Siniora, przepraszamo…

Mikołaj Kopernik towarzyszy mi od dziecka, prawie jak Lem. W 1973 z wielką pompą celebrowano 500-lecie urodzin astronoma.

Gierkowskiej propagandzie wpisywało się to w hasło „POLAK POTRAFI”, więc Kopernik siedział wtedy w każdej lodówce.

Jako nerdowaty wielbiciel science-fiction łykałem tę propagandę z wielkim entuzjazmem. Nigdzie nie mogłem wtedy jednak znaleźć odpowiedzi na pytanie: „JAK NA TO WPADLEŚ, MISTRZU?”.

Na obrazie Matejki Kopernik rozkłada ręce w geście „eureka!”. Ale co on tam robi? Celuje drągiem w niebo? Jak celując drągiem w niebo można dojść do odkrycia, że Ziemia się porusza?

Jako dziecko bawiłem się w Kopernika, celując w niebo linijką. Udawałem przed sobą samym, że widzę, że Ziemia się porusza (choć tak naprawdę widziałem drżenie swoich mięśni).

Wydaje mi się, że udało mi się wreszcie na to odpowiedzieć. To moment, o którym mówi piosenka „Still Alive” z gry „Portal”: „now the points of data make a beautiful line / and we’re out of beta, we’re releasing on time”.

Kopernik ma model matematyczny, przygotowywany od dobrych 10 lat. Zgodnie z nim, gwiazda Kłos powinna być na niebie tu i tu. Jest? Jest! A więc model działa.

Chyba wszyscy znamy tę radość, gdy coś takiego się wydarzy. Napisany przez nas program komputerowy daje sensowne wyniki. Model kinetyki reakcji chemicznej co do kropki zgadza się z zarejestrowaną krzywą.

Nie jest to więc moment wymyślenia modelu, tylko jego potwierdzenia. Gdzie i kiedy Kopernik go wymyślił jako wstępną roboczą hipotezę?

Uczciwie przyznam: nadal nie wiem i nie wierzę, że się kiedykolwiek dowiem. W przypadku Keplera możemy śledzić, jak przechodzi od pomysłu „a może orbity są owalne?” do „wiem! to elipsy!”, bo zachowały się jego listy do znajomych.

Znakomita większość korespondencji Kopernika zaginęła, a to co zostało, jest dziwnie skromne. W tamtych czasach człowiek wyruszający w daleką podróż chwalił się korespondencyjnie, prowadził jakiś diariusz peregrynacyi – dlatego na przykład dużo wiemy o wojażach Dantyszka.

O Koperniku nie wiemy prawie nic. Jakby specjalnie starał się nie wytwarzać papierowych śladów.

Gdybym miał talent, wykorzystałbym to prozatorsko do powieści a la Dan Brown o skarbie, którego miejsce ukrycia zaszyfrowane jest w „De Revolutionibus”. W tej biografii staram się trzymać „non fiction”, choć parę razy fantazjuję o takiej powieści.

Łatwo wymyślić, co to za skarb (złote monety na walkę z Krzyżakami, przekazywane za pośrednictwem ojca astronoma). Oraz łatwo wyobrazić sobie, jakie misje szpiegowskie Kopernik mógł realizować dla wuja w Italii, będąc zalegendowanym jako prosty student.

Wiele osób z najbliższego otoczenia Kopernika parało się szpiegostwem lub zatrudniało szpiegów. Na pewno jego wuj, prawdopodobnie jego ojciec. Czemu właściwie nie on sam?

Sam Kopernik uczestniczył w (nieudanym) spisku, mającym zablokować elekcję Dantyszka na biskupa warmińskiego (jego szefa). Nie mogli zostawiać papierowych śladów, bo mogło się to dla nich wszystkich skończyć tak źle, jak dla jednego z nich (Aleksandra Scultetiego), ale da się ten spisek odtworzyć z korespondencji oraz z kalendarium spotkań kluczowych graczy.

To aż dziwne, że Kopernik miał jeszcze głowę do astronomii. Ale może tak jak Lem, uciekał myślami w gwiazdy, by nie myśleć o tym, co się dzieje na tej planecie?

Pisałem tę książkę w czasach, w których wydawało nam się, że „ktoś zepsuł symulację”. Na przykład zdążyłem w ostatniej chwili odwiedzić Bolonię. W karnawałowej paradzie szli ludzie przebrani za koronawirusy. Udało mi się wrócić jednym z ostatnich rejsowych samolotów, zaraz potem pozamykano granice.

Pomogło mi to trochę zbliżyć się do mojego bohatera. On też tworzył w ciężkich czasach. We Włoszech trwała wielka wojna, więc jego wędrówki między Bolonią, Rzymem, Ferrarą i Padwą musiały uwzględniać to, gdzie jest teraz front oraz które granice zamknięto.

Potem sam dowodził obleganym przez Krzyżaków zamkiem w Olsztynie – uwięziony jak my w lockdownie. Dobrze znał to uczucie niepewności, które teraz czujemy my: że tuż obok toczy się wojna, od której zależy WSZYSTKO, wszystkie nasze dalsze plany. I nie wiadomo kto wygra.

Morał – nie wiem, czy wesoły czy smutny – jest taki, że świat się wcale aż tak bardzo przez te 500 lat nie zmienił.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

25 komentarzy

  1. Gratulacje!

    Dodatkowe punkty za cytacik ze „Still Alive”. No cóż, we do what we must, because we can. 🙂

  2. „Jak celując drągiem w niebo można dojść do odkrycia, że Ziemia się porusza?”

    Ja mam takie piękne wspomnienia z muzeum morskiego w Amsterdamie, jest tam cała sala poświęcona nawigacji. Każdy przyrząd miał obok eksponatu tablet, gdzie można było sobie samemu poprzesuwać i zobaczyć jak wyglądał pomiar, a na ścianach były projekcje gwiazd, jak w planetarium. Byłem urzeczony.

    https://www.hetscheepvaartmuseum.com/sites/default/files/2018-02/1502.jpg

  3. @wo

    …W 1973 z wielką pompą celebrowano 500-lecie urodzin astronoma…

    O roku ów!!!
    Oj działo się. Kopernik stał się dla mnie, ucznia podstawówki, niemal członkiem rodziny. Apele ku czci, szkolne przedstawienia aktorsko – recytatorskie, klasowe wyjścia do kina na film “Kopernik”(potem, przynajmniej na początku, Kopiczyński jako Czterdziestolatek, był dla mnie jakiś taki nie na miejscu). Na plastyce malowaliśmy “dzieła” z Kopernikiem w roli głównej. Chciałem namalować coś w stylu Matejki, ale po kilku próbach zdecydowałem się jedna na znany portret z konwalią, gdzie najlepiej wyszła mi konwalia. Kopernik był wszędzie. Na polskim, historii, matematyce, fizyce. Nie jestem pewien, czy nie było go również na WF-ie, ale to bardzo prawdopodobne. Wtedy wydawało mi się, że o Koperniku wiem wszystko. Znałem kluczowe daty, że lał Krzyżaków, no że wielkim Polakiem był. Przynajmniej do momentu, ale to już w liceum, gdy dowiedziałem się, że jednak był Niemcem. Potem zdziwiłem się, że Kopernik by się zdziwił, gdyby dowiedział się, że jest Niemcem ale i że jest Polakiem! No jak to?! Można nie być kimś konkretnym w naszym rozumieniu?
    Potem Kopernik gdzieś mi umknął. Nie wiele czytałem. Jeżeli już, to przy okazji czytania historii w bardziej ogólnej perspektywie. Może ta końska dawka z roku 73 trochę mi ten temat podświadomie przesyciła?
    No ale czas na świeżą porcję wiedzy. Z przyjemnością poznam twój punkt widzenia.

  4. KO: „(…)UdAwałem przed sobą samym, że widzę w ten sposóB, Że Ziemia się porusza(…)”

  5. „Mikołaj Kopernik towarzyszy mi od dziecka”
    Miałem przyjemność uczęszczać do szkoły podstawowej imienia M.K. I po latach bardzo się cieszę, że tak się złożyło. Że jej patronem nie był jakiś polski odpowiednik Ojca Pio.
    Autorowi życzę wysokich nakładów oraz rozlicznych dodruków. Wielu przyjemnych spotkań autorskich. Niech rękę zaboli nie raz od ilości złożonych autografów.

  6. KO: W tamtych czasach człowiek wyruszająco w daleką podróż

    Gratulowałem juz pod poprzednią notką, ale jak jest i dedykowana to jeszcze raz: gratulacje że udało się ten projekt skończyć w tak nieciekawych czasach!

  7. „O Koperniku nie wiemy prawie nic. Jakby specjalnie starał się nie wytwarzać papierowych śladów.”

    Dzisiaj nie miałby konta na facebooku.

  8. Hmm, powinienem kupić, ale papier. Cyfrowe buki mnie dekoncentrują.

  9. Spotkałem kiedyś wykładowcę filozofii, który twierdził, że pierwotne przekonanie Kopernika o heliocentryzmie wynikało nie z obserwacji, ale z jego przekonań filozoficznych, chyba predylekcji do jakiejś wersji neoplatonizmu.
    Czy w korespondencji Kopernika jest cokolwiek na poparcie takiej tezy?

  10. @drnsoong
    „Czy w korespondencji Kopernika jest cokolwiek na poparcie takiej tezy?”

    W korespondencji nic, zachowało się bardzo mało listów (jakby ktoś celowo zacierał ślady!), ale we wstępie do „De Revolutionibus” twierdzi, że inspirował się starożytnymi: „natrafiłem najpierw u Cycerona na wzmiankę, że Niketas sądził, iż ziemia się porusza. Następnie znalazłem kilka dalszych nazwisk ludzi tego samego zapatrywania również u Plutarcha”. Co niewiele wnosi, bo ten wstęp pisał oczywiście dla zmylenia tropu. Wielu badaczy podejrzewa, że inspiracje czerpał ze świata islamu, a tego nie mógł przecież napisać (świat islamu zresztą z kolei mógł się inspirować Grekami, więc nie było to nawet kłamstwo, po prostu nie cała prawda).

  11. @wo
    Dzięki za odpowiedź. Kurczę, te aura tajemnicy dająca pożywkę potencjalnym wątkom spiskowym, pobudza wyobraźnię na tyle, że może nie rezygnowałbym tak lekko z pomysłu na zdanabrowningowanie tej historii.

  12. moje myśli często krążą wokół tej przyszłej kulminacyjnej sceny filmowej, w której kopernik, może nie tyle mieczem (to już zależy od filmu), ile sprytnym rozwiązaniem dotyczącym walki wręcz w olsztynie, odpiera z miasta napastników i ocala skarbiec przed wojskami zbrojnego ramienia papiestwa, odbierając im szanse na sukces i zadając śmiertelny cios średniowieczu

  13. Dla mnie kopernikańskim przewrotem w postrzeganiu Kopernika była VIII księga „Tytusa”. To był moment (przełom lat 70. i 80.) przecięcia wielu kulturowych pępowin. Skończyło się pępkoświatowanie.
    Na książkę gospodarza ostrzę sobie zęby z dwóch powodów: 1. ciekaw jestem polskości Kopernika (gdzieś czytałem, że w pracy mówił po łacinie, w domu po niemiecku, na mieście po polsku); ciekaw jestem stanu jego wiedzy o astronomii i wizji świata nieeuropejskiej, niejako prechrześcijańskiej (al-Idrisi, Ibn Hazm, ktoś tam jeszcze, kto dosyć dokładnie wyliczył długość równika, choć było jeszcze 500 lat do Kopernika). Swoją drogą, czy mityczny „srebrny globus” dla króla Rogera naprawdę istniał?
    Będę czytał W. Orlińskiego na cztery ręce z H.J. Chmielewskim, słuchając K. Szymanowskiego. Czuj duch!

  14. @mk
    „zadając śmiertelny cios średniowieczu”

    Nie jestem pewien, czy to będzie kulminacja – Kopernik miał wtedy jeszcze przed sobą pracowite parędziesiąt lat. Książka jest w kolejności chronologicznej, więc w niej na kulminację trochę jednak wybija się moment, w którym Kopernik niechcący (?) sprowadza na Warmię konttreformację, ubraną w tradycyjny strój maskujący Partii Mniejszego Zła. To takie zdanie z książki, które bardzo lubię: „Że głosujac na Dantyszka, głosują też na Hozjusza – dowiedzieli się dopiero po głosowaniu”.

  15. ergonauta
    „(al-Idrisi, Ibn Hazm, ktoś tam jeszcze, kto dosyć dokładnie wyliczył długość równika, choć było jeszcze 500 lat do Kopernika)”

    Czyli powtórzył greckie osiągniecie z trzeciego wieku przed naszą erą? 😉

  16. @ergonauta
    „ciekaw jestem polskości Kopernika (gdzieś czytałem, że w pracy mówił po łacinie, w domu po niemiecku, na mieście po polsku)”

    Na to trochę nie ma źródeł (jak zwykle), jest kilka pośrednich argumentów – nigdy nie potrzebował tłumacza, gdy miał rozmawiać z Polakami; przez dłuższy czas jego osobistym służącym był Polak (raczej niepiśmienny); jego praca w pewnym okresie polegała na zapisywaniu polskich imion, bo osadzał polskich chłopów, więc zdarzało mu się niemal dosłownie, że ktoś się przedstawił jako „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, powiat Łękołody” i on to zapisywał po łacinie fonetycznie i poprawnie. A więc musiał mieć polski przynajmniej na poziomie „intermediate level B”. Natomiast wielu badaczy przypuszcza, że Kopernik senior wychowywał go w dwujęzyczności, bo w ówczesnym Toruniu wielu (poniekąd słusznie) widziało w Polsce PRZYSZŁOŚĆ (TM).

  17. @ „powtórzył greckie osiągniecie”

    Dokładnie o to mi chodzi. Ile Kopernik wiedział o tym obrocie sfer naukowych wokół Morza Śródziemnego (Ateny – Bagdad – Kordoba). Jak wyrwał się – jako naukowiec i duchowny, jako astronom i astrolog – z więzów dyskursów i paradygmatów. Trafić do Indeksu Ksiąg Zakazanych to małe miki w porównaniu z zadarciem z autorytetem Arystotelesa. Bajdełej, zdaje się, że Arystoteles zgasił Arystarcha i jego heliocentryzmy jak peta na kilkanaście stuleci, powołując się na chłopski (czytaj: zdrowy) rozum. Coś jak różni zdrowi na rozumie negacjoniści (zmian klimatu, pandemii, etc).

    @ nie ma źródeł, jest kilka argumentów

    Z zasady nie wierzę argumentom (Kopernik była kobietą!), wierzę źródłom. Acz te drugie bywają tymi pierwszymi, a wręcz jako takie zostają pomyślane i do wierzenia podane. Ech…
    Ale o osadzaniu polskich chłopów poczytam z rozkoszą.

  18. @ergonauta
    ” Ile Kopernik wiedział o tym obrocie sfer naukowych wokół Morza Śródziemnego (Ateny – Bagdad – Kordoba).”

    Wenecja jedną nogą stała w tym świecie. Kopernik prawie na pewno bywał w Wenecji regularnie w okresie studiów (zwłaszcza w okresie padewskim). Zapewne tam miał dostęp do Zakazanych Ksiąg, ale nie mógł się do tego przyznawać, bo miał już za dużo kłopotów na głowie.

  19. @kłopoty na kopernikańskiej głowie

    Już w 1541 nie czuł się najlepiej, latem 1542 wysłał „O obrotach” do drukarni, pod koniec 1542 r. miał udar mózgu. Można powiedzieć, opublikował rzutem na taśmę. Czy zdążył zobaczyć wydany egzemplarz? (są legendy, że tak).
    Przynajmniej tyle, że książka na początku była legalna, bo watykański Indeks Ksiąg Zakazanych został wprowadzony 15 lat później, kiedy się rozhulała konrreformacja. I tu makiawelicznie szczery cytat z Hozjusza (a’propos tłumaczenia Biblii i odprawiania mszy nie po łacinie): „ten co mniej rozumie, jest zazwyczaj bardziej pobożny. Ci, którzy wszystko w kościele rozumieją, nabierają łatwo pogardy dla religii, ci, którzy niczego nie rozumieją, są pełni podziwu dla wszystkiego, co związane z Kościołem.” W końcu i tak się Niccolò z Nicolausem spotkali na Indeksie.

  20. @ergonauta
    „Bajdełej, zdaje się, że Arystoteles zgasił Arystarcha i jego heliocentryzmy jak peta na kilkanaście stuleci, powołując się na chłopski (czytaj: zdrowy) rozum.”

    Chyba tylko przenośnie, bo Arystarch urodził się po śmierci Arystotelesa. Ateńskie szkoły filozoficzne szybko przestały być wiodącymi ośrodkami naukowymi. Nawiększe osiągnięcia antycznej nauki to są już pokolenia po Arystotelesie, zaczynając od Euklidesa z którego Elementów jeszcze Einstein uczył się matematyki.

    Zdaje się, że imperium Rzymskie, jak to z imperiami bywa, nie było glebą na której kwitły nauki przyrodnicze. Jeśli system nie przewiduje angażowania się obywateli w życie publiczne nie ma powodu aby byli specjalnie rozgarnięci czy w ogole piśmienni.

    @wo
    „Wielu badaczy podejrzewa, że inspiracje czerpał ze świata islamu, a tego nie mógł przecież napisać”

    Ale przecież już średniowieczni uczeni zaczytywali się w pismach islamskich uczonych. Awerrores, Avicenna, Al-Farabi were all the rage. Z drugiej strony, jeden papież orgie robił inny pobożnie palił heretyków, przynaję się że nie wiem, który był który.

    Swoją drogą to idealistyczna wersja powstania uniersystetów na Zachodzie opowiada historię stowarzyszeń które zaczytywały się w pogańskich pisamch, które zaczęły docierać z cywilizacji do barbarii.

  21. @ Chyba tylko przenośnie, bo Arystarch urodził się po śmierci Arystotelesa.

    Jak metaforycznego peta metaforycznie go zgasił. 🙂

    A tak bardziej dosłownie, to Arystarch inspirował się ponoć Filolaosem z Krotony, zaliczanym do pitagorejczyków, wśród których poglądy niegeocentryczne wcale nie były rzadkością. Sam Filolaos raz, że wygłówkował nader ciekawy układ pirocentryczny: w środku ogień, kosmiczne palenisko, a naokoło krąży wszystko: planety, gwiazdy, Ziemia i – uwaga, uwaga! – Przeciwziemia. A dwa, że Kopernik – jak właśnie wpadło mi w oko – nie dość, że o Filolaosie wiedział, to jeszcze wymienił go z nazwiska we wstępie do „O obrotach”: „Lubo powszechnie uczeni (filozofowie) utrzymują że ziemia stoi i nie rusza się, Filolaus jednak Pitagorejczyk przeciwnie twierdził, że ziemia bieg odbywa około ognia środkowego (t. j. słońca jako ogniska świata) po kole pochyłém jakie w biegu rocznym słońce, a miesięcznym księżyc opisują.”

    O dominującej wersji, która dotarła – via Platon i Arystoteles – do średniowiecznej Europy decydowały często proceduralne przepychanki w Akademii, blaski i cienie systemu wybierania scholarchy w Akademii (heliocentryście Heraklidesowi zabrakło kilku głosów, by pokonać platonistę Ksenokratesa). Słowem, nic nowego pod słońcem, obojętne w ruchu czy nie, demokracja jak zawodziła, tak zawodzi. A coś lepszego wymyślono? Ano nie.

  22. @bantus
    „zaczynając od Euklidesa z którego Elementów jeszcze Einstein uczył się matematyki”
    Aksjomaty Euklidesa miałem – o ile mnie nie myli – w piątej klasie klasie szkoły podstawowej. Jeśli dobrze pamiętam nawet szkoła średnia nie rozwijała zbytnio na matematyce (klasa mat-fiz) geometrii Łobaczewskiego i innych nieeuklidesowych. „Tymi rencami” trzeba było przy pomocy zwojów mózgowych sięgać po literaturę dodatkową jeśli ktoś stawiał pytania w rodzaju „a co jeśli narysować trójkąt równoboczny na dużym skrawku kuli ziemskiej?”.

  23. Jeśli Gospodarz pozwoli, pozorny offtop. Przeczytałem w końcu „Lema w PRL-u” i chciałbym za tę książkę serdecznie podziękować. Była to miła odmiana po Lemie znajdującym pęknięcie w „Tangu”, pouczającym Kandela na przemian z informacjami o rosnących nakładach w Niemczech, czy strofującym Ewę Lipską z Wiednia, że zioła mu nie pomogą. Poza tym to świetne źródło – ostatnią część będę zadawał studentom aby zobaczyli jak działała gospodarka komunistyczna.

    Offtop pozorny, bo w jednym z listów do Mrożka albo Kandela Lem tłumaczy czemu nikt na zachodzie nie potraktuje poważnie żadnej jego książki, która omawiałaby współczesne problemy cywilizacyjne. Polska znajdywała się poza centrum kulturowym i pisarze stamtąd mogli co najwyżej pisać o swojej egzotyce, a nie uczestniczyć w poważnych dyskusjach o Świecie i Przyszłości (choć, jak gdzie indziej pisze do Mrożka, kultura polska miała już wystarczającą pozycję aby „rozhuśtać” za granicę lepszą literaturę niż kicz „Quo Vadis”).

    Możemy się zastanawiać na ile diagnoza Lema się dziś zdezaktualizowała (sądzę, że generalnie nie), ale Kopernik to najciekawszy wyjątek. Nie powtórzył – w kwestii heliocentryzmu, bo już nie teorii pieniądza – przypadku chociażby Kaleckiego, który niby pisał wcześniej ważne rzeczy niż Anglik, ale jednak nikt o nim nie pamięta. Ciekaw jestem jak tłumaczy to Gospodarz, bo wyjątkowość odkrycia raczej nie gwarantowała jego przyjęcia. Co poniekąd wraca nas znowu do listów Lema (do Kandela tym razem) i jego wykładów o „Filozofii przypadku”.

  24. @ht
    „Ciekaw jestem jak tłumaczy to Gospodarz, bo wyjątkowość odkrycia raczej nie gwarantowała jego przyjęcia.”

    Po pierwsze, korzystny zbieg okoliczności. Świat czekał od dawna na jakąś poprawkę do modelu Ptolemeusza, czekał jak na szpilkach. Po drugie, to są ostatnie chwile istnienia w miarę kosmopolitycznej (paneuropejskiej) „res publica christiana”. Zaściankowość i peryferyjność Polski się właśnie zaczyna – ale to po śmierci Kopernika jednak raczej.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.