Kim żyje!

Rozpaczliwie staram się nie myśleć o wojnie. Jedyne, o czym umiem myśleć zamiast tego, to „Better Call Saul”. Będzie więc przedwczesna, poroniona notka.

Przynajmniej chyba już wiemy, że Kim przeżyje. W ostatnim odcinku („Axe and Grind”) pojawiła się wizytówka firmy zajmującej się „znikaniem”. I to Kim ją zauważyła, nie Jimmy.

Zatem chyba już wiemy, co będzie w finale. Pana Takavicia rzeczywiście ktoś śledzi w Omaha, ale na szczęście okaże się, że to Post-Kim (i żyli długo i szczęśliwie).

Gdy swój happy end odnalazł także Jessiego Pinkman, popularnym pytaniem wśród Ludzi Takich Jak My stało się: „kto zepsuł symulację?”. A i tak przecież wspominam te czasy jako Ostatni Normalny Rok (2019).

O ile „BB” interpretowałem jako serial o śmierci amerykańskiego snu, „BCS” to dla mnie serial o przygotowaniach do „zepsucia symulacji”. Obecny sezon dzieje się w roku 2004.

Świat wtedy wydawał się iść w dobrym kierunku (przynajmniej zdaniem Ludzi Takich Jak My). W połowie poprzedniego sezonu Polska weszła do Unii Europejskiej, co wydawało się ostatecznym happy endem naszego serialu.

Ja wtedy właśnie zaczynałem popkulturowe podróże po Ameryce, mam więc ogromny sentyment do „Ameryki” ówczesnej. To ją właśnie widzimy w „BCS” i jest dziś odległa jak filmy płaszcza i szpady (skoro Kim zarabia płacę minimalną, to jakim cudem może mieć ładne mieszkanie?).

W swoich wojażach odwiedziłem dośc wcześnie Albuquerque. Raz, że leży na legendarnej Route 66, dwa – że królik Bugs często wspomina o tym mieście.

W tych podróżach miałem więcej szczęścia niż rozumu, bo ciągnęło mnie do spacerowania po tzw. złych dzielnicach. Dało mi to ten bezcenny atut, że gdy oglądam „BB”/„BCS”, mogę sobie myśleć „o rety, spałem w motelu za rogiem”.

Snując się po takich dzielnicach często obserwowałem gangsterów obstawiających narożniki (z seriali dowiedziałem się, że to wynika ze schematu „jeden ma towar, drugi hajs, trzeci rozmawia z klientem”). Ci gangsterzy taksowali mnie przeciągłym spojrzeniem, ja uprzejmie się kłaniałem (w Ameryce nie wypada nie powiedzieć „hi!”) i szedłem dalej.

Myślałem, że przecież obcokrajowca nie zaatakują. Był w tym nieuświadomiony rasizm: tak naprawdę myślałem przecież „białasa z klasy średniej”.

Szczerze wierzyłem, że świat po prostu wyzbył się swoich historycznych problemów. My już nie mamy komunizmu, a oni rasizmu. Wierzyłem wtedy nawet, że Rosja i Chiny na dalszą metę się zdemokratyzują i zokcydentalizują za sprawą współpracy gospodarczej z Zachodem.

Gdyby wtedy (ok. 2005) czytał opowiadanie sf o operatorze drona, który unicestwia rosyjski desant przez Doniec, skrytykowałbym je za nierealistyczne założenia. „Autor nie wyjaśnia, po cholerę Rosji taka wojna – przecież bardziej by się opłacało uruchomić np. fabrykę samochodów elektrycznych w Kaliningradzie”, napisałbym w recenzji.

Rządzących światem golfistów nie lubiłem, ale ich akceptowałem jako mniejsze zło. Przez dłuższy czas nawet nie chodziłem na wybory, na zasadzie „oni się nie wtrącają w moje życie, to i ja im nie będę przeszkadzać”.

Agorą rządzili literalni golfiści, bo ponieważ prezes grał w golfa, to wszyscy karierowicze też. Dopiero jak poleciał, korpomenedżment się przestawił na biegactwo, himalaistykę i uogólniony ironmaning.

„BCS” pokazuje nam ironiczny portret golfisty – Howarda Hamlina, creme de la creme dziedzicznej wyższej klasy średniej. Jest złym człowiekiem, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Widzimy go przecież u psychoterapeuty, gdzie nie zdradza żadnych wyrzutów sumienia.

Howard kiedyś tłamsił karierę Jima i Kim. Miał swoje powody, nie robił tego z bezinteresownej złośliwości – oczekuje przyjmą to ze zrozumieniem. Jak to w golfie, raz się trafi, raz się nie trafi.

Ale oni, jako social climberzy, nigdy mu tego nie wybaczą. Obmyślają zemstę. Jeszcze nie wiemy, na czym ma polegać, ale skoro tropi ich Lalo Salamanca, zapewne te intrygi się skrzyżują i zemsta pójdzie źle, Howard zginie, Kim zrobi Coś Strasznego, Jim przejdzie na stronę Zła.

W „BCS” widzę kpinę z tamtego optymizmu. Elity Albuquerque nie widzą zagrożeń na horyzoncie – nie wiedzą, że w ich mieście zaraz ruszy wojna gangów. Grają sobie w golfa (albo biegają).

Ludzie Tacy Jak Ja (np. Walter White) widzą może trochę więcej, ale też odwracają wzrok. Bo co właściwie możne zrobić belfer patrząc, jak jakiś Jessie stacza się w narkomanię?

Symulacja nigdy się nie zepsuła, po prostu weszła w drugą fazę. Cały tamten optymizm lat bazował na fikcji – na tanich kredytach, które umarły razem z Lehman Brothers.

Świat dzisiaj wydaje się gorszym miejscem, ale mniej w nim udawania i odwracania wzroku. Okazało się, że rasizm w Ameryce jednak trwa w najlepsze. Sprawa Epsteina pokazała prawdziwe oblicze elit. Tusk już dzisiaj nie nazwałby Putina swoim człowiekiem w Moskwie. Gerhard Schroeder na zjeździe SPD napotka gwizdy, nie oklaski.

A ja teraz już bym się bał łazić po „złych dzielnicach Ameryki”. Zresztą, nie stać mnie.

Opublikowano wPop
Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

169 komentarzy

  1. @WO

    „Przynajmniej chyba już wiemy, że Kim przeżyje”.

    Wiemy też, że jej pierwsze kroki po złej stronie prawa zaczęły się dawno temu. Cieszę się z naszego zbliżenia stanowisk, wspominając dyskusję z września 2018 na bloxie, kiedy Ty przekonywałeś że „Kim zginie w wyniku tragicznego ciągu wydarzeń”, bo jest zbyt łatwowierna i „wygląda, jakby się urodziła w pięciogwiazdkowym hotelu”, zaś ja upierałem się, że „Kim to „survivor”” i że „Story arc Kim to nie „naiwna middle classerka odkrywa rzeczywistość”, lecz „twarda kobieta z ludu wyszarpuje sobie lepszy byt”.”

    Natomiast moja wersja zakończenia to nadal, jak wtedy, nie tyle „happy end”, co „Vlana z Omaha” – ktoś kto w ukryciu ponosi życiową ofiarę dla ukochanej osoby.

  2. Zobaczyłem tytuł notki i pomyślałem, że chodzi o któregoś Kima z KRLD. Nie czytam dalej, bo na razie odświeżam sobie poprzednie sezony (jestem w czwartym), zanim dojdę do bieżącego. Ale stawiałem, że będzie żyła.

  3. Nie oglądam seriali, więc nie mam się czym tutaj jarać.

    @Awal
    „zaś ja upierałem się” [i miałem rację]

    No nic, wygląda na to, że w czerwcu będzie w Kaliningradzie działająca fabryka baterii.

  4. @awal
    ” jest zbyt łatwowierna i „wygląda, jakby się urodziła w pięciogwiazdkowym hotelu””

    Będę się upierał, że na przykład jej odruch, że gdy jacyś ludzie ją śledzą, to na pewno państwowa służba, a nie bandyci, więc jak podejdzie i na nich nakrzyczy to się przestraszą (a to byli bandyci, tylko ze Fringa, więc jej nie zrobili krzywdy), pokazuje pewne samobójcze skłonności. To było z jej strony równie głupie, jak moje spacery po Tenderloin czy South Chicago.

    „ktoś kto w ukryciu ponosi życiową ofiarę dla ukochanej osoby.”

    Tu się nadal upieram, że showrunnerzy nie są sadystami. W obu serialach mamy Sympatyczną Postać Drugoplanową. W „BB” to Jesse i ile wysiłku włożyli w wymyślenie dla niego happy endu. Pan Takavic pewnie zginie w Omaha, ale nie Post-Kim…

  5. @bartolpartol,
    „[i miałem rację]”

    @WO
    „showrunnerzy nie są sadystami”

    Po pierwsze, przecież wciąż mogę (możemy) się mylić i Kim jednak zginie. Po drugie, owszem, raczej myliłem się sądząc ówcześnie, że Kim jest szykowana na spin-off. Teraz już tak nie sądzę. Jej przeżycie widzę natomiast jako gorzkie poświęcenie z własnego wyboru – bardziej złożoną, pełniejszą i satysfakcjonującą codę niż prosty happy end. Nie sadyzm, a schemat Vlany. Ktoś w writers room musiał na niego wpaść.

    Doceńmy też, że Gospodarz oferuje eskapistyczny wątek – ja w każdym razie nie będę go spychał w kierunku Ukrainy.

  6. Aż się zdelurkuję by podnieść dwie kwestie formalne:

    @wo: „Rosja i Chiny na dalszą metę się zdemokratyzują i zorientalizują” – chyba raczej zokcydentalizują?

    @awal: „wspominając dyskusję z września 2018 na bloxie…” Od początku tej serii bardzo żałuję, że nie mogę sprawdzić co wtedy uważałem (poza tym, że ogólnie też byłem chyba po stronie survivor Kim, ale raczej wróżyłem jej rozstanie niż ślub). Zadziwia mnie więc, że masz pod ręką cytaty – jakże to?

  7. „Zadziwia mnie więc, że masz pod ręką cytaty – jakże to?”

    Sporo osób skorzystało z polecenia wget i ma archiwum, ale Gospodarz obłożył to z prawno-rodo-autorskich powodów anatemą, więc tu Cię nikt nie poratuje.

  8. @awal
    „Po pierwsze, przecież wciąż mogę (możemy) się mylić i Kim jednak zginie.”

    No nie, nie po tej scenie z wizytówką.

    „prosty happy end”

    Doprecyzowując: happy endu na pewno nie ma w kolorowym Albuquerque w 2004. Może w 2020 w czarno-białym Omaha (choć pieniądze postawiłbym na zgon Takavica i Post-Kim jako niejako ponowną wdowę).

    @rpyzel
    „Gospodarz obłożył to z prawno-rodo-autorskich powodów anatemą”

    Zaraz tam anatemą. Status prawnoautorski jest wątpliwy, a w razie czego to ja będę miał problemy, nie ten kto wrzuci linka.

  9. @kuba
    „chyba raczej zokcydentalizują?”

    Już poprawiam, oczywisty błąd.

  10. Nikt mi tak nie przywalił po oczach spojlerem przez ostatnich 20 lat.

  11. Co wy z tymi spojlerami. Myślałem, że wszyscy – tak jak ja – żyją od wtorku do wtorku?

  12. No ja z różnych bardzo dziwnych przyczyn mam sezon opóźnienia i właśnie zacząłem nadrabiać zaległości.

  13. No to jeśli chodzi o spojlery z tego sezonu to nie ma właściwie żadnego – ta scena z wizytówką jest akurat mało dramatyczna (i mało zaskakująca). Spojler to byłaby raczej Nieoczekiwana Śmierć Kogoś Zupełnie Innego (jest faktycznie inna postać, o której byłem PRZEKONANY, że dożyje finału i tam dopiero zginie, a tu nagle BUM).

  14. @Nieoczekiwana Śmierć

    Chodzi b Anpub? Zvnł jfmlfgxb żrol cemrżlć; vagryvtrapwę, fcelg v jbyę cemrżlpvn, glyr mr wnx mnqnwrfm fvę m xnegryrz gb zhfvfm fbovr bqcbjvrqmvrć pb fvę fgnavr m ebqmvaą tql jfmlfgxb fvę cbflcvr.

  15. @wayback machine: Dzięki Awalu. Regularnie używam Wayback w pracy do Ważnych Rzeczy i jakimś cudem do głowy mi nie przyszło, że zapamiętuje też Banalne Komcie na Niszowym Blogasku. To była świetna dyskusja swoją drogą, ale każdy, kto zajrzy, będzie sceptyczny wobec jakichkolwiek prognoz i niby-spojlerów na temat przebiegu serialu; że wszyscy się myliliśmy w przewidywaniach, to widać już teraz. Oczywiście uważam to za koronny argument za moją tezą, że wspaniałość tego serialu polega w dużej mierze na sprawczości jego bohaterów (w ramach ich ogólnego uwikłania w kwestie społeczne, ekonomiczne, czy kulturowe oczywiście). To dlatego da się logicznie uzasadnić niezwykłe zwroty akcji. Szczególnie daje to pole do popisu tym, o których wiemy mało lub zgoła nic z Breaking Bad – jak Nacho lub Kim.

    @spojlery: Rację ma WO, jedynym spojlerem póki co jest ta jedna śmierć dwa (?) odcinki temu. Ja wręcz obstawiałem, że ta osoba przetrwa, bo jest wspomniana w Breaking Bad; nie skojarzyłem, że w czasie przeszłym (chlip, chlip). Dyskusja tutaj to tylko warianty tego, co zdarzyć się może, a nikt z uczestniczących nie ma w niej zbyt silnych kredensziali. Scena z Kim znajdującą wizytówkę może równie dobrze być odczytywana jako „a była tak blisko ratunku” za kilka miesięcy, kiedy pustynny kurz opadnie… Zobaczymy.

  16. @Gulogulo: Tak. Ten pod-wątek i te dwie-trzy sceny to jest dokładnie sytuacja, w której trzeba było dokonać wyboru. Ta osoba mogła przeżyć, albo chociaż próbować przeżyć przez jeszcze parę odcinków. Tylko wtedy zginęłaby inna osoba, więc trzeba było wybrać – i oba wybory by się broniły. Podmiotowość jest tu w oczywisty sposób narzędziem dramaturgii. (Sorki za podwójny komć. Nie rotuję bo to nie spojler chyba?)

  17. Mam nadzieję, że autor mi wybaczył dawne spięcie i też będę mógł się podzielić pewnymi spostrzeżeniami. Byłem w stanach w 2006, raczej nie byłem zachwycony i towarzyszyło mi poczucie sztuczności i obcości. Podobał mi się jednak pewien luz, przeciętny młody facet wyglądał jak Chris Angel czy aktor z Prison Break, multum różnych języków, co chwila było widać pewną odmienność kulturową. Miałem nadzieję, że kiedyś będzie tak samo w Polsce.
    Byłem też optymistą jeśli chodzi o Rosję, nikt się nad tym nie pochylił, ale Rosja też oddziaływała swoim soft power i to silniej niż można było sądzić. Kreskówki dla dorosłych, muzyka, gry, pamiętam dawny kanał na ence, wojna i pokój. Uwielbiałem ich młode kino, do dzisiaj w Polsce nie udało się stworzyć niczego na podobnym poziomie. Wyszło niestety jak wyszło.

  18. Wierzyłem wtedy nawet, że Rosja i Chiny na dalszą metę się zdemokratyzują

    Uf. Długo myślałem, że tylko ja byłem taki naiwny. Dziś nadal jestem zdania, że polityka handlu z Rosją do samego końca nie była całkowicie zła, bo uzależniała Rosję od Zachodu, co obecne sankcje czyni jeszcze dotkliwszymi.

    Autor nie wyjaśnia, po cholerę Rosji taka wojna

    Nawet dziś możemy jedynie snuć przypuszczenia, co pewnie wziąłbym pod uwagę, gdybym miał pisać recenzje opowiadań sf.

  19. Przepraszam za komentarz nie na temat, ale nie mogłem się powstrzymać.

    @steelman
    „Dziś nadal jestem zdania, że polityka handlu z Rosją do samego końca nie była całkowicie zła, bo uzależniała Rosję od Zachodu,”

    I vice-versa. Całkowicie złe było uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu i ropy.

    „co obecne sankcje czyni jeszcze dotkliwszymi.”

    Niestety, wobec tego co napisałem wyżej, również dosyć dotkliwymi dla Europy.

    Ale jest nadzieja, że Europa wyciągnie z tego wnioski. Byle nie takie, że zamiast gazem będziemy więcej palić w piecach swoimi lasami, co już ma niestety miejsce – Holendrzy palą w piecach estońskimi lasami, bo to podobno ekologiczne jest: https://www.greenpeace.org/static/planet4-eu-unit-stateless/2021/07/b38e77f7-2021-07-07-greenpeace-european-summary-wood-pellet-damage.pdf.

  20. Nie wiem, czy Gospodarz sobie życzy skrętu dyskusji w stronę wojny w okolicach 20ego komcia pod notką, która zaczyna się od słów: „Rozpaczliwie staram się nie myśleć o wojnie”. Ale gwoli ścisłości: w okolicach 2006 byliśmy już po doświadczeniach drugiej wojny czeczeńskiej i kilku kolorowych rewolucji. Te doświadczenia jasno wskazywały, w jakim kierunku idzie rosyjska hard power. Jeśli chodzi o soft power z tego okresu, to hitem była „9 kompania” i to też raczej nie napawało optymizmem. A co do uzależniania Rosji od Zachodu, cóż: pobocznym efektem tego „uzależniania” była kaska na zbrojenia i zapasy na wojnę. Wydaje mi się, że optymistycznie wtedy na Rosję patrzyli głównie ci, którzy na Rosję patrzyli mało, oraz ci, którym za optymizm płacono petrodolarami.

  21. @Kuba „Jeśli chodzi o soft power z tego okresu, to hitem była „9 kompania” i to też raczej nie napawało optymizmem.” Fakt jest tam dużo maczyzmu, ale ten film jest bardzo daleki od typowych propagandowej sieczki typu olimpius inferno. W ówczesnym rosyjskim kinie było dużo kontrkultury, motywów queer czy rozliczenia z czasami sowieckimi. Jeśli kogoś to bardziej interesuje to mogę się rozpisać.

  22. @kuba
    „Te doświadczenia jasno wskazywały, w jakim kierunku idzie rosyjska hard power.”

    Ze wstydem przyznam, że ja wtedy tego nie widziałem (nie chciałem widzieć). W końcu w zasadzie trzymali się wtedy swoich granic z 1991.

  23. @nankin
    „Mam nadzieję, że autor mi wybaczył dawne spięcie”

    Eee, takie tam. To była kwestia językowych niuansów.

  24. @nankin: „Fakt jest tam dużo maczyzmu, ale ten film jest bardzo daleki od typowych propagandowej sieczki typu olimpius inferno. W ówczesnym rosyjskim kinie było dużo kontrkultury, motywów queer czy rozliczenia z czasami sowieckimi.”

    Zgoda, ale to albo były rzeczy raczej niszowe, albo przypadkowe hity typu Bumer o niejednoznacznej wymowie (bo to krytyka chaosu epoki Jelcyna, a nie marzenie o okcydentalnej Rosji). Putin ewentualnie chadzał obejrzeć Rotę co najwyżej, a to kino już maczo-nacjonalistyczne. Poza tym to nie jestem pewien, jak rozumiesz soft power – to przecież nie to samo, co kultura popularna. Ja sobie nie przypominam etapu, na którym Rosja próbowałaby przekonać choćby taką Ukrainę do czegokolwiek. To była zawsze polityka groźby, manipulacji i ewentualnie przekupstwa. Że przy okazji wyprodukowali trochę fajnej popkultury? Super, ale to nie soft power.

    „Jeśli kogoś to bardziej interesuje to mogę się rozpisać.”

    Jak masz jakieś fajne tytuły, to dawaj! Zgodnie z duchem notki: jak najdalej od wojny. 🙂

    @wo: „Ze wstydem przyznam, że ja wtedy tego nie widziałem (nie chciałem widzieć). W końcu w zasadzie trzymali się wtedy swoich granic z 1991.”

    W zasadzie się trzymali, w praktyce wciąż były jakieś fikołki – jak nie gazociągi Naftohazu to port w Sewastopolu. Wydaje mi się, że także polska (a nie tylko zachodnia, co dziś jest oczywiste) perspektywa była tu naznaczona myśleniem, że Ukraina czy Białoruś to takie nie do końca niepodległe państwa jednak. Tylko dlatego działania Rosji mogły z grubsza uchodzić za normalne w stosunkach międzynarodowych.

  25. @kuba i wo

    „Wieże z kamienia” Wojciecha Jagielskiego otwierały oczy bardzo szeroko. Już w 2004 roku nie bardzo można się było łudzić do czego może posunąć się Rosja.

  26. @Kuba muszę stwierdzić, że to jednak soft power, niezamierzony, ale jednak. Nikt przecież nie będzie zaprzeczał, że anime, manga i gry są japońskim soft power. Mimo, że władze niespecjalnie się tym interesowały, a społeczeństwo było chłodno nastawione. Dopiero w ostatnich latach zaczęto to wykorzystywać. Podobnie wygląda wszędzie, na igrzyskach olimpijskich w Londynie był cały przekrój tamtejszej sceny muzycznej od Bowiego po Dizzie Rascala, we Francji orkiestra wojskowa wykonuje daft punk, a Tusk daje Obamie wiedźmina.

    „To była zawsze polityka groźby, manipulacji i ewentualnie przekupstwa” Prawda, ale też nie bez powodu ważnym czynnikiem w walce z rosyjskimi wpływami na Ukrainie i u Bałtów było tępienie tamtejszych social mediów czy kanałów telewizyjnych, Rosjanie wbrew stereotypom potrafią też w miękkie oddziaływanie. Zresztą przypomniała mi się wypowiedź Szczerka z czasów pierwszej wojny w Donbasie, że po jednej i drugiej stronie masz ludzi słuchających rosyjskiego rocka i oglądających Brata Bałabanowa.

  27. Wyłaniając się na sekundę z lukrotchłani, witam, pozdrawiam i dziękuję i pozwalam sobie wrócić do głównego wątku (też byłem przekonany widząc tytuł, że wylądujemy w Korei Północnej). Kim i pan od odkurzaczy – ten Pan ma bardzo drogie usługi, a Kim mimo prac w fajnych kancelariach chyba nie zdążyła sobie aż tyle odłożyć, a obecnie chyba trochę żyje z tego czego zdołała nie wydać? Chciałbym proponowanego przez Gospodarza happy endu, bo choćby w „głupim” serialu coś mogłoby skończyć się dobrze, ale jeśli chodzi o Kim to jestem pesymistą.

  28. @nankin: „muszę stwierdzić, że to jednak soft power, niezamierzony, ale jednak (…) Rosjanie wbrew stereotypom potrafią też w miękkie oddziaływanie. Zresztą przypomniała mi się wypowiedź Szczerka z czasów pierwszej wojny w Donbasie, że po jednej i drugiej stronie masz ludzi słuchających rosyjskiego rocka i oglądających Brata Bałabanowa.”

    Biorąc pod uwagę, że soft power jest definiowana jako celowe budowanie pozycji i pozyskiwanie sojuszników w polityce międzynarodowej za pomocą wpływów kulturowych, politycznych i ideologicznych to faktycznie – obrazek Ukraińców i Rosjan strzelających do siebie nawzajem w rytm Vosemnadtsat’ Mne Uzhe to jest wypisz wymaluj soft power właśnie.

  29. Russkij Mir i soft power

    Rosja jeszcze do niedawna jak najbardziej miała (i w nietórych rejonach wciąż częściowo ma) soft power. Patrzycie na to z hindsight bias mając przed oczami całkowitą klęskę rosyjskiego soft power na Ukrainie w 2022. Jednak jeszcze w 2020 Szczerek napisał taki tekst: https://magazyn.wp.pl/informacje/artykul/miedzymorze-szczerek-russkij-mir-to-nie-tylko-putin

    Z jedgo książek pamiętam też tęsknotę ludzi do porządku i względnego dobrobytu, jaki jeszcze 10 lat temu utożsamiała Rosja. Przynajmniej z perspektywy byłych krajów ZSRR, którym nie udało się stworzyć działającego państwa. Dlatego bez oporu mieszkańców można było przyłączyć Krym i mogły powstać DRL i ŁRL. Jedną z przyczyn klęski „Specjalnej Operacji Wosjkowej”jest przegapiony przez Putina i FSB zanik rosyjskiego soft power. Oni naprawdę mogli wierzyć, że powtórzą 2014, nie zauważając, że podejście ludzi na wschodzie Ukrainy się tak zmieniło.

    Innym przykładem są Rosjanie w krajach bałtyckich, którzy mimo mieszkania w krajach Unii wciąż są w orbicieRosji. Nie uczą się języka większości, nie mają potrzeby by się integrować, oglądając tylko rosyjską tv i czytając rosyjskie media.

  30. „Kim i pan od odkurzaczy – ten Pan ma bardzo drogie usługi, a Kim mimo prac w fajnych kancelariach chyba nie zdążyła sobie aż tyle odłożyć, a obecnie chyba trochę żyje z tego czego zdołała nie wydać? Chciałbym proponowanego przez Gospodarza happy endu, bo choćby w „głupim” serialu coś mogłoby skończyć się dobrze, ale jeśli chodzi o Kim to jestem pesymistą.”

    Pozwolę sobie na odrobinę optymizmu. Otóż słabo uzasadnionym, moim zdaniem, byłby zabieg pokazywania młodej Kim, gdyby w następnym/ch odcinku/ach miała umrzeć. Bez sensu dorzucać nowy wątek, kiedy zaraz się go będzie zamykać. Problem z postacią Kim jest taki, że mu cały czas musimy zakładać co ona myśli i jaką motywacją się kieruje. Odpuszczenie spotkania z Fundacją? Jest razem z Jimim, ale oni tam sobie za dużo nie okazują uczuć. I ole znamy całkiem nieźle motywacje Jima, to nie ZNAMY (chyba, że byłem nieuważny, nie zdziwiłbym się) jej motywacji. Dopiero w ostatnim odcinku coś nam pokazano z jej historii (i szóstym piątego sezonu).
    Wydaje mi się, że scenarzyści nie mówią dużo o tej postaci, bo zostawiają sobie przestrzeń do opowiedzenia jej historii w serialu o Kim Wexler. Tak jak nie wiedzieliśmy skąd się wziął Saul Goodman w BB, bo BCS był na tapecie?
    Ale jak się seriale ciągną to ja gubię wątki, więc mogłem sporo przeoczyć.

  31. @Paweł
    „Nie uczą się języka większości, nie mają potrzeby by się integrować, oglądając tylko rosyjską tv i czytając rosyjskie media.”

    Ale to jest bardziej uniwersalne niż się może wydawać. Dodkładnie tak samo zachowywali się swego czasu Polacy w USA.

  32. @bartolpartol
    „Dodkładnie tak samo zachowywali się swego czasu Polacy w USA.”

    Good point. Jednak o mniejszości rosyjsiej na Łotwie czytałem chyba w „Polityce” i tam było to uzasadnione m.in. kiepską ofertą łotewskiej telewizji w porównaniu do rosyjskiej.

  33. @surabuka
    ” Kim i pan od odkurzaczy – ten Pan ma bardzo drogie usługi, a Kim mimo prac w fajnych kancelariach chyba nie zdążyła sobie aż tyle odłożyć”

    Zapłaci za to Jimmy. To się logicznie spina z tym, że gdy o odkurzaczach słyszymy po raz pierwszy w „BB”, Saul od razu mówi o tym tak, jakby miał już doświadczenie z korzystania z usług. Skąd? Logiczna odpowiedź to: bo już raz przez to przechodził (zamawiając „Hoover Coś Tam” dla Kim).

  34. @WO
    „Doprecyzowując: happy endu na pewno nie ma w kolorowym Albuquerque w 2004…”

    Doprecyzowując: spodziewam się, że Kim jest za kratami w czasie BB. Nie dla niej Hoover Max Extract 60 Pressure Pro (który nawet jako legitne AGD jest nietani [1]).

    @Junoxe
    „Problem z postacią Kim jest taki, że mu cały czas musimy zakładać co ona myśli i jaką motywacją się kieruje. Odpuszczenie spotkania z Fundacją? Jest razem z Jimim, ale oni tam sobie za dużo nie okazują uczuć.”

    Uczucie – swoistą partnership of misfits – pokazano moim zdaniem już dużo wyraźniej niż romantyczne związki z BB (zwłaszcza postać Skyler źle się starzeje, jest napisana seksistowsko i mizoginicznie w stopniu jaki dziś już by nie przeszedł). Być może, owszem, zaburzą to uczucie sprawy z przeszłości Kim (zbyt dużo sygnałów typu „No middle name”), ale wydaje mi się, że zasadniczo ono przetrwa.

    W tej sytuacji głównym Big Reveal jakiego spodziewam się po finale BCS będzie inne spojrzenie na motywacje Saula w BB – nieznane wcześniej sprężyny jego działań.

    [1] https://www.walmart.com/ip/Hoover-Max-Extract-60-Pressure-Pro-Carpet-Deep-Cleaner/49843810

  35. Wszystko popsułeś.
    Post-Kim żyje? Jasne, że żyje, ale „nie tam”. Przynajmniej dla mnie nie ma jej już w przestrzeni Saula/Gene’a, który jest i będzie już sam. Niestety, „żyli długo i szczęśliwie” to najbardziej prawdopodobne zakończenie, właśnie mi to uświadomiłeś ($ musi się zgadzać).

    Widziałem to trochę inaczej: prank antyHowardziany pójdzie lepiej niż się Kim i Jim mogli spodziewać. Skończy się traumą, może Hamlin zadynda na sznurze? Przedawkuje leki? Na pewno nie przeżyje, co tylko uświadomi Kim i Saulowi, że sami dla siebie też kiedyś mogą się stać tykającymi bombami? Jakaś forma rozpadu jest logiczna i chyba oczekiwana.

  36. @Awal B.
    „W tej sytuacji głównym Big Reveal jakiego spodziewam się po finale BCS będzie inne spojrzenie na motywacje Saula w BB – nieznane wcześniej sprężyny jego działań.”
    To ja tak mam od nie pamiętam kiedy. Saul będzie w BB napędzany utratą Kim. Dla mnie nigdy nie było innego spojrzenia na motywacje Saula w BB (w trakcie oglądania BCS).

  37. @wizytówki i inne odkurzacze
    A Wy to tak o fałszywych tropach nie pomyśleliście? Czy może w serialach nie ma fałszywych tropów, żeby oglądalność nie spadła?

  38. Przepraszam za post pod postem.
    @Awal B.
    „Doprecyzowując: spodziewam się, że Kim jest za kratami w czasie BB. Nie dla niej Hoover Max Extract 60 Pressure Pro (który nawet jako legitne AGD jest nietani [1]).”

    No ja raczej wykluczam Kim za kratkami, bo to mi w ogóle się nie spinało z postępowaniem/motywacją Saula w BB. Jej ukratkowienie spowodowałoby poczucie winy u Saula i w rezultacie próby odkupienia w BB. Ja tej motywacji odkupienia w BB nie pamiętam.
    Zaś Kim wyjedzie/ucieknie i będzie gdzieś działać w czasie równoległym do BB, i będzie o tym serial. Nie pamiętam tak dobrze BB, więc może Kim jakoś oddziaływała na odległość na Saula, wszak nie miał poczucia winy z utraty jej….

  39. No tak. Wygląda na sprzeczność. W sensie napędzany utratą Kim, ale nie że nie żyje, tylko gdzieś jest. Ale nie z nim.

  40. @Junoxe

    Jak już wyjaśniałem w 2018 r., osobiście wychodzę raczej od „analizy fundamentalnej” (czyli po prostu uważnego oglądania dostępnych odcinków), na niej – jeśli już – opierając „analizę techniczną” (zgadywanie, co by „logicznie” pasowało do domniemanego wzorca).

    W tym duchu zauważmy, że Kim jest nam od pewnego czasu dość regularnie pokazywana przez operatora za różnymi kratami (kratkami, siatkami).

    Natomiast nową perspektywę na motywacje Saula wymuszają znane „loose ends” z BB: niewiedza Saula o śmierci Ignacio i (zapewne) Lalo; zapowiedź czyjegoś telefonu do Franceski w Saulowe urodziny o 3PM. Saul w BB działa w oparciu o niepełną wiedzę o kimś aktywnym „behind the scenes”. Modelowy wręcz schemat Vlany.

  41. @Paweł Ziarko: „Patrzycie na to z hindsight bias mając przed oczami całkowitą klęskę rosyjskiego soft power na Ukrainie w 2022.”

    Ja osobiście mogę ewentualnie mieć insight bias, bo akurat w dyskutowanym okresie spędziłem sporo czasu na obszarach poradzieckich obserwując kolorowe rewolucje z bliska, także tą w Kijowie. Temi nogami przed omonowskimi kulami bieżałem; akurat nie w Kijowie i nie na Majdanie, tylko w innej stolicy i pod rabowanym sklepem, ale jednak. Wciąż mam nawet oficjalną koszulkę z tej rewolucji!

    „Z jedgo książek pamiętam też tęsknotę ludzi do porządku i względnego dobrobytu, jaki jeszcze 10 lat temu utożsamiała Rosja.”

    Chyba raczej Związek Radziecki, a nie Rosja? To rzecz szeroko opisana w książkach o postsocjalistycznej nostalgii, która występuje od Lipska po Władywostok. Można to sobie interpretować przez ramy postkolonialne choćby, ale soft power tu pasuje jak pięść do nosa. Istotą soft power nie są wpływy kulturowe jako takie, tylko budowa wpływów politycznych przez państwo za pomocą ekspansji kulturowo-ideologicznej. Nawet ten tekst Szczerka, który linkujesz, pokazuje że Rosjanom wyszło dokładnie odwrotnie: „ci rosyjskojęzyczni są – i będą zapewne jeszcze długo – członkami 'russkiego mira’, będą uczestniczyli w jego kulturze, czytali rosyjskojęzyczną literaturę jak swoją, oglądali filmy. Co nie znaczy, że będą popierali narrację Putina.” Żeby to było power, a nie tylko soft, to jednak jakby musieliby popierać – a to wychodzi niespecjalnie jak widać.

    I to jest część długofalowego procesu, który z grubsza polegał na tym, że ludzie owszem mówili po rosyjsku, ale życie już jednak chcieli mieć jak w Ameryce. I to jest właśnie soft power. Uwagi o Rosjanach w Rydze pomijam, jak już ktoś wspomniał równie dobrze mógłbyś chwalić polski soft power bo rodacy oglądają cyfrę plus na Ilingu.

    @bartolpartol: „Chryste! Wy na serio oglądacie to na serio!”

    Przy kros-refencjach z oglądanym ponownie Breaking Bad to ja też wymiękam, ale szanuję.

  42. @bartol

    Kiedyś na tym blogasku mówiło się: kjp,
    Ty grasz na trąbce, oni oglądają seriale, ja wolę gierki i chętnie pogadam o wątkach politycznych w Disco Elysium. Doceń że gospodarz się stara niewspominaćnicowojnie jak to kiedyś sobie powtarzał Basil Fawlty.

    Mnie BB znudziło w połowie 2 sezonu i, przeciwnie do któregoś z przedmówców, miałem wrażenie że motywacje bohaterów są absurdalne i ich działania służą wyłącznie popychaniu akcji do przodu, a ewentualne racjonalizacje doklejane są przez scenarzystów post factum. Jako człowiek, który zaliczył chemię kiedy mój syn miał pół roku, mam szczególny problem z relacjami Waltera ze Skylar. Tak jak wspomniał Awal: jej wątek jest strasznie seksistowski i niestety sztampowy z tą zdradą z szefem itp. Wiadomo że nowotwór w rodzinie jest traumatycznym przeżyciem i że ludzie różnie reagują na traumy, ale jakoś to wszystko mi się nie spina, biorąc pod uwagę ile wcześniej zainwestowała w ratowanie Waltera. Pewnie to jakoś tam racjonalizowali potem, ale nie chciało mi się sprawdzać. Anyway, wolę czytać te egzegezy BB/BCS niż kolejny raz snuć opowieści o rychłym zwycięstwie nad imperium zła.

  43. @WO: „pojawiła się wizytówka firmy”
    Miałem gulę w gardle. RIP Robert Forster.

    @WO: „skoro Kim zarabia płacę minimalną, to jakim cudem może mieć ładne mieszkanie?”
    Minimalną prawniczą. Jeżeli pijesz do rozmowy Kim z Cliffem (S06E06), to jako klasyczny samozatrudniony odruchowo zrobiłem mentalny rachunek: $700/50h=$14/h -> $14*12h*7d*4t (bo to pracoholiczka z misją) -> c. $5000/mies. Grubo ponad średnią krajową. Mieszka w niedrogim stanie z mężem-prawnikiem, bez dzieci, zero wakacji. To akurat nie jest mrzonkowe. BTW, „Clifford Main” – ktokolwiek wymyślił to nazwisko, chciałbym go przytulić.

    @WO: „tropi ich Lalo Salamanca, zapewne te intrygi się skrzyżują”
    (1) No co Ty! „Tropi”? W ogóle się nimi nie interesuje! (2) Z BB wynika, że się nie krzyżują („Did Lalo send you? It wasn’t me, it was Ignacio!”).

    @WO: „Pana Takavicia rzeczywiście ktoś śledzi w Omaha”
    Wyjaśnij to „rzeczywiście”, proszę. Takavic został rozpoznany przez taryfiarza. W którym miejscu futurospekcji przemknęła jakaś Tajemnicza Postać, która mogłaby się okazać Kim? Coś mi umknęło…

    @WO: „teraz już bym się bał łazić”
    „Bał”? Mnie została taka skłonność człapersa – ale już nie wstąpię do bajkerskiego baru w Tampie po fajki, albo romskiej dzielnicy w Sofii na nieumyślną paserkę. Nie z lęku, po prostu zazwyczaj człapię z trójką dzieci (jak nie fizycznie, to psychicznie). Boczna uliczka Kreuzberg, to mój maks. Pozostaje nam, Wojtku, nadzieja, że trafi się nam jeszcze w życiorysie rozdział, kiedy będziemy dość młodzi, by człapać, ale też dość starzy, by mieć luźny grafik przy klarowaniu sprawy zajumanego paszportu.

    WO: „Szczerze wierzyłem, że świat po prostu wyzbył się swoich historycznych problemów”
    Zazdroszczę Ci, że miałeś okazję zobaczyć USA tymi oczami. Byłem w USA od 2007, jako gastarbajter najniższej kategorii. Wracałem z drobnym problemem alkoholowym i przekonaniem, że najuczciwsze autoportrety Ameryki to „Factotum” (Norweg adaptujący Niemca, swoją drogą), „One Hour Photo”, „Kids”. Symbolicznym gestem była przesiadka ze starego Lincolna na używaną Mazdę. Pamiętam też, że szybko odczułem pulsujący pod tatuażem amerikany klasizm i rasizm. Ale to wszystko właśnie dlatego, że żadną miarą nie byłem średnioklasowym turystą – i szkoda…

    @Junoxe: „Problem z postacią Kim jest taki, że mu cały czas musimy zakładać co ona myśli i jaką motywacją się kieruje”
    Sorry, że przeciągam, ale tutaj pokrewna autorefleksja. Jej motywacje wydają mi się nie mniej klarowne niż WW. BCS zacząłem oglądać, jak byłem singlem – i Kim uważałem za przekombinowaną, irytującą postać. Rok później miałem żonę i dwie córki w przedszkolu (you do the math). Teraz oglądam BTS w parze i zawiść mnie skręca, jak genialnie napisana jest ta kobieta.

    @WO: „Świat dzisiaj wydaje się gorszym miejscem, ale mniej w nim udawania (…) Gerhard Schroeder na zjeździe SPD napotka gwizdy, nie oklaski”
    …w których to gwizdach nie będzie za grosz hipokryzji. Again: zazdroszczę. Optymizmu.

  44. @Kuba
    „Chyba raczej Związek Radziecki, a nie Rosja? To rzecz szeroko opisana w książkach o postsocjalistycznej nostalgii”

    Nostalgia za ZSRR swoją drogą, ale chodziło o przekonanie ludzi krajów w byłego ZSRR (Ukraina, Mołdawia, Białoruś itd.), że w Rosji panuje porządek, wyższy poziom życia, a sprawy idą w dobrym kierunku. Także Kamil Galejew pisał o tym, że jeszcze w 2014 mieszkańcy wschodniej Ukrainy mogli liczyć na poprawę warunków życia po rosyjskiej aneksji. Teraz, gdy widzą, co się stało w DRL i ŁRL, nikt już tak nie uważa. Soft power w tym wypadku przejawiał się w tym, że ludzie głosowali na prorosyjskie partie a w 2014 nie walczyli z Rosją jak z okupantem.

  45. @Havermeyer
    „Ty grasz na trąbce, oni oglądają seriale, ja wolę gierki i chętnie pogadam o wątkach politycznych w Disco Elysium. Doceń że gospodarz się stara niewspominaćnicowojnie jak to kiedyś sobie powtarzał Basil Fawlty.”

    Nie oceniam, raczej się uprzejmie dziwię, to dla mnie zawsze pewna ciekawostka, gdy ludzie analizują seriale (jedno z wielu zdziwień, bo ludzie mają bardzo różne hobby). Tak samo jak dla ludzi jest ciekawostką, że uczę się grać na trąbce (i to w dodatku po 50-tce!). Pod takimi notkami czuję się jak koleś, który trafił na nie tę imprezę na którą szedł i nie kuma o czym ludzie rozmawiają. To jest na swój sposób freakowe. Oczywiście do czasu.

    Swoją drogą, ostatnim serialem jaki obejrzałem, zresztą całkiem niedawno, był III sezon Miasteczka Twin Peaks. No, bardzo ciekawa rzecz. Na szczęście tym razem Lynch reżyserował, bo II sezon to był, well, słaby. No ale oglądałem, nie analizowałem. Zresztą współczuję ludziom, którzy próbowali to analizować, to musiała być orka na ugorze.

  46. @serialn

    Ja nie oceniam za to niezmiennie zazdroszczę posiadania takich ilości wolnego czasu – choć to nawet bardziej nie przy wątkach serialowych (takie BCS to w końcu to tylko odcinek na tydzień) ale np przy notkach growych. Żeby mieć czas na takie HoI to musiałbym nie tylko wziąć urlop z pięciu miejsc na raz, ale jeszcze wyjechać samemu w Bieszczady i to bez telefonu, bo inaczej rodzina/znajomi i tak by mi znaleźli raz dwa inne zajęcie.

    Choć od czasu do czasu na coś na netfliksie czas znajdę. Choćby na snowpiercera. Ale to już odgrzewane kotlety niestety

  47. @Pawel Ziarko: „Soft power w tym wypadku przejawiał się w tym, że ludzie głosowali na prorosyjskie partie a w 2014 nie walczyli z Rosją jak z okupantem.”

    W 2013 roku Rada Najwyższa przyjęła uchwałę wzywającą do podpisanie układu stowarzyszeniowego z Unią Europejską głosami 315 posłów na 450. Spora część ze 185 posłów nominalnie prorosyjskiej Partii Regionów głosowała za stowarzyszeniem z Unią, większość nie głosowała, przeciw była dosłownie garstka. Nominalnie prorosyjski Janukowycz obiecał, że układ podpisze. W ostatniej chwili zmienił zdanie – w wyniku brutalnego nacisku ze strony Rosji. Oburz społeczny był taki, że Janukowycz musiał wiać do Rosji, mimo że bronili go omonowcy strzelając do ludzi. To mniej więcej pokazuje balans między soft i hard power na Ukraina w przeddzień zajęcia Krymu w 2014. Mająca przewagę gospodarczą Rosja potrafiła do siebie od biedy przekonać ludzi, którzy się od urodzenia identyfikowali jako Rosjanie i mieszkali na terenach, które w przeszłości należały do Rosji. To serio nie jest jakiś oszałamiający sukces w wygrywaniu serc i umysłów. Jakby Joseph Nye się zajmował Rosją, to nigdy w życiu na koncept soft power by nie wpadł. Pozdrawiam.

  48. Retrospekcja/pokazanie origins jakiejś postaci, która ma zaraz zginąć to nie taki rzadki trick, vide chociażby finał „Boardwalk Empire”.

    Scena z wizytówką może być fałszywym tropem na zasadzie „a było tak blisko”. Kim nie ma przecież żadnych informacji o prawdziwym znaczeniu tego adresu.

    Z drugiej strony śmierć Kim musiałaby wywrzeć jakieś piętno na postaci Saula a w BB nie widziałem nic co by na to wskazywało. Więc może jednak pojedzie na Belize.

    Też żyję od wtorku do wtorku więc pozdrawiam współmaniaków, z gospodarzem na czele.

  49. @Kuba
    Ok, skończyły mi się kontrargumenty. Również pozdrawiam!

  50. Tomasz Nowak
    @WO: „skoro Kim zarabia płacę minimalną, to jakim cudem może mieć ładne mieszkanie?”
    „Minimalną prawniczą. Jeżeli pijesz do rozmowy Kim z Cliffem (S06E06), to jako klasyczny samozatrudniony odruchowo zrobiłem mentalny rachunek: $700/50h=$14/h -> $14*12h*7d*4t (bo to pracoholiczka z misją) -> c. $5000/mies. Grubo ponad średnią krajową. Mieszka w niedrogim stanie z mężem-prawnikiem, bez dzieci, zero wakacji. To akurat nie jest mrzonkowe.”

    Pracowała jako może niedoceniany, ale jednak prawnik w HMM, który potem umorzył jej kredyt na edukację. Prowadziła przez jakiś czas dochodową działalność związana z Mesa Verde, potem była jako raczej dobrze opłacanym „a partner to manage a new banking division” w Schweikart & Cokely. Wiemy przy tym że jest świetnie zorganizowaną osobą, raczej nie mająca skłonności do rozrzutności. Wcale bym się nie zdziwił gdyby miała znaczący majątek na koncie.
    Praca „za minimalną”, czyli solidne wykonywanie obowiązków obrońcy z urzędu za niewielkie pieniędze ma charakter inwestycji, która zresztą – jak widzimy – właśnie zaczyna działać.

  51. Dlaczego się czepiacie Howarda Hamlina?
    To w sumie w porządku gość, takiego wspólnika sam bym chciał mieć.
    Był partnerem Chucka, i to on był „młodszy bratem” w tej spółce. Chuck był starszy, był autorytetem (nie pamiętam dokładnie, bo poprzednie części oglądałem chyba jeszcze przed pandemią ale był chyba nauczycielem akademickim). Jeśli Chuck zażądał aby nie awansować młodzego brata – co mógł zrobić Howard? Być lojalnym wobec wspólnika czy wobec jego nieokrzesanego brata? Wybrał tak jak każdy z nas by wybrał.
    Całe to odgrywanie się na Howardzie przez Jimmiego jest wredne. Do tej pory kibicowałem Jimmiemu, ale teraz będę czekał aż mu sie noga powinie i jego diaboliczny plan skończy się źle dla niego.

  52. Moglibyśmy zrobić tutaj pokój zwierzeń, „podziel się momentem, w którym przestałeś kibicować Jimmy’emu”.

    Dla mnie było to dość późno: dopiero wtedy, gdy przyjął drugie zlecenie od Lalo (choć wcześniej przecież miał dużo niefajnych zagrać – no ale każde można jeszcze było jakoś wytłumaczyć). Było widać, że dał się przekonać do jego wykonania nie tylko ze strachu. Gdy Kim zapytała go, czy chce być przyjacielem kartelu, było widać, że już zdecydował: chce.

    Jedyna postać, której mi szkoda i z którą się de facto identyfikowałem w tym serialu, to Nacho. Teraz… trochę odechciało mi się oglądać.

  53. @wkochano „Jedyna postać, której mi szkoda i z którą się de facto identyfikowałem w tym serialu, to Nacho.”
    Trudno go było jakoś nie lubić, ale jednak żył z handlu narkotykami, nespa?

    PS. Dopiero dziś obejrzałem dwa zaległe odcinki, wcześniej bałem się czytać bo spoilery…

  54. @waclaw

    „Całe to odgrywanie się na Howardzie przez Jimmiego jest wredne.”

    @wkochano

    „Moglibyśmy zrobić tutaj pokój zwierzeń, „podziel się momentem, w którym przestałeś kibicować Jimmy’emu”.”

    Zapewne macie rację, ale dla mnie to już od dawna nie jest Jimmy/ Saul tylko Odenkirk w roli, która jest pokazem kunsztu i nagich emocji, mających tyleż uzasadnienie w fabule co – wydaje mi się – w życiowym doświadczeniu aktora. Odenkirk wyrasta ze sceny stand-upowej i komediowej, gdzie przez dekady pracował jako scenarzysta i okazjonalny partner sceniczny słynniejszych showmanów: Chrisa Farley’a, Bena Stillera, Davida Lettermana i innych. Miał swój moment prawie wybicia się na samodzielność – cztery sezony „Mr. Show” na HBO z Dawidem Crossem w latach 90-tych, ale jego późniejsze projekty filmowe kończyły jako piękne katastrofy. Postać, jaką gra w BCS, ożywia ewidentnie swoim własnym doświadczeniem – jest w tej serii o wiele bardziej autentyczny niż w BB, zarówno w aspekcie desperacji, jak w aspekcie opiekuńczej relacji z Kim – oglądałem jego różne wywiady promujące BCS, w których mówi więcej o innych aktorach, scenarzystach, czy kaskaderach niż o samym sobie, w końcu głównej osobie w obsadzie. Tego typu biograficzne tło aktora nie zawsze jest istotne dla odbioru roli, ale tu tak.

    @bartolpartol

    „Zresztą współczuję ludziom, którzy próbowali to analizować, to musiała być orka na ugorze.”

    Nie jestem fanem ani znawcą Twin Peaks, ale ta egzegeza się spina (Twin Peaks jako komentarz do ery telewizji – wyjaśnione w jedyne 4 godziny): https://www.youtube.com/watch?v=7AYnF5hOhuM

  55. @bartol „Pod takimi notkami czuję się jak koleś, który trafił na nie tę imprezę na którą szedł i nie kuma o czym ludzie rozmawiają.”
    Ale i tak komentuje?

    @awal Odenkirk
    Niedawno opowiedział w którymś z late night shows (chyba Colbert?), że nawet nie brał udziału w castingu na rolę Saula w BB – producenci zgłosili się od razu do niego, choć nigdy wcześniej nie grał takich rzeczy.

  56. @sheik.yerbouti

    „nigdy wcześniej nie grał takich rzeczy”

    Miał większy epizod jako udawany lekarz (który „prawie zdobył dyplom”) i chłopak Elaine w jednym z epizodów „Seinfelda”. Można zresztą oglądając tę dawną rolę przekonać się, jak dużo głębiej – bo w oparciu o życiowy bagaż – podchodzi do podobnego tematu w BCS.

  57. Co mi się w tym sezonie kompletnie nie spina z ogólnym jakim-takim realizmem całości, to te ostatnie podróże Lalo – WTF? Zbytnio odczapistyczne, chyba że coś mi umknęło po drodze.

  58. @sheik „Co mi się w tym sezonie kompletnie nie spina z ogólnym jakim-takim realizmem całości, to te ostatnie podróże Lalo – WTF? Zbytnio odczapistyczne, chyba że coś mi umknęło po drodze.”
    Mam to samo, skąd on w ogóle wie o budowlańcach z Niemiec, nie mówiąc już o tym, że wie gdzie ich szukać?

  59. @margrabia
    „Mam to samo, skąd on w ogóle wie o budowlańcach z Niemiec, nie mówiąc już o tym, że wie gdzie ich szukać?”

    To akurat jest wyjaśnione. Że Gus kombinuje coś w tym stylu, Lalo się domyślał od dawna. Prace nad laboratorium początkowo udawało się utrzymać w tajemnicy, ale jednak w końcu Niemcy wyszli na przepustkę i zwrócili na siebie uwagę, a potem Werner uciekł na spotkanie z żoną i wysłał jej pieniądze w kantorku typu „usługi parabankowe”. Lalo odnalazł ten kantor, torturował (i zabił) urzędnika i tak poznał niemiecki adres żony Wernera (a także miejsce, w którym Werner czekał na żonę… ale tu go uprzedził Mike). Lalo wiedział więc, dokąd ma pojechać na początek. A jak od żony dotarł do budowlańca – to mamy pokazane w poprzednim odcinku.

  60. @waclaw
    „Dlaczego się czepiacie Howarda Hamlina?
    To w sumie w porządku gość, takiego wspólnika sam bym chciał mieć.”

    Ja go nienawidzę jako Golfistę (jest personifikacją wyższej klasy średniej). Nie wiem, może na pańskich wyżynach klasowych miewa się takich wspólników, ja jestem szczebel niżej. Hejtuję wszystkich golfistów, bo decydują o naszym życiu – między trzecim a czwartym dołkiem podejmują decyzje typu „robimy inwazję na Irak” albo „zróbmy wielkie zwolnienie i wypłaćmy sobie premię za oszczędności” (albo teraz w Ameryce: zwińmy produkcję mleka dla niemowląt i zróbmy sobie buybacka”).

    Mogę golfiście wybaczyć, jeśli podejmuje też decyzje korzystne dla nas, maluczkich, typu „wprowadźmy na rynek łatwego w obsłudze smartfona”. Ale każdy golfista zaczyna u mnie od ujemnego wyniku – musi mnie do siebie przekonać.

    Howard jest pokazany jako człowiek, który nie dba o niższe klasy. Krzywdzi Kim i Jima bezinteresownie, niezauważając tego nawet. A potem wydaje mu się, że jeśli zaprosi ich na lunch przeprosinowy, to wszystko się załagodzi. Otóż tak mogą się przeprosić osoby równe statusem, ale nie (były) szef (byłych) podwładnych. Tylko on tego nie widzi w takich kategoriach, pewnie samą koncepcję klas społecznych uważa za marksistowski wymysł.

    Do tego jest najgorszą możliwą odmianą Golfisty – Juniorem. Dostał status na srebrnej tacy po drogim papie. On nie rozumie, jak to jest, martwić się o kredyt studencki. On w ogóle się nie martwi o kredyt, jeśli jakieś bierze, to na firmę, dla wykupienia innej firmy. Golfiści (zwłaszcza Juniorzy) niczym w życiu nie ryzykują, więc nie rozumieją nas, bo nasze życie to ciągły Strach (przed utratą pracy, przed utratą domu – itd.).

  61. @wo
    Dzięki. Faktycznie, zapomniałem o tym kantorze, teraz mi się już spina.

  62. @waclaw
    „kibicowałem Jimmiemu, ale teraz będę czekał aż mu sie noga powinie i jego diaboliczny plan skończy się źle dla niego.”

    Z BB wiemy że nie skończy się dla niego źle. Skończy się źle dla Kim (chociaż jestem w obozie „Kim przeżyje”). Jimmy przetrwa BB być może dzięki temu że jest bardzo świadomą postacią. Idzie w kierunku w którym chce iść, jednocześnie rozumiejąc że to nie będzie się udawać do emerytury. Dlatego ma przygotowany plan ewakuacji i worki z pieniędzmi w gabinecie.

  63. @bogdanow
    „Dlatego ma przygotowany plan ewakuacji i worki z pieniędzmi w gabinecie.”

    Ciągle chyba jednak nie wiemy, dlaczego wymyślil sobie akurat „menadżera Cinnabon w Omaha”. Dziwny wybór. Skoro ma te worki z kasą, mógł sobie wymyślić jakiś przyjemniejszy zawód?

  64. @WO
    „Hejtuję wszystkich golfistów”

    Golf to już nie jest sport szczególnie elitarny czy sieciotwórczy – przynajmniej w Europie to raczej coś jak Rotary Club: socjeta, ale taka bardziej B List. Tak naprawdę hejtujesz ludzi startujących np. w Dakar Rally czy w Longines Swiss Championships Dressage (tu raczej jako ojcowie uczestniczek względnie właściciele koni).

    @sheik.yerbouti

    „Co mi się w tym sezonie kompletnie nie spina z ogólnym jakim-takim realizmem całości, to te ostatnie podróże Lalo – WTF?”

    Epizodyczne przenoszenie amerykańskiego serialu za Atlantyk to rzadko dobry pomysł. Potrzeba by tak naprawdę całej drugiej ekipy scenarzystów, dekoratorów, castingowców itd. by to realistycznie wyszło. Oczywiście nie ma na to budżetu, więc wychodzi tak sobie. Włoskie sceny z „Rodziny Soprano” są najsłabsze w serii, niemiecki wątek w BB/BCS ciągle zmusza do mocnego zawieszania niewiary – żona inżyniera budowlanego z sugerowanym pochodzeniem z NRD mówiąca randkowym angielskim? W drugą stronę to zresztą wychodzi równie słabo np. amerykański wątek „Osieckiej”.

  65. @wo, dziwny wybór jak na faceta z workami z kasą.

    Może nie zdawał sobie sprawy jak wygląda znikanie (raczej nie ma opcji: „porozmawiaj z poprzednimi klientami*”).
    WW też nie był zbyt szczęśliwy.
    Mało to osób rezerwuje hotel na podstawie zdjęcia, a potem okazuje się że a) jedzenie tragiczne, b) hotel może wygląda jak na zdjęciu, ale nie było widać drogi szybkiego ruchu za plecami fotografa, c) itd….

    * w sumie Znikacz mógłby równie dobrze zakopywać zwłoki w ogródku….

    @Nie-golfiści i strach,
    Kim i Jimmmy są w pewnym momencie w sytuacji kiedy mogą być golfistami bez strachu – wystarczy zostać w odpowiednich firmach i żyć długo i szczęśliwie.
    Oboje fundują sobie takie strachy że perspektywa utraty domu i niespłacenia kredytu to przy tym drobiazgi.

    @Howard,
    Jakby był spoko kolesiem to by miał masę okazji żeby dyskretnie zasugerować że świetnym pomysłem byłaby zmiana otoczenia, a akurat wczoraj słyszał na fundraiserze, że…
    To nie wymaga wielkiej odwagi.

    @Kim,
    Mam poczucie że Kim nie do końca wierzy że coś tak naprawdę może się jej stać (i po to była niedawna retrospekcja), a powodem jej upadku będzie wizytówka przekazana na parkingu, gdzie zapomniała że w tym konkretnym czasie i miejscu nie jest prawnikiem z zamiłowaniem do pracy pro bono, tylko osobą która angażuje się w nielegalną działalność.

    @Awal,
    „żona inżyniera budowlanego z sugerowanym pochodzeniem z NRD mówiąca randkowym angielskim?”

    Nie przesadzajmy. Absolutnie każda żona niemieckiego inżyniera którą spotkałem mówiła co najmniej dobrze po angielsku.

  66. @awal
    „Golf to już nie jest sport szczególnie elitarny czy sieciotwórczy – przynajmniej w Europie to raczej coś jak Rotary Club: socjeta, ale taka bardziej B List. ”

    A tyle razy już podkreślałem, że to metafora. W kontekście tego serialu podkreślona, bo mamy ten klub, w którym Saul podrzuca Howardowi torebkę z białym proszkiem – i słuchamy tam, że w tym klubie grało „trzech prezydentów”. To jest celowe nawiazanie do tego stereotypu, żeby podsycać hejt Ludzi Takich Jak Ja do Ludzi Takich Jak Howard i Cliff Main (oraz paradoksalną sympatię do Saula, który ich prankuje).

    Przy czym moje życie literalni golfiści zatruwali akurat wtedy. Potem, jak już pisałem, korpomenedżment Agory przestawił się na biegging i himalajing.

  67. @wo
    Tak! Internet rozpływa się nad Hamlinem, ale – wbrew jego protekcjonalnej poradzie z pierwszego sezonu – to nigdy nie był człowiek kierujący się „sercem” ale właśnie „chęcią zwycięstwa”, nawet jego nachalne proponowanie pracy Jimowi wydawało się być motywowane wyłącznie marketingowo (bo „to by źle wyglądało” gdyby brata Charlesa McGilla nie pracował w kancelarii, nawet jako jakiś Goodman czy co on tam sobie wymyślił)

    Co do golfistów, nie wiem czemu wiele osób nie bierze pod uwagę faktu, że golf jako sport na otwartych kontrolowanych przestrzeniach z rygorystycznymi zasadami dostępu do „klubów golfowych” mógł być zimnowojenną, nieoczywistą formą zabezpieczenia się przed podsłuchami w zamkniętych pomieszczeniach (dla Trumpa tor golfowy mógł być pewnie wręcz gabinetem owalnym). Z perspektywy osoby, która lubi golf jako sport trudno logicznie uzasadnić cały „gating” wokół golfa, ale mimo wszystko sport zostawiłbym tu z boku

  68. @bogdanow
    „Może nie zdawał sobie sprawy jak wygląda znikanie (raczej nie ma opcji: „porozmawiaj z poprzednimi klientami*”).”

    Ale on bardzo konkretnie mówi o „Cinnabon w Omaha”. W „BB” traktujemy to jako żart, w „BCS” jest literalne. Z tymi workami pieniędzy mogł sobie, teoretycznie, wymyślić coś fajniejszego. Czeka nas jakieś wyjaśnienie, czemu Omaha, a może nawet czemu Cinnabon.

    „Kim i Jimmmy są w pewnym momencie w sytuacji kiedy mogą być golfistami bez strachu – wystarczy zostać w odpowiednich firmach i żyć długo i szczęśliwie.”

    Owszem, ale to akurat rozumiem. Im lepiej ich poznawałem, tym bardziej ich nienawidziłem, do tego stopnia, że ja też odrzucałem propozycje mogące być pierwszym krokiem w stronę stania się jednym z nich (co dla dziennikarza oznacza propozycję zostania kierownikiem działu). Wspólną motywacją Jima i Kim jest to, że wolą ponieść totalną porażkę, niż stać się kumplem Howarda/Clifforda. Przy czym w przypadku Jima to eskaluje do „wolę być amigo de cartel niż amigo de Howard”.

  69. @Cinnabon,
    Faktycznie, zapomniałem. Czuję się przekonany.

    @golfiści,
    Ależ ja to rozumiem, K&J łączy zrozumiała niechęć do ludzi tego pokroju i to wpływa na ich wybory. Charakterystyczne, że Kim nie gra w golfa – chociaż pewnie bez problemu mogłaby sobie załatwić członkostwo odpowiedniego klubu (zna odpowiednich ludzi).
    To nadal jest luksus wyboru, którego nie ma ogromna większość ludzi z niższych klas.

  70. @bogdanow

    „Absolutnie każda żona niemieckiego inżyniera…” powiedziałaby raczej „he brought them outside”, a nie „he got them out”, czy też „in the vicinity of Prague”, a nie „not far from Prague”. Użyłaby lekko sztucznych kalek z niemieckiego, a nie przezroczystych angielskich idiomów.

    @WO
    „biegging i himalajing”

    Czyli podszyty lękiem self-optymajzing, uprawiany w nadziei niewypadnięcia z obiegu. Ludzie to robiący to nie są decydenci od wojen i mleka, o jakich piszesz, tylko zastępowalni enforcerzy. Również koledzy Howarda z tego lokalnego klubu golfowego to raczej średnia liga, choć w amerykańskich warunkach trudniej zastępowalna (rdzeń kapitalizmu). Rozmowy o jakich piszesz („zwińmy produkcję mleka dla niemowląt i zróbmy sobie buybacka”) dałoby się raczej słyszeć na trybunie Longines Series.

  71. @awal
    „Użyłaby lekko sztucznych kalek z niemieckiego, a nie przezroczystych angielskich idiomów.”

    I oczywiście gra ją Węgierka. Dlaczego blackface, yellowface (itd) jest be, a Eastern-European Face jest cacy?

  72. @awal „Ludzie to robiący to nie są decydenci od wojen i mleka, o jakich piszesz, tylko zastępowalni enforcerzy.”
    Jednak pamiętamy, że Obama w golfa grywał często, zaś Trump nałogowo. W co gra Zuckerberg nie podejmuję się zgadnąć (wciąż próbuję odwidzieć ten filmik, w którym surfuje z flagą USA).
    A pamiętacie jeszcze, jak Dochnal grał w polo w St. Moritz?

  73. @wo
    „Ciągle chyba jednak nie wiemy, dlaczego wymyślil sobie akurat „menadżera Cinnabon w Omaha”. Dziwny wybór. Skoro ma te worki z kasą, mógł sobie wymyślić jakiś przyjemniejszy zawód?”

    IMO, Jimmy musi udawać Zwykłego Gościa, żeby być trudniej namierzalnym. On żyje z nożem na gardle i cały czas ogląda się za siebie – nie może tak po prostu zacząć szastać tymi swoimi milionami, bo zaraz by zwrócił na siebie uwagę. Przecież te jego pieniądze są właściwie niewydawalne i – OIDP – trzyma je w diamentach. Sam jestem ciekaw, jak jego historia się potoczy i czy w końcu powinie mu się noga. Parę lat temu w Stanach był głośny przypadek byłego gangstera, który pod fałszywą tożsamością ukrywał się przez chyba 40 lat. Po czym i tak został namierzony przez FBI.

    W BB, kiedy Jessie Pinkman powiedział Jimmiemu, że zamierza zaszyć się na Alasce, ten zdziwiony spytał „Alaska? dlaczego nie na Florydzie?”. Widocznie później pan od odkurzaczy (ponoć były pracownik wywiadu wojskowego) wyjaśnił mu wszystkie za i przeciw.

    PS. Nie zacząłem jeszcze oglądać obecnego sezonu i – czytając wasze spojlery – jestem zaskoczony, że Kim żyje. Dla mnie była naturalna kandydatką do odstrzału, uzasadniającą przemianę Jimmiego w Saula (już oglądając poprzedni sezon było mi jej żal), a tu proszę, co za miła niespodzianka.

  74. @sheik.yerbouti
    „zaś Trump nałogowo”

    Co raczej potwierdza, że to dziś sport dla B list…

    Oczywiście wiele zależy od lokalnego i branżowego kontekstu, lecz gdybym miał pisać jakuś wiarygodny europejski spin-off BCS, w którym Jimmy wkręca się w łaski dziedzica dużej europejskiej fortuny, to celowałbym w sporty jachtowe lub turnieje jeździeckie w typowych okolicach weekendowych dużych miast. Niekoniecznie w najmodniejsze kurorty i hotele, raczej takie, owszem, zaporowo drogie dla klasy średniej, lecz lekko niemodnawe, więc nieatrakcyjne dla nuworyszy – za to z kelnerem pamiętającym juniora jako berbecia kradnącego papie palcat czy cygarniczkę. Takie miejsca zapewniają rzeczy trudne do kupienia, a wartościowe dla decydentów: separację od osób przypadkowych, automatyczne rozpoznanie oczekiwanych przywilejów i ich nieostentacyjną realizację.

    @WO

    „Czeka nas jakieś wyjaśnienie, czemu Omaha…”

    To też, ale przede wszystkim czemu Walter White i cała reszta historii z BB. Ona okaże się mieć nieznane nam tło.

  75. @monday.night.feler

    „Dla mnie była naturalna kandydatką do odstrzału…”

    Wedle seksistowskiego stereotypu widzimy w Kim ofiarę, kogoś słabszego od męskich graczy. Tymczasem ona według mnie okaże się kreatorką sytuacji – kimś kto być może w jakimś sensie stworzy Saula, by ratować Jimmiego. To właśnie rozumiem jako schemat Vlany.

  76. @mnf
    „IMO, Jimmy musi udawać Zwykłego Gościa, żeby być trudniej namierzalnym. ”

    To jasne, ale z tego punktu widzenia praca w centrum handlowym to też zły wybór. Jeśli już KONIECZNIE musi być menadżerem fastfoodu, lepsze byłoby jakieś przydrożne Dairy Queen na pustkowiu – że po horyzont pola kukurydzy (mam surrealistytczne wspomnienie z takiego miejsca, koniec świata, żadnego budynku w zasięgu wzroku, a tam płasko, więc wzrok sięga daleko, ale stoi sobie budka, w niej można usiąść przy kawie, złapać WiFi i odpisać na komcie na blogu). To lepsze miejsce na ukrywanie, bo tam po prostu każdego obcego widzisz z daleka.

    Ale w ogóle dlaczego menadżerem fastfoodu? To ciężka praca. Gdybym sobie wymyślił Zawód Na Zniknięcie, byłbym raczej jakimś przybijającym stempelki urzędnikiem w hrabstwie Nowhere.

  77. @awal „gdybym miał pisać jakuś wiarygodny europejski spin-off BCS, w którym Jimmy wkręca się w łaski dziedzica dużej europejskiej fortuny”
    Wyczuwam fascynację tym światem, ale Jimmy/Saul raczej nie celuje w takie kręgi, wystarczają mu średniacy zarządzający co najwyżej siecią domów spokojnej starości.

    „lekko niemodnawe, więc nieatrakcyjne dla nuworyszy – za to z kelnerem pamiętającym juniora jako berbecia kradnącego papie palcat czy cygarniczkę.”
    Brzmi jak z powieści, niewiele jest hoteli z personelem pracującym nieprzerwanie od 30 lat, zwłaszcza jako kelner. Może, mooooże barman?

  78. „„lekko niemodnawe, więc nieatrakcyjne dla nuworyszy – za to z kelnerem pamiętającym juniora jako berbecia kradnącego papie palcat czy cygarniczkę.”
    Brzmi jak z powieści, niewiele jest hoteli z personelem pracującym nieprzerwanie od 30 lat, zwłaszcza jako kelner. Może, mooooże barman?”

    To we wogle dziwna wizja w dzisiejszych czasach. Może Awal pracuje jako historyk w jakimś muzeum? Może jest kustoszem? No bo wyobrażać sobie Colemana to trzeba utkwić gdzieś 80′.

  79. @WO
    „Ale w ogóle dlaczego menadżerem fastfoodu?”

    Trzy słowa: Stacja Arktyczna Zebra. (holding ML z wykupioną franczyzą w Omaha)

    @Junoxe

    „Może Awal pracuje jako historyk w jakimś muzeum? Może jest kustoszem? No bo wyobrażać sobie Colemana to trzeba utkwić gdzieś 80′”

    W rodzinnych hotelach i restauracjach uczęszczanych przez dziedziców fortun standardem jest personel przyjeżdżający przez lata do obsługi sezonu z tego samego wschodnioeuropejskiego regionu [1]. Junoxe, pracownik branży hospitability z wszechstronnym doświadczeniem, to oczywiście wie, tylko tak się przekomarza.

    @sheik.yerbouti

    „Jimmy/Saul raczej nie celuje w takie kręgi, wystarczają mu średniacy zarządzający co najwyżej siecią domów spokojnej starości.”

    My point exactly.

    „Wyczuwam fascynację…”

    Moją fascynację rezerwuję niezmiennie dla Angeliki Żmijewskiej i Pauli Karpowicz z duetu Topky (ex Top Girls). Owszem, ich niedawny, wykonany wspólnie z Defisem, pastisz Abby/ Modern Talking pt. „Jeden Taniec Jedna Noc” to była ślepa uliczka, ale rytmiczny, popularny na koncertach, cover Ace of Base „All For You” pokazuje szerokie możliwości i otwiera nowy rozdział. To jest, moi mili, disco polo cross-over, które zaważy na przyszłości kraju (bo jego fani wybiorą nam władze).

    [1] https://www.meinbezirk.at/st-poelten/c-wirtschaft/kellner-jubilaeum-30-jahre-beim-selben-betrieb_a5013511

  80. @sheik
    „Brzmi jak z powieści, niewiele jest hoteli z personelem pracującym nieprzerwanie od 30 lat, zwłaszcza jako kelner. ”

    Nie wiem, ja swoje wojaże zacząłem dwadzieścia parę lat temu i kojarzę przynajmniej jedną włoską restaurację, w której ciągle pracuje ten sam kelner (w zeszłym roku wakacje robiliśmy trochę pod hasłem „jak nasze ulubione miejsca przetrwały pandemię”). Nic nadzwyczajnego, po prostu Dobra Kuchnia Włoska (ale taka na kieszeń średniej klasy średniej).

  81. @awal
    „Trzy słowa: Stacja Arktyczna Zebra. (holding ML z wykupioną franczyzą w Omaha)”

    Że Coś Wymyślą, to nie wątpię. Zwracałem tylko uwagę, że to dziwny wybór, więc wymaga uzasadnienia. Ale w odróżnieniu od Pollos Hermanos i Madrigal, to jest prawdziwa marka, więc nie mogą sugerować, że należy do jakiejś mafijnej organizacji (chyba że to będzie Product Placement Jakiego Dotąd Świat Nie Widział).

    „My point exactly.”

    No właśnie, bo wracajac okrężną drogą z tych dygresji, Howard jest golfistą – metaforycznym i rzeczywistym.

  82. @ wo

    „Ale w ogóle dlaczego menadżerem fastfoodu? To ciężka praca. Gdybym sobie wymyślił Zawód Na Zniknięcie, byłbym raczej jakimś przybijającym stempelki urzędnikiem w hrabstwie Nowhere.”

    Nauczyciel w liberalnym college w jakiejś Minnesocie albo Saskatchewan. Ew. analogiczne stanowisko w dyskretnym koledżu z osobnym kampusem dla Upper Middle Class, powiedzmy w Incheon, Sapporo albo Luneburgu.

    Nie wymaga przesadnie wysokich kompetencji akademickich (da się nauczyć w te 2-3 lata), daje komfort pracy porównywalny z akademickim. Przyjemny kampus, łatwość sfabrykowania historii i jej nieweryfikowalność (jak się będą pojawiali regularnie sponsorzy jego teaching chair, to nikt nie zapyta). Jeśli tylko golfista nie jest toksycznym przemocowcem ani chronicznym idiotą (to stosunkowo rzadkie, wiem), to limbo między high school a university jest cudownie pojemne. Do tego stosowny volunteer jako trener wspierający uczelnianej drużyny powiedzmy bojerów, panczenów albo właśnie pięcioboju (triathlon to ciut za duże ryzyko spotkania znajomych).

  83. @WO

    „to jest prawdziwa marka”

    Więc holding trzyma franczyzę u nich na specjalne okazje, od codziennej przepierki są inne biznesy.

    „że należy do jakiejś mafijnej organizacji…”

    Nie wiem, czy Roark Capital to tak dużo lepiej (tak, Roark, z tych Roarków…). Ich szef Paul D. Ginsberg to taki właśnie prawnik od leveraged buyoutów, z którym nie chcesz mieć do czynienia. A Howard Hamlin, ot, średniak-golfista.

  84. @Awal „Nie wiem, czy Roark Capital to tak dużo lepiej (tak, Roark, z tych Roarków…). Ich szef Paul D. Ginsberg to taki właśnie prawnik od leveraged buyoutów, z którym nie chcesz mieć do czynienia.”

    Sprawdziłem, że mają też w portfolio The Cheesecake Factory (pewnie to dla Saula większe ryzyko rozpoznania przez klienta?) oraz, oczywiście, klasyka czyli sieć myjni samochodowych International Car Wash Group. Z rozpędu jeszcze, do kogo należy Hoover (w końcu – the Vacuum Guy), ale jednak do kogoś innego: „Hoover North America was once part of Maytag, but was sold by Maytag’s new owners Whirlpool Corporation in 2007 to Hong Kong multinational manufacturing company Techtronic Industries for $107 million. Hoover International had already split from Hoover North America in 1993, and was acquired by Candy in 1995, which was acquired by Haier in 2019.”

  85. Maja Lidia Kossakowska zginęła w pożarze domku letniskowego. Wyrazy współczucia dla bliskich jej osób, które jestem pewien tu zaglądają.

  86. niemiecki wątek w BB/BCS ciągle zmusza do mocnego zawieszania niewiary – żona inżyniera budowlanego z sugerowanym pochodzeniem z NRD mówiąca randkowym angielskim?

    W tym w CGI wygenerowanym Rajchu najbardziej bekowy był pas rowerowy po lewej stronie jednokierunkowej ulicy.

  87. @Albrecht „najbardziej bekowy był pas rowerowy po lewej stronie jednokierunkowej ulicy.”
    W Zurychu jest to dość częste rozwiazanie, bo samochody jeżdżą sobie w jedną stronę podczas gdy rowery – w obie.

  88. @albert
    „W tym w CGI wygenerowanym Rajchu najbardziej bekowy był pas rowerowy po lewej stronie jednokierunkowej ulicy.”

    Nie CGI tylko druga ekipa. Zauważ, że gdy widzimy szerszą panorame – nie widzimy aktorów, tylko dublerów w dalekim planie. Gdy widzimy zbliżenia twarzy, widzimy dekorację w studiu (bar, dom).

    W Berlinie jest mało ścieżek (a kontrapasów to chyba już wcale), więc możesz być nieprzyzwyczajony. Kontrapas zwykle jest puszczony „pod prąd”, bo rowery jadące zgodnie z kierunkiem – jadą razem z samochodami. Tak jest np. na Emilii Plater.

  89. @duxripae

    „Maja Lidia Kossakowska zginęła w pożarze domku letniskowego.”

    Brak słów, była osobą realizującą konsekwentny plan twórczy w literaturze gatunkowej, zmieniła jej polski obraz i mogła jeszcze wiele pokazać. Przerażająca kruchość życia.

  90. RIP pierwsza dama polskiej fantastyki.

    Po kolejnym odcinku chęć dyskusji aż ciśnie się pod palcami, ale może teraz poczekać.

  91. „Po kolejnym odcinku…”
    jak rozumiem vpn albo wprost oglądanie w USA czy gdzieś tam, bo w tenkraju odcinka 7 wciąż nie ma?

  92. To jakieś nieporozumienie – ja obejrzałem wczoraj i jeszcze nie mogę ochłonąć. Odcinek podsumował wiele powyższych dyskusji. Bez większych spojlerów powiem, że Howard wygłasza tam wspaniałe solilokwium „za co wy mnie tak nie lubicie”, tzn. wygłasza je do bohaterów serialu, ale tak naprawdę do widowni (DO MNIE!). To jest scena szekspirowska („azaliż nie miewam depresyj / papę dzianego mawszy?”)

  93. No okazało się, że odcinek pojawił się po zmianie języka na angielski. Nie ma dostępnych polskich napisów do najnowszego odcinka. Oni te tłumaczenia robią na ostatnią chwilę i maja obsuwę, czy to głębszy marketingowy spisek?

  94. Aaaa, faktycznie. Zapomniałem dodać, moje domyślne ustawienie to napisy „angielskie dla niesłyszących” (aż tak dobrze nie znam, żeby wszystko wyłapać ze słuchu).

  95. „aż tak dobrze nie znam, żeby wszystko wyłapać ze słuchu”

    Mam tak, tylko jeszcze bardziej, z francuskim.
    UPC wyrządziło mi wielką krzywdę likwidując napisy we francuskim programie TV5 (tzn. mętnie tłumaczą, że soft dekodera sobie nie radzi).
    Wziąłem sprawy we własne ręce i zainstalowałem za grosze antenę satelitarną na użytek tylko tego jednego programu (okazało się, że 3 programów).
    Napisy pięknie działają, tylko dlaczego – skoro dialogi w serialach kryminalnych są tak proste językowo – bez napisów nie za bardzo chwytałem akcję.

  96. @przemowa Howarda.

    To zabawne, bo ja przy tej scenie miałem wrażenie, że Howard tłumaczy się wo w komentarzu tutaj. Co ten blog zrobił mi w głowie.

  97. @gulogulo
    Mechanizm wydaje mi się prosty i działa tak:

    1. Jestem (jak sądzę) bardzo typowym przedstawicielem średniej klasy średniej (MMC), często aż mnie to bawi, do jakiego stopnia jestem Chodzącym Stereotypem. Nie robię nic, żeby z tym walczyć, bo nie wierzę w utopię bezklasowości (albo bezetniczności).

    2. Tzw. ambitna popkultura powstaje dla MMC, bo tylko nam się chce płacić abonamenty za netfliksy. Poniżej nas i powyżej nas są klasy, które nie czują motywacji – dla nich popkultura to pudelek, Kardashianki, reality shows, telenowele z darmowych stacji itd.

    3. W efekcie ambitna popkultura krąży wokół marzeń, lęków, aspiracji itd MMC, do czego uniwersum BB/BCS odwołuje się w wielu wątkach. Ilekroć pojawia się tu przedstawiciel klasy ludowej, jest sympatyczny, ale pozbawiony twarzy – jest statystą, tym jakimś uprzejmym meksykańskim wieśniakiem, który pozwala Ignaciowi się umyć, albo podrzuca Walta z pustyni do miasta. Albo tymi sympatycznymi praczkami z pralni Lavenderia Brillante. Chyba nigdy (?) takiej postaci nie mieliśmy w tym universum na pierwszym miejscu, nawet Kim i Jim w tych swoich sprawach „pro bono” zdumiewająco rzadko mają klientów typu „robotnik rolny”. Narracja tu cały czas jest prowadzona z punktu widzenia MMC (Mike, Walt, Jimmy, Kim, Jessie, okazjonalnie Hunk i Skylar), UMC/UC pojawiają się jako antagoniści (Howard, Chuck, Gustavo, Don Eladio itd.).

    W tym sensie więc ten serial również nie unika stereotypowej „srednioklasowości” (a monolog Howarda to trochę „za co mnie nienawidzicie, lemingi”).

  98. @wo „nawet Kim i Jim w tych swoich sprawach „pro bono” zdumiewająco rzadko mają klientów typu „robotnik rolny”
    …ponieważ sa prawnikami a nie pracują w Walmarcie, do którego tamci moze raz w tygodniu jeżdżą z plantacji, na której tyrają. Robotnik rolny zapewne rzadziej ma problem z policją i ogólnie prawem, niż czarny chłopak zatrzymany za DWB, ostatnio broniony przez Kim. A jesli już taki robotnik ma jakieś problem z np. niepłacącym szefem, to już szybciej zwróci się do swojego amigo który zna kogos z kartelu – zatem nadal nie jest klientem.

  99. … jeszcze pozostając na moment w ulubionej przez wszystkich kwestii klasowej – jaki trzeba miec majątek, żeby ten apartament, gdzie sama sztuka na ścianach jest warta dobrze ponad milion złotych, nazywać kawalerką?
    https://www.designalive.pl/fangor-w-cosmopolitanie/
    To jest IMO oczko powyżej Howarda, który nawet poranną kawę sobie robi sam, jak zwierzę.

  100. @sheik
    „Robotnik rolny zapewne rzadziej ma problem z policją i ogólnie prawem, niż czarny chłopak”

    Dlaczego tak uważasz? Pomijając już, że czarny chłopak może być robotnikiem rolnym, zatrzymanym za DWB, to kwestia tego, za kim pójdzie kamera. Często idzie za kimś z MMC, nigdy za wieśniakiem (chyba, że ten będzie zaraz zabity przez Lalo albo podwozi Walta).

    „Howarda, który nawet poranną kawę sobie robi sam,”

    On jej nie robi dla siebie, on ją robi dla (byłej?) żony – a ta, złośliwie wiedząc, że rani mu serce, ostentacyjnie zlała jego starania (dosłownie i metaforycznie).

  101. @wo „Dlaczego tak uważasz?”
    Bo siedzi na plantacji i wychodne ma tylko w sobotę wieczór & niedzielę, niczym chłopaki Wernera? Po prostu nie ma go na mieście. Robotnik rolny mieszka u pracodawcy, nie w „złej dzielnicy”.

    @bartol „jak można postawić łóżko bokiem do okna”
    Nie wszyscy śpią na plecach.

  102. @sheik
    „Po prostu nie ma go na mieście.”

    Nie wygłupiaj się. Ja akurat często mieszkam w „złych dzielnicach”, bo tam są tanie motele. Więc przede wszystkim tam się umieszcza, dajmy na to, ekipę budowlaną.

    @awal
    „Poszła dosłownie za finałem sezonu 3 „Ozark”. Co jednak słabe jest.”

    A właśnie drugi sezon mnie już tak znudził, że nie oglądałem trzeciego. I mój główny zarzut jest właśnie klasowy, że zgubili gdzieś metaforę „człowieka z MMC zagubionego w obcym mu świecie”, Marty się zrobił jakimś mafijnym bossem, na pierwszy plan wybiła się Ruth, itd.

  103. @Ozark
    W porównaniu z BB/BCS Ozark wydaje się jakiś spłycony scenariuszowo.
    W Albuquerque jak jest jakiś problem – to ciągnie się przez wiele odcinków a nawet sezonów.
    W Ozark – pojawia się problem na koniec odcinka, myślimy „teraz to się będzie działo”, w następnym odcinku już w pierwszej połowie zostaje szcześliwie rozwiązany. Zemsta Jimmiego na Howardzie zajełaby 1 do 2 odcinków. Jak rednecki nie zgadzają się na budowę kasyna na ich terenie – to już w następnym odcinku się zgadzają. A w BCS jest bardziej realistycznie: wszystko trwa i trwa…

  104. @awal „ten apartament” – pojawia się w teaserze (na pewno przewrotnym) finalnego półsezonu”
    Ekhm, nie chcę nadużywać cierpliwości Gospodarza, ale ten lokal z teasera nawet nie stał koło tego warszawskiego, gdzie wszystko jest na miarę i zamówienie a kuchnia jest wykończona specjalnie postarzaną skórą licową.

    @wo „On jej nie robi dla siebie, on ją robi dla (byłej?) żony – a ta, złośliwie wiedząc, że rani mu serce”
    No wiem, wiem, nie chce też iść z nim na imprezę do wspólnych znajomych ani na fundraiser. Ale w Rio albo na zamku francuskich arystokratów zamówiłby podanie tej kawy – z serduszkiem i pacyfką – w kuchni.

  105. @sheik
    „Ale w Rio albo na zamku francuskich arystokratów zamówiłby podanie tej kawy – z serduszkiem i pacyfką – w kuchni.”

    Bardzo możliwe, że Howard w ten sposób ZACZĄŁ niszczyć swoje małżeństwo. Zamiast wykonywać miłe gesty wobec żony, delegował do tego pracowników. W końcu nawet czyściciel basenów zaczął go zastępować w niektórych zadaniach.

  106. Nie chcę tutaj dyskusji o sypialniach, musialbym przeczytać ten artykuł, a od kiedy zauważyłem, że nie ma nic wspólnego z serialem – odpadłem (nudzą mnie teksty o życiu sławnych i bogatych, zdecydowanie wolę teksty o ich śmierci).

  107. @wo
    „A właśnie drugi sezon mnie już tak znudził, że nie oglądałem trzeciego. I mój główny zarzut jest właśnie klasowy, że zgubili gdzieś metaforę „człowieka z MMC zagubionego w obcym mu świecie””

    Mnie pierwszy sezon „Ozark” urzekł właśnie pokazaniem Lower Class (Ruth i jej familia), a nie nijakiego Marty’ego. Paradoksalnie głównych bohaterów, czyli zagubioną na stereotypowym zadupiu rodzinkę z MMC, oglądałem sobie jednym okiem, gdzieś tam się przewijali w tle (ok, brat żony Marty’ego w drugim sezonie jeszcze dawał radę). Najciekawszy w serialu był dla mnie właśnie ten lokalny koloryt (Snellowie, dziadek weteran itd.), którego w drugim sezonie było wyraźnie mniej, a w trzecim już zupełnie zabrakło.

    Podobnie w zamierzchłych czasach oglądałem „Czterdziestolatka” nie dla nijakiego Karwowskiego, którego perypetie miałem centralnie w dupie, tylko głównie dla jego interakcji z postaciami pobocznymi typu Maliniak. Ile ja bym dał za serial o SAMYM Maliniaku bez tych nudziarzy Karwowskich!

  108. @mnf
    ” nie dla nijakiego Karwowskiego, którego perypetie miałem centralnie w dupie, tylko głównie dla jego interakcji z postaciami pobocznymi”

    Tu jest sprzeczność – jego perypetie polegały na tych interakcjach.

    ” Ile ja bym dał za serial o SAMYM Maliniaku bez tych nudziarzy ”

    Wydaje ci się. Maliniak też jest narysowanym grubą kreską stereotypem, nie do udźwignięcia dla spinoffa. Krzysztof Teodor Toeplitz też był otwartym klasistą, otwarcie używał w publicystyce określenia „Mława” (czyli kiepski, prowincjonalny gust). Kiedyś jechaliśmy razem pociągiem, kupił mi (nie ze swoich, służbowo) bilet pierwszej klasy, nieśmiało oponowałem, że mi jakoś głupio, jako młodemu lewakowi (bo faktycznie nie byłem przyzwyczajony do jechania pierwszą klasą), odpowiedział mi, pykając fajeczką: jako lewak może pan za proletariat oddać życie, ale to nadal nie znaczy, że ma pan z nim jechać tym samym przedziałem.

  109. @arturjot
    „W tej telewizji online UPC są napisy na TV5.”
    „W tej” tzn. w której? W tej, za którą płacę abonament nie ma.

  110. „Bez większych spojlerów powiem, że Howard wygłasza tam wspaniałe solilokwium „za co wy mnie tak nie lubicie”, tzn. wygłasza je do bohaterów serialu, ale tak naprawdę do widowni (DO MNIE!)”.

    Vince Gilligan, tworząc Breaking Bad, wymyślił sobie, że stworzy bohatera, któremu z początku wszyscy będą kibicować, lecz z czasem zacznie się to zmieniać, aż w finale nie sposób będzie z nim sympatyzować. Założenia założeniami, a recepcja widzów okazała się różna. Tych, którzy do końca życzyli Waltowi happy endu, zachodnia prasa ochrzciła mianem „bad fans” i „team walt”. A skąd się oni wzieli? To już interpretowano różnie: od przyzwyczajeń do klasycznych schematów narracyjnych po socjopatie.
    Howard Hamlin został napisany jako taki Walter White a rebours. Poznajemy go jako nemesis Jimmy’ego, któremu z niewiadomych przyczyn blokuje karierę, to go nie lubimy. Finał pierwszego sezonu jednak zmienia tę optykę. Potem z kolei uziemia Kim i nawet pozyskanie Mesa Verde nie zmienia jego decyzji, więc widzimy w nim patriarchalno-hierarchicznego palanta, który autorytarnie daje lekcje. No ale potem — a zwłaszcza po śmierci Chucka — jest to postać coraz bardziej pozytywna. Czemu część widzów (większość tu komentujących?) dalej go nie lubi?

  111. „Ale on bardzo konkretnie mówi o „Cinnabon w Omaha”. W „BB” traktujemy to jako żart, w „BCS” jest literalne. Z tymi workami pieniędzy mogł sobie, teoretycznie, wymyślić coś fajniejszego. Czeka nas jakieś wyjaśnienie, czemu Omaha, a może nawet czemu Cinnabon”.
    Akurat Omaha to nie był jego wybór. Saul pyta Eda „Omaha? Co jest w Omasze?”, na co ten odpowiada „od teraz ty, panie Takavic”. Sytuacja zniknięcia Walta i Saula była jednak nietypowa (pokazani we wszystkich mediach), wiec nie mieli prawa wyboru. Także nie sądzę, by za Cinnabonem coś się kryło. Jak powiedział Waltowi, w postżyciu to najwyższe stanowisko na jakie może aplikować.

  112. @Ozark

    Mi akurat Ozark bardzo przypadło do gustu. Choć częściowo się zgadzam, że scenariusz jest trochę słaby, za mocną stronę uważam właśnie zarysowanie owych bohaterów drugiego planu i kontekst klasowy, w jakim to zrobiono: oto bowiem Marty przyjeżdża na zadupie ze swoim wundergeheimsplanem i dziarsko przystępuje do jego realizacji wykorzystując w tym celu zastanych na miejscu lokalnych morloków — przez kolejne odcinki i sezony odsłania się jednak szeroka panorama ozarkowego świata, w którym lokalne morloki okazują się jednak mieć własną podmiotowość, przeczyć morlokowym stereotypom i ostatecznie grają w jednej lidze z Martym.

  113. @Alan Malut
    „Vince Gilligan, tworząc Breaking Bad, wymyślił sobie, że stworzy bohatera, któremu z początku wszyscy będą kibicować, lecz z czasem zacznie się to zmieniać, aż w finale nie sposób będzie z nim sympatyzować”

    No to ja tak miałem z Jimmym. Do końca za to sympatyzowałem z Nacho, ale był zdecydowanie najsympatyczniejszy i chyba miał największe skrupuły z nich wszystkich… co go w końcu zgubiło. Tak, był w narkobiznesie, ale ilu z nas może powiedzieć, że pracuje w branży, która nikomu w niczym nie szkodzi?

    „Czemu część widzów (większość tu komentujących?) dalej go nie lubi?”

    Za niezauważanie, jak to się teraz mówi, własnego przywileju. To znaczy, werbalnie może go nawet przyznawać, jak w swoim ostatnim monologu, ale nic z tego nie wynika. Za niezmiennie dobre mniemanie o sobie: feedback od niższych mu rangą spływa po nim jak po kaczce. Za zagrania charakterystyczne dla klasy wyższej średniej: ot, parę odcinków temu chociażby mieliśmy scenę, gdy musi zwolnić ludzi, bo firma ma kiepskie wyniki finansowe. Czy wydaje się tym przejęty? Nie, wynajmuje do tej przykrej roboty konsultantów.

  114. „Czemu część widzów (większość tu komentujących?) dalej go nie lubi?”

    Wydaje mi się, że wyjaśniać tę kwestię miała scena z młodym prawnikiem z ostatniego odcinka. Zauważmy, że zadaniem młodego prawnika jest uzupełnienie zapasu coli w lodówce (ja rozumiem, że w małych firmach wszyscy robią wszystko i to jest ok, ale czy w HMM musi się tym zajmować człowiek, który jest tam po to, żeby zdobywać inne doświadczenia?).

    Zwróćmy uwagę na to, jak Howard mówi mu, jak odgazować colę. Zamiast zrobić to tak, jak zrobiłaby to każda osoba w niehierarchicznej relacji (ej, chodź, coś ci pokażę. Widzisz, ten facet mnie tego nauczył), Howard mówi do niego jak do irytujący nauczyciel do niezbyt rozgarniętego dziecka (cooooo się stanie z colą, jak nią potrząśniemy?)
    I na końcu tego dialogu, gdy młody sie rozmarza, jak to fajnie byłoby być Najlepszym Prawnikiem na Świecie, Howard bardzo niesympatycznie go usadza (a mógłby usadzić sympatycznie? Chyba nie).
    W skrócie – mamy tę scenę w serialu, żeby nabrać niechęci do Howarda jako faceta lubiącego władzę i lubiącego podkreślać swój status społeczny za pomocą poniżania niżej postawionych. W finałowej scenie odcinka mamy go po prostu nie lubić, żeby móc empatyzować z Jimmim i Kim (no wiadomo, facet był dupkiem, ale żeby aż tak się z nim podziało, to przecież nikt nie chciał).

  115. @wo,
    „1. Jestem (jak sądzę) bardzo typowym przedstawicielem średniej klasy średniej (MMC)”

    To łatwo zauważyć. Jak wiadomo każdy z MMC prowadzi bloga, popiera Partię Razem i pisze sporo książek.

    „2. Tzw. ambitna popkultura powstaje dla MMC, bo tylko nam się chce płacić abonamenty za netfliksy. (..)
    3. W efekcie ambitna popkultura krąży wokół marzeń, lęków, aspiracji itd MMC, do czego uniwersum BB/BCS odwołuje się w wielu wątkach.”

    Ciekawe, że BB/BCS jest bardzo skupiony wokół social climberów. Kim/Chuck/Jimmy/Walt.
    Howard i Ziegler to chyba dwie postaci o których pochodzeniu wiemy coś więcej i które jednoznacznie pochodzą z klasy średniej (co ironicznie podsumuje finalny rozwój tych postaci).
    Mój problem z niechęcią do Howarda-golfisty jest taki, że – przy wszystkich zrozumiałych emocjach – bycie „przyjacielem kartelu” – czyli takich postaci jak Lalo, czy Gus, oznacza relacje z ludźmi którzy są takimi samymi „golfistami”, a jednocześnie nieporównywalnie bardziej nieprzyjemnymi.

  116. @Jradwanski „Howard mówi do niego jak do irytujący nauczyciel do niezbyt rozgarniętego dziecka (cooooo się stanie z colą, jak nią potrząśniemy?)”
    Zaraz zaraz, przecież chłopak upuścił puszkę na podłogę, po czym włożył ją do lodówki. Wiec albo nie wiedział, co się z nią stanie, kiedy za chwilę otworzy ją jeden z gości, albo wiedział, ale to olał. Jedno i drugie – niedobrze.

    @”Zauważmy, że zadaniem młodego prawnika jest uzupełnienie zapasu coli w lodówce (ja rozumiem, że w małych firmach wszyscy robią wszystko i to jest ok, ale czy w HMM musi się tym zajmować człowiek”
    Nie wiem, w jak olbrzymiej i prestiżowej organizacji kolega pracuje, ale ja jeśli wchodzę do biurowej kuchni i widzę, że sekretarka opróżnia zmywarkę, to jej zwyczajnie pomagam, bo niby czemu do cholery nie? Razem zrobimy to w dwie minuty. A jeśli pytam gości na spotkaniu, czy chcą kawy, i oni sobie życzą, to im ją robię () i przynoszę do konferencyjnego. Pewnie kiedy się jest Wielkim Szefem, to tak nie można…

    @”Tzw. ambitna popkultura powstaje dla MMC”
    Tak kontrolnie – GoT się kwalifikuje?

  117. @am
    „Czemu część widzów (większość tu komentujących?) dalej go nie lubi?”

    Jak już pisałem, dla mnie bycie Golfistą (Awal tu poprawia na te swoje „longinesy”, ale mi chodzi o Metaforę przecież) to dla mnie grzech tak ciężki, że mogę wybaczyć bycie korpomenadżerem tylko komuś, kto przy okazji zrobił też coś dobrego. Dał uśmiech wielu ludziom. Był lubianym szefem. Cokolwiek. Ale na dzień dobry każdy korpomenedżer jest dla mnie na minusie – i tego minusa musi jakoś odpracować.

    Powiedzmy – Netflix też ma jakichś prezesów, radę nadzorczą, dział HR itd. Ale daje uśmiech milionom ludzi (w tym mi), więc im Wybaczam. Są na plusie.

    Komu uśmiech daje Howard? Może akcjonariuszom przy wypłacie dywidendy. Poza tym jednak zajmuje się wyłącznie krzywdzeniem ludzi (przecież on z premedytacją przeciąga sprawę Sandpiper, żeby dostać większą działkę – godząc się z tym, że większość powodów nie dożyje wypłaty).

    Gdy on wymienia te nieszczęścia, które na niego spadły – to się czyta jak te teksty z Pudelka że celebryta prowadził po pijaku. Cieszymy się z nieszczęść Howardów. Gdy on zaczyna mówić o depresji, my się mówimy: dobrze mu tak. Że przypomnę ironiczne hasło „cierpię jak Maria Peszek w Bangkoku”.

    Pod tym względem jesteśmy oczywiście okropni, ale jednak nie wyrządzamy światu tyle krzywdy, co Golfiści (nie mamy możliwości).

  118. @sheik
    „Nie wiem, w jak olbrzymiej i prestiżowej organizacji kolega pracuje, ale ja jeśli wchodzę do biurowej kuchni i widzę, że sekretarka opróżnia zmywarkę, to jej zwyczajnie pomagam,”

    Ale ten chłopak nie „pomagał bo zobaczył”, tylko wydano mu takie służbowe polecenia. Dostajesz takie służbowe polecenia?

    „Wiec albo nie wiedział, co się z nią stanie, kiedy za chwilę otworzy ją jeden z gości, albo wiedział, ale to olał. Jedno i drugie – niedobrze.”

    Albo był oburzony, że wydano mu takie polecenie, więc niespecjalnie się przykładał. Ma rację.

    @bogdanow
    „To łatwo zauważyć. Jak wiadomo każdy z MMC prowadzi bloga, popiera Partię Razem i pisze sporo książek.”

    Szukając niuansów zawsze można udowodnić, że nikt nie jest typowym Teksańczykiem, typowym Francuzem ani typowym komcionautą. Ale to nie „prowadzenie bloga” definiuje MMC przecież. Każdy orze jak może.

    „czyli takich postaci jak Lalo, czy Gus, oznacza relacje z ludźmi którzy są takimi samymi „golfistami”, a jednocześnie nieporównywalnie bardziej nieprzyjemnymi.”

    Ależ oczywiście! Dlatego cały ten popkulturowy motyw (obecny także w Ozark), „księgowy musi pracować dla kartelu”, traktuję jako ogólną metaforę sytuacji MMC, że jako dziennikarz musisz jednak pracować dla mniej lub bardziej niesympatycznej korporacji.

  119. „musisz jednak pracować dla mniej lub bardziej niesympatycznej korporacji.”

    Pewnie tak, ale są mniej niesympatyczne korporacje, i bardziej niesympatyczne. Kartel należy do tych zdecydowanie bardziej niesympatycznych, a nasi bohaterowie mają opcje pracy w tych mniej niesympatycznych. WW zresztą też!

    To jest taki wielki paradoks BB/BCS który mnie bardzo fascynuje. Już BB zaczynałem oglądać z podkładem informacji, jak to nauczyciel chemii zajmuje się narkotykami bo chce zdobyć pieniądze. Błyskawicznie się okazało że akurat on ma (co nie jest częste w realnym świecie), zupełnie legalne możliwości. To się okazuje powtarzać w BCS.

  120. @wo
    „Powiedzmy – Netflix też ma jakichś prezesów, radę nadzorczą, dział HR itd. Ale daje uśmiech milionom ludzi (w tym mi), więc im Wybaczam. Są na plusie.”

    Dokładnie to samo można powiedzieć o Amazonie. Wielu ludzi cieszy się z tańszych zakupów oraz bawi się oglądając Primevideo i słuchając dowcipów Alexy. A przecież Amazon to zło w czystej postaci, próbujące zmonopolizować życie swoich klientów.

  121. @wo „Albo był oburzony, że wydano mu takie polecenie, więc niespecjalnie się przykładał. Ma rację.”
    Dla mnie ta sytuacja jest przezroczysta – jest ważne spotkanie, czegoś brakuje, ogarnia to ktoś kto akurat może. Pewnie skrzywienie zawodowe, architekci zawsze uważali że lepiej zostać godzinę dłużej (i to często bez ekstra kasy), za to poprawić jakiś niedobry detal. Stąd ten generalny brak kasy w branży (w porównaniu z fintechem czy ubezpieczeniami).

  122. @wo „Powiedzmy – Netflix też ma jakichś prezesów, radę nadzorczą, dział HR itd. Ale daje uśmiech milionom ludzi (w tym mi), więc im Wybaczam. Są na plusie.”
    No nie wiem nie wiem. Po pierwsze większość tego co produkują to szajs, po drugie płaci standuperom po 20mln baksów za umiarkowanie śmieszne żarty (najnowszy Gervais ma jednak kilka zabawnych momentów, przyznaję).

  123. @sheik
    „Dla mnie ta sytuacja jest przezroczysta – jest ważne spotkanie, czegoś brakuje, ogarnia to ktoś kto akurat może. ”

    Howard też to może ogarnąć. Nawet bardziej, bo on przecież już był w tym pokoju. Tak jakoś wyszło, że to nie on to ogarnia, tylko komuś wydano takie polecenie. Jak myślisz, dlaczego nie Howardowi?

    @bartol
    „Dokładnie to samo można powiedzieć o Amazonie.”

    Toteż Bezos ma wielu fanow w MMC. Ja nie mówię, czy ta postawa jest słuszna czy nie. Ja ją tylko wyjaśniam.

    @bogdanow
    „Pewnie tak, ale są mniej niesympatyczne korporacje, i bardziej niesympatyczne. ”

    Po pierwsze, to złudzenie. Po drugie, podobnie jest z kartelami (Gus wydaje się sympatyczniejszy od Salamanki czy od tych motocyklistów). Po trzecie, to przecież wszystko metafory.

    ” To się okazuje powtarzać w BCS.”

    No bo to wszystko metafory. W realnym świecie większość tych intryg by się urwała na samym początku. Prawdziwe kartele działają prymitywniej, nie bawią się w wyszukaną dyplomację a la „uśmiechnięty Lalo”.

  124. Będę się upierał że przeciętna korporacja owszem nieraz zwalnia w niesympatyczny sposób pracowników, nie jednak zwyczaju zabijania pracowników tak własnych jak i konkurencyjnych, co jest modus operandi przeciętnego kartelu.

  125. @bogdan
    Ostatni raz piszę „to metafora”. Nie napiszę tego po raz kolejny, po prostu wytnę kolejnego komcia z tej serii.

  126. @„No bo to wszystko metafory. W realnym świecie większość tych intryg by się urwała na samym początku.”

    W realnym świecie te wszystkie intrygi Jimmy’ego by się wywaliły na pierwszym zakręcie, przecież to są jakieś super skomplikowane maszyny Goldberga.

  127. Aż obejrzałem jeszcze raz scenę z Howardem, świeżakiem (Carym) i lodówką z napojami gazowanymi.

    Cary ani nie jest oburzony, że dostaje polecenia poniżej kompetencji, ani celowo nie sabotuje spotkania wstrząsając napojami. Upuszcza je z wrażenia, widząc szefa wszystkich szefów. Cały dialog jest zestresowany, bo rozmawia z nim sam Howard Hamlin. Natomiast sam Hamlin nie daje mu najmniejszych powodów do takich reakcji. Jest sympatyczny i pomaga mu pozbierać napoje (jak @sheik.yerbouti sekretarce). Podczas rozmowy jest może i trochę protekcjonalny, kwestię gazu w puszce przerabia na mentorski mini-wykład (między wierszami można wyczytać, że taki sam wygłosił mu kiedyś Chuck), ale przecież są dziesiątki gorszych reakcji w takiej sytuacji. Wielu szefów, by takiego młodego opierdoliło albo wyśmiało (niewykluczone, że takiej reakcji oczekiwał Cary, skoro tak bardzo się stresuje), Howard jest tylko trochę wyniosły (i też można się kłócić ile to kwestia słów, a ile po prostu sposobu bycia; to jest człowiek z permamentnym kijem w dupie, zresztą jak Chuck; taki ktoś zawsze będzie brzmiał po troszę jak dupek, nawet jeśli obiektywnie nic niefajnego nie zrobi). I na końcu bynajmniej nie usadza młodego. Mówi „być może są ważniejsze rzeczy”. Ja to interpretuję tak, że Chuck był najwspanialszym umysłem prawniczym, a spłonął opuszczony przez wszystkich. I Howard jeszcze tego samego dnia skończy podobnie.

  128. @Alan

    Scena z młodym nie posuwa akcji do przodu, musi zatem charakteryzować Howarda. I zgadzamy się że nie charakteryzuje go jako jakiegoś superzłola, bo on taki nie jest przecież.
    Ale nie jest super facet z którym chciałbyś iść na piwo albo wybrałbyś się na spływ kajakowy czy tam objazdową wycieczkę do Wilna.
    Co gorsza, on sam raczej nie zdaję sobie z tego sprawy, postrzega się jako fajną osobę. Czy nie ma racji? W końcu wszystkie niefajne rzeczy które robi, są rzeczami nie tylko legalnymi, ale akceptowalnymi w kapitalistycznym społeczeństwie. Przeciągać sprawę odszkodowania mimo że część klientów nie dożyję jego wypłaty? Umówmy się, firmy robią gorsze rzeczy. Odebrać Kim biuro i wysłać do przeglądania archiwów w piwnicy? Ale przynajmniej nie molestuje nikogo, kaman. Po traktować protekcjonalnie młodego? Mogło być gorzej, kto robił na budowie, ten wie.

    W tej scenie po prostu podkreśla swój wyższy status. Wskazuje młodemu miejsce w hierarchii i przypomina o swoim. On to zresztą robi cały czas, te garnitury, ten jaguar ze spersonalizowanym rejestracją – nikt, to styka się z nim, nie może zapomnieć, że ma do czynienia z kimś kto jest wysoko.

    Jak pokazuje jego ostatni monolog, jest przy tym zupełnie nieświadomy tego, jak jego przywilej odcina go od reszty społeczeństwa. Traktuje młodego protekcjonalnie bo prawdopodobnie sam nigdy w życiu nie był w takiej sytuacji, nie umie się w jego sytuację. Bo młody nawet jeżeli teraz nie jest sfrustrowany tym że uzupełnia zapas coli po latach studiów prawniczych, prędzej czy później w tej firmie odkryj się w piwnicy przeglądając dokumenty i dotrze do niego, gdzie jest i co robi.

    Do Howarda nie dotrze to nigdy.

    Ma nam go nie być żal kiedy prank tak dobrze się udaje a jednocześnie w finale mamy mieć to samopoczucie które mają główni bohaterowie – aż tak źle to mu jednak nie życzyliśmy.

  129. @Janusz Radwański
    „W tej scenie po prostu podkreśla swój wyższy status. Wskazuje młodemu miejsce w hierarchii i przypomina o swoim. On to zresztą robi cały czas,”

    To zupełnie jak nasz gospodarz;-)

  130. @Janusz Radwański: „Scena z młodym nie posuwa akcji do przodu, musi zatem charakteryzować Howarda. (…) W tej scenie po prostu podkreśla swój wyższy status. Wskazuje młodemu miejsce w hierarchii i przypomina o swoim”.

    Zupełnie inaczej odbieram to, jak ona charakteryzuje Howarda. Najpierw pokazuje, że jest on perfekcjonistą — poprawia elementy na stole przed spotkaniem, wyciąga krzesło z miejsca, przy którym ma zasiąść seniorka na wózku inwalidzkim (może i głupia rzecz, ale istotna dla komfortu psychicznego klietnki). Potem okazuje się fajnieszym człowiekiem niż typowa osoba na szczycie kapitalistycznej hierarchii: pomaga pracownikowi najniższego szczebla, rozmawia z nim, prawie pamięta jego imię (myśli, że Gary, a to Cary). Świeżak się tego wszystkiego nie spodziewa, on jest zdziwiony już od początku, że natyka się na Howarda w sali; jemu wydaje się, że szef szefów przychodzi dopiero na samo spotkanie. A wspominając Chucka Howard dochodzi do wniosku, że są w życiu ważniejsze rzeczy niż bycie wspaniałym umysłem prawniczym. I Howard — zapewne też wspaniały umysł prawniczy — jest na tym świecie sam: małżeństwo mu się de facto rozpadło, nie ma prawdziwych bliskich i za rok przyjdą nowi i nie będą mieli pojęcia o jego istnieniu, tak jak Cary nie wie kim był Chuck. No i ta scena też po to była https://www.reddit.com/r/betterCallSaul/comments/uwo8ym/silencing_the_explosion_thomas_schnauz_ladies_and/

  131. @Alan

    To jest fajne w tym serialu – wielowymiarowośc i niejednoznacznosć postaci. Ty widzisz, że Howard poprawia miejsce dla seniorki z niepełnosprawnością ruchu, jak złośliwie dopowiadam ,,żeby skłonić ją do przeciagania sprawy”, Ty widzisz, że prawie pamięta imię młodego, ja widzę, że PRAWIE pamięta.
    Możliwe są różne interpretacje Howarda, podobnie jak rózne Kim (mój stosunek do niej z dośc chłodnego na początku zmienił się w sporą sympatię i w końcu we współczucie) czy saula.

    W każdym razie- dobre jest to, że istnieje więcej niż jedna interpretacja postaci, chciałem tylko wyjaśnić, co może siedzieć w głowie widza nielubiącego Howarda (np. mnie).

  132. @am
    „jest on perfekcjonistą — poprawia elementy na stole przed spotkaniem, wyciąga krzesło z miejsca, przy którym ma zasiąść seniorka na wózku inwalidzkim […] prawie pamięta jego imię (myśli, że Gary, a to Cary)”

    Sam sobie pan przeczy. Jeśli jest takim perfekcjonistą, to dlaczego nie pamięta, Cary czy Gary? Prosta odpowiedź: BO MA TO W DUPIE. Bo krzesło klientki jest dla niego ważniejsze.

    A czy on je poprawia dla jej dobra? Nie. On ją chce wkręcić w deal NIEKORZYSTNY DLA NIEJ, KORZYSTNY DLA NIEGO. On tą klientkę de facto „robi na wnuczka”. Udaje jej przyjaciela, ale tak kieruje sprawą, żeby ona nie dożyła wygranej.

    Wspaniałość tego serialu polega na tym, że nic tu nie jest podane na tacy. Ta scena jednak pokazuje, dlaczego Howarda nienawidzą jego podwładni (Hary, Cary, Kim, Jim), a także dlaczego on sam siebie uważa za Chodzący Ideał.

  133. @WO
    „dlaczego on sam siebie uważa za Chodzący Ideał”

    Uważa za takiego Chucka – siebie raczej dość trzeźwo widzi jako kogoś realizującego pewien wzorzec „stanowy”: dziedzica pozycji odgrywającego swoją rolę na tej właśnie życiowej scenie, gdzie inne „stanowe” role też już są rozdane. Co jest dla niego naturalną koleją rzeczy, jakkolwiek los Chucka i jego własne małżeńskie kłopoty stawiają go właśnie u progu pewnych przewartościowań („Maybe there are more important things”). To mógłby być początek innego Howarda. W tej jednak chwili, podobnie jak wielu innych bohaterów, pada on ofiarą serii przypadków. Gdyby Schweikart nie spóźnił się o 10 minut, „Genidowski” (con-man udający detektywa) nie zdążyłby mu dostarczyć zdjęć. Gdyby Kim posłuchała Jimmy’ego i nie otwarła mu drzwi… Gdyby on sam posłuchał Kim i od razu wyszedł…

    Ta reakcja Kim zresztą potwierdza, że ona nie uważa Howarda za kogoś z innej klasy i zaprzedanego wroga. Każąc mu wyjść, chce przecież uratować życie świadkowi jej kontaktów z kartelem. To logiczne: Kim odegrała z Howardem swoją partię jak równa z równym, w świecie w którym nikt nikogo nie zabija. Lalo, o którego przeżyciu przecież wiedziała, to był dla niej budulec innego świata – jej planu dla Jimmy’ego, którego właśnie stwarza jako Saula (aprobuje jego nowe „atrakcyjne” biuro, pyta go sugestywnie, czy chce być „amigo del cartel”).

    Lalo zapewne popełnił tragiczny błąd mieszając Kim te jej dwa plany: zmusił ją do rekonfiguracji zamiarów i jednocześnie – okazując zbyt wiele samowoli – stanął na drodze ich realizacji. W tym momencie Kim staje się Vlaną. Jeśli przypomnicie sobie słynny ostatni kadr z tą ostatnią („Adieu, mon amour…”), możecie wręcz dostrzec uderzające fizyczne podobieństwo ich obu.

  134. bcs

    W dyskusji „dlaczego kim/jimmy/widzowie” tak nie lubią Howarda to jestem team #wytłumaczenieklasowe. Ale mam też wrażenie, że w tym sezonie Howard został nieco dosympatyczniony przez scenarzystów, by właśnie dać nam więcej dylematów.

    Przejrzałem na web.archive starą dyskusję i podoba mi się jak względem tamtego momentu zmieniło się nam postrzeganie Kim. Wtedy widzieliśmy w niej trochę ofiarę Jimmiego, jego uporczywie traconą szansę na powrót do bycia Dobrym Obywatelem itd. Teraz to ona jest kreatorką persony Saula (jak ktoś wyżej zauważył – od ciśnięcia na festyniarski wizerunek, poprzez odrzucanie jego wątpliwości w temacie „czy jebanie Howarda jest potrzebne” aż właśnie po pytanie „wolisz być przyjacielem kartelu czy popychadłem”. Pytanie z tezą, dylemat tak naprawdę kreujący odpowiedź i tym samym wybór Jimmiego.

    I podejrzewam że jej decyzja o ukryciu info nt. Lalo będzie mocnym czynnikiem tąpnięcia ich relacji a nie jakieś działanie Jimmiego, czego wcześniej się spodziewaliśmy. Przy ślubie obiecali sobie „żadnych tajemnic”. Jimmy pierwszy złamał tę zasadę przy torbie z hajsem, ale puścili to koniec końców w niepamięć, tu pewnie nie będzie tak łatwo.

    A, jak całość sezonu podoba mi się bardzo, super trzymanie się wolnego tempa, fajnie rozplanowane napięcia/planowanie itd. tak jedna drobna rzecz mi zazgrzytała w przedostatnim odcinku. Trudno mi było uwierzyć, że taki profesjonalny i wyrachowany drapieżca jak Lalo (widziałem fajnie porównanie widziałem – to taki uśmiechnięty T1000 z T2) poszedł na pałę za drwalem do drewnianego domku. Bardzo ryzykowne i nie
    pasujące do trzeźwo myślącego w najbardziej stresujących sytuacjach Lalo. Gdyby drwal miał pukawkę, byłoby już po zawodach, trudno też było mieć pewność że jest to człowiek pełen skrupułów jakim na swoje nieszczęście się okazał. No ale to ofc mała rzecz.

  135. @Wojciech Kuśmierek
    „widziałem fajnie porównanie widziałem – to taki uśmiechnięty T1000 z T2”

    Lalo jednak nie jest robotem, ale kimś w rodzaju pracownika korpo, który intryguje chcąc awansować. Idzie do Jimmiego myśląc o nim jako o karaluchu (scena z kanału nawiązująca do jego wcześniejszych słów) – kimś kto zawsze wychodzi cało z trudnych sytuacji i da mu otwarcie na Gusa. Lalo nie docenia jednak, że jest druga osoba, która ma swoje plany wobec Jimmiego – Kim. Lalo nie widzi w niej przeciwnika, raczej „dodatek” do Jimmiego. Tymczasem to ona właśnie stanie się główną antagonistką Lalo i – spodziewam się, zgodnie ze schematem Vlany – zajmie jego miejsce.

  136. Bardzo ryzykowne i nie
    pasujące do trzeźwo myślącego w najbardziej stresujących sytuacjach Lalo. Gdyby drwal miał pukawkę

    Może dał się nabrać na stereotyp, że to Europa więc na pewno nie ma. Tymczasem w DE ktoś żyjący w takiej chatce na 99% by miał (i takiej perypetii się trochę spodziewałem).

  137. Właśnie gdyby Lalo został zastrzelony gdzieś w Czarnym Lesie, po czym zeżarłyby go wilki czy coś tam innego, to byłby niezły zwrot akcji.

  138. @albrecht
    „Tymczasem w DE ktoś żyjący w takiej chatce na 99% by miał (i takiej perypetii się trochę spodziewałem).”

    Panowie, no błagam, jestem pewien, że on MIAŁ jakąś broń myśliwską, ale przecież nie trzymał jej nabitej. Dwururka mogła sobie nawet wisieć na haku na ścianie, ale amunicja była gdzieś w jakiejś metalowej szufladzie, może nawet zamkniętej na klucz. Nie było czasu – siekierę JUŻ miał w rękach, a decydowały sekundy.

  139. Wiecie, jak już szukamy plot holes na styku z Europą, to największą jest wysłanie ciała Wernera z USA do Niemiec z raną postrzałową w głowie (czy nawet jakimś innym śmiertelnym urazem ją maskującym) bez wywołania procedur śledczych, które oznaczałby serię niewygodnych, trudnych do opanowania kontaktów między niemieckimi i amerykańskimi organami ścigania.

  140. @Awal „Lalo jednak nie jest robotem, ale kimś w rodzaju pracownika korpo, który intryguje chcąc awansować.”
    To bardzo widać w tej rozmowie, kiedy jest na czatach i dzwoni do swojego szefa, tłumacząc się i donosząc na konkurenta. Normalne korpo, tylko z prawdziwym zabijaniem.

  141. Panowie, no błagam, jestem pewien, że on MIAŁ jakąś broń myśliwską, ale przecież nie trzymał jej nabitej. Dwururka mogła sobie nawet wisieć na haku na ścianie, ale amunicja była gdzieś w jakiejś metalowej szufladzie, może nawet zamkniętej na klucz.

    Koleś wie, że zrobił coś nielegalnego a po nerwowości na widok przybysza widać, że cały czas liczy się z jakimś nachspielem. Dlatego liczyłem na naładowanego glocka gdzieś pod ręką a nie flintę na ścianie.

  142. wysłanie ciała Wernera z USA do Niemiec z raną postrzałową w głowie

    To nie wysyła się prochów, choćby ze względów higienicznych?

  143. @wo
    Ale ja nie o tym jak faktycznie miał skonfigurowaną broń palną, tylko że zachowanie Lalo było po prostu głupie. Leciał za drwalem (i to po dobrze znanym drwalowi terenie, gdzie mogły być też inne osoby itd.) z wyciągniętym pistoletem. Potem pochwalił się jeszcze, że namiary ma od wdowy po szefie budowy, który zginął podczas bardzo dziwnego i tajnego projektu.

    Lalo ocaliły tylko skrupuły drwala (zaatakował obuchem, nie ostrzem), które wobec powyższych uwarunkowań (ale i bez nich też) w ogóle nie powinny być brane za pewnik.

    Tym dziwniejszy wybór strategii, że wobec Frau Ziegler poprowadził iście bondowską intrygę, budując zaufanie – co też tutaj byłoby przydatne (bo tak wydobyte informacje są przecież pewniejsze niż np. wydobyte torturami). Oraz: idąc na zwarcie z pistoletem w ręku ryzykował nie tylko swoją śmierć, ale też drwala – co też by mu popsuło plany.

    @awal
    No może jak upozorowali wypadek budowlany, to takie węszenie służb nie było oczywiste? Ale tak, na miejscu Gustavo / Mike’a chyba bym po prostu wysłał informację co najwyżej („sorry, wpadł pod walec, nie było czego zbierać”) lub urnę z prochami („zaznaczył w kontrakcie takiego checkboxa psze pani”).

  144. „Koleś wie, że zrobił coś nielegalnego a po nerwowości na widok przybysza widać, że cały czas liczy się z jakimś nachspielem. Dlatego liczyłem na naładowanego glocka gdzieś pod ręką a nie flintę na ścianie.”
    W sumie ile czasu minęło od tamtego zlecenia? Mógł uznać, że już przyschło i na codzień o tym nie myśleć. Ale widok dziwnego typa bardzo wyglądem i mową pasującymi do lokalizacji zlecenia mu szybciutko przypomniał.

    No ale znów – Lalo nie mógł wiedzieć tych rzeczy, widział człowieka tyle co my. Ale znów to tylko pierwsza warstwa plothola – nawet jeśli Lalo by wiedział to wszystko (np. prowadząc wcześniej obserwację, choć serial tego w ogóle nie sugeruje; a wyżej go słusznie chwaliliśmy, że w filmowaniu takich niespiesznych działań rozpoznawczych się lubuje), że drwal nie był przygotowany (psychicznie i organizacyjnie) pod kątem takiego spotkania to przecież nadal lecenie na gościa z wyciągniętym pistoletem było niemądre.

  145. @niemądrzy zabójcy

    Podobna niefrasobliwość kosztowała życie Kuzynów w BB. Tam jeden z nich zostawił niedobitego Hanka żeby pójść po siekierę do samochodu, mimo że Hank wciąż miał pistolet! Scena z ładowaniem tego naboju może i jest dobra, ale tak naprawdę tysiąc rzeczy może pójść nie tak jak zostawiasz niedobitego i nieobezwładnionego przeciwnika na ziemi.

  146. Panowie – no jasne, że Lalo jest jak Anton Chigurh, tak naprawdę taki gangster w ogóle nie ma sensu. Jest metaforą (archetypem) Niepowstrzymanego Zła. Ale sceny z chatką czepiacie się niepotrzebnie. Drwal (murarz) mógł się spodziewać, że zrobił coś nielegalnego, ale zakładał, że doskonale za sobą zaciera ślady. W tej sytuacji zabicie jakiegoś przypadkowego turysty przyniosłoby mu wiele kłopotów. Lalo na pierwszy rzut oka robi sympatyczne wrażenie (podobnie jak Gustavo). Drwal/murarz wolał więc najpierw rozmawiać, potem strzelać.

    A że z kolei sam Lalo przedtem go obserwował, jestem przekonany. Nie ma więc tak, że on „wpadł do przypadkowego pomieszczania”. Przypuszczam, że on już był w tej szopie, gdy drwal/murarz spał.

  147. Jeszcze jakoś nikt nie poruszył tej kwestii, że Drwal był Chorwatem. Co tam robił w tym lesie akurat w Niemczech?

    @doskonale zacieranie śladów
    Zacierał np. wtedy, kiedy wysyłał żonie Wernera „rzeźbę”?

  148. A nikogo nie dziwi, że Lalo wlazł do mieszkania, w którym był nieznajomy gość? Sam zrobił sobie świadka, którego trzeba było usuwać. A wystarczyło poczekać parę minut.
    Dlatego w pełni zgadzam się z @wo, taki gangster w ogóle nie ma sensu, ale już trudno.

  149. @sheik
    „Jeszcze jakoś nikt nie poruszył tej kwestii, że Drwal był Chorwatem. Co tam robił w tym lesie akurat w Niemczech?”

    Też to zauważyłem, że w Niemczech w ogóle nie ma imigrantów pochodzenia bałkańskiego. Nie ma też ani jednego Turka. To dlatego kebaby się tam nie przyjęły.

    @bradko
    „sam zrobił sobie świadka, którego trzeba było usuwać.”

    Jeszcze nie wiemy, jak to rozwiąże. To może być coś na zasadzie wrobienia w to Jima i Kim, że zmusi ich do zostawienia na tym pistolecie odcisków palców, żeby mieć na nich haka.

  150. @wo „Też to zauważyłem, że w Niemczech w ogóle nie ma imigrantów pochodzenia bałkańskiego.”
    Są (z Chorwacji akurat mniej niż np. z Bośni, z powodów oczywistych), ale raczej nie siedzą w lesie. Pewnie scenarzysta nigdy nie widział Europy z bliska i coś tam sobie na szybko wyguglał.

    @”To może być coś na zasadzie wrobienia w to Jima i Kim, że zmusi ich do zostawienia na tym pistolecie odcisków palców, żeby mieć na nich haka.”
    To byłoby absurdalne, Howard musi zniknąć – zostanie gdzieś zutylizowany jak Jimmy Hoffa. Inaczej policja raczej zacznie szukać zabójcy jednego z najważniejszych prawników w mieście.

  151. @sheik.yerbouti
    „Są (z Chorwacji akurat mniej niż np. z Bośni, z powodów oczywistych), ale raczej nie siedzą w lesie.”
    Kolega chyba nie kojarzy umowy zawartej przez RFN z Jugosławią w roku 1968 i wydaje mu się, że cała emigracja bałkańska jest emigracją post-wojenną (oczywiste powody). Tymczasem jest dokładnie odwrotnie niż kolega napisał, to Chorwatów jest więcej (o ca. 100 tysięcy) w Niemczech niż Bośniaków. I oczywiście wszyscy nie siedzą w lesie, ale jeden z nich spokojnie mógł.

  152. @duxripae
    W drugim pokoleniu (bo facet jest przeciez dosyć młody w tym 2004) mówilibyśmy już raczej o Niemcu z paszportem BRD niż o Chorwacie.

  153. @sheik
    I tak i nie. Drugie pokolenie często spędziło młodość u dziadków w Jugosławii, podczas gdy rodzice pracowali te kilkanaście lat w Niemczech z planem, że zarobią i wrócą. Po czym w końcu orientowali się, że nie wrócą i zabierali dzieciaka do siebie. Dlatego większość drugiego pokolenia ma i tak dwa paszporty i mówi po chorwacku. To jest dość typowa emigrancka historia.

  154. @Wojciech Kuśmierek

    „No może jak upozorowali wypadek budowlany, to takie węszenie służb nie było oczywiste?”

    Właśnie wypadek przy pracy wywołuje trudną do opanowania aktywność różnych służb. Śmierć Wernera musiała być wyjaśniona przez władze stanowe – prokuraturę i inspekcję pracy (Occupational Health & Safety Bureau), które na wejściu zakładałyby kwalifikację zdarzenia conajmniej jako spowodowanie utraty życia w wyniku karalnego zaniedbania („gross negligence manslaughter”). Do czasu wyjaśnienia sprawy – oczywiście obejmującego oględziny ofiary i miejsca „wypadku”, które musiałoby być (przez kogo?) specjalnie zaaranżowane – nie byłoby mowy o kremowaniu ciała czy wydawaniu go wdowie. Ponieważ Werner musiał przebywać w USA na podstawie odpowiedniej wizy pracowniczej (H-1B), sprawa angażowałaby też organy federalne. A przy podejrzeniu zabójstwa – również niemiecką prokuraturę. Scenarzyści zdają sobie sprawę z tych komplikacji i w rozmowie Margarethe Ziegler z Lalo sugerują nam, że „prawnicy” (w domyśle zatrudnieni przez Madrigal) opanowali ten proces i jakiś sprzedali władzom wersję o katastrofie budowlanej („cave-in”). W praktyce jednak byłoby to wyzwanie znacznie bardziej skomplikowane niż np. odizolowanie Gusa od śmierci Gale’a. Już sam fakt prędkiego wyjazdu pracowników Wernera budziłoby podejrzenia matactwa (i nie blokował przy tym możliwości ich przesłuchania w Europie przez współpracujące z USA organy). W realnym świecie Werner byłby więc dla Gusa większym ryzykiem martwy niż żywy. W każdym razie jako amigo del cartel odradzałbym jego mordowanie w USA – raczej np. upozorowanie wypadku drogowego po powrocie do Niemiec.

    @bradko

    „A nikogo nie dziwi, że Lalo wlazł do mieszkania, w którym był nieznajomy gość?”

    Lalo to ryzykant, co pokazuje choćby scena gdy skacze do przepaści na wywrócone auto Jimmiego. Gra swoją nieprzewidywalnością i szybkimi decyzjami – możliwość wplątania Jimmiego i Kim w zabójstwo ujrzał jako atut do natychmiastowego wykorzystania. Choć wplątanie to nie będzie obejmować raczej jakiś prostych trików z odciskami palców – to ma być w jego rachubach implikowany, wzajemnie korzystny pakt milczenia. Przeliczy się w tych rachubach jednak, nie doceniając Kim.

    @sheik.yerbouti

    „Jeszcze jakoś nikt nie poruszył tej kwestii, że Drwal był Chorwatem.”

    Twórcy BB/BCS mają dość wyraźną drabinę etniczną, w której Niemcom daje się raczej role kierownicze (Schrader, Schweikart, Schwartz) a Słowianom wykonawcze (Markowski, Sobchak, Genidowski). Jimmy/Saul mieści się w pośrednim etnosie irlandzko-żydowskim, do czego sam kilkakrotnie nawiązuje. Przemiana w Takavica jest w tej hierarchii dodatkową degradacją. W ostatnich odcinkach być może pojawi się natomiast mafia rosyjska, jak wynikałoby z odkodowanego przez fanów notatnika Caldery.

  155. @sheik
    „W drugim pokoleniu (bo facet jest przeciez dosyć młody w tym 2004) mówilibyśmy już raczej o Niemcu z paszportem BRD niż o Chorwacie.”

    To może my. Ale etniczny Niemiec z dziada-pradziada może ewentualnie w szóstym pokoleniu przestać uważać sąsiada za Polaka/Turka/Chorwata.

    „To byłoby absurdalne, Howard musi zniknąć – zostanie gdzieś zutylizowany jak Jimmy Hoffa.”

    Egzaktli. Zniknąć tak, żeby to oficjalnie było zniknięcie – ale żeby ktoś miał w sejfie dowody pozwalające wznowić sprawę, obciążające biznesowych współpracowników Howarda. Skądinąd wiemy, że są prokuratorzy, którzy by się bardzo ucieszyli z solidnych haków na Jimmiego.

  156. „Zacierał np. wtedy, kiedy wysyłał żonie Wernera „rzeźbę”?”

    On UWAŻA, że je doskonale zaciera. I tak by przecież było, gdyby nie Niespodziewana Dociekliwość Lalo. Nikt się nie spodziewa Lalo ani Chigurha, na tym polega nośność tych metafor. Tego się boimy najbardziej – zła, którego nic nie może powstrzymać.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.