Incel moralnego niepokoju


Ostatni film, jaki zdążyłem zobaczyć w kinie, to „Hejter”. Kto nie zdążył, temu polecam seans w trybie vod, acz zaznaczam, że to nie jest dobra propozycja dla kogoś, kto już ma nerwy zszargane całokszałtem.

Duet Pacewicz-Komasa świetnie opanował filmowe rzemiosło i z premedytacją gra emocjami widza. Typowy thriller zazwyczaj podkręca te emocje, żeby w finale dać rozładowujące domknięcie”.

„Hejter” zostawia widza z tym podkręceniem. W obecnych warunkach niektórym to może zaszkodzić, stąd ostrzeżenie.
Od lat żyjemy z uczuciem, że „to wszystko w końcu p..nie”. Ten film jest właśnie o tym uczuciu.

Mam fanowską hipotezę, że „Hejter” i „Boże ciało” dzieją się w tym samym universum. Wzorem Marvela i DC, Pacewicz i Komasa stworzyli swoje Shared Universe.

W „Bożym ciele” wszystko oglądaliśmy z perspektywy małomiasteczkowej klasy ludowej. Wielkomiejska klasa średnia pojawiała się tylko w dialogach.

Tu jest odwrotnie. Wszystko się dzieje w Warszawie, pokazanej jako Babilon tuż przed zasłużonym upadkiem, ale w dialogach pojawiają się nawiązania do małej miejscowości, z której pochodzi główny bohater. Może to ta sama co w „Bożym ciele”? I w takim razie: zło Tomasza Giemzy (rewelacyjny Maciej Musiałowski, co to niejedną statuetkę zgarnie za tę kreację) ma coś wspólnego ze złem, z którym w Bożym Ciele egzorcyzmuje „ksiądz” Daniel (Bartosz Bielenia, też świetny)?

„Hejter” unika prostej odpowiedzi. Odpowiada mi to światooglądowo. Osobiście uważam, że pytanie „skąd zło” nie ma sensu.

Zło po prostu jest. Nie jest „skądś” ani „po coś”, jest jak te wszystkie bozony i kwarki, tak po prostu.

Tomasz Giemza jest złym człowiekiem, o czym wiemy od pierwszej sceny. Najwyraźniej w ogóle nie rozumie „dobra” i „zła”, gdy więc spotyka go kara, to nie rozumie, za co – wydaje mu się, że robił to samo co wszyscy, ale świat go niesprawiedliwie potraktował, bo innym to uchodzi na sucho.

Nieustannie myśli o zemście. Ofiarami ma być warszawska wyższa klasa średnia, pokazana tu trafnie i złośliwie. Gdy widzimy małżeństwo Krasuckich (Jacek Koman i Danuta Stenka), nasuwa się powiedzonko Aleksego U., „pracowałem z nimi”.

Krasuccy mają cechę, którą ostatnio krytykowałem u pewnego kandydata prezydenckiego. Są niebywale wręcz wyczuleni na cierpienie nieheteronormatywnych uchodźców na archipelagu Bongo Bongo, ale arogancko niewrażliwi na ludzi obok siebie, choćby zdehumanizowaną Ukrainkę, która sprząta ich brudy.

Gdy ten film kpi z „wrażliwości społecznej” polskich elit, jest bliższy komedii obyczajowej, niż thrillerowi. Dałoby się wręcz zrobić sitkomowego spinoffa o Krasuckich.

Ich przyjacielem jest kandydat na prezydenta Warszawy (Maciej Stuhr), który również zręcznie parodiuje maniery prawdziwych polityków z obozu liberalnego. Nazwałbym jego postać Trzaskobiedrownią.

Trzaskobiedrownia jest sympatyczny. Zapewne sam bym na niego zagłosował – jest na pewno mniejszym złem od upiornego kontrkandydata (Piotr Cyrwus).

Skąd więc wrażenie, że film jego też potępia? Otóż „Hejter” przypomniał mi kino moralnego niepokoju, choćby dlatego, że był w nim film o podobnym do Tomasza Giemzy manipulatorze: „Wodzirej” Feliksa Falka.

Kino moralnego niepokoju miało pewną postać stereotypową (tzw. stock character): konformisty, który sam nie robi niczego złego, ale funkcjonuje w złym układzie. Często grał go Zapasiewicz, jako Dynamicznego Docenta.

Zastanawiam się, czy kultowa scena w Psach („czasy się zmieniają, pan zawsze jest w komisjach”) nie była żartem metanarracyjnym. Adresatem tych słów przecież jest podobna postać, znów grana przez Zapasiewicza. „Czasy się zmieniają, moralny niepokój wiecznie żywy?”.

O ile elity w „Hejterze” są jak ze starych filmów Falka i Zanussiego, klasa ludowa jest pokazana na wskroś współcześnie, choć też karykaturalnie. Mam wrażenie, że twórcy wzięli wzorce z forów inceli.

System wartości Tomasza Giemzy jest systemem wartości incela. Nie wierzy w miłość, wierzy tylko w zmuszanie kobiet do ulegości podstępem lub przemocą. Zemsta, którą planuje, też przypomina incelskie masakry.

„Hejter” łączy więc tradycję ze współczesnością. Miał pecha do premiery, bo jak nie zamach na Adamowicza, to pandemia. Rzućcie grosz twórcom, zapracowali sobie.

Opublikowano wPop
Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

53 komentarze

  1. a czy wzorem klasycznego kina moralnego niepokoju narracja w tym filmie przebiega chronologicznie do bólu?

  2. Bosh, nie wiem dlaczemu ale wydawało mi się że film ten ma coś wspólnego z grafomanią niejakiego Remigiusza Mroza i już zdążyłem kilku polecającym znajomym powiedzieć coś w klimacie „ale za jakie grzechy miałbym to oglądać”. Oups, wtopa. Co mi do łba przyszło…

  3. „Są niebywale wręcz wyczuleni na cierpienie nieheteronormatywnych uchodźców na archipelagu Bongo Bongo, ale arogancko niewrażliwi na ludzi obok siebie”
    – To bardziej humanitarna wersja „wrażliwości”. Gorsza: empatia wyłącznie pod adresem źle traktowanych kotów/psów/koni/pand itp.

  4. @vitoslav
    „Przepraszam za off, ale chciałbym zapytać o Piąteczek”

    Proszę zwrócić uwagę, że ostatniego nie zakończylem słowami „do usłyszenia za tydzień”!

  5. @wo

    Ale to przejściowe? Ciężkie pieniądze zainwestowałem w możliwość słuchania ;-).

  6. Nie wiem! To nie są moje decyzje. Brzmi to jakbym się wykręcał, ale naprawdę nie znam swojej przyszłości za tydzień. Mogę złapać wirusa, mogę stracić pracę, nie wykluczam niczego.

  7. Żal, wielki żal, ale wyjaśnienie zabrzmiało tak, jakby sternik Tok.fm już coś wiedział.
    Po takiej recenzji nie pozostaje nic innego, jak obejrzeć. Podejrzewam, że film będzie pewnym oderwaniem od mojej obecnej sytuacji.

  8. @Zapasiewicz w Psach

    Akurat ten trop jest o tyleż ciekawy że „Psy” w końcu czerpią garściami z symboliki opozycyjnej. Bardziej symboliczna niż scena ze śpiewaniem „Janka Wiśniewskiego” jest tu scena w której skorumpowany prokurator ucieka antykomunistyczną narrację krzycząc że „Breżniew nie żyje i skończyło się wasze sobiepaństwo”. To samo życiorys Maurera – raczej nie przypadkiem studiował w Krakowie przecież. Metanarracyjnie jest to więc film o złym skorumpowanym świecie, tylko z hamburgerami, strzelaninami i wulgaryzmami w co drugim zdaniu

  9. Piateczek, zadamy piateczka. Pandemia to nie jest zaden wykret, Moliera szlag trafil na scenie.

  10. @Bibliotekarz
    Moliera sponsorował Ludwik XIV! To naprawdę nigdy nie wygląda tak, że ja dzwonię i mówię „wiecie co, znudziło mi się prowadzenie słowniczka neologizmów” albo „to mi się już nie chce robić audycji”.

  11. Film rzeczywiście dosko. Serce rośnie, że w _tym kraju nad Wisłą_ zaczęto (tak wiem, że nie jest to pierwsza jaskółka) robić dobre kino popularne.

    O ile zwykle nie rejestruję takich rzeczy, to tutaj nie mogłem nie zauważyć jak świetnie zagrał Maciej Musiałowski.

  12. Jak dla mnie film trochę za bardzo przypominał narracyjnie Salę Samobójców jednak, co do której za wykorzystanie ładnego fragmentu Mozarta w kulminacyjnym momencie miałem poważną słabość (i to raczej głównie z tego powodu), a tutaj ta Oda do Radości to jakoś nie bardzo mi zagrała. Poza tym te postacie to jednak trochę zbyt karykaturalne w moim odczuciu.

    Zupełnie na marginesie i nieistotne, ale taka broń w marmurowych dźwięczących wnętrzach to chyba nie tak powinna brzmieć? Nie znam się więc się pytam.

  13. „Czy słychać dialogi i da się zrozumieć co mówią aktorzy?”

    Nie wymagajmy cudów, to wciąż polski film.

  14. @Dude Yamaha

    Właśnie oglądam i brzmi to jakby podłożono pod scenę ze strzałami odgłos strzałów z kbkAK. Płomień wylotowy dorobiono w CGI najwyraźniej. Zresztą z Glauberytów a ta broń występuje w tej scenie nie strzela się amunicją ślepą – nie ma do nich odrzutników.

  15. Tak jeszcze jedna uwaga już poza #rapierami na spokojnie po obejrzeniu całości. Film obszernie pokazuje klasę wyższą średnią ale poza tymi kilkoma postaciami – nie pokazuje szerzej klas niższych. Tutaj narracja trochę kuleje bo nacjonalistyczni miłośnicy strzelania, Ukrainka – służąca i stróż nocny to trochę jednak mało.

    Brak pokazania kogoś kto nie jest nacjonalistą ani incelem-piwniczakiem – ale po prostu robotnikiem powiedzmy, z jakimś życiem rodzinnym, który jednak łapie się na tytułowy hejt. Bez tego jednak wyjaśnienie jakie oferuje Krasucki, ze swoją sztampową mową o trybaliźmie i nacjonaliźmie wydaje się być – mimo fałszywości – jedynym. A to już jest blisko kliszy „ta_straszna_polska_prowincja/klasa ludowa”.

  16. @adiunkt
    „Film obszernie pokazuje klasę wyższą średnią ale poza tymi kilkoma postaciami – nie pokazuje szerzej klas niższych.”

    No właśnie jak dla mnie to film raczej przeholował z tym usiłowaniem pokazania klas takich i owakich czy innych tez socjologicznych kosztem zwykłego storytellingu – stąd postać Krasuckich jest przerysowana i dość fałszywie jednak momentami pobrzmiewa.

    Na zdecydowany plus fałszywy uśmieszek kolegi Tomka w sytuacjach dla niego niekomfortowych czyli przez większość filmu. To akurat dość swojsko wyglądało.

  17. @Dude Yamaha

    „postać Krasuckich jest przerysowana i dość fałszywie jednak momentami pobrzmiewa”

    W takim razie wygląda na to, że masz zdecydowanie większe szczęście do znajomych niż ja. Dla mnie postacie Krasuckich to reportaż 1:1. I mam wyrazy uznania dla wszystkich czworga aktorek i aktorów, że się nie powstydzili ekspresyjnie zagrać (w końcu to ich własne milieu) oraz dla brata Panicza Krzysia za chwile scenariuszowej szczerości.

  18. @adiunkt
    „Brak pokazania kogoś kto nie jest nacjonalistą ani incelem-piwniczakiem – ale po prostu robotnikiem powiedzmy, z jakimś życiem rodzinnym, który jednak łapie się na tytułowy hejt.”

    To było w „Bożym Ciele”, dlatego traktuję te firmy jako coś w rodzaju dwupaku, taki awers i rewers.

    @dude yamaha
    „stąd postać Krasuckich jest przerysowana i dość fałszywie jednak momentami pobrzmiewa.”

    Nie zgadzam się. Ja ich po prostu znam. Jako działacz związkowy często stykam się z szeroko rozumianym Kierownictwem i zawsze fascynuje mnie w tych ludziach połączenie betonowego braku empatii wobec ludzi zwalnianych zbiorowo / wyzyskiwanych na śmieciówkach ze skłonnością do górnolotnych frazesów. Oni zawsze są bardzo zaangażowani w prawa człowieka, tylko nigdy tego obok nich, zawsze jakiegoś odległego, najlepiej w Afryce.

  19. @wo
    Mnie raczej chodziło o ten fragment jak córka przy stole leci z wulgaryzmami. To był moment kiedy widziałem raczej chęć „pokazania” jak to elity rzucają mięsem nie mniej niż niższe warstwy (czemu naturalnie nie przeczę) niż jakiś autentyczny moment opowiadania.

  20. Nie zwróciłem uwagi na tę scenę, dla mnie język Krasuckich cały czas brzmiał naturalnie.

  21. „To było w „Bożym Ciele”, dlatego traktuję te firmy jako coś w rodzaju dwupaku, taki awers i rewers.”

    jak zawsze Polska dzieli się na Warszawkokrakówek i wieś

  22. @piateczek

    Znowu nic nie rozumiem. Niby ze Agora wyplula podcast Orlinskiego??? Przy tej obecnej klesce nieurodzaju kontentu w TOK FM? To ila ten Orlinski liczy za odcinek, banke?…

    Jak juz kiedys napisalem, deklaruje piataka za odcinek jesli Piateczek sie usamodzielni. Wykret ze „ja nie umiem sam w domu” odpada, bo juz wiemy ze umiem. Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze do tego ktos musi jeszcze zrobic prodakszyn, distrybuszyn i masturbejszyn ale sa serwisy do tego.

  23. @wo
    Tak z czystej ciekawości: czy ci Krasuccy z „Twojego” bąbelka rzeczywiście pomagają jakimś uchodźcom, czy tylko o tym gadają? Mam na myśli REALNĄ pomoc, a nie jakiś Bal Dziennikarzy. Ja co prawda żadnych Krasuckich (UC, jak rozumiem) nie znam, ale zetknąłem się już z sytuacją, kiedy tak zwana „pani Krysia” lamentuje, że w Afryce dzieci głodują, a na pytanie, czy w takim razie wysłała jakąś pomoc, odpowiada coś w stylu „nie no, przecież i tak rozkradną”, „tam już Dominika wysyła zeszyty/Redemptoris Missio ołówki” albo „ja już dałam na WOŚP”. Z kolei internetowy Sebix powie, że owszem – powinno się pomagać dzieciom, ale białym.

  24. Polecony, więc obejrzałem. Mam wrażenie, że ogladaliśmy inny film:

    Aktor.
    Praca aktorska na poziomie kołka drewna. Dwie miny na krzyż (bez i z niby-uśmiechem). Nagrodę, to chyba w kategorii „najlepszy aktor w masce” (tak, wiem, wszsytkie polskie filmy jakąś nagrodę dostają, więc i ten dostanie).

    Fabuła.
    Prostolinijna, bez żadnych zwrotów akcji, bez najmniejszego zaskoczenia. Zaplanował, przeprowadził, wyszło bez przeszkód. Prosta jak budowa cepa.

    Całość.
    Kupy się nie trzyma: celem jego/pracy było medialne zniszczenie kandydata, ale nie zamordowanie. Hejter nie morduje (nawet mszcząc się)!
    Jeśli zemsta, to idioty: nie na rodzince do której ma żal (klasowy, choć bezsensowny, pomagali mu), nie na najbardziej odpychającej postaci z mainstreamu (kontrkandydat), tylko organizuje morderstwo postaci, która jako jedyna/najbardziej potraktowała go jak człowieka.
    Wiele mniejszych fakapów, jak zapewnianie matce przyszłości za… 15 tys.

  25. @invinovertias

    „Hejter nie morduje”

    No właśnie tutaj bym polemizował – IRL całkiem sporo sprawców przeszło od słów do czynów (wspomniani incele – zabójcy ale też terroryści z różnych nurtów ideologicznych). Niektórzy dawali swoim słowom upust publicznie, inni pisali manifesty do szuflady
    Tutaj problemu nie widzę. Jest trochę momentów gdzie pewne sceny czy wątki lepiej odbierać jako metaforę (organizacja symultanicznych manifestacji) ale sama trajektoria od słów do przemocy – nie aż tak bardzo. To samo dotyczy celu, wyraźnie symboliczny, manifestujący całą klasę której bohater nienawidzi, która go odrzuciła i upokorzyła na początku. Emocje przesłaniające logikę to nic dziwnego – gdyby był logiczny w swoich działaniach pewnie nie pozwoliłby sobie na plagiat.

    Tutaj przy tym odbieram go jako osobę która z jakiegoś powodu „od zawsze” kłamała i manipulowała – to nie „młody zdolny z prowincji” któremu „tylko” powinęła się noga. Może wątek wywalenia z uczelni jest kluczowy – plagiat został wykryty, okazało sie że manipulacje nie wychodzą mu tak dobrze jak sobie wyobrażał?

  26. @bibliotekarz
    „Jak juz kiedys napisalem, deklaruje piataka za odcinek jesli Piateczek sie usamodzielni. ”

    Bardzo dziękuję za te miłe słowa, ale wydaje mi się, że dopóki mam tu etat, nie powinienem podejmować komercyjnej działalności otwarcie konkurującej z Agorą. Zeszły tydzień spędziłem oczekując wiadomości, że dziś stracę pracę (tzn. rozpocznie się proces utraty), no bo termin dzisiejszego spotkania z zarządem wyznaczono jakiś czas temu. Jak już wiadomo z publicznych komunikatów, pracy nie tracimy (na razie). To odwleka radykalne ruchy z mojej strony.

    @mnf
    „Mam na myśli REALNĄ pomoc, a nie jakiś Bal Dziennikarzy. ”

    Wiesz jakiego focha strzelało towarzystwo od Balu Dziennikarzy, jak się im mówiło, że to nie jest „realna” pomoc? No pewnie, że tak naprawdę ta ich pomoc to była ściema a la CSR. Ale oni mają to glęboko zinternalizowane, że są Dobroczyńcami Ludzkości.

    „(UC, jak rozumiem)”

    UMC. UC to Kulczykowie. Nie ma ich w tym filmie.

  27. @invino
    „Dwie miny na krzyż (bez i z niby-uśmiechem).”

    To samo mówiono o Bogarcie.

    ” Hejter nie morduje (nawet mszcząc się)!”

    Bzdura.

    „tylko organizuje morderstwo postaci, która jako jedyna/najbardziej potraktowała go jak człowieka.”

    Wiele światowych arcydzieł (np. wszystkie sztuki Szekspira) opowiada o kimś, kto zrobił coś bezsensownego, np. usiłował kogoś uchronić, a jednak go zabił itd.

  28. @sfrustrowany_adiunkt
    „Tutaj przy tym odbieram go jako osobę która z jakiegoś powodu „od zawsze” kłamała i manipulowała – to nie „młody zdolny z prowincji” któremu „tylko” powinęła się noga. Może wątek wywalenia z uczelni jest kluczowy – plagiat został wykryty, okazało sie że manipulacje nie wychodzą mu tak dobrze jak sobie wyobrażał?”

    Ja odbieram go jako przedstawienie toposu karierowicza/socjopaty w warunkach polskiego późnego kapitalizmu. W tym sensie, pewnie nigdy nie byłby _dobrym człowiekiem_, ale jakby nie to, że musiał na dwa etaty robić (zakładając, że podczas rozmowy z rektorem nie kłamał), żeby utrzymać się w Wawie, to by skończył jako prawnik od reprywatyzacji. Gdyby miał menadżerkę, która stawia mu jakieś granice… trudniej byłoby mu je przekraczać. Gdyby Krasuccy byli milsi, to nie byłby tak sfrustrowany. Gdyby było mniej sfrustrowanych kolesi, to trudniej byłoby mu znaleźć „wspólnika” and so on…

    @invinoveritas
    To się chyba trochę wyklucza, albo przynajmniej nie jest łatwe do osiągnięcia: „Fabuła Prostolinijna, bez żadnych zwrotów akcji, bez najmniejszego zaskoczenia.” vs „Kupy się nie trzyma”

  29. @invinoveritas
    „Jeśli zemsta, to idioty: nie na rodzince do której ma żal (…) tylko organizuje morderstwo postaci, która jako jedyna/najbardziej potraktowała go jak człowieka.“

    Nie no, bez przesady. Zarówno w „Hejterze“, jak i „Bożym Ciele“ jest trochę głupotek scenariuszowych (jak się okazuje, w firmie Best Buzz można pójść na randkę z szefową tego samego dnia, gdy się zostało zdegradowanym), ale akurat ten wątek jest sensownie umotywowany. Giemza nie poznaje Rudnickiego zanim nie zaczyna go rozpracowywać, za to podsłuchuje, jak Krasucki mówi „Ja p…, jak on przegra, to się zastrzelę.“ Jego reakcję na takie dictum równie dobrze mógłby zastąpić obraz żarówki nad głową. Od tej chwili nie ma już znaczenia, co powie, albo zrobi Rudnicki.

    @WO
    „System wartości Tomasza Giemzy jest systemem wartości incela. Nie wierzy w miłość, wierzy tylko w zmuszanie kobiet do ulegości podstępem lub przemocą. Zemsta, którą planuje, też przypomina incelskie masakry.“

    Zupełnie inaczej to odebrałem! Człowiek na jego miejscu i z mentalnością incela próbowałby przede wszystkim sabotować planowany wyjazd Gabi i skrzywdzić jej chłopaka, Giemza przyjmuje to biernie jako fatalistyczne nieszczęście. Pomijając już fakt, że za zerwanie kontaktów chce się mścić na jej rodzicach, a nie na niej, chociaż to ona była winna. (Czyli zemsta ma motywację klasową, nie emocjonalną.) A kiedy ją spotyka niespodziewanie przed zamachem, jego reakcją jest ewidentne „oh crap“. Myślę, że cały czas szczerze wierzy w to, co raz wybełkotała mu pijana i naćpana w taksówce, a jego modus operandi w takim wypadku bardziej pasuje do „nice guya“ niż incela. Inna sprawa, kim się staje po finale, bo tu już wygląda na kolesia, który odblokował kody do godmode.

    @m.bied
    „I mam wyrazy uznania dla wszystkich czworga aktorek i aktorów, że się nie powstydzili ekspresyjnie zagrać (w końcu to ich własne milieu) oraz dla brata Panicza Krzysia za chwile scenariuszowej szczerości.“

    Pacewicz Pacewiczem… ale nikt nie sczaił, że koproducentką jest Dominika Kulczyk?

    Tak BTW, jeżeli komuś podobał się „Hejter“, to od pewnego czasu na HBO Go jest dostępny debiut reżyserski Krzysztofa Skoniecznego („Ślepnąc od świateł“), thriller „Hardkor Disko“. Rzecz, której fabuła wydaje się prosta, ale jej interpretacja już niekoniecznie. Także opowiada o gniewnym młodym człowieku z prowincji przyjeżdżającym do Warszawy „robić porządki“, też odwołuje się do przekonania, że „to p…lnie“ (film jest z 2014 roku, co Majmurkowi pozwoliło uznać go za zapowiedź nadejscia „dobrej zmiany”) i wykorzystuje, parę podobnych motywów, choć w inny sposób rozegranych (jak na przykład rodziców z UMC).

  30. @Piotrkolwalczyk

    Miałem wrażenie że jego umizgi do Gabi są kolejną manipulacją, próbą wejścia w świat warszawskiej UMC – może liczył że po prostu się wżeni w klan Krasuckich? To sugeruje motyw dodawania na fejsie.

    A później jej niespodziewane spotkanie było owszem „oh crap” ale bardziej w kierunku „rozwala mi plan wyjścia”.

  31. „Miałem wrażenie że jego umizgi do Gabi są kolejną manipulacją, próbą wejścia w świat warszawskiej UMC – może liczył że po się wżeni w klan Krasuckich? To sugeruje motyw dodawania na fejsie.”

    Imho wyglądało jakby mu naprawdę zależało – przynajmniej na tyle, żeby się na moment przy niej „otworzyć”, kiedy opowiedział o swoim wylocie ze studiów.

  32. Tu miałbym dwa wyjaśnienia. Robi to już gdy ma nową pracę – może liczy na to że w ten sposób zostanie mu wybaczone bo nie jest przegrywem który na własne życzenie wyleciał ze studiów tylko kimś kto już pracuje w „poważnej branży” (zatem nie jest to fast food i nie jest pensja z fast fooda). Druga rzecz – może po prostu jego życie było tak puste że nie miał żadnych „wyzwań” które mogły być w jego mniemaniu dostatecznie „głębokie” czy „wstydliwe”? Choć bardziej obstawiałbym przy tym pierwszym.

    Jakimś popkulturowym tropem była by scena z „Wall Street” gdzie Fox rzuca wszystko na jedną kartę i mówi Gekko o Bluestar Airlines. Tam to przepustka do świata Gekko tutaj wyznanie czegoś nieprzyjemnego to cyniczny test „zaakceptuje czy nie” – ale to luźne, niekoniecznie poprawne skojarzenie.

  33. @piotrkowalczyk
    „Myślę, że cały czas szczerze wierzy w to”

    Ja nigdy! Pytanie, czy on ją kiedykolwiek kochal, to trochę jak „czy Wokulski kochał Łecką, czy tylko była dla niego Symbolem Awansu Klasowego”. Wszystkie jego zachowania wobec Gabi interpretuję jako manipulacyjne. Uważam, że jej tak naprawdę nie kocha, bo staroświecko i romantycznie za kryterium miłości uważam gotowość na pogodzenie się z własnym nieszczęściem („odleć z Victorem”) w imię szczęścia tej drugiej osoby. Wydaje mi się, że to jest ten aspekt miłości, którego nie rozumie incel. Dla incela w finale Casablanki Victor Laszlo jest „Chadem”, Ilsa to „Stacey”, a Rick jest przegrywem. Tymczasem widz, który jest – z braku lepszego określenia – normalny uzna, że to Rick jednak wygrywa, bo Kochał Naprawdę.

    Wydaje mi się, że Tomek nie umiałby szczerze powiedzieć „odleć” i się pogodzić z tym, że Gabi będzie po prostu lepiej bez niego. Interesuje go wyłącznie podporządowanie jej. I w finale widzi okazję do zapreezentowania się jako Rycerz Z Bajki (być może tak to zaplanował).

  34. @wo
    Pulon wrqanx grtb avr cynabjnł. B vyr cnzvęgnz ceóobjnł fvę hejnć cb pbś m vzcerml cemrq svanłrz, nyr zh fvę avr hqnłb. Tqlol cbfmłb mtbqavr m cynarz j pujvyv fgemrynaval whż ol tb avr olłb.

  35. OK, acz nadal przypuszczam, że po prostu skorzystał z okazji do manipulowania. W każdym razie, nigdy nie widzimy w nim gotowości do bezinteresownego poświęcenia dla Gabi (ergo, to nie jest miłość).

  36. @wo
    „I w finale widzi okazję do zapreezentowania się jako Rycerz Z Bajki (być może tak to zaplanował).”
    Ghgnw zbvz mqnavrz enpmrw olłn m wrtb fgebal pnłxbjvgn vzcebjvmnpwn, gma. avr jltyąqnłb gb gnx, wnxol j wrtb cynavr olłb cbjfgemlznć mnznpubjpn jłnfalzv eęxbzn, gnx wnx jpmrśavrw avr olłb j cynavr mnovć bpuebavnemn.
    N pb qb hpmhć Tvrzml qb Tnov – pujvyę cemrq fgemrynavaą jvqmvnłrz (zbżr gebpuę anvjavr) zbzrag mnjnunavn glch „avr wrfg gnx źyr m gą Tnov, zbżr qnłbol fvę wrfmpmr gb jfmlfgxb bqjbłnć?”

    @„Ja p…, jak on przegra, to się zastrzelę.“
    Tutaj jest dla mnie największa „nieciągłość” w fabule: przejście od „Ja p…, jak on przegra, to się zastrzelę” do „zastrzelę Rudnickiego (i masę osób towarzyszących)”. Trochę szybko to eskalowało, nawet jak na bezwzględnego manipulatora/urażoną dumę/młodego adepta zasad Sun Tzu.

  37. Ekhm. Teraz to już za późno, ale przynajmniej na przyszłość wnoszę o rot13 na spoilerach :-/

  38. @ sfrustrowany_adiunkt
    „To sugeruje motyw dodawania na fejsie.“

    Sęk w tym, że zaproszenie wysłał jej siedem lat wcześniej… kiedy kończył podstawówkę.

    „A później jej niespodziewane spotkanie było owszem „oh crap” ale bardziej w kierunku „rozwala mi plan wyjścia”.

    Owszem, ale dlatego, że próbuje ją wyprowadzić, a nie każe jej iść precz z jego oczu.

    @WO
    „Pytanie, czy on ją kiedykolwiek kochal, to trochę jak „czy Wokulski kochał Łecką, czy tylko była dla niego Symbolem Awansu Klasowego”.“

    Co do „Lalki“ (skądinąd szczęśliwego tropu, skoro Krasucka próbuje podczas kulminacji zrobić „klasyczną Łęcką”) postawię veto. Wokulski awansował klasowo już na samym początku powieści, gdyby chodziło mu tylko o wżenienie się w arystokrację, mógł poszukać kogoś w rodzaju Wąsowskiej (formalnie zresztą nie ma ku temu przeszkód po zerwaniu zaręczyn), a nie umizgiwać się do zubożałej rodziny, którą może literalnie wykupić. Prus jest ciekawy dlatego, że formułę realizmu próbował przełamać przez elementy irracjonalne, metafizykę, jakieś przekonanie, że istnieje Coś Więcej, czego światopogląd naukowy nie tłumaczy (zresztą nawet Orzeszkowa pod koniec życia odleciała w spirytyzm). Do tej przegródki należą np. sny Izabeli, utopia Geista, rozmyślania Wokulskiego przed próbą samobójczą, opowiadanie „Sen“, idea nieśmiertelności duszy z „Emancypantek“ , oniryzm „Dzieci“ itd. Wchodzi w to również opis uczucia Wokulskiego do Izabeli, które jest często charakteryzowane jako irracjonalno-neurotyczne. Takimi fragmentami podbudowującymi tę tezę są ranty na temat głupoty uzależnienia małżeństwa od pozycji społecznej, czy opis rozpadu psychicznego Stacha z rozdziału „Dusza w letargu“.

    „ Wszystkie jego zachowania wobec Gabi interpretuję jako manipulacyjne. Uważam, że jej tak naprawdę nie kocha, bo staroświecko i romantycznie za kryterium miłości uważam gotowość na pogodzenie się z własnym nieszczęściem („odleć z Victorem”) w imię szczęścia tej drugiej osoby. “

    Co do pierwszego zdania zgoda, ale ja z kolei uważam, że zły człowiek może kochać w zły sposób. (Złośliwie można by zauważyć, że koncepcja miłości jako związania się z drugą osobą i ewentualnego spłodzenia potomstwa sprawdziła się w historii jednak lepiej od romantyzmu…) Co zgody na odlot… przecież on to w pewnym momencie robi. Jaki problem stanowiłoby dla niego zorganizowanie choćby ciężkiego oklepu dla Staszka za „wystawienie islamskiej propagandy“ w galerii? Zamiast tego mamy smutnego żabona biadającego „OMG, Gabi odlatuje, nawet nie pójdę na tę imprezę ;_;“.

    „Wydaje mi się, że to jest ten aspekt miłości, którego nie rozumie incel.“

    Owszem, ale ponownie przypominam o subkulturze Nice Guyów, której gorsza część w końcu zmutowała w inceli. Pod tym względem nie ma między nimi różnicy, a przewagi Tomasza z panią Santorską dowodzą, że dosłownym incelem jednak nie jest.

    „I w finale widzi okazję do zapreezentowania się jako Rycerz Z Bajki (być może tak to zaplanował).“

    Mn qhżb mzvraalpu! Tvrzmn oljn vqvbgą, nyr pulon avr nż gnxvz. (Cbzvwnz snxg, żr gnxn svagn mtbqavr m mnfnqnzv qboertb fprabcvfnefgjn cbjvaan olć wnjan qyn jvqmn.) Cyna jlzxavępvn fvę j bqcbjvrqavrw pujvyv pulłxvrz v glłxvrz, cb pmlz pmrxnavr wnx Thmrx ebmjnyv Ehqavpxvrtb, n ceml bqebovavr fmpmęśpvn gnxżr Xenfhpxvpu, zn fraf. J vaalz jlcnqxh zhfvnłol borwzbjnć n) fcbgxnavr Tnov, xgóen abeznyavr cbjvaan olć j Fgnanpu, o) mnłbżravr, żr Thmrx avr mnfgemryv wrtb (nyob qmvrjbv) an fnzlz cbpmągxh, p) manyrmvravr fvę j bqcbjvrqavz zvrwfph, tql gnzgrzh fxbńpml fvę nzhavpwn, q) cnzvęgnavr b abżh, b xgóelz mncbzavnł.

  39. J cvrejfmrw pujvyv zlśynłrz, mr ceóon jlcebjnqmravn Tnov gb wnxvś bfgngav cemrołlfx pmłbjvrpmrńfgjn, nyr qnyfml ebmjów flghnpwv cbxnmhwr, mr pulon pupvnł wą jlxbemlfgnć qb vzcebjvmbjnarw rjnxhnpwv. An mnznpubjpn emhpvł fvę pulon glyxb qyngrtb, żr onł fvę, żr fgnavr fvę bsvnen cemlcnqxbjrw fgemrynaval.

  40. @Zachowanie Giemzy
    Zarotuję zgodnie z prośbą Praptaka

    Tvrzmn emhpn fvę an mnznpubjpn qbcvreb jgrql tql jlenźavr gnzgrzh xbńpml fvę nzhavpwn – nyob oebń fvę mnpvęłn (fmnecnavan VEY yrxxb avrybtvpman nyr zavrwfmn b gb – jvqnć żr m gą oebavą fvę fmnecvr jvęp whż avr fgemryv). J glz zbzrapvr jvqmv qyn fvrovr fmnafę jlfgącvravn j ebyv obungren, pubć jpmrśavrw mnzvremnł olć glz tbśpvrz xgóel cemlcnqxvrz bpnynł ob cbwrpunł qb fmgnoh cb cebtenzl.

  41. @praptak
    „Teraz to już za późno, ”

    Nigdy nie jest za późno! Jako tutejszy Mark Zuckerberg, zedytowałem kolegom komentarze. Zostawiłem swoje „w finale chce być rycerzem, bo jest ogólnikowe, nawet nie wiadomo, na ile to się udaje.

  42. @piotrkowalczyk
    „Wokulski awansował klasowo już na samym początku powieści, gdyby chodziło mu tylko o wżenienie się w arystokrację, mógł poszukać kogoś w rodzaju Wąsowskiej”

    Odeślę cię do filmu „Rybka zwana Wandą”. Jego bohater – tak jak Wokulski – zrobił dopiero pierwszy krok. Cleese skądinąd parodiował tu marzenia swoich rodziców o jego karierze (które zawiódł, wybierając jakieś durne komedianctwo). Wokulskiemu nie chodzi o wżenienie się w arystokrację, tylko o to, żeby arystokracja traktowała go jak równego sobie. Łęcka jest ucieleśnieniem tego marzenia, tak jak Gabi dla Tomka.

    Skądinąd doskonale to znam ze swojej działki. Jako związkowiec często spotykam się z Krasuckimi. Oni są bardzo mili, nawet są dumni z tego, że – jak pani Krasucka – nikogo nie nazywają „głupkiem” czy „chamem”. Tylko jak w „Parasite”, to też przecież ich przywilej.

    Tylko że oni z całą tą swoją sympatyczością i uśmiechniętością (is that even a word?), po prostu patrzą na ciebie jak na krzesło, które gada. Zasób korporacyjny, który niestety jest zasobem ludzkim, a więc stwarza problemy. Nie widzą w tobie istoty ludzkiej, bo jakby zobaczyli, to wpadną w te wszystkie aporie – „czy to jest w porządku, że zarabiam 30 razy więcej od ludzi, od których oczekuję wyrzeczeń”.

    Wokulski tak jak Giemza widzi w kobiecie symbol będący odpowiednikiem karty wstępu do salonika lotniskowego, ale nie tego zwyczajnego, co to byle chudopachołek z biletem klasy biznes sobie może wejść, tylko tego statusowego, „for gold members only”.

    „Złośliwie można by zauważyć, że koncepcja miłości jako związania się z drugą osobą i ewentualnego spłodzenia potomstwa sprawdziła się w historii jednak lepiej od romantyzmu…”

    Bzdura.

    „Co zgody na odlot… przecież on to w pewnym momencie robi. ”

    Nie może nie. „Zorganizowanie oklepu” przecież by nie powstrzymało wyjazdu, przeciwnie, zadecydowało o niepowrocie do Tegokraju. Mówiąc językiem gier, brak mu punktów decyzyjnych do intrygi blokującej wyjazd, wszystkie zużywa na inne intrygi (ogólnie przecież cały czas działa „na styk”, wygląda na to, że w ogóle nie śpi).

    „Owszem, ale ponownie przypominam o subkulturze Nice Guyów”

    Aż tak się na nich nie znam, bardzo możliwe, że potraktowałem to pojęcie ogólnikowo jako całość internetowej mizogynii. „Incele lub coś w tym rodzaju”.

  43. Skoro już schodzimy na taki poziom analizy (matko, zauważyć że bohater wysłał zaproszenie na FB w podstawówce, szacun!) to czy są jakieś teorie co twórca miał na myśli przemycając motyw że matka bohatera miała pogrzeb (akurat) w Holandii?

  44. „to czy są jakieś teorie co twórca miał na myśli przemycając motyw że matka bohatera miała pogrzeb (akurat) w Holandii?”

    No to chyba proste i idące wzdłuż linii „krytyki późnego kapitalizmu”/klasowej: wymuszona mobilność spowodowała, że chopak się wychował bez matki; rodzina nie miała nawet kasy na sprowadzenie jej zwłok do Polski.

    Że konkretnie chodzi o Holandię jest chyba bez znaczenia.

  45. @piotrkowalczyk

    „koproducentką jest Dominika Kulczyk”

    A ją to chyba fabuła tego filmu, czyli napięcia i anse w obrębie różnych odcieni klas niższych i średnich, obchodzi mniej więcej tyle, co entomologów podrygi owadzich nogów. Byle hajs z box office’u się zgadzał.

  46. @WO
    „ Wokulskiemu nie chodzi o wżenienie się w arystokrację, tylko o to, żeby arystokracja traktowała go jak równego sobie. Łęcka jest ucieleśnieniem tego marzenia, tak jak Gabi dla Tomka.“

    W powieści mamy inną kolejność – Wokulski najpierw zakochuje się w Łęckiej, potem dopiero szuka bliższych kontaktów z arystokratami. Wszystkie punkty „szacunku na dzielni“ jakie u nich gromadzi, są zbierane z myślą o Izabeli. Wokulski poznaje prezesową Zasławską, poznaje hrabinę Wąsowską, które z miejsca orientują się, że to porządny człowiek i tak go traktują (obietnice dane Zasławskiej zaniedbuje, kiedy jest w euforycznym amoku po zaręczynach). Najznaczniejszy przedstawiciel szlachty, książę, w ogóle przy każdym spotkaniu kadzi mu i go komplementuje, niech będzie, że nieszczerze i interesownie, ale wniosek jest jeden: jego stosunki z jaśniepaństwem psują się tylko wtedy, kiedy nadziewa się na kolejną pasywno-agresywną gierkę ze strony Łęckiej (a zerwanie zaręczyn koronuje zamknięciem kramiku, czyli spółki prowadzonej z arystokracją ). Daje się pomiatać osobie, która ani prestiżowo, ani finansowo nie ma za wiele do gadania we własnej sferze. Jednym z „neurotycznych“ fragmentów „Lalki“ jest ten, kiedy Wokulski po spotkaniu Ochockiego znajduje się w takim stanie, że jest gotów umrzeć, bo wydaje mu się, że on, kupiec, w porównaniu z uczonym dla Izabeli będzie nikim. Przechodzi mu, jak dowiaduje się, że Ochocki nie interesuje się kobietami, a Łęcka uważa go za pociesznego dziwaka.
    Aczkolwiek skojarzenia rozumiem (patrz niżej) i doceniam.

    „Tylko że oni z całą tą swoją sympatyczością i uśmiechniętością (is that even a word?), po prostu patrzą na ciebie jak na krzesło, które gada. Zasób korporacyjny, który niestety jest zasobem ludzkim, a więc stwarza problemy. Nie widzą w tobie istoty ludzkiej, bo jakby zobaczyli, to wpadną w te wszystkie aporie“

    Wzbraniałem się przez chwilę, aby nie dać zbyt poufałej reakcji, powiem więc tylko tyle, że dziękuję za te słowa o krześle, bo przydadzą mi się na resztę życia. Grałem kiedyś w teatrze wydziałowym, tak poznałem ówczesnego chłopaka jednej z koleżanek-aktorek. Książę miał akurat taką fazę, że chciał zostać muzykiem i szukał tekściarza. W efekcie teatr przeminął, tamten związek przeminął, muzyka dla niego zmieniła się w marketing, został wgląd w perspektywę człowieka zarabiającego (osobiście, nie licząc majątku rodzinnego) pięciocyfrowe kwoty. Nie ta skala finansowa oczywiście, ale w końcu, cytując jego obecną lubą „Milion dolarów to nie są aż takie duże pieniądze“. Noc, kiedy mając niecałe osiemset złotych na koncie przyjechałem z resztką dobytku pod Warszawę do piętrowego mieszkania wykupionego za polski milion (panatatowe grosiwo), aby prosić o pomoc (w skrócie: gdyby nie on, zostałbym bezdomnym w Warszawie, gdybym polegał wyłącznie na nim i jego obietnicach, zostałbym bezdomnym w Łodzi), to już nawet nie był Komasa czy Joon-ho, tylko to, co Foster Wallace nazwał „sytuacją lynchowską“. Obserwowanie „uśmiechniętości“ na przemian glitchującej i stabilizującej się jak uszkodzona transmisja, to coś, czego życzę wszystkim PT komcionautom o zbliżonym światopoglądzie, chociaż oczywiście nie w aż tak ryzykownej sytuacji.

    „Bzdura.“

    Napisał mąż żonie i ojciec dzieciom.

    „Mówiąc językiem gier, brak mu punktów decyzyjnych do intrygi blokującej wyjazd, wszystkie zużywa na inne intrygi“

    OK, przyjmuję to wytłumaczenie, bo brzmi sensownie. (Przez „ciężki oklep“ rozumiałem taki przykuwający do szpitalnego łóżka, ogólnie wyjazd do Stanów jest procedurą, którą łatwiej chyba spieprzyć niż zaliczyć.)

    „Incele lub coś w tym rodzaju”.

    Nazwa własna: manosfera.

  47. @piotrkowalczyk

    „Obserwowanie „uśmiechniętości“ na przemian glitchującej i stabilizującej się jak uszkodzona transmisja…”

    Ładne! I kto powie, że nie żyjemy w cyberpunku? Zainspirowany dodaję do kolejki lockdownu sequele Neuromancera.

  48. @wo
    „Wiesz jakiego focha strzelało towarzystwo od Balu Dziennikarzy, jak się im mówiło, że to nie jest „realna” pomoc? (…) mają to głęboko zinternalizowane, że są Dobroczyńcami Ludzkości”

    Tymczasem dyskusja zeszła na „Lalkę” Prusa, więc zacząłem sobie odświeżać pamięć, czytając omówienie powieści – no i proszę, to wszystko już było:

    „w Wielką Sobotę obie grupy [biedota i elity społeczne] spotykają się w kościele. Zbiórka pieniędzy prowadzona przez arystokrację okazuje się być okazją do salonowych rozmów, plotek i załatwiania interesów; obecni przed kościołem biedacy nie interesują kwestujących kobiet”; „Kwesty Wielkanocne były w czasach Prusa popularnym tematem prasowym. Często na pierwszych stronach gazet informowano, która dama kwestuje w którym kościele, kto jej towarzyszy i na jaki cel zbierane są pieniądze, ale także krytykowano hipokryzję i obłudę kwestujących”

Dodaj komentarz