Zabójcza saRNA

Ostatni raz pisałem tutaj o szczepionkach w grudniu. To cała epoka, bo wtedy jeszcze były science-fiction.

Teraz jestem już po pierwszej dawce, podobnie jak 6 milionów rodaków. Ja oczywiście dostałem tzw. „gorszą”, dla nauczycieli – czyli Astrę Zenka.

Moje liceum skorzystało z puli niespodziewanie uwolnionej przez inną placówkę. Zadzwonili, że jest wolny termin. „Kiedy?” „Dzisiaj”. No to rzuciłem wszystko i pognałem.

Doświadczyłem tych niepożądanych objawów, którymi straszono w dyskusji pod tamtą notką. Nie była to jakaś bardzo ciężka dolegliwość – raczej jak kac niż jak grypa. Po prostu nic mi się nie chciało (bardziej niż zwykle).

Na pewno słyszeliście, że nauczyciele masowo potem brali dni wolne. No cóż, kto może wziąć dzień wolny, ten bierze. Ja nie wziąłem tylko dlatego, że i tak miałem okienko.

Następnego dnia mi przeszło, już normalnie prowadziłem lekcję (zdalną). Spokrewnieni seniorzy, którzy dostali Pfizera, nie mówili jednak o zupełnie żadnych skutkach ubocznych, więc kiedy nadejdzie ten dzień, w którym będziemy mogli grymasić i wybierać, sugerowałbym Pfizera (ale każdego namawiam, żeby wybrał to co może dostać szybciej).

Choć zwykle jestem pesymistą, w jednym jestem ostrożnym optymistą. Gdzieś za miesiąc dostęp do szczepienia przestanie już być „dobrem rzadkim” i będziemy się dzielić wspomnieniami z objawów ubocznych dzień po.

Choć jestem sceptykiem jeśli chodzi o nadzieje z serii „kupisz autonomiczny samochód za bitcoiny wydrukowane na drukarce 3D”, to jestem ostrożnym optymistą jeśli chodzi o przyszłość zastosowania technologii mRNA. Polecam artykuł z „The Atlantic”.

Ubocznym skutkiem II wojny światowej było opracowanie technologii, które potem miały zastosowanie cywilne, często w niespodziewanie odległych dziedzinach. Ubocznym skutkiem wyścigu o zaszczepienie ludzkości jest dopracowanie technologii wprowadzenia do ludzkiej komórki arbitralnego mRNA, by skłonić rybosomy do produkcji arbitralnego białka.

Z tego może nawet wyniknąć mityczne Lekarstwo Na Raka. Na razie odpowiedź na pytanie „dlaczego go jeszcze nie ma” brzmi: bo rak to nie jest jedna choroba.

Ale gdyby tak wyspecjalizowane mRNA z wyspecjalizowaną lipocząstką – które dotrze tylko do określonych komórek i tam wyprodukuje Lekarstwo Na Raka? Nie „takiego w ogóle”, tylko tego konkretnie (może nawet: „dla tego pacjenta”)?

Na razie trujemy cały organizm, żeby otruć grupę komórek, które tak naprawdę stanowią kilka promili masy pacjenta. A gdyby tak białko odpowiedniego przeciwciała powstawało tylko tam, gdzie ma powstać?

Pytanie „CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK” wydawało mi się nieistotne z punktu widzenia szczepionek mRNA, bo wyobrażam to sobie z grubsza tak (znów, skrytykujcie mnie, jeśli błędnie) – najbardziej prawdopodobne „nie tak” wygląda w ten sposób, że lipocząstka nie wejdzie do komórki i będzie nieaktywnym, nieszkodliwym syfem.

Takie syfy i tak regularnie wnikają do naszego organizmu przez błony śluzowe czy skaleczenia. Pocięte przez enzymy, zneutralizowane przez fagocyty, zostają w końcu wydalone.

Jeśli wejdzie do komórki i tam dopiero coś pójdzie nie tak – to znów, nic złego się nie stanie. Przy translacji ciągle coś idzie nie tak, bo zwłaszcza RNA jest podatne na literówki.

Mamy w komórkach mnóstwo śmieciowego RNA, które powstało przez pomyłkę, albo jest już niepotrzebne, albo jest nieaktywne z powodu literówki. Z biegiem czasu ulega recyklingowi, ale ciągle powstaje nowe.

Jeśli ktoś się boi, że mRNA od Pfizera wejdzie do jądra i coś zepsuje w DNA – powinien się bać tego śmieciowego. Jądro po prostu ma mechanizmy samoobrony.

Jasne, niektóre molekuły RNA mogą do niego przeniknąć – czasem specjalnie, a czasem w strukturze odpowiedniego wirusa (HIV). Ale takie coś jest skrajnie nieprawdopodobne jako przypadkowy skutek uboczny.

To jakby się okazało, że stoisz przed drzwiami Pilnie Strzeżonej Instytucji, i całkiem przypadkowo pasują te klucze, które masz w kieszeni. Tak sobie wyobrażam ryzyko „mRNA wejdzie do jądra i ulegnie odwróconej transkrypcji”.

Gdy zaczynamy myśleć o saRNA, uruchamiającym produkcję białka-killera – przybywa rzeczy, które w mojej wyobraźni już mogą pójść nie tak. Tu już zagrożenie widzę jako „dynamit, który wzięliśmy do sforsowania tych drzwi, zdetonuje nam w mieszkaniu”.

Cała ta moja notka jednak jest raczej „myśleniem na głos” niż futurologią – chętnie wysłucham komentarzy osób bardziej kompetentnych, zakończę więc serowym „a wy jak myślicie?”.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

80 komentarzy

  1. Wczoraj dostałem mRNA Moderny (druga dawka na początku maja, hurra). Na razie jedynym NOP jest lekki ból odczuwany, gdy nacisnę miejsce wkłucia.

  2. Korekta obywatelska – podaję za Medonet: szczepień jest póki co ogółem: 5 963 933, w tym pierwsza dawka: 3 961 539, druga dawka: 2 002 394. Czyli nieco mniej niż sześć milionów rodaków jest aktualnie zaszczepionych.

  3. @plus – nieco mniej niż 4 miliony, tych 6 mln to zrobili zastrzyków ogółem

  4. Gdzieś pare dni temu wyczytałem że za pomocą mRNA osiągnięto jakieś super efekty w leczeniu glejaka i to na pacjentach nie nadających się już do żadnego innego leczenia. Od dłuższego czasu każdemu mówię że świat się zmienił nieodwracalnie w roku ZOZO, tu mamy kolejny tego przykład. Oby. O ile w terapeutyczne zastosowania CRISPR nie wierzę o tyle to wygląda naprawdę bardzo obiecująco. W zasadzie jeśliby tylko wiedzieć jakie białko dostarczyć i być pewnym jego sekwencji to nie bardzo co ma pójść nie tak (myślę że analogia z dynamitem to przesada, szczególnie że na razie mówimy głównie o chorobach których inaczej wyleczyć się nie da).

  5. No, moja dziewczyna dzień po pierwszej dawce Astry dostała wysokiej gorączki i silnego bólu w klatce piersiowej. Wezwaliśmy pogotowie, bo na fali ówczesnych doniesień o zakrzepach sytuacja wyglądała dość poważnie. Nieco zmroziła mnie reakcja dyspozytorki, gdy powiedziałem, że dzień wcześniej było szczepienie – zareagowała, „ech, no właśnie”, jakby te poszczepienne reakcje były wtedy czymś powszechnym. Na szczęście wystarczył paracetamol. Z drugiej strony, jak się wydaje, nie ma powodów, by sądzić, że ta konkretna szczepionka jest szkodliwa i całe zamieszanie – taki pogląd teraz się przebija do mainstreamu – to prawdopodobnie propaganda firm farmaceutycznych, które walczą o wpływy. Ale firmy farmaceutyczne handlujące ludzkim życiem dla zysków? Też niezbyt ciekawy obrazek.

  6. @wo
    „Pytanie „CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK” wydawało mi się nieistotne z punktu widzenia szczepionek mRNA”

    Nie znam się na tym, a ostatnią lekcję biologii miałem jeszcze w liceum, ale skoro kodujemy arbitralne białka, to można napisać porządny horror. Na przykład zakodujemy jakiegoś priona albo protopriona i po pięciu latach dobry procent odbiorców szczepionki ma dziury w mózgu à la szalona krowa.

  7. @plus
    „Czyli nieco mniej niż sześć milionów rodaków jest aktualnie zaszczepionych.”

    Dzięki! Szkoda.

    @worek
    „jakby te poszczepienne reakcje były wtedy czymś powszechnym.”

    Powszechnym o tyle, że z Astrą praktycznie każdy coś miał, od lekkiego kaca po wysoką gorączkę. But then again, nic czego nie wyleczyłby paracetamol.

    „Ale firmy farmaceutyczne handlujące ludzkim życiem dla zysków? Też niezbyt ciekawy obrazek.”

    Kapitalizm zawsze tak wyglądał.

  8. Korekta obywatelska do zdania w XIII akapicie:
    (…) bo wyobram to sobi(…)
    -> wyobrażam to sobie?

  9. Dziękuję Gospodarzowi za teksty na temat szczepionek. Jeśli chodzi o szczepionki Pfizera i Modeny, to ukazał się raport amerykańskiej agencji CDC, wg którego są prawie tak skuteczne, jak w badaniach klinicznych (około 90% skuteczności wobec ok. 95% z testów klinicznych).
    Jednak gdy tylko ktoś zaoferuje mi AstraZenecę, to nie będę marudzić. Od czasu do czasu wybieram numer Narodowego Programu Szczepień w nadziei, że usłyszę: obecnie zapisujemy na szczepienia AstraZeneca pani rocznik/wszystkich chętnych.

    @Ale firmy farmaceutyczne
    Tematem ostatniego numeru the Economist jest to, o czym pisze Gospodarz, czyli technologie medyczne, których rozwój przyspieszył Covid-19. W jednym z artykułów spekulują sobie, jak to firmy farmaceutyczne będą musiały się przystosować do świata, w którym inaczej podchodzić się będzie do chorób trapiących bogaty świat. Może stąd pewna nerwowość.

    „Drugs firms will have to adapt, as some chronic conditions may, in effect, be cured. Many are used to concentrating on the long-lasting afflictions that most trouble the rich world: heart disease, cancer, metabolic disorders, neurodegenerative conditions and the like. If drug development is more targeted on instructing cells what to do, rather than finding novel molecules against specific proteins, some of the know-how on which old-style pharma is based will be less relevant.”

  10. Anecdata z grupy osób po pierwszej dawce Astry Zenka.

    1) Objawy – gorączka, dreszcze, osłabienie, ból w okolicy wkłucia występują przez 1-3 dni, zaczynają się 8-12h po zastrzyku. Ja nie musiałem brać niczego na ból – minęło po dwóch dniach.

    2) Nie wiem czy to przypadek, ale generalnie dolegliwości były mocniejsze u koleżanek. 39 – 40 stopni, poważne osłabienie, objawy trwające dłużej.

    Niezależnie od tego – czekam na drugą dawkę jak kania dżdżu.

  11. @tymczasowe

    „Nie znam się na tym, a ostatnią lekcję biologii miałem jeszcze w liceum, ale skoro kodujemy arbitralne białka, to można napisać porządny horror. Na przykład zakodujemy jakiegoś priona albo protopriona i po pięciu latach dobry procent odbiorców szczepionki ma dziury w mózgu à la szalona krowa.”

    Prawda, skoro dowolne to da się i priona. Z tym że to by było jak z nowiczokiem, kolejna pigułka do arsenału GRU, raczej nic ponadto. Przecież żadna pharma nie będzie miała interesu w produkcji trucizny. Ale jako motyw literacki – czemu nie. W sam raz dla Crichtona gdyby dożył

  12. Kompletnie się nie znam w temacie, ale bodajże przynajmniej Moderna i CureVac rozwijały technologię mRNA własnie mając na mżsli leczenie nowotworow – tyle że bez spektakularnych sukcesow. Tyle dobrego, że w krytycznym 2020 technologia była już zaawansowana i jak znalazł
    @BioNTech Pfizer – rodzice też zostali nim zaszczepieni, żadnych poważnych dolegliwości. Siostra za to Moderną (już obie dawki) – takoż bez przygód
    @6mln zaszczepionych Polakow
    Jeśli dobrze policzyłem, to jakies 3’961’539 Polakow lub Osób Podających Się Za Polaków.

  13. Moment. Szukam saRNA, wyskakuje mi self-amplifying RNA i small activating RNA. Szukam dalej. To naprawdę ciekawe. Uwielbiam zajmować się czymś innym, gdy terminy gonią.

  14. @sheik
    „Polaków lub Osób Podających Się Za Polaków.”

    Raczej „Rezydentów Polski”, przecież z tych ponad dwóch milionów emigrantów, które raportuje GUS też pewnie kilka osób jest już zaszczepionych.

  15. @tq „Raczej „Rezydentów Polski”, przecież z tych ponad dwóch milionów emigrantów, które raportuje GUS też pewnie kilka osób jest już zaszczepionych.”
    Chodziło mi raczej o tych niewdzieczników, którzy plwają nieustannie na nasz Rząd Ukochany, ale zaszczepić się to pójdzie taki jeden z drugim, podlec.

  16. @sheik
    „Chodziło mi raczej o tych niewdzieczników, którzy plwają nieustannie na nasz Rząd Ukochany”

    To ledwie głośna garstka i ewentualnie trole/boty, nie warto zawracać sobie głowy takimi zwyrodnialcami. Myślę, że to tej grupie Rząd Ukochany odebrał szczepionki i wysłał je do naszych sojuszników z NATO w Brukseli. Niektórym gwiazdom ekranu powinni byli nawet odfiltrować niesłusznie uzyskane przeciwciała z krwi.

  17. Taka ciekawa dyskusja (o mRNA), a za chwilę tu przypełzną kibice piłkarscy. Apeluję o gilotynę!

  18. WO tak dobrze wytrenował (USTAWIŁ?) sobie komentatorów, że możemy z góry przewidzieć, co odpowie. „A co na to Wilq?”

  19. @wkochano
    „A co na to Wilq?”

    Wolałbym, żeby do tej arcyciekawej dyskusji o futbolu włączył się Robespierre. Before it’s too late.

  20. Ahoj. Jako że notka porusza tematy, z którymi jestem związany zawodowo, chciałbym rzucić kilka uwag:
    1. Od 2001 roku mamy dostęp do terapii celowanych – pod postacią inhibitorów konkretnych onkogennych białek. Zaczęło się od imatinibu w przewlekłej białaczce szpikowej, obecnie FDA ma zarejestrowanych 75 różnych inhibitorów (stan na wrzesień 2020, bo przybywa). Nie wszystkie są tak skuteczne jak imatinib, ale od lat odchodzi się od strategii młotka na rzecz stosowania bardziej precyzyjnych narzędzi – gdzie się tylko da.
    2. Temat, który warto pogooglać, to CAR-T. W telegraficznym skrócie – mamy terapie opartą o przeprogramowane limfocyty T, zmodyfikowane tak, aby wytwarzały receptor wiążący się z antygenami obecnymi na powierzchni komórek nowotworowych. Czyli – pacjent dostaje swoje własne limfocyty, które atakują jego nowotwór. To już się dzieje, i rozwija się w zawrotnym tempie. Żeby nie było, nawet w Polsce ta terapia jest stosowana (w dwóch ośrodkach bodajże, na małą skale, ale jest).
    3. Tym, co obecnie najbardziej mnie jara, jest połączenie technologii szczepionek mRNA i CAR-T. Czyli – zastosowanie opracowanych przy okazji szczepionki na covid wektorów do przeprogramowywania limfocytów in vivo, bez konieczności pobierania/mrożenia/transportu/rozmrażania/transfekcji/selekcji/namnażania/mrożenia/transportu/rozmrażania/podania. Znaczące uproszczenie całej procedury (a przy tym skrócenie czasu i zwiększenie dostępności) wydaje się na wyciągnięcie ręki. Co prawda na drodze może stanąć WolnyRynek® – klasyczne CAR-T nie zostało jeszcze wydojone w stopniu, który by zadowolił akcjonariuszy, obawiam się.

  21. Jak ten spamołap beznadziejnie działa – jak Awal wrzuca ciekawe linki dla inteligentnych ludzi, to od razu spam. Koleś wrzuca fafnaście linków do serwisów sportowych – oczywiście przechodzi.

  22. W ramach uzupełnienia, do poczytania – coś o technologii, o której pisałem wyżej.
    https://www.cancer.gov/about-cancer/treatment/research/car-t-cells

    Przy okazji – zobaczcie sobie cały serwis cancer.gov. To jedna z niewielu rzeczy, których można zazdrościć USAńskiemu systemowi ochrony zdrowia. Informacja, podana w formie strawnej dla pacjenta, ale też w wersjach dla profesjonalistów. Serwisy prowadzone przez agencję rządową, aktualizowane na bieżąco, z rzetelnymi opracowaniami, z bogatą bibliografią. Komunikacja z pacjentem to coś, co u nas nie istnieje.

  23. @ dr Watson

    Jako ktoś kto poznawał ten temat od tego mniej przyjemnego końca igły chciałem zapytać czy farmaceutyki kończące się na -mab są jeszcze istotnym elementem układanki, czy monoklonalne przeciwciała ustępują na rzecz inhibitorów?

    Mariaż CAR-T z mRNA rzeczywiście brzmi jak realna szansa na w miarę dostępne i super skuteczne leki nowotworowe, jednak zanim to nastąpi pacjenci będą truci tym co jest dostępne, więc fajnie byłoby wiedzieć czym można i czym warto.

  24. Ja się tylko zastanawiam czy dożyjemy implementacji tych cudów medycyny w polskiej realnej onkologii. Na szczęście nie mam bardzo wielu doświadczeń własnych, ale wszystkie o jakich słyszałem to jednak nadal chemia. Może jest lekarz na pokładzie i wie jak jest? Znaczy, wszyscy się domyślamy, ale a nuż się mylimy

  25. @ Havermeyer

    Generalnie, jak można coś zdziałać inhibitorem, to zawsze lepszy inhibitor. Ale dla przeciwciał monoklonalnych nadal jest miejsce. Co ważne, uczymy się coraz lepiej identyfikować chorych, u których taka terapia będzie skuteczna. Przykład – anty PD1 u chorych z niestabilnością mikrosatelitarną działa dobrze. Tylko najpierw trzeba tę niestabilność mikrosatelitarną w genomie nowotworu wykazać. To jest w ogóle fascynujący temat – ocena genomu nowotworowego nie na podstawie konkretnych mutacji, ale np. sygnatur mutacyjnych (swoistego profilu uszkodzeń DNA, który może sugerować jakie mechanizmy komórkowe nie działają poprawnie). I na tej podstawie można z powodzeniem kwalifikować chorych do terapii celowanej.
    Żyjemy w dość ciekawym momencie jeżeli chodzi o szeroko pojętą onkologię. Mamy dostęp do danych z całogenomowego sekwencjonowania różnych nowotworów, sporo danych jest udostępnianych w repozytoriach (mniej lub bardziej otwartych, ale zawsze). W zasadzie w przypadku najczęstszych nowotworów można przyjąć, że wiemy o nich wszystko – w każdym razie znamy mechanizmy genetyczne, które zainicjowały onkogenezę. Stąd droga do nowych terapii jest znacząco krótsza.

  26. @ embercadero
    Lekarza w prawdzie nie ma, ale jest wieloletni pracownik jednego z większych ośrodków klinicznych. Mamy w kraju kilka tysięcy osób z przewlekłą białaczką szpikową, leczonych inhibitorami. Ba, od 2015 roku nawet dostępne są generyki, więc terapia (pierwszej linii) jest tania jak barszcz. CAR-T stosuje się w dwóch ośrodkach w Polsce. Generalnie, jest lepiej niż by się mogło wydawać. Najbardziej do przodu jest oczywiście hematoonkologia, ale w guzach litych też coś się dzieje (płuco, czerniak, jajnik, pierś).
    Ale faktem jest, że między rejestracją jakiegoś leku a wprowadzeniem programu terapeutycznego, który to leczenie sfinansuje, czasem mija nieprzyzwoicie wiele czasu (np ponatinib doczekał się programu 5 lat po rejestracji).

  27. @embarcadero
    „ale wszystkie o jakich słyszałem to jednak nadal chemia”

    Przy piersi to cały czas operacja (są osrodki robiące masektomię z marszu i zasady, są też takie, które próbują oszczędzać, więc tu zawsze warto sprawdzić), chemia i naświetlanie. Zdaje się, że przynajmniej w klinikach uniwersyteckich ten standard jest mniej więcej europejski (tak zeznało kilku onkologów w tym jeden niemiecki podczas kwerendy na początku leczenia). Zarówno jeśli chodzi o diagnostykę jak i leczenie.

    Ale to się może zmieniać niekorzystnie, bo władza majstruje przy gremiach standaryzujących opiekę medyczną i kilku znanych onkologów z GUMedu/UCK owe gremium jakiś czas temu opuściło z tego co wiem.

  28. @Lekarstwo Na Raka

    Ciekawy byłbym opinii specjalisty, ale immunoteriapia zasadniczo wydaje się nim być – przynajmniej na najbardziej podstawowym poziomie molekularnego mechanizmu. Przy okazji Nobla 2018 Guardian opublikował artykuł, gdzie użyto nawet sformułowania, że jesteśmy w „Penicilin moment” [1].
    I anecdata: jakiś rok później rozmawiałem na konferencji z kimś zajmującym się immunoterapią w Niemczech (chemikiem, nie lekarzem) i wg niego progres w badaniach jest tak oszałamiający, że sugerował nawet żeby w przypadku zachorowania kogoś z rodziny etc. naciskać na lekarzy, którzy mogą nie wiedzieć o dostępnej już od niedawna możliwości immunoterapii.
    Faktycznie, niektóre opisane przypadki wyglądają na niemalże cudowne ozdrowienia, więc, mimo że oczywiście jeszcze(bardzo)daleka droga zanim immunoterapia stanie się standardem dla większości raków, to również jestem tutaj ostrożnym optymistą, czego jeszcze 5 lat temu nigdy bym nie przypuszczał.

    [1] https://www.theguardian.com/science/2018/nov/04/a-cure-for-cancer-how-to-kill-a-killer-revolutionary-immune-system-immunotherapy

  29. jakiś czas temu podsłuchiwałem jednym uchem webinar dla profesorów z panią z Moderny, gdzie tłumaczyła, że w ich przypadku to akurat szczepionkę na covid wyprodukowali wykorzystując metody które stosują do leczenia raka – ponoć stworzenie indywidualnej szczepionki mRNA do zwalczania raka dla konkretnego pacjenta zajmuje około 45 dni.
    Co nieco chwalą się tym nawet na swojej stronie
    https://www.modernatx.com/pipeline/therapeutic-areas/mrna-personalized-cancer-vaccines-and-immuno-oncology
    Tak więc WO marzy powoli o czymś co już jest, po prostu nie jest jeszcze powszechne.
    Z resztą jeśli dobrze pamiętam, to pierwsze szczepionki były wyprodukowane jeszcze przed pierwszym lockdownem, po prosty badania kliniczne zajęły czas.

  30. Pierwsze dzień dobry. Zaglądam kilkanaście lat, a teraz mam coś dla Was. Dla orientacji, ja pod sześćdziesiątkę, inżynier, miejsce życia zgadnijcie.
    Trochę nie na temat, może już było (nie wszystko śledziłem) ale aktualne i ważne. WO proszę , jak nie czas to nie kasuj tylko wykorzystaj kiedy indziej i gdzie indziej.
    Zachorowałem na wiadomo co. No wolę to, nawet w TAKIEJ wersji najtmara niż raka. Na Krupówkach nie byłem, choć uważam że zabawa w życiu ważna jest. W Krynicy w kolejce do wyciągu nie stałem, nie moja półka ten wyciąg, ale ludzie tego też potrzebują. Pomimo fal pandemii wszyscy potrzebujemy chwil bezstroski.
    Ogólnie się stosowałem. Maseczka nawet w pracy, z przyjaciółmi lużniej. Padło na mnie, zdarza się. No poszło mocniej niż sądziłem, że będzie, dotychczas odporny byłem, ale los, no trudno.
    Ale jak tak leżę kilkanaście dni w domu półżywy a potem kilkanaście dni w szpitalu to se myślę ale o co chodzi kaman. Zaraziła mnie żona. Pracuje w ADMINISTRACJI PAŃSTWA POLSKIEGO. Wykryto przypadkiem jeden przypadek. Sanepid nie zrobił nic. Jak się żona gorzej poczuła, myślimy, przeziębiła się. Bo perzcież jeżeli z pracy to tam już by szukali badaniami chorych a tam się nic nie dzieje. Po paru dniach w urzędzie są kolejni „przeziębieni” a Sanepid dalej to samo: nic. No i tak poleciało. Od tej jednej przypadkowo osobiście przez nią samą wykrytej chorej zaraziło się conajmniem parę setek (rodziny, znajomi).
    Po wyborach majowo lipcowych słusznie przez najlepszych wygranych państwo polskie przestało się zajmować pandemią. Do wyborów sanepid trenował narzucanie kwarantanny. Policja dzielnie wyłapywała tych co złamali zasady i wyskoczyli po kefir. Ile było medialnej zabawy z kwarantanną, nawet listonosz spod Sieradza (lat 39) co pogryzł pekińczyka nie mógł się przebić.
    To było głupie i wiadomo po co tylko, ale była szansa nabrać doswiadczenia do opracowania jasnych i prostych reguł wykrywania i izolacji chorych w nieuchronnej pierwszej fali jesienią (bo wiosną nie było w Polsce fali z nie wiadomo do końca jakich geograficznych, klimatycznych czy innych powodów). Ale osoby w państwie za to odpowiedzialne miały na głowie inne ważne gowinoziobrowki plus osrajtki w każdej spólce. Więc nie zrobili nic. I tak przez zaniechanie doprowadzili do mordu na ludziach mieszkajacych, przebywajacych itp. w granicach ich administracji. I ten mord właśnie się odbywa. Widziałem to z bliska. Działają tylko ludzie służby zdrowia. Robią co mogą. Bohaterowie cichych czasów. Co wy na to, kochani?

  31. @kszgliwic
    To, że państwo nie działa, a rząd wygrywa od roku z zarazą w swoim stylu, czyli 1:27 to wszyscy wiemy i niestety nic nie poradzimy, bo ciągle mają wystarczające poparcie, żeby dalej rządzić. Jesteśmy w rzyci i jeszcze długo nie wyjdziemy.

    Gorsza jest głupota ludzi. Najwyraźniej wierzą w propagandę sukcesu i zaniżone statystyki zakażeń. Mój nauczyciel gry na trąbce został zarażony już po szczepieniu (jakieś 2-3 tygodnie po pierwszej dawce Zenka) przez swojego kolegę, który mając w domu gorączkującą żonę odwiedzał sobie znajomych nic im nie mówiąc. No i poroznosił zarazę. Mój nauczyciel miał już trochę odporności pewnie, ale jego dziewczyna nie. Na szczęście przeszli zarazę domowo, więc bardzo ciężko nie było. Ale taki gnój co łazi po ludziach/do pracy i zaraża powinien dostać taką grzywnę, że następnym razem 100 razy by się zastanowił zanim by wylazł z domu.

    Cóż, nasze państwo jest z tektury, więc takich przypadków jest mnóstwo i nic im się nie dzieje, poza ewentualnym ostracyzmem towarzyskim. Chaos w Polsce najlepiej pokazuje to, że z jednej strony ludzie bezkarnie zarażają, z drugiej są przypadki jak tej kobiety co wiosną złamała zasady kwarantanny i jesienią jeszcze siedziała w pudle. https://www.rp.pl/Prawo-karne/309249932-Kobieta-znajduje-sie-w-areszcie-od-maja-z-powodu-dwukrotnego-zlamania-kwarantanny-Jest-stanowisko-Helsinskiej-Fundacji-Praw-Czlowieka.html. Swoją drogą ciekawe czy dalej siedzi.

  32. @kszgliwic
    Przykro mi, że pana dopadło. Ma pan oczywiście rację, że działania polskich władz są chaotyczne i niespójne, czego strasznym skutkiem jest to, że Polska wysunęła się na czołówki statystyk nadmiarowych zgonów. Chyba każdy z nas to widzi w swoim otoczeniu – dla mnie to na przykład też nie ma sensu, że pierwszeństwo w szczepieniu mają NAUCZYCIELE, a nie PRACOWNICY SZKÓŁ (tak jakby w dziekanacie nie można się było zarazić).

    Nie pisałem o tym notki, bo to w sumie trywialne. Jak już nadejdzie jakiś moment, że powiemy „uf, już po wszystkim”, być może będę to jakoś podsumowywać. Na razie nasuwa mi się tylko skojarzenie z sanacją, która obiecywała dobrą zmianę i usprawienienie działania państwa, a w 1939 okazało się, że państwo nie jest nawet z kartonu, bo karton też miał kupić kumpel Dyzmy z Oxfordu.

  33. @janekr
    „mogą dzisiaj się rejestrować na konkretny termin.”

    Niemcy mają dwa czasowniki na „móc” (że coś można oraz że w zasadzie można, ale przecież nie można), Hiszpanie dwa czasowniki na „być” (być i być, ale co to za bycie). Otóż w tym sensie „jest możliwość” – no niby jest możliwość, ale nie ma możliwości, bo padł system.

  34. To była omyłka i nie była omyłka. Tzn. naprawdę cichaczem odblokowano rejestracja dla 40+, ale miały być terminy majowe, a nie już zaraz.
    Więc system został chwilowo wyłączony, a do tych, którzy się zapisali na lany poniedziałek (znam takich) zadzwoni konsultant i przełoży na później.
    Karton wydaje się czymś bardzo solidnym zatem…

  35. @janekr
    „Karton wydaje się czymś bardzo solidnym zatem…”

    Jasne, to przecież tylko nieudolność przekraczająca wszelkie granice, a nie zwykły karton.

  36. „Niemcy mają dwa czasowniki na „móc””
    Kilka lat temu, przed wirusem, pewien Hindus studiujący w Paryżu dostał się na studia podyplomowe czy też doktoranckie na UW.
    Więc wsiadł do pociągu, przyjechał do Warszawy i okazało się, ze owszem, mógł bo przecież przyjechał, ale zrobił to całkowicie bezprawnie, bo miał wizę studencką tylko na Francję.
    Nie wiem, jak to w końcu odkręcono. Pierwsza wersja była taka, że ma wracać do Francji i tam załatwiać stosowną wizę.

  37. @janekr „Nie wiem, czy do wszystkich tu czytających dotarło (to NIE JEST prima aprilis)”

    No jak nie jest jak jest.

  38. @sheik
    „No jak nie jest jak jest”

    Dlatego właśnie zawsze jesteśmy najweselszym barakiem – u nas prima aprilis trwa przez cały rok.

  39. @janekr
    „Znajomy usiłuje zadzwonić na 989. „JESTEŚ 32475.W KOLEJCE””

    U nas nawet karton jest ze stali (albo węgla, nie znam się).

  40. @janekr
    „lany poniedziałek”

    To i tak są w dobrej sytuacji, ja się zarejestrowałem (dziś) na dziś. W telefon konsultanta nie wierzę, system padł wiec nie widac co się dzieje, a jak nawet usuną tą moją rezerwację to i tak nikt nie jest w stanie się zarejestrować na ten „mój” termin.
    O ile system nie wstanie będę szedł w zaparte, że o tu, mam sms z systemu, a telewizji nie ogladam bo kłamie (wiec o żadnym odwołaniu wizyty nie wiem).

  41. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie automat, przedstawił się i zapytał czy nazywam się jakośtam i jeśli tak to mam wcisnąć 1, a jeśli nie to 2. No nie nazywam się jakośtam, więc wcisnąłem 2 i się dowiedziałem, że powinienem zadzwonić gdzieśtam. Tak szybko gadał, że musiałem kilka razy odsłuchać, żeby nr zapisać. Zadzwoniłem i się dowiedziałem, że to faktycznie mnie nie dotyczy (po PESELu) i najwyraźniej ktoś podał zły numer telefonu i żebym ignorował wiadomości o kwarantannie i potencjalnej wizycie policji. Spoko. Zapytałem, czy mogą znaleźć tę osobę po numerze i zaznaczyć, że numer nie halo. System niestety nie przewiduje zakładając, że osoba jakaśtam pewnie sama się zgłosi zaniepokojona tym, że nikt nie dzwoni. No więc tak się zaniepokoiła, że przez ponad tydzień dostawałem różne SMSy, dzwonił do mnie Sanepid i kurier też, że nie ma nikogo pod wskazanym adresem i co on teraz ma zrobić. Nie mogłem pomóc niestety.

    W sumie luz, ale to wszystko powinno chyba trochę lepiej działać, bo teraz najwyraźniej można podać dowolne dane i nikt tego nie kontroluje.

  42. Mój kolega dostał termin na lany poniedziałek, w prywatnym gabinecie lekarskim tuż za rogiem, który to jednakowoż z całkowitą pewnością czynny w lany poniedziałek nie będzie. Taaa. Wiedziałem ze karton, ale tu to już nawet karton ukradli skoro „system” nie bierze nawet pod uwagę godzin otwarcia punktów szczepień.

    Ręka w górę kto wierzy że do niego kiedykolwiek oddzwonią 😀

  43. „ja się zarejestrowałem (dziś) na dziś.”

    Ja bym poszedł i się domagał, a nuż się uda

  44. @embercadero
    Ja bym poszedł…

    Taki mam plan, a jednocześnie boję się, że system zostanie tak fantastycznie porawiony, że nie da rady zarejestrować mnie na drugą dawkę.

  45. @prima aprilis MZ

    Ja po pół godzinie chaotycznego klikania w losowe miejsca zapisałem się na 13 kwietnia i dostałem potwierdzenie. Zobaczymy, co teraz ten konsultant odwołujący. Może się nie dodzwoni?

  46. @embercadero „Ręka w górę kto wierzy że do niego kiedykolwiek oddzwonią ”

    Wersję o dzwonieniu wymyślił chyba Dworczyk na poczekaniu. Sanepid musi tylko wykonać, co nie powinno stanowić problemu, przecież trzymają gdzieś rezerwowe call center z pełną obsadą.

    Pytanie praktyczne, jaki jest maksymalny odstęp pomiędzy dawkami, żeby to miało w ogóle sens? Bo ma pewne podejrzenia, że mogą być problemy z zapisaniem się na drugą.

  47. @bartol

    System jest cudowny pod każdym względem. Moja SO miała np. taką sytuację że była na kwarantannie z powodu kontaktu z plusową kolezanką, zrobiła więc test i pobrała sobie rządową apkę do robienia selfiaczków w miejscu zamieszkania. Apka od początku zaczęła ją bombardować komunikatami że nie zrobiła selfiaczka i wydzwaniał co chwilę automat straszący odpowiedzialnością karną. Szybko się zorientowaliśmy że w tym systemie mają nieprawidłowy adres z ulicą o podobnej nazwie, leżącą jakieś 7 czy 8 km od naszego miejsca zamieszkania. Moja droga partnerka szybko dostała wynik negatywny, więc zadzwoniła do Sanepidu żeby im dać znać, bo może nie wiedzą i przy okazji powiedziała że mają zły adres i żeby sobie to poprawili jeśli można. Ofc do końca trwania rozpoczętej już kwarantanny automat dzwonił kilka razy dziennie domagając się obowiązkowego selfiaczka i pewnie po dziś dzień adres jest nieprawidłowy.

    Jak to jest że nie ogarniają takich rzeczy, jeśli równocześnie Sasin mógł dostać bazę danych obywateli z peselami i adresami na maila, więc dostęp do danych mają w każdej chwili? Mieszkanie w tym kraju to jak lot jakimś wiekowym aeroplanem, kiedy wyglądasz za okno i widzisz że skrzydła przykręcone są kawałkami drutu do kadłuba i nie możesz uwierzyć że to w ogóle leci i cały czas nabiera wysokości.

  48. Przepraszam za drugi post, ale dodam jeszcze że apka do kwarantanny nie ma w ogóle opcji zmiany danych adresowych, albo zgłoszenia błędu, więc oprócz pomyłek w danych, nie obsługuje też sytuacji gdzie kogoś dopada kwarantanna poza miejscem zamieszkania. Obstawiam że pewnie w takiej sytuacji trzeba wypełnić jakiś papier i czekać do końca kwarantanny aż to zmienią co pewnie nigdy się nie dzieje, zważywszy na inercję naszej biurokracji.

  49. @amatill
    „Pytanie praktyczne, jaki jest maksymalny odstęp pomiędzy dawkami, żeby to miało w ogóle sens? Bo ma pewne podejrzenia, że mogą być problemy z zapisaniem się na drugą.”

    Zenek – 12 tygodni
    Pfizer – 6

  50. @Hovermeyer
    „apka do kwarantanny nie ma w ogóle opcji zmiany danych adresowych, albo zgłoszenia błędu, więc oprócz pomyłek w danych, nie obsługuje też sytuacji gdzie kogoś dopada kwarantanna poza miejscem zamieszkania”

    Przecież to pisały jakieś Ziutki, żeby zgarnąć dużą państwową kasę, a nie zrobić to dobrze, więc nic dziwnego. Dziwne, że to w ogóle działa (mój brat używał rok temu i jakoś banglało).

  51. @wo
    „NAUCZYCIELE, a nie PRACOWNICY SZKÓŁ (tak jakby w dziekanacie nie można się było zarazić).”
    Tu szczęśliwy zaszczepiony (w lutym, moderną) z UM w Poznaniu – tu szczepiono wszystkich chętnych pracowników, a niedługo później studentów.

  52. Ostatnimi czasy między mną a znajomymi mającymi zajęcia na UW (oczywiście 100% zdalne bez perspektywy zmiany tegoż) wystąpił kilkakrotnie następujący dialog: ja mówię „x”, oni „a nas już zaszczepili a ty jesteś gupi”, ja „a kopnął cię w dupę kiedyś ktoś coś”. Kontekst: znajomi ze studiów, ja po studiach przysięgłem sobie nigdy nie mieć nic wspólnego z edukacją/nauką uniwersytecką, a oni nie i od 30-tu lat mi o to przysrywają.

    Generalnie granda

  53. bartol; wo
    Dzięki WO za dobre słowo ale opisałem swoją sytuację by pokazać, że zetknąłem się z konkretnym źródłem zarazy osobiście, nie w gazecie czy tvn. A kluczowymi słowami są urząd państwowy jako miejsce pracy. Gdyby mnie zaraził trębacz lub jego znajomy to byłbym na kogoś bardzo zły, albo tylko trochę albo w ogóle. Nie wiem od czego to zależy, pewno od pełni lub wybuchów na słońcu. Bo ludziki to takie zwierzątka społeczno towarzyskie i muszą mieć relacje (inceli już omówiliście). I raz taki trębacz uważa co koło niego, a za miesiąc nie bo ma deadline i chce się rozerwać przed końcówką. Albo w prywatnej firmie właściciel lub inny manage pamięta, że studia dzieci w jameryce albo kran przecieka i trzeba na to zarobić więc mówi w sanepidzie, że wszyscy pracownicy w delegacji i nikt nikogo od miesiąca nie widział. Ale w urzędzie? Pracownicy to nie stachanowcy, piją kawę i chętnie poleżą w domu na kwarantannie do wyniku testu.
    Całkiem spora grupa ludzi na stanowiskach bierze nasze pieniądze za przygotowanie procedur, instrukcji, sprzętu na takie sytuacje. I nie zrobili nic. Nie mówcie mi, że ich tektura lub kamieni kupa usprawiedliwia. Poprzez zaniechanie doprowadzili do zbrodni na ludzkości tego kraju. Wszyscy dobrze wiemy, że nikt ich teraz, a może nigdy o nic nie oskarży. Ale to nie zwalnia mnie z tego, żeby o tym nie mówić. Wiem, że zwracam się do tak samo myślących, że wszyscy tym zmeczeni bo ciągle w tvn, i że to offtop. Dlatego już milknę bez żalu, że brak odzewu i cieszę się, że się pojawiłem w tak fajnym towarzystwie. Jakby ktoś o tym czy innym chciał mi coś powiedzieć to bez pana, tykajcie. Nie jestem tu najstarszy, że 61 r z pólnocnego zachodu wspomnę.

  54. @kszgliwic
    „Nie mówcie mi, że ich tektura lub kamieni kupa usprawiedliwia.”

    Ale przecież nikt tego tutaj nie mówi.

  55. @kszgliwic

    „grupa ludzi na stanowiskach bierze nasze pieniądze”

    No, to jest akurat dyskusyjne. Równie dobrze można by powiedzieć, że to „my” bierzemy „ich” pieniądze – obecnie nie ma innych pieniędzy niż emitowane przez państwo. (Bit/doge/cośtamcoiny pomijam, bo nie używam).

  56. bartol
    sorki, faktycznie nikt nie mówi. Że nie usprawiedliwia też nikt nie mówi (lub mało).
    m.bled
    fajne…..jak pojmę to sie poryczę ze śmiechu.

  57. @kszgliwic
    „Że nie usprawiedliwia też nikt nie mówi (lub mało).”

    Ej, ale nie czepiaj się na siłę.

    @rządowego prima aprilis ciąg dalszy
    No więc wbiłem się na pacjent.gov.pl, zalogowałem się i dostałem nowy regulamin do akceptacji. Wszystko ok, ale rząd chyba żyje w przyszłości, bo „Data aktualizacji: 26.04.2021”. Chyba się jeszcze nie spotkałem z koniecznością akceptowania regulaminów, które jeszcze nie obowiązują.

  58. @kszgliwic

    „fajne…..jak pojmę to sie poryczę ze śmiechu”

    Bardzo szybko przechodzisz w komunikacji od przymilności do obrażania. Zalecałbym ostrożność w tym zakresie.

  59. @mbied „Równie dobrze można by powiedzieć, że to „my” bierzemy „ich” pieniądze – obecnie nie ma innych pieniędzy niż emitowane przez państwo.”

    …i dlatego państwo może sobie ich wydrukować ile zechce! Chyba że jednak nie. Państwo owszem emituje, ale potem pobiera od firm i obywateli dolę, w znormalizowanym formacie PLN/JPY/dojczemark

  60. Ja się wbiłem i o dziwo jest tam nadal moje skierowanie. Tyle że umówić się nie można bo przerwa techniczna. Ale mimo to wow.

  61. @amatil
    „Sanepid musi tylko wykonać”

    Przecież to nie Sanepid prowadzi rejestrację na szczepienia.

    @embercadero
    „Ja bym poszedł i się domagał, a nuż się uda”

    Niektórym się dziś tak udało. Nie mnie akurat.

  62. Been there, done that.
    Organizacja w punkcie bardzo sprawna (ale to kombinat – Uniwersytet Medyczny Gdańsk)
    Natomiast sprzeczne informacje, wyłączenie systemu w ciagu dnia itp. itd. – no nawet karton ukradli.

  63. @sheik.yerbouti

    „Państwo owszem emituje, ale potem pobiera od firm i obywateli dolę”

    Mam wrażenie, że to drastycznie uproszczona teoria pieniądza, ale na tej obserwacji poprzestanę, bo w tych mniej uproszczonych nie jestem bardzo kompetentny.

  64. O ile pamiętam, to na pieniądzach, jak je ostatnio widziałem, widniało że są NBP a nie RP.
    Ja też się nie czuję specjalistą od teorii pieniądza, ale jak już się rzuca, że pieniądz jest „państwowy”, no to trzeba powiedzieć, że nie bardzo. Państwo wpływa na stopy procentowe, a pieniądze tworzą komercyjne banki udzielając kredytów.

  65. @pak4

    „jak już się rzuca, że pieniądz jest „państwowy””

    Nie zamierzam spędzać zbyt wiele czasu pozostałego do dyspozycji nel cammin di nostra vita na przekomarzankach nt. struktury właścicielskiej NBP itd. Zaznaczę tylko, że zareagowałem na opowieść typu: urzędniki siedzo, pijo kawe, roznoszo zarazki, a wszystko za NASZE PIENIĄDZE, którą zdawał się proponować komcionauta @kszgliwic. I stand by my comment [smark, smark] – równie dobrze można by powiedzieć (= miałoby to tyle samo sensu), że te pieniądze są „ich”, a nie „nasze”.

    (Odruchowe balcerowiczowsko-thatcheroidalne reakcje na moją niewinną uwagę poczytuję sobie za symptomatyczne dla skali sprania mózgów w naszym kraju).

  66. Pak4
    „urzędniki siedzo, pijo kawe, roznoszo zarazki, a wszystko za NASZE PIENIĄDZE, którą zdawał się proponować komcionauta @kszgliwic.”
    UPS…
    Moje „Pracownicy to nie stachanowcy, piją kawę i chętnie poleżą w domu na kwarantannie do wyniku testu.” To była ironia, nawet sarkazm. Oni tam pracują by pieniądze od bogatych (spadki, dochodowy) i wszystkich (vat, akcyza) przepływały na potrzeby wszystkich (mosty, parki narodowe) i szczególnie potrzebujących (niepełnosprawni). A gdy pojawiło się ognisko epidemii to ich pracodawca, państwo polskiego, nie zrobiło nic ani nie wydało grosza (testy) żeby zminimalizować rozprzestrzenianie i część ochronić przed zarażeniem.

  67. @m.bied
    Wybacz, ale te „nasze pieniądze” chyba lepiej pasują do myślenia lewicowego, niż „ich pieniądze”. Państwo dokonuje redystrybucji, zatrudnia pracowników do realizacji usług — my mu za to płacimy, a ono to dla nas robi. Za „swoje” pieniądze mogło by robić, co mu się żywnie podoba, na przykład finansować uczelnie katolickich… och, wait… 🙂 Ja się tu absolutnie zgodzę z kszgliwic, że od państwa, jako pracodawcy, któremu płacimy na utrzymanie jego aparatu urzędniczego, można oczekiwać dobrego zorganizowania jego pacy i przestrzegania norm — przecież zabezpieczenie pracowników w przypadku epidemii też jest tego elementem.

  68. @pak
    „Wybacz, ale te „nasze pieniądze” chyba lepiej pasują do myślenia lewicowego, niż „ich pieniądze”.”

    Lewicowe myślenie polega przede wszystkim na odrzuceniu tej opozycji – państwo jest (powinno być) nasze.

    ” Państwo dokonuje redystrybucji,”

    No właśnie nie tylko. Powielasz neoliberalne wyobrażenie, że obywatele wypracowują pekab, a państwo TYLKO dokonuje redystrybucji („państwo nie ma nic własnego”). Wiele przychodów państwa nie ma charakteru redystrybucji – np. gdy państwo sprzedaje koncesję na 5G, nikomu jej przedtem nie odebrało. Wykrewowało ją ex nihilo aktem ustawowym.

  69. @pak4
    US jest od zbierania podatków. A SANEPID od ochrony społeczeństwa przed rozprzestrzenianiem się zarazy. Sanepid nie robi nic. Nie szuka osób z kontaktu z chorym w celu kwarantanny i wykonania testu. Nawet w tak chętnym do współpracy środowisku jak pracownicy innego urzędu państwowego. Jak to się rozlało, naczelnik us, dziwnym trafem człowiek z przed dobrej zmiany, prosił Sanepid o testy przesiewowe, bo już nie można dojść kto kogo zaraża. Odp: „niebonie” lub „widać taka wola nieba” – testów 0. Pracownicy, rodziny, sąsiędzi, znajomi, kasjerki w sklepie za rogiem, razem przez nierobienie nic zarażono kilkaset osób. Można to było ograniczyć, no nie wiem o ile, sanepid powinien wiedzieć, może o 40-60%. Teraz można się chwalić, że tak dbamy o chorych, że śmigłowcami ich wozimy jak vipy.
    Jak w czerwcu pojawiły się zakażenia wśród górników padł rozkaz: zdusić to bo to nasi wyborcy, muszą iść na wybory. Badali wszystkich, z psami, kotami i gołębiami pocztowymi. Za duzo, za drogo ale na wybory zdążyli. Jeszcze kopalniom dali dodatkową kasę za przymusowe postojowe, kopalnie do dzisiaj z tego żyją.
    Wesołych świąt wiosennych!

  70. @pak4

    „„nasze pieniądze” chyba lepiej pasują do myślenia lewicowego, niż „ich pieniądze””

    Moim zdaniem – żadne z powyższych. Ale to już @wo odpowiednio rozwinął, więc nie będę powtarzał.

  71. Co mnie zdziwiło w tej opowieści to fakt że u Czaskowskiego w urzędach miejskich bardzo szybko wysłano gros pracowników do pracy z domu i trwa to nadal, pójście do urzędu w dowolnej sprawie wymagającej kontaktu z kimś poza biurem podawczym bez umówienia się to w zasadzie gwarancja że się delikwenta nie zastanie. Wychodzą przy okazji śmieszne kwiatki bo np dzwonisz niby na czyjś biurkowy a odbiera dzieciak i mówi że mama poszła do sklepu 🙂

  72. @wo
    „Hiszpanie dwa czasowniki na „być” (być i być, ale co to za bycie).”

    Właściwie to trzy (bo oprócz „ser” i „estar” jest jeszcze „haber”).

  73. @automat dzwonił
    Do mnie zadzwonił. Upewnił się, że to ja 1. Potem poprosił o wybranie 1,2,3 w terminie kwietniowym, w którym z punktów chcę się szczepić (zaproponowano 2) i o której godzinie.
    Wiec wybrałem. Potem sprawdziłem na pacjent.gov.pl, logując się przez ZP i się wszystko zgadzało. Nawet mogłem zmienić miejsce.
    Dwa dni wcześniej na portalu miałem już wystawione skierowanie, ale jeszcze bez miejsca i daty. Przydzielili mi Pfizera. Kolega dzień później ma termin i już AstraZeneca.
    Oczywiście ja się zarejestrowałem już pierwszego dnia w ZOZO, że wyrażam chęć się zaszczepić, kiedy będzie szczepionka.
    Więc wydaje się, że pierwszeństwo mają Ci, którzy wtedy zgłosili akces.

    No i jest w aplikacji mObywatel dokument do dodania Zaświadczenie o zaszczepieniu przeciwko Covid-19. Czyli jeśli to będzie jakiś QR code czy coś (w jakimś systemie EU), to można będzie z ta apką podróżować.

  74. @mieszanie szczepionek
    Podobnież na zachód od nas pojawiają się pomysły, chyba już nawet miejscami realizowane, żeby jak ktoś dostał pierwszą dawkę Zenka, to kolejną dostanie Pfizera lub Moderny. Jest to związane z rozdmuchanym strasznie problemem zakrzepicy rzekomo wywoływanej przez Zenka (swoją drogą w ankiecie wypełnianej przed szczepieniem jest stosowne pytanie). No i teraz mam pytanie mnie nurtujące ostatnio, bo się nie znam, a drugi termin mam odległy dosyć: rozumiem, że tak można, ale czy to jest lepsze, czy gorsze niż dostanie standardowo drugiej dawki takiej samej jak pierwszej? Lepsze/gorsze rozpatruję w kontekście nabytej później odporności.

    Co do ciekawostek związanych z chaosem szczepionkowym, to poza tym, że warto teraz być w Rzeszowie i wpaść na szczepienie z ulicy, to podobno informacja, że nie można sobie wybierać szczepionki niekoniecznie jest prawdziwa. Od osoby pracującej w Narodowym dowiedziałem się, że szczepią czym kto chce, a nie czym wypada z rozdzielnika.

Dodaj komentarz