Co z tymi mediami?

Jak zwykle trudno komentować propozycje PiS, bo to co na piśmie nie zgadza się z tym, co na języku. Komentując zapisaną w programie propozycję „ustawy o statusie zawodowym dziennikarza”, marszałek Terlecki powiedział, że to „próba ucywilizowania tej narastającej komplikacji, jaką są media społecznościowe”.

To nie ma sensu. Do regulacji tego, co robią media społecznościowe („portale, które sobie pozwalają często na rzeczy wyjątkowo niesympatyczne i nieprzyjemne”) nie potrzebujemy ustawy o zawodzie dziennikarza.

Potrzebujemy ustawy regulujacej działalność amerykańskich korporacji, takich jak Google, Twitter czy Facebook. Tylko że wobec tych firm PiS konsekwentnie deklaruje politykę służalczej uległości – dalej mają nie płacić podatków, dalej mają być praktycznie bezkarne (chwilę dalej w programie PiS chwali się swoją „walką z ACTA 2”).

Załóżmy, że najgorsi na Twitterze są dziennikarze (co już wydaje mi się naciągane). Skąd będzie wiadomo, że pod ksywką „jorry123” występuje dziennikarz, a nie sędzia czy hydraulik? Panie marszałku, tego nie ruszymy „ustawą o dziennikarzach”, tu potrzebna „ustawa o Twitterze”.

Program PiS mówi z kolei o innym problemie: o zaufaniu publicznym. Już pisałem na blogu, że dziennikarz – w odróżnieniu od np. weterynarza – nie ma takiego statusu.

„Zawód zaufania publicznego” jest wtedy, gdy ustawodawca uznaje, że jakiś zawód musi być regulowany ustawowo, bo wolny rynek nie wystarcza. Gdy ktoś umrze z powodu błędu lekarskiego, to żadna pociecha, że więcej się już nie będzie leczyć u tego konowała.

Czy dziennikarze wymagają podobnej ustawy? Czy nie wystarcza zwykłe „nie ufasz mu – nie czytaj go”? Nie jestem pewien.

Podobne rozwiązania występują w krajach demokratycznych, np. we Włoszech. Co mnie bawi, słowo „publicysta” oznacza tam „autora bez dziennikarskich uprawnień”.

Włoscy dziennikarze lubią ten system, bo m.in. gwarantuje w miarę jawne i równe zarobki w ramach widełek określanych przez ich organizację. Podobne rozwiązanie spowodowałoby w polskich mediach rewolucję, ale nie wiem, czy PiS byłby na nią gotowy.

Widełki wynagrodzeń oznaczałyby z jednej strony, że Wildstein z Pereirą musieliby sobie obniżyć do poziomu nas, maluczkich. A z drugiej, że Sakiewicz by nie mógł swoim nie płacić.

Przez ostatnie 4 lata PiS pokazał, że nie umie współpracować z istniejącymi już samorządami – ani terytorialnymi, ani branżowymi. Kaczyński uważa, że reprezentuje Czyste Dobro, a w takim modelu wszelka autonomia jest podejrzana (skoro ktoś nie chce się podporządkować to znaczy, że jest Czystym Złem).

Prawie każda grupa, która ma jakąś formę ustawowej niezależności (sędziowie, lekarze, akademicy, adwokaci, nauczyciele, filmowcy…) wchodziła w konflikt z PiS. Z samej tej niezależności PiS czynił zarzut („nadzwyczajna kasta”, etc.).

Trudno mi uwierzyć, że PiS chciałby dać kolejnej grupie taką autonomię. Sam by sobie tworzył wroga?

Niezależnie od osi PiS/Antypis, wielu polskich dziennikarzy jest przeciw samej idei zrzeszania się. Przeciwników spotkamy w obu obozach. A nie da się wprowadzić samorządności wbrew woli zainteresowanych.

Zapewne więc nie chodzi o żaden samorząd, tylko o weryfikację jak w stanie wojennym. Czasy się zmieniają, prokurator Piotrowicz zawsze w komisji.

Wojny z tamtymi „kastami” poszły PiS-owi słabo – i przyznają to nawet pisowcy. Nigdzie nie było zdecydowanego zwycięstwa, najwyżej pyrrusowe.

Ta wojna będzie szczególnie trudna. Jesteśmu w Unii. Nie da się zabronić przeniesienia redakcji do czeskiego Cieszyna czy Frankfurtu nad Odrą. Dziennikarze nie musieliby nigdzie jechać, byliby warszawskimi korespondentami czeskiego portalu.

Jak PiS chciałby to zwalczać – prokuraturą? Prześladując dziennikarzy zatrudnionych w niemieckich czy czeskich mediach, a więc bronionych przez tamte rządy i związki?

Z obawy przed unijną aferą, PiS już zrezygnował z „repolonizacji”. Teraz by miał to samo do kwadratu.

Myślę, że prezes coś palnął na Nowogrodzkiej na zasadzie „rzucam myśl, a wy go łapcie”. A jego otoczenie zbiera się na odwagę, by mu powiedzieć, że to nie do zrobienia.

Poprzednio podobne pomysły miał rząd Leszka Millera. Mieli 40% poparcia i wydawało się, że nie mają z kim przegrać, ale mieli przeciw sobie media. Zaczęli mówić o regulacji zawodu i dekoncentracji.

Nic z tego nie wyszło, poza aferą Rywina. Teraz też skończy się aferą albo zaniechaniem samego pomysłu, jak z „dekoncentracją i repolonizacją”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

16 Comments

  1. @WO
    „A jego otoczenie zbiera się na odwagę, by mu powiedzieć, że to nie do zrobienia.”

    Ten mem ostatnio często dochodzi z wnętrza PiS. Chcieliby, ale boją się prezesowi powiedzieć, że budżet nie wytrzyma, że Unia nie pozwoli. Zły car i dobrzy bojarzy. To jakiś płomyczek nadziei, gdyż rozsiewanie takich asekuranckich plotek świadczy o lęku przed utratą władzy.

  2. @Awal
    Nie mam dostępu do żadnych plotek, natomiast trudno nie zauważyć, że marszałek Terlecki w swojej odpowiedzi uciekł od tematu.

  3. Mam wrażenie, że programu PiS w praktyce nie tworzy się na użytek kampanii (jego treść wyborców PiS nie interesuje), lecz jako wypadkową działań różnych około-PiSowskich lobbies, chcących zyskać podkładkę pod przyszłe działania. Tak jak w Watykanie toczy się walka o to co kto wrzuci do projektowanej encykliki, tak tu jakaś frakcja dziennikarzy wyklętych chciała coś ugrać ową wpisaną do programu ustawą (być może jedynie jakimś jej konkretnym przepisem typu „lub czasopisma”). To jest obecnie nieprzejrzyste i dopiero działania jakie się ujawnią wokół owego ustawowego projektu po wyborach pozwolą może zrozumieć, o co chodziło. Terlecki mógł znać albo i nie znać tego tła, naciskany przez media powiedział po prostu coś bardziej klasycznie kampanijnego.

  4. > lobbies, chcących zyskać podkładkę pod przyszłe działania.

    Tak własnie jest. Nawet znam takich co to się nie wiedzieć czemu zaczeli pokazywać w środowisku PiSowskim i organizowac dla nich imprezy technologiczne. W efekcie mamy w programie sumę porównywalną z przeznaczaną na wszystkie granty naukowe w ogóle w celu utworzenia „wirtualnych instytutów badawczych” i 700 startupów sztucznej inteligencji. Nie zabrakło też e-administracji na blockchainie.

  5. @WO, orbifold
    Czytając, że samorząd dziennikarski miałby odpowiadać za „proces kształtowania adeptów dziennikarstwa” widzę szkolenia zamawiane w szkole medialnej Rydzyka i realizowane przez „ekspertów” z powiązanych mediów. W wersji soft: dla chętnych (wtedy chodzi tylko o kasę dla tego środowiska). W wersji hard: jako warunek uzyskania statusu „dziennikarza dyplomowanego” pozwalającego np. na wchodzenie do Sejmu (kasa plus kontrola). Taka luźna hipoteza robocza, nie mam żadnych kontaktów w tym środowisku.

  6. Mam nieśmiałą, ale jednak nadzieję, że w Polsce powtórzy się to co teraz dzieje się w Izraelu: Netanjahu tak długo straszył, że Arabowie pójdą głosować, że ci faktycznie zjednoczyli się w jedno ugrupowanie a ich wyborcy poszli głosować. Dalsza analogia, czyli duża szansa że Ziober tak jak izraelski pan premier wyląduje w kiciu, jest już oczywiście zupełną bajką.

  7. @klemenko: „KO: rzucam myśl, a wy go łapcie.”
    @rambler: „Poprawnie powinno być: „rzucam myśla, a wy go łapcie”
    Szanowni Koledzy, to nie WO się przejęzyczył, tylko stalinowiec Roman Werfel na jakimś zebraniu pisarsko-partyjnym w latach 50. W „Anegdotach literackich” Kwiatkowskiego jest właśnie tak jak w blogonotce, identycznie przytacza też Passent.

  8. No i wychodzi nieznajomość kodów kulturowych… Tego się obawiałem. Pocieszam się, że kiedy ktoś kiedyś rzuci coś w rodzaju: „wiecie, kogo zrobimy następną razą?”, to poprawiającym nie będę ja.

  9. Tak apropos tych „700 firm z branży AI”, to jest że tak się wyrażę, niesamowita beka, bo rozwój AI idzie raczej w kierunku generyczności i gotowych rozwiązań dostarczanych przez oligopol Microsoft-Amazon-Google-Facebook-Baidu-Tencent-Intel-Nvidia-AMD. My tu sobie najwyżej napiszemy frontend czy coś pokonfigurujemy. No chyba, że to mają być firmy obsługujące klientów zbyt małych, żeby pochylił się po nie jakiś gigant. Swoją drogą po zabiciu Open Source przez SAAS przyszłość IT w Europie maluje się w ciemnych barwach.
    Czyli dochodzimy do tej samej konkluzji, że PIS nie dostrzega globalnej gry tylko cień rzucany przez nią na naszą polską jaskinię. Podobno prezes czytał Wallersteina ale chyba w jakimś opracowaniu kogoś pokroju Zybertowicza.

  10. @ „700 firm z branży AI”
    Może idą w to, żeby Pierwszy Polski Samochód Elektryczny był od razu w pełni autonomiczny.

  11. @WO
    Co do całości zgoda. Ale nie pojmuję fragmentu wiążącego korporację z zarobkami.

    „Włoscy dziennikarze lubią ten system, bo m.in. gwarantuje w miarę jawne i równe zarobki w ramach widełek określanych przez ich organizację” – dziwne, jak na polskie warunki, powiązanie – przecież u nas weterynarze (oraz inne korporacje) też nie określają sobie widełek zarobków. Więc dziennikarzy _na_pewno_ by to nie dotyczyło.

    „Wildstein z Pereirą musieliby sobie obniżyć” – nie musieliby, oni są dyrektorami w TVP i za to ta kasa, a na wizji co do zasady występują jako „goście”, a nie prowadzący dziennikarze (1 niszowy program to nieistotny wyjątek).

    „Sakiewicz by nie mógł swoim nie płacić” – przecież teraz też „musi” płacić pod groźbą kary (co za różnica czy nie płaci wynagrodzeń w potencjalnych widełkach czy bez?).

Dodaj komentarz