie ludziach.”

  21. Mnie się oprawa podcastu podobała (jak i sam podcast), ale proszę z tym uważać. Monty Pythoni mieli o tym skecz „Royal Hospital for Over-Acting”.

  22. Odsłuchałem (za pieniądze) i też się cieszę z powrotu Piąteczku. Nowa formuła, czyli zestaw komentarzy odnoszących się do bieżących wydarzeń, jest fajna, ale brakuje mi tego, co było wcześniej – rozmowy w głębszy sposób ujmującej jakiś temat.

    Gdybym to ja miał jakąś władzę w TokFM, to bym Ci kazał robić audycję dłuższą, dwuczęściową (lub dwie osobne). Pierwsza część byłaby taka, jak ta najnowsza (choć może rzeczywiście bez śmieszków z puszki). Druga – bardziej w stylu starego Piąteczku, choć najlepiej nawiązująca do któregoś tematu z części pierwszej. Jeśli na przykład w pierwszej części byłaby mowa o jakimś nowym elektryku od Muska, to bardzo bym chciał w drugiej usłyszeć rozmowę z Cmosem o tym, czym się różni Muskowe podejście do robienia samochodów od tradycyjnego i czy na pewno to nowe jest lepsze.

  23. Audycji wysłuchałem.
    Zaczne od samego tytułu. Piąteczek to mi się kojarzy z audycjami Zetce/RMF (niepotrzebne skreślić). Audycja w poniedziałek – motyw przewodni to „piątek to dopiero za 4 dni a ty niewolniku musisz pracować”, motyw przewodni we wtorek – „piątek, piateczek najważniejszy dzien tygodnia – no wiadomo będzie w piątek”. I tak do czwartku bo w piątek główny temat to „alleluja, piątek to już dziś!!!!11”. Nie wiem jak w weekend, bo nie słycham. Jak dla mnie to słabe, a tytuł audycji właśnie tak wygląda.

    Gości/a jednak brak. To co lubie w takich audycjach – to dowiedzieć się czegoś nowego. Gospodarz coś wie, gość coś wie, posprzeczają się (albo chociaż poudają) i coś konstruktywnego się wyłoni. Tu jest jedno źródło informacji.
    1 < 2 (cbdu).

    Jak się śledzi profil gospodarza na fb (co milcząco robię), to audycja piątkowa nie zaskakuje – wszystkie tematy które są tam – już się tam przewineły wcześniej.

    No i jeszcze jedna uwaga. Bieżąca polityka? Poważnie? A gdzie popkultura, gdzie nowe technologie, najlepiej tematy niszowe?

  24. Juz to napisalem pod poprzednia notka: jestem gotow zaplacic dodatkowo za wersje bez doklejek z rechotem. Odnosnie autora i audycji, to nie mam zadnych sugestii – autor jest jaki jest, za to go lubie i nie bede mu mowil co ma robic albo na sile wyszukiwal mu niedoskonalosci.

    Jedyna obawa jaka mam to wolum, jesli pojawia sie goscie – bo w przeszlosci trudno sie sluchalo glosu gosci przeplatanego przepraszajacym szeptem prowadzacego, ktorego nie bylo w ogole slychac. Normalnie guzik w telefonie mi sie grzal od rotacyjnego naglasniania Orlinskiego a potem wyciszania goscia.

  25. @Bibliotekarz

    Na problemy z nierówną dynamiką dźwięku w podcastach polecam apkę Overcast, potrafi ładnie wypłaszczyć i wygładzić.

  26. @waclaw
    Audycji wysłuchałem.
    Jak się śledzi profil gospodarza na fb (co milcząco robię)

    Ja tam wolę jednak czytać niż słuchać. Profil też obserwuję chociaż bez możliwości komentowania ale zawsze.

  27. Bardzo się cieszę z powrotu piąteczku i nie śmiałem wychodzić z żądaniami, ale skoro teraz to ja płacę, to poproszę dłuższe audycje. Te śmiechy z puszki to zabieg na granicy żenady, ale ja to kupuję/rozumiem.

  28. A już miałem kasować subskrybcję TOK FM a tutaj niespodzianka!

    Kilka uwag:

    1. Jingle
    Pomysł fajny, wykonanie suabe.
    To czego nie cierpię w polskich filmach to słyszalność dialogów.
    W otwierającym jinglu nie można zrozumieć co mówi lektor bo go zagłuszają efekty z tła. Dramat.
    Mam dziwne przeczucie, że polscy dźwiękowcy to niedokończeni DJ-je co lubią puszczać głośno muzę.

    2. Dykcja
    Tutaj znaaaczna poprawa.
    Poprzednie piąteczki były pod tym kątem fatalne.
    Mądrzy ludzie, gadają mądrze ale co z tego jak nie można ich dosłyszeć.

    3. Boeing MAX
    O ile historia o (baczność) Prezesie (spocznij) jest przednia to jednak widać, że Autor nie doczytał o co chodziło z MAX’ami. Polecam wpisać w wyszukiwarkę YT „Boeing Max vox”, jest tam świetny film o tej historii.

    4. Laugh track
    Uodporniłem się więc mi to nie przeszkadza.

    Czekam na kolejny – czy będzie też o Trumpie?

  29. @terpa
    „Tutaj znaaaczna poprawa.”

    Dzięki! Staram się!

    „to jednak widać, że Autor nie doczytał o co chodziło z MAX’ami.”

    Czytam wszystko co się da, nie wiem co kolega mi konkretnie zarzuca.

  30. (filmików na yt nie oglądam z zasady, a skoro kolega z oglądających, a nie czytających, to jednak nie potraktuję uwagi kolegi serio)

  31. @wo
    „Czytam wszystko co się da, nie wiem co kolega mi konkretnie zarzuca.”
    „filmików na yt nie oglądam z zasady”

    Nie wszystko co jest na YT jest o pieskach albo kotkach, ten film jest świetną ilustracją o co chodziło z MAX 8. Trzeba popatrzeć na rysunki aby zobaczyć w czym jest problem – i to jest świetnie pokazane na tym filmie.

    Long story short: zaczynem problemów było pojawienie się silników lotniczych nowej generacji które miały o 15% mniejsze zużycie paliwa. To spora oszczędność.

    Airbus był pierwszy i wypuścił A320 NEO z którego zrobił się hit na rynku samolotów. Boeing nie chciał być gorszy i postanowił wypuścić swojego odpowiednika (737) z nowymi silnikami.
    Problem był z konstrukcją kadłuba bo 737 ma niżej zamontowane skrzydła niż A320 więc nowe ale większe silniki zawadzały by o lotnisko podczas lądowania. Musieli je zamontować nieco bardziej z przodu co zmieniło środek ciężkości. Duży problem, bo aby latać NEO nie trzeba było robić kursów – wystarczyło krótkie szkolenie.
    Dla MAX 8 tak nie było z racji innego środka ciężkości co powodowało, że to był inny samolot niż klasyczny 737.

    Boeing „rozwiązał” problem poprzez zamontowanie automatu, który korygował zachowanie samolotu (za bardzo podnosił dziób). I tutaj dochodzimy do sedna – normalnie każdy system w samolocie jest zduplikowany a tutaj zaoszczędzono. Były dwa automaty (jeden dla każdego z pilotów) ale każdy z nich korzystał tylko z jednego czujnika (jeden na każdym skrzydle). Co gorsza – pilotom o tym nie powiedziano i nie było procedur w przypadku awarii jednego z tych czujników. A szkolenie na MAX 8 to był kurs online na iPadzie.

    I teraz coś czego nie ma na filmie: MAX 8 który rozbił się w Indonezji miał tą awarię podczas poprzedniego lotu. Awaria polegała na tym, że zawodził czujnik więc automat dostawał informację, że samolot za bardzo podnosi dziób i „korygował” to poprzez jego opuszczenie. Wszystko działo się na autopilocie.
    Załoga zaczęła szukać procedury na ten problem (nie znalazła) ale miała sporo szczęścia bo leciał z nimi trzeci pilot – bardziej doświadczony. On zauważył wcześniej ten automat i wiedział jak go wyłączyć. Po wyłączeniu automatu załoga doprowadziła samolot ręcznie na lotnisko.

    Tam zgłoszono usterkę, wymieniono czujnik i samolot poleciał w kolejny rejs.
    I tym razem nowa załoga szukała procedury, nie znalazła a automat wprowadził samolot w gwałtowne nurkowanie z którego już nie wyszli.

  32. Powrót audycji to duży plus dla tokfm. Że nie idzie na antenie nie jest problemem bo i tak wszystko odsłuchuje po czasie 😉
    Mnie się dżingle bardzo podobają ale chyba jestem w mniejszości. Zdecydowanie audycja jest za krótka i zdecydowanie chciałbym formę, którą wybrałeś. Bardziej w stronę ironiczną jak w „w tyle wizji” czy „szkło kontaktowe” Co do gości są zbędni, chyba, że współprowadzący. Kiedyś, nie pamiętam nazwy, na tokfm była audycja w niedziele. Chyba prowadził to Kamil Dąbrowa taka formuła była świetna.

  33. @terpa
    „zaczynem problemów było pojawienie się silników lotniczych nowej generacji które miały o 15% mniejsze zużycie paliwa. ”

    Ja to wszystko wiem, bo ja to wszystko czytałem. Zaskoczę kolegę, ale w pisanych źródłach też są ilustracje. Kolega insynuował jednak, że czegoś „nie doczytałem” albo coś przedstawilem błędnie. Co?

  34. @wo
    „Kolega insynuował jednak, że czegoś „nie doczytałem” albo coś przedstawilem błędnie. Co?”

    Trochę źle przedstawiony jest argument Boeinga. Oni mieli już konkurencje w postaci A320neo który właśnie tak był już sprzedawany (jako „taki sam jak A320”). Więc aby nie wylecieć z rynku musieli zaoferować coś identycznego. A więc nie chodziło o przewagę konkurencyjną („mniej zużywa paliwa”) tylko o „być” albo „nie być”.

    Drobnostka w świetnym podcaście.

    Jedyne co chciałbym dodać to rozwiązanie problemu Boeinga już nie leży w technice ale w zaufaniu. Teraz nikt nie ufa już Boeing’owi i nikt nie dopuści do sytuacji, gdzie jak FAA dopuści samolot to cały świat też. Kolejny przykład gdzie wolny rynek się nie sprawdził.

  35. @terpa
    „A więc nie chodziło o przewagę konkurencyjną („mniej zużywa paliwa”) tylko o „być” albo „nie być”.”

    No sorki, ale to jest to samo. Obaj duopoliści muszą mieć konkurencyjne produkty, żeby przetrwać na rynku.

  36. @wo
    „No sorki, ale to jest to samo.”

    Jest inne ciśnienie managementu jak MOŻEMY zaoferować nowy produkt aby wyprzedzić konkurencję niż jak MUSIMY zaoferować podobny produkt bo inni już go mają i sprzedają.
    Tak, wiem. Czepiam się.

  37. @terpa
    Takie ciśnienie po obu stronach mają od parudziesięciu lat. Ja przecież kilkakrotnie pisałem o tej rywalizacji. Sama sugestia, że potrzebuję filmiku na YT, żeby się dowiedzieć o istnieniu A320 neo, jest absurdalna.

  38. @Boeingi MAX
    Jako, że jestem poniekąd z branży, niejednokrotnie starałem się różnym rozmówcom przybliżać różne ciekawostki techniczne, starając trochę pomóc im zrozumieć co mi w tym wszystkim daje kopa, ale jeśli nie była to osoba już z mojego podwórka, wszelkie tłumaczenia z reguły urywałem widząc po oczach brak zainteresowania. Bardzo mi się teraz (po tych moich porażkach towarzyskich) podoba to sprowadzanie różnych zawiłości technicznych do jednego/dwóch zdań (jeśli się da). Tak trzymać Wojtku!

  39. @wo
    „Sama sugestia, że potrzebuję filmiku na YT, żeby się dowiedzieć o istnieniu A320 neo, jest absurdalna.”

    Ok, zrozumiałem.
    Na przyszłość będę unikał polecania filmów z YT.

  40. W kwestii prezentów. Dostaje już któryś raz zwrotke:

    The response from the remote server was:
    550 5.4.1 Recipient address rejected: Access denied. AS(201806281) [DB3EUR04FT022.eop-eur04.prod.protection.outlook.com]

  41. @Robert
    „W kwestii prezentów. Dostaje już któryś raz zwrotke”

    Miałem podobnie jak wysłałem na prezent@tokfm.pl. Potem zrobiłem jak trzeba, czyli:
    Do: prezent@tok.fm
    Temat: piąteczek
    i przyszło po dwóch dniach, wpadając przy okazji do spamu. Korpo słabo działa, bo wysłałem z adresu w domenie gazeta.pl i zwrotny, „agorowy” mail trafił do szamba. Co ciekawe nie tylko w Agorze tak to działa, kiedyś dosyć ważny mail z Microsoftu wpadł mi do szamba na koncie w domenie outlook.com.

    W sumie wysłałem dla hecy, bo mam wykupiony MultiDostęp do listopada, ale byłem ciekaw co to dokładnie jest, bo miałem wrażenie, że gospodarz nie do końca wie. Jest to 3 miesięczny dostęp typu „Aplikacja i WWW”.

  42. Wyrabia się pewna formuła Twojego podkastu: zasadniczo komentarz złożony z segmentów świat – polityka – popkultura, ale niekiedy „książka miesiąca”, a być może też „gość programu”. Odcinki, gdzie intensywniej korzystasz ze swojej kiedyś zdobytej lub na świeżo zriserczowanej wiedzy są chyba ciekawsze (choć oczywiście bardziej pracochłonne) niż komentatorski freestyle na temat bieżącego odchyłu PiSu (np. jakiejś wypowiedzi Patryka Jakiego). Tych ostatnich nigdy nie zabraknie, i owszem ich błyskotliwe skomentowanie Młynarskim przynosi radość, jednak zbytnie się w nich nurzanie – raczej poczucie, że ten czas można było wykorzystać lepiej. Ktoś z kolegów wspominał podcast Carrolla „Mindscacpe”, którym moim zdaniem wart byłby porównawczo Twojej uwagi – tam też prowadzącym jest facet o korzeniach w naukach ścisłych, który konfrontuje się z tematami i rozmówcami z innych specjalizacji np. ekonomistą lub badaczką z obszaru „life origin”. Robi to bez autodeprecjonowania (które, szczerze powiedziawszy, może w nadmiarze bardziej przeszkadzać niż szeleszczenie kartkami), wydobywając z rozmówców przeglądowe meta-spojrzenie na swoje dziedziny, trochę w stylu książki Hossenfelder. Tak że: dzięki i powodzenia w dalszym rozwoju formuły!

  43. > facet o korzeniach w naukach ścisłyc

    Skończył ichniejszy KUL.

    > Robi to bez autodeprecjonowania

    Bo jednak jest profesorem. Taki Jan Hartman fizyki (i podobnie skrajny fundamentalista własnej autopromocji).

  44. Villanova, tam zadziałał efekt Hartmana-Palikota. Carroll niezależnie od podobnej odmiany ateizmu (to mnie nie onchodzi), ma róniweż podobne zamiłowanie do prowokacyjnych opinii. Oczywiście mutatis mutandis mniej spektaklarnie trollerskie bo w dziedzinie fizyki. Jest to jednak niereprezentatywne, żeby nie powiedzieć margines. Dochodzi do tego flirtowanie z różnymi takimi filozofiami naturalizmu które są bliskie racjonalistom i alt-righrowi, których z kolei reprezentantem jest drugi z wymienionych panów, Sam Harris. Rasizmowi tego jest poświęcony nawet pewien subreddit.

  45. Yeah, ktoś wytknął to podobieństwo i Carroll zrobił podcast odcinający się (druga połowa odcinka 53). Ale nie od ogólnej filozofii „jeśli jest prawdziwa”.

    Tego też w nim nie lubię, kapłaństwa prawdy (w odróżnieniu od opinii). Kiedyś kłóciliśmy się o „twierdzenie” o konieczności istnienia bezmasowej cząstki o spinie równym dwa, jednocześnie w tym czasie opisywał jedną z głośnych prac Dixona o technikach resumacji. Potem Claudia de Rham pokazała tymi właśnie technikami że grawiton może być masywny, bo oczywiście nigdy nie było żadnego „twierdzenia”, tylko zbiór głębokich przekonań i legend na „rynku opinii” na którym on po prostu lubi być głośny.

  46. @Orbifold

    „Villanova, tam zadziałał efekt Hartmana-Palikota.”

    No ok, ale potem jednak Harvard. Nie zamierzam bronić Carrolla, bo też nie przepadam nawet jako laik, z grubsza za to, co wymieniłeś, tylko tak głupio trochę jechać za licencjat z Koziej Wólki, jak doktorat już sensowny.

  47. No ale Hartman też jest/był kompetentny jako naukowiec (Carroll po tenure też istnieje głównie medialnie) i też ma niezły doktorat z UJ (i to z czasu gdy tam byli np. wybitni logicy; KUL też w tamtym czasie był najlepszy w filozofii, a że podlanej sosem to powodowało u jednych twardogłowość, u innych gwałtowną reakcję organizmu). Nie chodzi mi o poziom Koziej Wólki, a psychologię reasercji siły własnego rozumu skutkujące pokręconą filozofią i PR-owską pewnością siebie.

  48. @orbifold
    „psychologię reasercji siły własnego rozumu”

    Mam niestety wrażenie, że istnieje pewien dość szybko osiągalny próg zaznajomienia z tematem, po przekroczeniu którego Twoje osądy (tak w kwestii postępów cywilizacyjnych Lublina jak afiliacji politycznych Carrolla) stają się randomowo ostre. Na mój gust to szkoda, bo gdybyś jednak je trochę niuansował korzystalibyśmy więcej z Twojej wiedzy.

    Sean Carroll jest, dla wyjaśnienia, winny „flirtowania z różnymi takimi filozofiami naturalizmu które są bliskie racjonalistom i alt-righrowi” w ten konkretnie sposób że konsekwentnie opowiada się za wyrównywaniem szans zawodowych kobiet (szczególnie w nauce), popiera Elisabeth Warren jako kandydatkę na prezydenta i krytykuje Orbana za zwalczanie wolności akademickiej, a Petersona za popieranie Orbana (zresztą w podkaście jaki cytujesz). Twoje streszczenie jego poglądów filozoficznych i politycznych jest poniżej poziomu precyzji i finezji (a mówiąc wprost: intelektualnej uczciwości), na jaki na pewno byłoby Cię stać gdybyś np. zechciał odnieść się do założeń zorganizowanego przez Carrolla sympozjum „Moving Naturalism Forward” bądź choćby do jego podkastowych dyskusji z Danielem Dennettem czy Ezrą Kleinem. Właśnie Dennett jest jego patronem intelektualnym, a nie nikt ze spektrum alt right. Zgadzam się z Tobą, dodajmy, że rola „publicznego intelektualisty” jaką Carroll sobie wykoncypował jest zapewne ze szkodą dla „badań podstawowych”, natomiast ona jest z zyskiem – być może większym niż mógł dostarczyć jako badacz – dla publicznego rozumienia funkcjonowania i społecznej roli nauki. Rozmowy Carrolla z czołowymi akademikami z różnych dziedzin demistyfikują naukę, ukazują jej społeczne i ekonomiczne tło, a są przy tym zazwyczaj dobrymi „primerami” z aktualnego stanu dyskusji w różnych obszarach (polecam np. rozmowę z Sara Imari Walker – life science, czy Sureshem Naidu – labour economics)

  49. Nie mówię o afiliacji politycznej, a filozoficznej, która ma pewne logiczne konkluzje. Nie streściłem jej, nie umiem pisać tak jak Ty, uwiązanie wiedzą nie pozwala mi poruszać się tak swobodnie. Dennett jest tu taką postacią gdzie te konkluzje mogą być różne. Koncepcja „intelektualnej uczciwości” nie jest intelektualnie uczciwa i jestem jej wrogiem, może istnieć tylko we frameworku logiki w którym twierdzenie Aumanna „agree to disagree” jest prawdziwe, logice totalnej, bez kontaktu z rzeczywistością, nie fenomenologicznej. Prowadzi do wyznawania pewnego rodzaju prawomyślności wręcz religijnej. Spójność mi w zupełności wystarcza. Niuansowanie ją zaburza, co zresztą Carroll świetnie ilustruje.

    Na przykład w temacie kobiet – co do zasady tak, ale akcja afirmatywna nie, „o środkach można dyskutować” (ad usrandum). Równouprawnienie rozumiane jak konserwatywny sędzia Powell który w 1978 ukuł zastępcze pojęcie „diversity”.

    Lublin znam bardziej dogłębnie niż zwiedzający kosmopolita z notesikiem na festiwalu

  50. @orbifold
    „Na przykład w temacie kobiet – co do zasady tak, ale akcja afirmatywna nie, „o środkach można dyskutować” (ad usrandum).”

    Podkast Carrolla to promocja akademiczek o często niewiększościowym pochodzeniu etnicznym (Jenann Ismael, Azra Raza), oddajmy mu choć to, mimo iż nie jest wystarczająco koszerny filozoficznie.

    „Lublin znam bardziej dogłębnie niż zwiedzający kosmopolita z notesikiem na festiwalu”

    W porządku, oto zatem zapiski z notesika:

    – Lublin leży tam gdzie leży, Warszawa drenuje mu wykształconych młodych, inwestor z Zachodu znajdzie w Polsce bliższe sobie atrakcyjne lokalizacje. Nie zawsze tak było: XVI-wieczny Lublin był jednym z głównych ośrodków handlowych (Via Regia) i politycznych (Trybunał Koronny) kraju, miał w nim centralne a nie peryferyjne położenie i mógł, gdyby się inaczej potoczyły losy Rzeplitej, liczyć na karierę w stylu Lipska (czego śladem są zabytki „renesansu lubelskiego” na starówce). Nie stało się tak, w III RP trzeba było zaczynać z innego punktu niż miasta wielkopolskie czy śląskie

    – lubelski wielki przemysł rolno-przetwórczy i samochodowy epoki PRL (cukrownia, zakłady tytoniowe, FSC) przeważnie nie przetrwał, jednak po okresie dominacji Januszpoli wyrosłych na terenach poindustrialnych, widać krzepnące dobre przykłady tego, co może być przyszłościową specjalnością przemysłową miasta: zagraniczne i rodzime firmy z branży wyspecjalizowanej produkcji maszynowej (jak ABM Greiffenberger) czy biotechnologicznej (jak Medical Inventi, PZ Cormay) czyli solidny wysokotechnologiczny „Mittelstand” który w miastach podobnej wielkości na Zachodzie jest ich przemysłowym kręgosłupem; widzę tu ewidentny potencjał wzrostowy: nie mówimy o centrach logistycznych czy outsourcingu IT, lecz o zaawansowanym R&D rodzimego lub zagranicznego pochodzenia

    – kluczowe lubelskie szkoły wyższe (czyli UMCS oraz uczelnia techniczna, medyczna i rolnicza/ biotechnologiczna) zapewniają środowisko, w którym tego typu rozwój może się odbywać; nie są to de facto uniwersytety w znaczeniu kluczowych brandów akademickich, lecz bardziej „community colleges”/ „Fachhochschulen” co w moich oczach nie jest żadną zniewagą: taki segment dobrej jakościowo wyższej edukacji zawodowej jest niezbędnym elementem rozwiniętych gospodarek oraz gwarantem społecznej mobilności – Lublin dostarcza jej całej Polsce wschodniej oraz dużej części Ukrainy: status miasta, które przegrywa tylko z Warszawą pod względem atrakcyjności dla zagranicznych studentów jest dużym sukcesem

    – Twoje krytyczne uwagi o miejskiej polityce inwestycyjnej („jakiś deptak, do tego fontanna”) przemyślę przy następnej wizycie jadąc nowymi ciągami komunikacyjnymi typu Muzyczna, Krochmalna; przemyślenia będą nawet ciekawsze, jeżeli podróż zacznie się od Dworca Metropolitalnego wg już zatwierdzonego projektu, a przebiegać będzie obok infrastruktury typu miejski ośrodek sportowy przy Alejach Zygmuntowskich

    – kultura: owszem, Centrum Spotkań Kultur to projekt bardziej biznesowo-konferencyjny niż kulturotwórczy, ale takich też miasto potrzebuje i świetnie, że ukończenie tej epopei inwestycyjnej zaczętej za Gierka przypadło na dekadę dofinansowań unijnych – inaczej mielibyśmy w tym miejscu zabytek taniego transformacyjnego postmodernizmu, a nie dobry architektonicznie budynek, którego funkcje będą ewoluować; sam swoje kroki w Lublinie kieruję do innych miejsc: wielowątkowe miejskie centrum kultury na Peowiaków bardzo ładnie wyrosło ze skromnych początków jako klub „Hades” – prowadzony tam od 1996 r. festiwal Konfrontacje Teatralne to międzynarodowa marka, jej amatorskie początki tak się składa że osobiście pamiętam i mam obraz skali rozwoju; to samo można powiedzieć o odbudowanym Teatrze Starym: nie chodzi tylko o to że uratowano architektoniczną perłę, lecz że prowadzi się tam żywy ośrodek kultury, z ofertą zarówno dla prowincjonalnej elity (typu rewia piosenki dwudziestolecia), jak i dla inteligenta (wymagające monodramy, debaty); można wymienić jeszcze kilka innych rzeczy, które się udały, wcale nie tylko Festiwal Sztukmistrzów czy imprezy związane z kulturą żydowską, lecz też np. projekt „Miasteczko” w lubelskim skansenie z towarzyszącym mu programem edukacyjnym – tak pokazuje się wielokulturowe tradycje we wzorcowych muzeach regionalnych na zachodzie, a bez odkrytej i docenionej kultury ludowej nie ma co marzyć o lepszej Polsce

    – no i wreszcie to co „kosmopolita z notesikiem” zauważy najszybciej: jest gdzie przenocować bez cinkciarskiego sznytu dawnych hoteli Victoria czy Europa, jest gdzie dobrze zjeść z różnym budżetem i nie będą to już wyłącznie miejsca w stylu rupieciarnia artystyczna

    Krytyka jest oczywiście możliwa i potrzebna. Osiedla mieszkaniowe z czasów PRL nie wyludniają się jak piszesz (demografia miasta jest stabilna), lecz owszem ich struktura społeczna ciąży do gettoizacji wraz z wyprowadzaniem się klasy średniej na nowe przedmieścia. Lotnisko, choć ładne i przyjemne, być może nie przetrwa wprowadzenia podatków klimatycznych. Opaski ratunkowe dla seniorów – przekonamy się, czy to tokenowa inicjatywa czy wstęp do szerokiej miejskiej polityki społecznej. Elephant in the room: KUL coraz wyraźniej odstaje od reszty stawki akademickiej miasta, potrzebne będą głębokie zmiany, jeżeli kiedyś ma się stać czymś na kształt katolickiego (nominalnie) uniwersytetu w Leuven. Zaś skromne muzeum historyczne w Bramie Krakowskiej nie oddaje pełnego europejskiego kontekstu lubelskiej historii, który jest nie mniej istotny niż np. w Gdańsku. Tak, jest wiele do zrobienia, jednak nie uważam że Lublin marnuje za obecnych rządów swoje szanse. Przez dłuższy czas powiedziałbym to raczej o innych dużych i małych miastach w Polsce: poznański żałosny Św. Marcin czy rozkopane zapóźnionymi inwestycjami centrum Gorzowa wyglądają fatalnie w porównaniu z lubelskim „deptakiem”, który deprecjonujesz, a który jest przecież wyśmienity: przybysz poprowadzony przez gospodarza z romańskiego donżonu na wzgórzu zamkowym przez gotycko-bizantyjską kaplicę Św. Trójcy, renesansową Starówkę i klasycystyczne Krakowskie Przedmieście z jego kulturowymi smaczkami (pierwowzór sklepu Mincla z „Lalki”, kabaret gdzie debiutowała Ordonówna, balkon gdzie ogłoszono rząd Daszyńskiego, itd.) kończy spacer przy efektownej secesji na ulicy 3 Maja… Jeżeli się nie docenia takich aktywów, niestety wpada się w worek „dzikiego wschodu”. Jestem jak najbardziej ciekaw Twoich uwag, mam nadzieję że jakoś zarysowałem inspirujący kontekst dla ich poczynienia.

  51. @awal
    „jest gdzie przenocować bez cinkciarskiego sznytu dawnych hoteli Victoria czy Europa, jest gdzie dobrze zjeść z różnym budżetem i nie będą to już wyłącznie miejsca w stylu rupieciarnia artystyczna”

    O tak! Mój notesik kosmopolity pęcznieje od różnych Fajnych Miejsc w Lublinie!

  52. > oddajmy mu choć to, mimo iż nie jest wystarczająco koszerny filozoficznie.

    To bardzo cenne. Role models są bardzo ważne. Od tego zaczęło się otwieranie zawodu prawniczego na początku zeszłego wieku. Przez kolejne 70 lat kobiet sędzin i adwokatek były jednak niewielkie ilości mimo narastających dzięki modelom aspiracji. Aż całe środowisko nie podjęło wysiłku wciągnięcia ich wszelkimi metodami preferencyjnymi i proceduralnymi. Amerykańscy prawnicy w ciągu jednego pokolenia startując od zera osiągnęli przyzwoity wynik i nic godnego kolejnego półwiecza dyskusji o imponderabiliach metodyki się nie stało.

    W tym samym pokoleniu podczas pierwszych „science wars” ludzie tacy jak Dennett lansowali biologiczny determinizm i socjobiologię (z córką, psychologią ewolucyjną) „in principle”. W jego przypadku te zasady były silniejsze niż bronione nawet przez Dawkinsa sytuując bliżej Pinkera, z który potem latał prywatnym odrzutowcem Epsteina.

    Dziś w 2020 mamy w nauce takie „role models” jakich selekcji chciał sędzia Powell. Abigail Thomspon, wiceprezes amerykańskiego towarzystwa matematycznego, porównująca metody proceduralne, skutecznie przetestowane przez prawników, do… makkartyzmu. Gdy spotkała ją krytyka w postaci blogonotki, znany fizyk a przy okazji racjonalista którego nie będę popularyzował, popularyzują się nawzajem z Carrollem lepiej, zredagował trumpiańsko przewrotny list otwarty. „This is a direct attempt to destroy Thompson’s career … If we allow ourselves to be intimidated into avoiding discussion of how best to achieve diversity, we undermine our attempts to achieve it … important issues should be openly discussed in a respectful manner, and to make a clear statement that bullying and intimidation have no place in our community.” Dyskusja o dyskusji. Pod czymś takim każdy może się podpisać, nie? I podpisała się elita i starszyzna matematyki. Tak „niekoszerna” filozofia działa w sferze praktycznej. Thank you so much for your belittling understanding.

    Carroll jest w tym takim Hołownią: „porozmawiajmy”.

    W odróżnieniu od Hołowni jego intencje nie są jakieś nieszczere. Gorzej że są całkowicie szczere tam gdzie sam aktywnie, earnestly i umysłowo uczciwie propaguje filozofię z tego zbioru nurtów intelektualnych. W filozofii fizyki jest aktywnie szkodliwy.

  53. > (demografia miasta jest stabilna)

    Nie jest stabilna. Fundamentalnie różnimy się w percepcji, więc nie dojdziemy do podobnych wniosków. And again nie masz bladego pojęcia o Lublinie i „gettoizacji osiedli z PRL”. Lubelska spółdzielnia mieszkaniowa zajmująca 1/4 miasta jest jedną z najbardziej życiowych przestrzeni urbanistycznych obok Ursyowa czy (starego) Ruczaju w Krakowie. Jedno z osiedli zaprojektowane przez Oskara Hansena jest wciąż omawiane na zajęciach na całym świecie.

    Zalecałbym podczas zwiedzania mniej wewnętrznego monologu, układania sobie w głowie. Nie wszystko co tam się wkłada jest warte wyjmowania, jak autorskie mniemania o interpretacjach mechaniki kwantowej. Co daje czytanie miasta jak książki? Wrażeń obycia, erudycji, portretu siebie? Odczucie otaczających emocje? Czy raczej napisałem jakąś narrację w swojej głowie? Książki czyta się wyobrażając sobie życie. Ludzie zatopieni w jego codzienności nie żyją wyobraźnią. Mówi się że ryby nie wiedzą, że pływają w wodzie. Warto jednak od czasu do czasu się zanurzyć, wymienić wodę w swojej głowie, zamknąć się jak BoJack w niemym odcinku. Jak by powiedziała Susan Sontag myśląc w formie odczuwania.

  54. @orbifold

    Dzięki za uwagi dotyczące Dennetta. Zgadzam się, że lot odrzutowcem Epsteina jest kompromitujący – na tym zdjęciu w kabinie tego gulfstreama siedzą z Dawkinsem jak króliki w klatce. Życie akademickie jest samo w sobie ogromnym przywilejem, nie wolno go mieszać z innymi przywilejami.

    Określenie Carrolla jako Hołowni naukowego establishmentu gotowego do rozmowy z lewicowymi krytykami wydaje mi się w o tyle trafne, że jest on w tym establishmencie takim właśnie Hołownią, który wyrąbał sobie pozycję pracą i miłą aparycją, startując z poziomu „beznadziejny + 1” (gdyby jego rodzima sytuacja socjoekonomiczna była o jedną kreskę niższa, nigdy byśmy o nim nie usłyszeli). Tacy ludzie przechodzą pewną ewolucję w życiu, zaczynającą się od afirmacji establishmentowych poglądów i zmierzającą ku ich miękkiej dekonstrukcji. Dobór rozmówczyń w jego podkaście też jest formą ekspresji pewnej postawy. Co do meritum: uważam że w nauce (myślę głównie o nauce europejskiej, w specjalizacjach w których mam ogląd) osiągnięto już naprawdę sporo jeżeli chodzi o zrównoważenie płciowe tak mniej więcej do poziomu post-doc. Dalszy postęp to kwestia moim zdaniem mniej akcji afirmacyjnej w klasycznym sensie a bardziej strukturalnych ułatwień w łączeniu życia zawodowego i rodzinnego. Uniwersytety mogą zrobić tu wiele np. budując żłobki i przedszkola na kampusach. Ale wiele też zależy od ogólnej polityki państwa typu przymusowe urlopy rodzicielskie dla mężczyzn.

    Twoja opinia, iż Carroll jest w filozofii fizyki aktywnie szkodliwy i mniejszościowy wymagałaby uzasadnienia. Jako zewnętrzny obserwator dyskusji w tym obszarze, chętnie dowiem się od Ciebie więcej (sądzę że również inni komcionauci). Ja nie dostrzegam tej mniejszościowości zwłaszcza, widząc jak sobie gawędzą np. z Tegmarkiem, mając mocno zbliżone poglądy. Zachęcam Cię do rozwinięcia.

    Demografia Lublina – wg oficjalnych danych od marca 2018 r. miastu ubyło dokładnie 2003 zameldowanych [1], co moim zdaniem spokojnie można wytłumaczyć widoczną gołym okiem suburbanizacją sięgającą sąsiednich gmin, zwłaszcza Zemborzyc i kierunku warszawskiego. Cały czas powstają nowe osiedla (spór o Górki Czechowskie) co sugeruje, że oficjalne dane meldunkowe raczej lekko zaniżają niż zawyżają rzeczywistą liczbę mieszkańców. Widoczne w mieście prestiżowe inwestycje mieszkaniowe np. apartamentowiec obok CSK lub drugi w budowie na tyłach ul. 3 Maja („Litevski Artresidence”) potwierdzają tę tezę – jest w mieście grupa ludzi ze spektrum „elektoratu Nowoczesnej”, którzy wiążą z nim swoją przyszłość zawodowa i życiową. Bez wątpienia też ok. 80 tys. lubelskich studentów, choć nie wliczam ich do mieszkańców miasta, poprawia obraz. Natomiast jednocześnie następują zjawiska zmiany struktury społecznej niektórych dzielnic, które będą wymagały szczególnej uwagi: osiedla mniej prestiżowe i centralne niż hansenowski LSM, powiedzmy Osiedle Nałkowskich lub Kalinowszczyzna przestały być miksem inteligencko-robotniczym, stają się miksem robotniczo-studenckim, a z czasem będą robotniczo-imigranckim. Masz rację, że określenie „gettoizacja” nie jest najlepsze, wycofuję się z niego – jednak jest to widoczna zmiana profilu społecznego, której należy wyjść naprzeciw.

    Moje pozostałe uwagi kwitujesz eseistyką ontologiczną – na którą odpowiadam: tak, perspektywa zewnętrzna jest zawsze pewnym zakwestionowaniem uleżanego, klasowo i środowiskowo uwarunkowanego oglądu „mojej rzeczywistości”. To nie czyni tej zewnętrznej obserwacji bezwartościową, czasem przybysz z zewnątrz jest mediatorem między niezbornymi perspektywami lokalnymi, których posiadacze uzgodnili przez lata wzajemne niewchodzenie sobie w drogę – mam wrażenie, że coś takiego następuje w naszym przypadku: moje uwagi opierają się przecież na wieloletnich znajomościach i rozmowach z różnymi lublinianami. Może znalazłbyś moment, aby jednak wynurzyć się z rzeki codziennego życia i przedstawić szerzej swój punkt widzenia – najprościej mówiąc, skoro w Lublinie władze radzą sobie tak źle (porównywałeś osiągnięcia dwóch kadencji Żuka do pół kadencji Uszoka) – co można było zrobić lepiej? Co z wymienionych przeze mnie punktów jest przesadą/ nieprawdą? Chętnie poznam Twoją perspektywę.

    [1] https://bip.lublin.eu/informacja-publiczna/dane-demograficzne/dane-demograficzne-stan-na-dzien-30-01-2020r-,54,22886,2.html

Dodaj komentarz