Grzegorz jestem

Nadchodzi czas blogerskich manifestów przedwyborczych – oto mój. Przed Smoleńskiem rozważałem głos protestu w pierwszej turze dla wyrażenia swojej niechęci wobec kandydatów PO (obu zresztą).
To już nieaktualne, Smoleńsk sprawił, że rozgrywająca litość i spiskową paranoję prawica zmobilizuje się w poparciu dla Kaczyńskiego. A więc: groźba powrotu IV Rzeczpospolitej znowu jest realna. A więc: te wybory prezydenckie będą referendum, 3RP czy 4RP. Ja oczywiście wolę 3RP.
Komorowski to nie jest mój wymarzony kandydat. Czy mi nie przeszkadza jego sarmatyzm, jego dwururka i jego chadeckość? Przeszkadza. Ale zagłosuję na niego po prostu jako na człowieka, który jest w stanie zatrzymać Kaczyńskiego.
Dlaczego nie działają na mnie znaki przyjaźni wysyłane przez Kaczyńskiego wyborcom lewicowym? Bo nie mam powodu, by Kaczyńskiemu wierzyć. Zaklinał się, że nie zrobi koalicji z Lepperem – a potem zrobił, rozwiązał, znów się zaklinał, że już nigdy więcej, a potem zrobił znowu. Obiecywał, że jeśli jego brat zostanie prezydentem, on nie sięgnie po stołek premiera. I sięgnął.
Dla zdobycia waaadzy Kaczyński każdemu jest w stanie wszystko obiecać i nie powstrzyma się przed niczym. Choćby właśnie przed wejściem w koalicję z bandytami od lewych kredytów.
Owszem: wejdzie z nimi po to, by ich cynicznie wykorzystać. Jeśli Kaczyński ma u mnie za coś plus to za to, że unicestwił swoje „przystawki”. Doceniam to, choć ciśnie mi się w związku z tym pytanie: czy znajdzie się teraz polityk dość głupi, by pamiętając los LPR i Samoobrny, powtórzyć ich błąd i wejść w koalicję z Kaczyńskim?
Ależ taki ktoś się znalazł. O pięknie działającej koalicji PiS-SLD w mediach publicznych mogą nam zaświadczyć Sobala z Pospieszalskim, wachlujący się paczkami banknotów z abonamentu. Kim był ten powiatowy Machiavelli, który wymyślił tę wspaniałą intrygę?
Grzegorz jest i lubi „surfować”. Ta jego desperacka próba posłużenia się czymś, co mu się wydaje slangiem internautów, przypomniała mi od razu Pierce Brosnana dziwującego się pendrajwowi w „Ghost Writerze”. Grzegorz, ty w ogóle wiesz, co to jest pendrajw? W koncu nie były takie popularne w latach 90., w których ludzie „surfowali”.
Napieralski obiecywał, że będzie polskim Zapatero – będzie tylko polskim doktorem Kevorkianem. Liczę, że odniesie w tych wyborach wynik grubo poniżej wyniku Marka Borowskiego z 2005, a to skróci agonalne męczarnie Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Sojusz jest martwy od roku 2004. Leszek Miller, jego ówczesny przywódca, wolał zabić własną partię niż okazać nielojalność wobec swych kumpli – Jakubowskiej, Czarzastego, Kwiatkowskiego i Rywina. Lojalność wobec kumpli rzeczą piękną, ale trzeba znać jej cenę.
W tym wypadku ceną była śmierć SLD. Nie dajmy się zmylić pozorom życia, jakie denat wydawał z siebie przez te 6 lat. To odruchy bezwarunkowe, do których zachowuje zdolność ciało z martwym mózgiem.
Chaotyczne manewry, w jakie wdawało się SLD po aferze Rywina, dowodzą braku mózgu w sposób dla mnie wystarczający. Porażka Napieralskiego przekona nawet najbardziej opornych. Czas odłączyć respirator państwowej dotacji, czas przerwać tę uporczywą terapię. Niech rodzina denata zamknie wreszcie ten rozdział a jego dawni wyborcy ułożą sobie życie z nowymi partiami.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Zostaw komentarz