Avtokartoshka De Luxe


Egzekwowanie przez Litwę unijnych sankcji wobec tranzytu rosyjskich towarów do eksklawy królewieckiej to ostateczny argument w naszej niedawnej dyskusji o hipotetycznej produkcji samochodów elektrycznych w zakładach Avtotor. Sankcje obejmują stal we wszystkich odmianach, a bez niej produkować można najwyżej samochody takie z Flintstonów.

W „Komsomolskiej Prawdzie” niedawno był reportaż z przejścia granicznego Kamiennyj Łog (Miedniki Królewskie) w ciągu drogi E28 (Berlin-Gdańsk-Elbląg-Królewiec-Wilno-Mińsk). Z reportażu wynika, że niezależnie od sankcji, od dawna jest problem z tranzytem do Królewca.

Autorka powołując się na rozmowy z rosyjskimi kierowcami TIR twierdzi, że od lutego litewscy pogranicznicy uprawiają „strajk włoski”. Ciekawe dlaczego akurat od lutego?

Kierowcy muszą koczować w warunkach polowych przez wiele dni. Autorka rozmawiała z takimi, którzy stoją już piąty dzień, a na początku tego czegoś, co się zaczęło w lutym, było to nawet kilkanaście dni.

Samochody osobowe mają nieco krótszy czas oczekiwania, ale i tu jest źle. Litewscy pogranicznicy „swoich” odprawiają ekspresowo, przez co Rosjanie w tranzycie stoją dłużej.

Wygląda na to, że o ile nie nastąpi jakaś radykalna zmiana polityczna w Rosji, litewscy (i zapewne polscy) pogranicznicy nie przerwą strajku włoaskiego. Pozostanie zaopatrywanie drogą morską, ale tu jest ograniczona przepustowość.

Wydaje mi się, że powrót do „business as usual” w Królewcu (i nie tylko) jest już niemożliwy. Nawet jeśli pojawi się taka wola polityczna w „starej Unii”, nawet jeśli ktoś znajdzie genialny plan biznesowy, wszystko rozbije się o groźbę strajku włoskiego na granicy.

O rosyjskiej motoryzacji dużo piszą „Izwiestia”. Z tych artykułów wynika, że produkcja stanęła WSZĘDZIE. W Rosji po prostu od kilku miesięcy nie robi się samochodów, ani osobowych, ani ciężarowych – brak też części, więc jest problem z serwisowaniem istniejących.

Nie jestem inżynierem, ale intuicja mówi mi, że im dłużej taki przestój trwa – tym trudniej linię produkcyjną przywrócić do życia. Po jakimś czasie trzeba ją już odtwarzać od zera.

Piszę o tym nie żeby podkreślić, że miałem rację w dyskusjach sprzed paru tygodni. OK, nie TYLKO po to. Wydaje mi się to teraz szerszym tematem – ogólnie nie ma już powrotu do „business as usual”.

Zakłady Avtotor założono w 1996 gdy wydawało się, że położenie eksklawy królewieckiej jest jej atutem, nie przekleństwem. Tania siła robocza plus doskonałe skomunikowanie z Zachodem – co może pójść nie tak?

Wydawało się wtedy, że szlabany graniczne będą znikać. Zresztą przez pewien czas mieszkańcy Królewca cieszyli się ułatwieniami przy wjeździe do Polski, na czym skorzystał niejeden przygraniczny lumpeks.

Ten model śmiertelnie się rozchorował na Covida, wojna odłączyła go od respiratora. Szlabany graniczne wróciły w wielkim stylu, nie tylko w Miednikach Królewskich.

Niestety, to kolejna notka z serii „a wy jak myślicie?”, bo sam nic nie wiem, tylko gdybam i mniemam.

Powrót szlabanów dramatycznie zmieni opłacalność różnych modeli biznesowych. Ale jakich?

Już pandemia uświadomiła nam, jakie to niebezpieczne, że Chiny stały się „fabryką wszystkiego”. Nawet Elon Musk narzeka, że jego fabryki stały się „piecem do palenia pieniędzy”, bo wyprodukowanych dla niego baterii w Chinach „nie ma kto załadować na statek”.

Wait, what? To do ładowania kontenerów na statki nadal są potrzebni żywi ludzie? A tyle się naczytałem o nowoczesnych, bezobsługowych, zrobotyzowanych terminalach kontenerowych…

Czy z tego całego zła na dalszą metę nie wynika dobro w postaci powrotu produkcyjnych miejsc pracy dla Europy? Neoliberałowie przez dekady zapewniali nas, że to już niemożliwe. Że to koniec przemysłowej klasy robotniczej na Zachodzie, bo konkurujemy z Chinami i z Bangladeszem, a w ogóle za chwilę robotnicy staną się zbędni, bo drony, roboty i drukarki 3D.

To założenie było centralnym elementem tego, co nazywamy „business as usual”. I do tego już nie ma powrotu, niezależnie od dalszego przebiegu działań wojennych.

Może na krótką metę będziemy tęsknić za globalizacją, ale na dalszą wiążą się z tym chyba dobre wiadomości. Może nawet do Elona Muska dotrze, że bardziej mu się opłacało mieć uzwiązkowioną fabrykę baterii gdzieś w Unii, niż uzależniać od dostaw z Chin?

A Wy Jak Myślicie?

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

193 komentarze

  1. Myślę, że Rosja i Chiny to dwie odrębne sprawy.

    Rosja jest uzależniona technologicznie od Zachodu w bardzo dużym stopniu więc sankcje będą boleć – z każdym miesiącem coraz bardziej. Bo oni praktycznie nic sensownego nie produkują – ponad 60% ich produkcji to surowce.

    Chiny to inna historia, głównie związana z COVID i problemami transportu morskiego. Tutaj głównie chodzi o ich politykę zero-COVID i będącą tego skutkiem zamknięcie portu w Szanghaju. Wokół tego portu krąży już tak dużo statków, że zanieczyszczenie wody morskiej bije tam rekordy.
    Czy przełoży to się na otwieranie nowych fabryk na Zachodzie? Pewnie tak, ale odwrócenie trendu będzie bardzo problematyczne – szczególnie w przemyśle wysokich technologii. Po prostu w tej części Azji jest kompletny ciąg technologiczny którego już praktycznie nie ma na Zachodzie.

  2. @porty w Kaliningradzie
    Przepustowość to by się nawet znalazła ale 1) kto za to zapłaci (już dopłacają do ruchu promowego) i 2) trzeba by skorzystać z części portu wojennego…

    @lumpeksy na granicy
    Na małym ruchu granicznym nie korzystały tylko lumpeksy, tylko raczej umowne biedronki w Bezledach i Bartoszycach i różne sklepy i biznesy turystyczne w Trójmieście. Gdzieś w latach ’00 przeżyłem mały szok gdy dowiedziałem się, że Rosjanie z Obwodu chętnie kupują wyroby z bursztynu (!).

    @globalizacja

    O ile business as usual z Rosją jest raczej pozamiatany, o tyle z Chinami sprawa jest mniej klarowna. Ciągle nie wiadomo czy wzrost wróci czy nie, w Europie jest mało entuzjazmu do ograniczania zależności (dużo się mówi ale niemal nic nie robi). W dłuższym okresie jest to chyba nie nieuniknione – ale w jak długim? Chiny czeka wiele wyzwań (od demografii po problem zadłużenia przedsiębiorstw), oficjalnie są gotowi (albo blisko gotowości) do zmiany paradygmatu na gospodarkę podwójnego obiegu, ale jak to wyjdzie w rzeczywistości nie wiadomo.
    Z drugiej strony powojenna odbudowa Ukrainy i jej duży potencjał przemysłowy zmienią warunki równania na korzyść Europy i okolic, więc nadzieja jest.

  3. co więcej Rosja żeby produkować cokolwiek potrzebuje zaawansowanyc narzędzi i części zapasowych z zachodu.

  4. O przenoszeniu produkcji do Europy słyszę od ładnych kilku lat, ale jak na razie to się nie dzieje, przynajmniej nie na dużą skalę. Chyba, że powoli i po cichu.

    Też nie jestem inżynierem, ale może przy okazji ktoś lepiej obeznany w temacie mi kilka rzeczy wyjaśni.

    Ja tu widzę dwa problemy. Po pierwsze, fajnie jest sobie pomarzyć o wielkich, uzwiązkowionych fabrykach, ale właściwie kto ma w nich pracować? Właściwie cała UE, w tym Polska, ma niskie bezrobocie. Tu po prostu nie ma tysięcy ludzi czekających na pracę w przemyśle. A mówimy o przenoszeniu całych gałęzi przemysłu z miliardowych Chin. Oczywiście odpowiednia pensja jest silnym czynnikiem motywującym (i wszystkim tego życzę), ale praca przy produkcji ma jeszcze parę innych wad: jest nudna, uciążliwa, często fizycznie ciężka a w dodatku trzeba się będzie przeprowadzić albo dojeżdżać na jakieś zadupie, bo przecież ta wielka fabryka baterii nie będzie lokowana w centrum Warszawy. A jeżeli przemysł jednak zdoła przyciągnąć ludzi pracujących obecnie w usługach to oni, no cóż, przestaną pracować w usługach. Natomiast co do wykwalifikowanych pracowników, to oni aktualnie są w Chinach. Nie w Europie.

    Więc jeśli te wielkie fabryki faktycznie powstaną w Europie, to raczej będą mocno zautomatyzowane. Albo będą na dużą skalę ściągać pracowników skąd tylko się da – w takim przypadku o związkach zawodowych raczej możemy zapomnieć.

    A po drugie, technologia. Chyba nikt w tej chwili nie ma technologii produkcji od a do z u siebie. Owszem, w pojedynku na odcinanie się nawzajem od technologii Rosja pewnie polegnie z Europą, ale Chiny już nie…

    Natomiast co do efektów pojedynku gospodarczego Zachód – Rosja, to jak na razie efekty nie są niestety takie oczywiste. Padł przemysł samochodowy w Rosji, a pewnie i wiele innych branż. Ale jednocześnie ceny paliw i gazu na zachodzie biją rekordy i już się zaczynają niepokoje polityczne z tego powodu. A Rosja swoje surowce jednak sprzedaje, i najwyraźniej zarabia na nich wystarczająco dużo, żeby nadal prowadzić wojnę. A tymczasem w Europie nadal nie zakończyła się dyskusja, czy na dłuższą metę odcięcie od ropy i gazu z Rosji jest w ogóle możliwe.

  5. @terpa
    „Chiny to inna historia, głównie związana z COVID i problemami transportu morskiego.”

    Wydaje mi się to sztucznym rozróżnieniem. Po pierwsze, COVID jeszcze nie powiedział ostatniego słowa – lockdowny mogą wrócić „big time”. Po drugie, przejście od jednych restrykcji do drugich dokonuje się płynnie. Królewiec prosto z covidowych przeszedł do wojennych. Jeśli Chinom coś odbije i zaatakują Tajwan, też się pojawią sankcje przecież (choćby spontaniczne, na zasadzie „odmawiamy rozładowania chińskiego statku, panie Musk”).

    A po trzecie, sankcje trochę jakby skazują Rosję na transport morski. Akurat ich najlepsze połączenia drogowe i kolejowe prowadzą w stronę „krajów nieprzyjaznych” – chyba że do Chin, więc w sumie mają wspólnie ten sam problem.

  6. @animrumru
    „Właściwie cała UE, w tym Polska, ma niskie bezrobocie. Tu po prostu nie ma tysięcy ludzi czekających na pracę w przemyśle.”

    Co jest dla mnie Wielkim Paradoksem, skoro wchłonęliśmy te miliony uchodźców. Przecież nie wszyscy rozwożą kebaby w Bolcie?

    Gdy tak Podróżuję Po Polsce (TM), widzę ogromną różnicę między miasteczkami, w których jest Przemysł (TM) i miasteczkami żyjącymi Wuj Wie Z Czego. PRL-owska zasada „jest zakład, jest życie” działa także teraz. Po prostu tylko przy produkcji klasa ludowa może zarobić więcej niż „minimalna na czarno”. To się z kolei przekłada na sensowność utrzymywania np. gastronomii dla lokalsów, na inne samochody na ulicach, na odpicowanie starówki itd.

    Wydaje mi się więc, że nawet hipotetyczny Międliszew, w którym formalnie nie ma bezrobocia (w sensie ustawowym), i tak się okaże miastem, w którym ludzie się rzucą do pracy w hipotetycznej Fabryce Baterii Litowych.

  7. Bardzo ciekawy temat, głęboki a szeroki, a ja akurat zarobiony – zatem tylko na szybko:
    – Niemcy zaraz po tym, jak uświadomili sobie skalę swojej wtopy z uzalażnieniem energetycznym od Rosji, zauważyli też uzależnienie gospodarcze od Chin – nie chodzi tylko o łańcuchy dostaw, ale i po prostu o procent globalnego przychodu, jakie niemieckie korpo mają z chińskiego rynku. Zastanawiają się, co z tym zrobić, podobnie jak Francja po utracie rynku rosyjskiego. To będą zmiany tektoniczne, raczej stopniowe i z dnia na dzień trudno zauważalne, ale powrót do BAU jest coraz mniej prawdopodobny
    – Tesla, przy wszystkich swoich paskudnych cehach z szefem na czele, jest (w wersji na rynek amerykański) najbardziej amerykańskim samochodem pod kątem pochodzenia części, jako że sporo rzeczy robi sobie sama, lepiej czy gorzej

    @AniMru „A mówimy o przenoszeniu całych gałęzi przemysłu z miliardowych Chin.”
    Kto mówi? Nie chodzi o to, żeby każdy produkował wszystko, tylko o rozbicie tej toksycznej koncentracji produkcji dosłownie w jednym chińskim mieście. Jeśli łożyska kulkowe (teraz: Chiny) albo wiązki kablowe do samochodów (teraz: Ukraina) będą produkowane w trzech miejscach UE, to już wystarczy. Ludzie są, można ich przeszkolić, nie każdy musi pracować w usługach i opychać ubezpieczenia zdrowotne doradcom kredytowym.

    @strabalski „z Chinami sprawa jest mniej klarowna. Ciągle nie wiadomo czy wzrost wróci czy nie”
    Ale jak miałby wrócić inaczej niż dzięki eksportowi? Chyba gdyby zaczęli budować na potęgę domy opieki dla swoich obecnych 50- i 60-latków.

  8. @wo „Wydaje mi się więc, że nawet hipotetyczny Międliszew, w którym formalnie nie ma bezrobocia (w sensie ustawowym), i tak się okaże miastem, w którym ludzie się rzucą do pracy w hipotetycznej Fabryce Baterii Litowych.”
    Większośc tych zakładów to Śląsk Górny i Dolny oraz Wielkopolska, plus trochę rzeczy w rzeszowskiej Dolinie Lotniczej. Spokojnie zmieści się jeszcze 3x tyle zakładów, nawet uzbrojenie często już jest.

    @AniMru „a w dodatku trzeba się będzie przeprowadzić albo dojeżdżać na jakieś zadupie, bo przecież ta wielka fabryka baterii nie będzie lokowana w centrum Warszawy”

    Otóż są miasta, w których mało uciążliwy przemysł siedzi sobie w centrum i ja to bardzo popieram.

    Natomiast wiele dużych zakładów (typu drugi, trzeci pod kątem wielkości produkcji zakład w skali europejskiej) znajduje się w bardzo niepozornych miejscach, sprawdźcie np. siedzibę firmy Eternit (nie, już nie stosują azbestu).

  9. Korekta Obywatelska
    „dobro w postaci powrotu produkcyjnych miejsc pracy pracy”

  10. @AniMruMru
    „Po pierwsze, fajnie jest sobie pomarzyć o wielkich, uzwiązkowionych fabrykach, ale właściwie kto ma w nich pracować?”

    Przypominam, że IG Metall nadal jest największym związkiem zawodowym w Niemczech, ciągle przed Verdi. W ostatnich latach coraz częściej produkcja w Niemczech była likwidowana (w fabryce dla której robię też), a robotnicy zwalniani albo przesuwani na część etatu. Teraz powoli zaczyna się ruch w drugą stronę – w tej mojej na razie przesunęli likwidację produkcji o trzy lata (na 2028), podejrzewam że likwidacja rozejdzie się tymczasem po kościach.

  11. @Co jest dla mnie Wielkim Paradoksem, skoro wchłonęliśmy te miliony uchodźców. Przecież nie wszyscy rozwożą kebaby w Bolcie?

    Biorąc pod uwagę tradycyjne rolę genderowe większości uchodźców, to nic nie rozwożą, tylko myją i karmią dzieci tudzież starców, co piąty Polak ma już 65+ lat. Z kolei branża budowlana zaliczyła odpływ pracowników i biorąc pod uwagę tradycyjne rolę genderowe uchodźcy jej nie wypełnią.

  12. @sheik
    Póki co, eksport do Chin wróci, bo na razie odbiorcy nie za bardzo mogą zmienić dostawców. Ale nawet w krótkim i średnim okresie wzrost do jakiego Chiny przywykły nie jest pewny (a jeszcze wyłażą rozmaite Evergrandy z górami długów). W długim okresie (czyli jak już pobudujemy te fabryki w Europie i okolicach) to już sobie można poczytać rozmaitych prognoz ile tylko dusza zapragnie. Chiny nie są jedynym krajem z problemem demograficznym (choć skala jest, tego, chińska), tak czy owak pozostaną gigantycznym rynkiem więc wszystko jest możliwe (nawet ta ich gospodarka podwójnego obiegu).
    No chyba, że zaatakują ten Tajwan (ostrożnie zafukujumaję że nie) wtedy wszystko zacznie się sypać. A jak im jeszcze inwazja nie wyjdzie…

  13. @wo

    „Jeśli Chinom coś odbije i zaatakują Tajwan, też się pojawią sankcje przecież”

    Raczej planują tą inwazję „na zimno” już od wielu lat. Dlatego właśnie budują swoją „blue water navy” w niesamowitym tempie. Tylko w 2021 wprowadzili do służby 10 niszczycieli!
    Ponieważ Putinowi nie wyszedł plan A to Chiny tradycyjnie wlazły na górę i patrzą jak się tygrysy zagryzają.

    Z sankcjami na Chiny może być poważny problem z bardzo prostej przyczyny – to jest po prostu zbyt duża gospodarka aby sankcje były skuteczne. Rosja to 1.5% światowego GDP. Chiny to 18%.
    Poza tym od lat uzależniają kluczowe gałęzie gospodarki od siebie – albo monopolizując produkcję albo trzymając w garści kluczowe komponenty („metale ziem rzadkich”).

    Oczywiście wszystko zależy od motywacji tych co te sankcje wprowadzają. A ponieważ jest – zaskakująco – wysoka, to Chiny ciągle siedzą na górze a zejdą tylko jak będą musiały. Albo jak Xi wyda rozkaz. Każdy „wielki przywódca” chce zrobić coś wielkiego, co zapisze go w Historii – podbicie Ukrainy/Taiwanu jest czymś takim.

    „A po trzecie, sankcje trochę jakby skazują Rosję na transport morski.”

    Tak, transport morski jest wszędzie bardzo istotny. Ponieważ ponad 60% ich GDP to są węglowodory które sprzedają głównie przez rurociągi więc nie rusza to Kremla, który trzyma to w rękach. Ja raczej patrzyłbym na inny wpływ sankcji – na kurczące się wydobycie węglowodorów. Na razie ceny ich szybują ale wygląda na to, że nie mają zdolności zwiększania produkcji i będą mieć problemy z utrzymanie w ruchu tego wydobycia. Kończą się im możliwości otwierania nowych złóż (brak zachodnich technologii) a obecni konsumenci zaczynają szukać innych źródeł.

    Oczywiście można nadal eksportować poprzez statki, ale Zachód ma jeszcze w ręku broń atomową: wycofanie ubezpieczeń ich statków. Jeśli to się stanie, to będzie dla nich bardzo poważny problem.

  14. @animrumru
    ” A Rosja swoje surowce jednak sprzedaje, i najwyraźniej zarabia na nich wystarczająco dużo, żeby nadal prowadzić wojnę.”

    Tylko że historia pokazuje, że na dalszą metę to nigdy nie działa. Mocarstwa eksportujące żywność/surowce i importujące produkty przemysłowe szybko przestają być mocarstwami. Boleśnie się o tym przekonali nasi jagiellońscy praprzodkowie, ale także Chiny i Indie, w pierwszej fazie kontaktu z zachodnimi mocarstwami kolonialnymi przecież występowali z pozycji dominującej. Jak fajnie to pokazuje Dalrymple, pierwsze sto lat kontaktów Brytyjskiej Kompanii Wschodniej z dworem Wielkiego Mogoła to takie pokorne antyszambrowanie. Rozumiał to już Piotr Wielki, który zaczął politykę przestawiania Rosji z państwa surowcowego w przemysłowe. Kontynuował to Stalin. Putin jest na najlepszej drodze do przekreślania setek lat industrializacji (i życzę mu nieustających sukcesów w tej dziedzinie).

    „A tymczasem w Europie nadal nie zakończyła się dyskusja, czy na dłuższą metę odcięcie od ropy i gazu z Rosji jest w ogóle możliwe.”

    Czasy są takie, że musimy płynnie przechodzić z dyskusji „czy X jest możliwy” do bezdyskusyjnego „X jest nieuchronny”. To dotyczy także węglowodorów właśnie. 23 lutego 2022 przestawienie wydawało się niemożliwe, a tu Putin zakręca kurek i co teraz?

  15. @notka
    „Może nawet do Elona Muska dotrze, że bardziej mu się opłacało mieć uzwiązkowioną fabrykę baterii gdzieś w Unii, niż uzależniać od dostaw z Chin?”

    No więc właśnie otworzył fabrykę samochodów pod Berlinem i na terenie tej fabryki stawia zakład, gdzie lada moment będzie robił baterie. Podobnie w Texasie. Także ten. Zresztą z Chin ściąga chyba tylko baterie LFP, a to tylko jeden z typów jakich używa. No i gotowe samochody, ale to pewnie tymczasowo dopóki fabryka pod Berlinem się nie rozkręci.

    @s.trabalski
    „Rosjanie z Obwodu chętnie kupują wyroby z bursztynu (!).”

    No, wyroby z bursztynu kupowanego przez gdańskich bursztynników w Obwodzie. Widać rosjanie w obróbce bursztynu nie umieją.

    @wo
    „widzę ogromną różnicę między miasteczkami, w których jest Przemysł (TM) i miasteczkami żyjącymi Wuj Wie Z Czego.”

    Np. Łubiana za Kościerzyną. Z tego co wiem w Lubiane nigdy jakoś specjalnie dobrze nie płacili, ale w Łubianie nie ma chyba ani jednej rozpadającej się chałupy. Remontują i budują od lat na potęgę, to jest chyba najszybciej rozrastająca się wieś na Kaszubach. A chlorów pod miejscowymi sklepami chyba wręcz ubywa.

  16. @animrumru
    ” A Rosja swoje surowce jednak sprzedaje, i najwyraźniej zarabia na nich wystarczająco dużo, żeby nadal prowadzić wojnę.”

    Poki co Rosja prowadzi wojnę tym co ma na magazynie. Więc potrzebuje tyle funduszy aby ten sprzęt odkurzyć, nasmarować i przewieźć koleją do Donbasu. Nowego już nie wyprodukuje ani za granicą nie kupi.

  17. @WO

    Dziękuję za kolejne miłe nawiązanie do naszej dyskusji i przypominam, jakie to dwa przewidywania czyniłem, w jakim horyzoncie czasowym. Tylko w ten sposób możliwa jest uczciwa dyskusja na ten temat.

    Po pierwsze, we wpisach z 22 marca i 29 kwietnia formułowałem predykcję, że 30 czerwca sytuacja militarna w Ukrainie będzie sprowadzać się do określonej linii frontu na południu i wschodzie kraju, będącej wynikiem starcia wyczerpanej Ukrainy z równie wyczerpaną, ale wciąż niestety dysponującą inicjatywą Rosją. I że obie strony będą starać się osiągnąć lokalne taktyczne przewagi na tej linii dla maksymalnego wzmocnienia pozycji w nadchodzących negocjacjach, do jakich będą je zmuszać Zachód i Chiny. Mówiłem, że w czerwcu nie będzie żadnego chowania się Putina w bunkrze, powstania na Białorusi, rozpadu Rosji itd. – wbrew ówczesnym oczekiwaniom Twoim i kolegów, iż właśnie takie radykalne wydarzenia zdefiniują sytuację, bowiem do tego doprowadzi katastrofalna korupcja i niekompetencja w rosyjskiej armii, wielkie dostawy broni Zachodu, azjatyckie „piwoty” itd. Do tych predykcji powrócę punkt po punkcie w umówionej dacie (30 czerwca) i wtedy sprawdzimy, czy jednak – mili koledzy – nie przeszacowywaliście anty-rosysjkich czynników, na jakie się powoływaliście. Czym niestety czyniliście szkodę Ukrainie, bowiem potrzebuje ona silnego wsparcia politycznego w swojej obecnej realnej, a nie fantastycznie wykreowanej sytuacji. Owszem, fantastyka (memy, przyśpiewki, filmiki z frontu) jest ważna, aby utrzymywać w orbicie poparcia Ukrainy ludzi niezbyt rozgarniętych – typu nasza prawica – ale na wschodnioeuropejskiej lewicy nie możemy sobie na nią pozwolić. Pisanie wśród nas w marcu i kwietniu w tonie „Putin padł, bo wytracił czołgi pod Kijowem” niczego dobrego nie przynosiło. Niestety, Putin nie padł, wciąż ma czołgi i haubice, a Ukraina ma ich niestety mniej. Od siły politycznego głosu wschodniej Europy zależeć będzie, czy uda się tę sytuację zmienić – żaden wiatr historii tego nie zrobi za Macieja Koniecznego, który jednak niestety dotąd nie wiedzieć czemu nie występuje w tej sprawie ręka w rękę z Agnieszką Brugger z „Die Grünen” w niemieckim Budestagu, żądając natychmiastowego spełnienia obietnic Scholza. Inaczej niż głupawa prawica, nie możemy sobie poprawiać humoru frontowymi filmikami i usprawiedliwiać mrzonkami (teraz na temat „wielkiej letniej kontrofensywy”) tych krytycznych zaniedbań ze strony naszych reprezentantów – jedynych ludzi, którzy mogą coś naprawdę zmienić w globalnym rozkładzie sił i realnej, nie memicznej, frontowej sytuacji Ukrainy.

    Po drugie, ze względu na przedstawiane przzez kolegów oceny ekonomicznej sytuacji Rosji tworzące równie fantastyczny obraz kraju, który nie będzie w stanie finansować dalszej zagranicznej agresji, pokazywałem na wielu różnych przykładach jak realnie wygląda utrzymywanie Rosji przy życiu przez Zachód – który nadal importuje rosyjski nie tylko gaz i ropę, ale i uran sprzedawany przez Rosatom czy magnez produkowany przez fabrykę w Solikamsku, jakoś nie umieszczając żadnej z tych firm na listach sankcyjnych. Opisałem też – wykorzystując przykład Kaliningradu – prawdopodobną drogę normalizacji ekonomicznej, którą Zachód przeprowadzi względem Rosji. Niestety, normalizacja ta jest już obecnie realizowana, bowiem nie zapobiega jej głos silnej wschodnioeuropejskiej lewicy: Marek Belka krytycznie zaniedbuje swoje obowiązki jako de facto minister spraw zagranicznych RP i nie wiedzieć czemu nadal nie lobbuje za spadkiem cen ropy u Saudów ani za wyrzuceniem Rosji z G20 u Indonezyjczyków. Poniżej przypominam co pisałem in extenso, bo – znowu – na lewicy nie możemy sobie pozwolić na opieranie się na przeinaczeniach i memach („kartoszka”), musimy rozmawiać uczciwie:

    „najbliższe miesiące – Rosja finansuje wojnę i emerytury z węglowodorów i rezerw

    jakiś moment między teraz a grudniem 2023 – powrót BAU między Zachodem a Rosją: uzgodnienie polityczne, zniesienie sankcji, Rosja zaczyna przestawianie się na niewęglowodorowe źródła dochodu zgodnie z opublikowanymi przez siebie strategiami

    maj 2026 – litowe baterie produkowane w Kaliningradzie w oparciu o importowaną technologię i montowane w markach azjatyckich marek zastępują część aktualnych dochodów z węglowodorów – inne części przejmują m.in. rolnictwo, eksport metali rzadkich, produkcja nawozów, produkcja czystej energii dla Europy”

    Punkt pierwszy powyższej predykcji wypełnia się z przygnębiającą precyzją. Rosja zarabia w tej chwili więcej na węglowodorowym eksporcie niż przed inwazją, co jest m.in. wynikiem nadal trwających dostaw do Europy – wartych 53 mld euro w pierwszych 100 dniach wojny. EU+Noregia wciąż też dostarcza większości tankowców dla transportu rosyjskiej ropy do innych części świata – co szczegółowo opisuje ten zaktualizowany raport CREA: [1].

    Do kolejnych punktów powrócę zgodnie z ich podanym horyzontem czasowym – pierwszy raz będzie to, jak pisałem, mieć sens pod koniec bieżącego roku. Obecnie jednak, przy nieaktywnym Belce, nie widzę nic, co miałoby zapobiegać wskazanemu rozwojowi wypadków. W szczególności, wiele zachodnich firm, takich jak niemiecki producent maszyn Liebherr czy marki konsumenckie typu Armani, nadal operuje w Rosji, zaś chińskie i koreańskie firmy wchodzą na rosyjski rynek tam gdzie zachodnie wyszły [2]. Również Avtotor właśnie z Koreańczykami ustala sposoby wznowienia produkcji, w tym w sektorze EV. Moje argumenty, że taka produkcja EV w Kaliningradzie w perspektywie kliku lat okaże się jak najbardziej realna dzięki zagranicznym (w tym europejskim) inwestycjom oraz znoszonym sankcjom obecnie do wielu z Was pewnie nie trafią na tej samej zasadzie na jakiej w marcu nie trafiało do Was, że Putin w czerwcu nadal będzie miał zasoby do kontynuowania agresji w Ukrainie. Musimy po prostu poczekać na fakty. Moim zdaniem potwierdza one moją skromną ocenę, że siły globalnego kapitalizmu mają przemożny interes w przywróceniu Rosji do gospodarczego obiegu i jeżeli nie zadziała czynnik polityczny – silny globalny głos wschodnio-europeskiej lewicy – to po prostu Rosję do tego obiegu przywrócą. Uczynią to naszym kosztem tzn. kolejny raz skażą Wschodnią Europę na sąsiedztwo z finansowanym przez Zachód agresorem.

    Tak, w tym celu Rosja musi najpierw przerwać ofensywę w Ukrainie, a Ukraina musi zostać przymuszona na uznania nowej linii kontaktu. Albo Konieczny i Belka, pod naszą – wyborców – presją zyskają wpływ na ten proces i dadzą Wschodniej Europie szansę na podmiotowe decydowanie o sobie – albo, co niestety następuje, nic takiego nie nastąpi, pośmiejemy się dziś z kartoszki tak jak wczoraj z korabla, a Rosja kolejny raz dostanie nagrodę, zamiast dotkliwej kary, za swój eksport despotyzmu i agresji.

    [1] https://energyandcleanair.org/publication/russian-fossil-exports-first-100-days

    [2] https://som.yale.edu/story/2022/over-1000-companies-have-curtailed-operations-russia-some-remain

  18. @bartol „No więc właśnie otworzył fabrykę samochodów pod Berlinem i na terenie tej fabryki stawia zakład, gdzie lada moment będzie robił baterie. Podobnie w Texasie. Także ten.”
    Takżeco? W USA Musk tępi związki jak może, w Niemczech próbuje ograniczyć faktyczną reprezentację pracowników przez nadreprezentację wyższych szarż w radzie pracowniczej (powołanej kiedy duża część niższych stanowisk była jeszcze nieobsadzona).
    Zresztą Tesla właśnie zaczyna zwalniać zamiast zarudniać i jest oczywiście skarżona przez byłych już pracowników za złamanie przepisów o zwolnieniach zbiorowych (zero zdziwienia). Nadzieja w tym, że ktoś wreszcie temu człowiekowi zabierze zabawki i zacznie zarządzać Teslą w rozsądny sposób.

    @waclaw :Nowego już nie wyprodukuje ani za granicą nie kupi.”
    True dat. Szkoda, że tego starego ma tak dużo. Nadzieja w braku ludzi do jego obsługi, ponoć donieckie „bic-troops” zaczynają się kończyć. No i szkolenie artylerzystów trwa długo a mam nadzieję, że HIMARSy trochę ich przetrzebią.

  19. @sheik
    „Takżeco? W USA Musk tępi związki jak może, w Niemczech próbuje ograniczyć faktyczną reprezentację pracowników przez nadreprezentację wyższych szarż w radzie pracowniczej (powołanej kiedy duża część niższych stanowisk była jeszcze nieobsadzona).”

    Chodziło mi o uzależnienie od Chin, którego za bardzo nie ma.

    Swoją drogą chyba w innych fabrykach samochodowych w Niemcowie się poprawiło i chyba nie będą zwalniać masowo w związku z elekryfikacją (jak zwykle nowy strach miał większe oczy niż w rzeczywistości), bo podobno Tesla nie jest już konkurencyjna płacowo i ma problemy z zatrudnieniem odpowiedniej liczby pracowników.

    „Zresztą Tesla właśnie zaczyna zwalniać zamiast zarudniać”

    Ale nie na produkcji. Zwalnia nadmiary „biurkowe”.

    „i jest oczywiście skarżona przez byłych już pracowników za złamanie przepisów o zwolnieniach zbiorowych (zero zdziwienia). Nadzieja w tym, że ktoś wreszcie temu człowiekowi zabierze zabawki i zacznie zarządzać Teslą w rozsądny sposób.”

    Oczywiście, że byłoby lepiej gdyby się zachowywał normalniej. Tego chyba nikt nie kwestionuje.

  20. @Awal Biały
    Od samego początku nie rozumiałem idei umawiania się na konkretną datę.

    Nie ma znaczenia stan wojny 30 czerwca czy 30 lipca, to co się liczy to kto pierwszy padnie, czyli która z trzech opcji nastąpi:
    -Ukraina zacznie tracić grunt i straci wolę / środki walki
    -Rosyjski atak się załamie i Ukraina przejdzie do kontrofensywy
    -Obie strony wyczerpią się na tyle, że obie zaprzestaną prób atakowania

    O ile można było się sprzeczać do której przegródki wpadnie kuleczka i w marcu i dzisiaj, o tyle przewidywanie którego dnia to nastąpi jest znacznie trudniejsze. Pewne jest tylko, że jeśli jakaś strona zacznie zyskiwać przewagę, to proces będzie tylko przyspieszał.
    Na razie obie strony jeszcze walczą i za wcześnie na udawanie, że już coś wiemy.

    Bo dzisiaj nie mamy ustalonej linii frontu na której umocniły się obie strony, mamy rosyjskie natarcie w Donbasie i Ukraińskie na prawym brzegu Dniepru. Kuleczka jeszcze krąży.

    Co do powrotu do BAU – na razie Scholz z Macronem zmienili retorykę z „trzeba zacząć negocjacje” na „Rosja nie może wygrać”.
    Więc znowu, opinia na temat ewentualnego powrotu do BAU jeszcze się nie skrystalizowała.
    Jedyne co dzisiaj (bądź 30 czerwca) można zrobić, to przełożyć datę testowania rozstrzygnięcia na później

  21. @mtg
    „ Od samego początku nie rozumiałem idei umawiania się na konkretną datę.”

    „O ile można było się sprzeczać do której przegródki wpadnie kuleczka i w marcu i dzisiaj, o tyle przewidywanie którego dnia to nastąpi jest znacznie trudniejsze.”

    Tych przegródek koledzy tworzyli znacznie więcej. Putina mieli zabić „senatorzy”, Białoruś miała powstać, Karabach zniknąć itd. Ponieważ prosty argument „nic na to nie wskazuje” nie działał i skazywał wówczas na miano „onucy”, nie pozostawało mi nic innego jak napisać: rozumiem, że jest wiele bezdyskusyjnych powodów, aby ogładzać klęskę Rosji – przy czym moim zdaniem konkretnie ta klęska będzie wyglądać tak, że 30 czerwca Rosja niestety nadal będzie okupować Chersoń i nacierać w Donbasie. Zweryfikujmy z czasem to moje przewidywanie i wróćmy do dyskusji o politycznych wnioskach. Które są wg mnie takie, że Konieczny i Belka muszą się wziąć do roboty. Żadni kremlowscy sztyletnicy ani nowogrodzcy partyzanci nie zmienią układu sił, jedyny aktor, na którego powinniśmy w końcu zacząć serio liczyć (i go na serio rozliczać) to wschodnioeuropejska lewica.

    Teraz oczywiście możemy wymyślić sobie nowe ułudy: bo Macron powie coś marginalnie mniej sugerującego układ z Putinem, bo Ruscy już na pewno wytrzebili artylerzystów… Albo też możemy przyjąć do wiadomości: Zachód z Rosją kolejny raz negocjuje ponad naszymi głowami, doprecyzowując sobie właśnie informacje o wzajemnych potencjałach i testując możliwe powojenne relacje. Te negocjacje zakończą się długo zanim rosyjskie elity stracą zasoby do ich prowadzenia i zakończą się dla nas niekorzystnie. Chyba że teraz wejdziemy do tej dyskusji, staniemy się równoprawnym graczem. Zaczniemy stawiać swoje autonomiczne żądania: justice for sanctions (wydawanie określonych kategorii zbrodniarzy w zamian za znoszenie sankcji), włączenie Wschodniej Europy do rdzenia zielonej transformacji korzystającego z rosyjskich zasobów naturalnych itd.

    W braku takiego wschodnioeuropejskiego głosu Rosja, w tym w szczególności Kaliningrad, widzi to co się dzieje już teraz jako rodzaj BAU. Nie pierwszy raz Zachód, w tym firmy motoryzacyjne, wycofuje się, tworzy problemy. Trzeba się będzie z nim na nowo ułożyć, mamy sobie przecież wiele do zaoferowania…

    Jeżeli porównanie militarnych fantazji z marca z realnością z czerwca nie pomoże kolegom w realniejszej ocenie rosyjskiego potencjału i dostrzeżeniu uruchomionego negocjacyjnego mechanizmu – to trudno. Podobnie w czasach Jałty i Poczdamu, najpierw miało się trzech mocarzy spotkać nad Wisłą, potem miał przybyć Anders, potem Truman zrzucić bania… Łudzić się można na wiele sposobów, prowadzić dalekowzroczną autonomiczną politykę – na niewiele.

  22. @awal
    „30 czerwca sytuacja militarna w Ukrainie będzie sprowadzać się do określonej linii frontu na południu i wschodzie kraju,”

    Do 30 raczej nic się nie wydarzy takiego, żeby linia była „określona” jakoś bardziej niż od początku wojny. Moja prognoza nadal jest taka, że tu będą nacierać ci, a tam tamci. Raczej spodziewałbym się dynamizacji niż stabilizacji (przynajmniej w tym horyzoncie czasowym), bazując na ofensywach z drugiej światówki. Akurat pod koniec czerwca to się zwykle rozkręcało, a stabilizacja przychodziła z jesiennymi deszczami.

    „azjatyckie „piwoty” itd. ”

    Kazachstan przecież już spiwotował.

    ” Czym niestety czyniliście szkodę Ukrainie,”

    Na szczęście to tylko niszowy blog nieistotnego nauczyciela. Nikomu tu nie możemy pomóc ani zaszkodzić.

    „normalizacja ta jest już obecnie realizowana, ”

    Jak jest „takiego wała” po litewsku? „Jokiu budu”, wyszło mi z gugla. Tu jednak TROCHĘ zależy od litewskich pograniczników, nie sądzisz?

    „Również Avtotor właśnie z Koreańczykami ustala sposoby wznowienia produkcji, w tym w sektorze EV. ”

    Ależ bym chciał być przy tych „ustaleniach”. „Panowie, musimy to zrobić bez stali i bez mikroczipów. Jakieś pomysły?”.

    „siły globalnego kapitalizmu mają przemożny interes w przywróceniu Rosji do gospodarczego obiegu ”

    Z tym się zgadzam. Tylko że to jest tak jak ze Stasi, które na dzień przed upadkiem muru berlińskiego miało przemożny interes w jego utrzymywaniu. Czasem się po prostu nie da, bo wieje „wind of changes”.

    „Putin nie padł, wciąż ma czołgi”

    Tylko że wprowadza już na front T-62 z magazynów. To mem lepszy od kartoszki!

    ” Karabach zniknąć”

    Przecież zniknął.

  23. @WO
    Nie jestem inżynierem, ale intuicja mówi mi, że im dłużej taki przestój trwa – tym trudniej linię produkcyjną przywrócić do życia. Po jakimś czasie trzeba ją już odtwarzać od zera.

    Ja oczywiście też nie jestem inżynierem, ale może nieco zależy od tego, o jakiej linii mowa. Podejrzewam, że są ciągi technologiczne, które zaprojektowano wyłącznie do pracy ciągłej i każda przerwa oznacza ich śmierć, i są inne, które mogą trwać w gotowości do pracy póki się nie utlenią i nie rozpadną w proch, a przynajmniej mogą być przyzwoicie zakonserwowane jak U.S. naphthalene fleet (ale będą wtedy podlegać starzeniu moralnemu). I pewnie są różne warianty pośrednie.

    Może ktoś z bywalców lub lurkerów zna się na tej stronie inżynierii? Bo ja rzeźbię na podstawie bardzo fragmentarycznych lektur.

  24. @Awal
    To co próbuję przekazać to że nie ma znaczenia co Rosja będzie robić 30 czerwca.
    Liczy się czy Rosja zajmie Donbas i ruszy dalej czy Ukraina przejdzie tam do kontrataku oraz czy Rosjanie zmasakrują ukraińską kontrofensywę pod Chersoniem i ruszą w stonę Mikołajowa, czy też Ukraina ten Chersoń odzyska.
    Czy też obie strony się zatrzymają zupełnie z braku sił.
    Czy to się wydarzy 30 czerwca czy 30 sierpnia jest zupełnie inną kwestią.
    Na razie ciągle jeszcze sytuacja balansuje na krawędzi, może tam utknie, a może spadnie w jedną stronę.

    A co do bycia pełnoprawnym graczem: czym innym jest mówić czym innym być słuchanym.
    Mi się wydaje (a ze jestem mały mróweczkiem którego żąden decydent i tak nie słucha), że jednak od wyszukiwania kogo byśmy w więieniu chcieli zobaczyć, ważniejsze jest wysyłanie sprzętu na Ukrainę. Czym więcej i szybciej, tym lepiej. To bardziej wpłynie na negocjacje niż dziesięciu Belków smucących o dziejowej sprawiedliwości.

  25. „ Opisałem też – wykorzystując przykład Kaliningradu – prawdopodobną drogę normalizacji ekonomicznej, którą Zachód przeprowadzi względem Rosji. Niestety, normalizacja ta jest już obecnie realizowana, bowiem nie zapobiega jej głos silnej wschodnioeuropejskiej lewicy”.

    Tak, lewica nie jest w Europie Wschodniej szczególnie silna. Szczęśliwie to samo zdanie o Rosji ma też wschodnioeuropejska prawica.

    Więc to nie jest takie pewne czy Zachód będzie chciał stracić Europę Środkową w imię dogadywania się z Rosją. Tym bardziej, że to wcale nie jest tak prosto odtwarzać zwinięte biznesy. Przez jakiś czas inwestycje będą postrzegane, jako bardziej ryzykowne, a ekspaci (niezbędni do ich funkcjonowania) będą narzekać, że nie mają ochoty korzystać ze zrabowanych toalet. To będzie ten okres czasu, kiedy wszyscy inni będą mieli szansę zająć miejsce Rosji w łańcuchach dostaw. Oczywiście w końcu zapewne jakaś normalizacja i wznowienie relacji handlowych nastąpi, chociaż równie dobrze może być przybrać ograniczoną formę importu kartoszek jako mniej narażającą na zarzut wspierania ruskiego biznesu wojskowego.

  26. Wolałbym co prawda żeby Awal oszczędzał klawiaturę, ale zasadniczo się z nim zgadzam. Ukraina tę wojnę przegrywa, ponieważ wyprztykała się już z amunicji artyleryjskiej w swoim (radzieckim) standardzie, a te zachodnie zabawki w standardzie NATO są do nich wysyłane w ilościach aptekarskich po to, żeby nie eskalować konfliktu (kto w Berlinie chce umierać za Kijów, ręka w górę?). Za to Rosja ma jej jeszcze całe góry. Podobnie jak poradzieckich czołgów. I co z tego że starych? Rosyjska doktryna wojskowa opiera się na wysyłaniu mięsa armatniego, założę się że tam jest jakiś przelicznik ilości mięsa na kilometr kwadratowy zajętego terenu. Mówiąc cynicznie, z ich punktu widzenia utrata starego czołgu na froncie równa się jego zezłomowaniu. WO pisał kiedyś, że o ile Ukraina jest wspomagana nowoczesnym sprzętem, to każdy zniszczony rosyjski tank to „minus jeden punkt” z ograniczonej, nieodnawialnej puli. Tylko co z tego, skoro wszystko rozbija się o proporcje i ta rosyjska pula jest jeszcze olbrzymia? Problem w tym, że również siła żywa traktowana jest tam jak zasób ludzki („ljudi u nas mnogo”). Skoro na Putinie nie zrobił wrażenia nawet katastrofalny pomór Rosjan w czasie pandemii (podobno zmarł tam ponadnormatywnie milion ludzi), to co go obchodzi kolejne kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy? Brytyjski wywiad wojskowy podaje, że rosyjska armia utraciła już ok. 4% całego stanu osobowego; w każdym cywilizowanym kraju to byłby społeczny koszmar, ale z punktu widzenia Putina to oznacza, że pozostało mu jeszcze 96%. Jakby co, to się po prostu przesunie kryminalistów z łagrów i alkoholików z Syberii na front, już nie takie rzeczy były w Rosji ćwiczone. Że będą to kiepscy żołnierze? A wspominałem już o rosyjskiej doktrynie wojskowej?

    Bajania niektórych publicystów o końcu Rosji („bo w szkołach na prowincji nie ma sanitariatów, panie, taki kraj to musi upaść”) i memy w rodzaju „meanwhile in Russia” służą tylko polepszeniu sobie samopoczucia. Oni już tam przerabiali niejeden rozkwit i niejedną smutę, a kibli jak nie było tak nie ma. Do tego, żeby zdobyć Berlin, Stalin nie potrzebował inwestycji w klozety pod Tobolskiem. Co z tego, że w Rosji upada przemysł motoryzacyjny, skoro kraj zarabia krocie na eksporcie surowców? Zgadzam się, że Rosja długofalowo stanie się zacofanym zadupiem, a samochody będą tam budowane tak jak na zalinkowanym obrazku z „Flinstonów” (podobnie jak lotnictwo cywilne niedługo będzie latać na drzwiach od stodoły), tyle tylko że… tamtejszym elitom zupełnie to nie przeszkadza. One sobie poradzą. Przecież nawet w Korei Północnej uprzywilejowana kasta może kupić luksusowe samochody, a zwykli ludzie niech jeżdżą na osiołkach.

    Putin liczy na dwie rzeczy:
    – wykrwawienie się Ukrainy,
    – zmęczenie/znudzenie zachodu.

    Ten pierwszy cel może osiągnąć, demolując infrastrukturę i rozstrzeliwując Ukrainę (rujnowanie szkół, dworców, elektrowni, magazynów, szpitali itp.), co już samo w sobie jest ciężką zbrodnią. Ten drugi cel (zmęczenie zachodu wojną) osiągnie wtedy, kiedy społeczeństwa zbuntują się przeciwko drogiej energii co, niestety, dość łatwo mi sobie wyobrazić. GRU ma w Europie „swoje” partie polityczne, które przez lata nie bez powodu hodowała, a które naturalnie nie popierają inwazji *wprost*, bo nawet ich elektorat by tego nie przełknął, ale mogą oczywiście opowiadać że „są za pokojem” (to nic nie kosztuje), zrównywać kata z ofiarą i skutecznie orbanizować, postulując w jakimś zakresie powrót do BAU („no przecież Rosji nie można izolować”, „najważniejsze jest NASZE bezpieczeństwo”, „rząd nie dba o NASZE portfele”, „z Putinem nie należy zadzierać” itd). Orban, jadąc na takim przekazie, wygrał wybory.

    Militarnie zachód jest, owszem, silny, ale politycznie nie ma z Rosją szans. Zwykłych ludzi nie obchodzi żadna Ukraina, tylko sprawy przyziemne jak cena gazu czy benzyny. Owszem, teraz wszyscy wzruszają się rzezią cywilów w Buczy i Mariupolu, ale gdy tylko żółte kamizelki wyjdą na ulicę Berlina i Paryża, dojdzie do jakiegoś dealu i politycy szybko porzucą Kijów na żer Moskwy (tym bardziej, że Big Biznes również będzie naciskał na zgniłe kompromisy). Przecież skoro Rosja traktuje surowce jako broń, to w ostateczności wszystko sprowadza się do pytania: „ile euro jesteś w stanie poświęcić z portfela żeby wspomóc Ukrainę?”. Dotyczy to – uwaga uwaga! – również polskiego i amerykańskiego społeczeństwa. W tej chwili Janusz z memów o Nosaczu Sundajskim kocha Ukrainę, ale kwestią czasu jest, kiedy zacznie przeklinać „tę cholerną wojnę, przez którą wszystko drożeje”. I Putin o tym wie. Czas działa na jego korzyść.

  27. @Gammon No.82
    „Może ktoś z bywalców lub lurkerów zna się na tej stronie inżynierii?”

    Nie jestem co prawda specjalistą, ale robię w fabryce od kawałków samochodów (chociaż od początku pandemii byłem na miejscu raptem ze trzy razy) i trochę takiej problematyki do mnie dociera.
    I z tego wnioskuję, że problemem nie jest sama linia, tylko ludzie do jej obsługi. Jeżeli zatrzymasz linię na pół roku, to w praktyce musisz zwolnić ludzi pracujących na niej. A po pół roku ci ludzie w większości nie będą już dostępni, większość będzie nowa i będziesz musiał niemal wszystkich przeszkolić prawie od zera. Przy tym ze szkolącymi problem będzie ten sam.
    Czyli dojście do pierwotnego tempa i jakości produkcji będzie dużym problemem i zajmie dużo czasu.

  28. @cmos
    „Jeżeli zatrzymasz linię na pół roku, to w praktyce musisz zwolnić ludzi pracujących na niej.”

    Tym artykułom zwykle towarzyszy energiczne zapewnianie, że ludzie zostają i często nawet nadal dostają pensję. No ale po pół roku będą po prostu zdemoralizowani. Nie mówiąc już o tym, że skoro to Rosja, to oczekuję po pół roku dialogów typu „panie, tu stała suwnica, przecież pamiętam” „jaka suwnica?”

  29. @cmos
    Dzięki, to jest zmienna, której nawet nie wziąłem pod uwagę (ona w Rosji może mieć mniejsze znaczenie, bo…). Ale nadal, cholera, przy nasyceniu tego bloga inżynierami, jestem ciekaw odpowiedzi na pierwotne pytanie. Jaki jest koszt (fizyczny i społeczny, nie czysto finansowy) zatrzymania linii produkcyjnej nastawionej na produkcję masową.

  30. @WO
    No ale po pół roku (…) Nie mówiąc już o tym, że (…)

    Ano tak, to jest jedna ze zmiennych, których nie śmiem zakładać.

  31. @gammon
    „Jaki jest koszt (fizyczny i społeczny, nie czysto finansowy) zatrzymania linii produkcyjnej nastawionej na produkcję masową.”

    Zależy jak bardzo to jest nieplanowane. Jeśli planowane – to nawet nic. Tradycją w motoryzacji jest wielka przerwa wakacyjna, podczas której linię się serwisuje i ewentualnie przezbraja na następny model. Dlatego „lata modelowe” (MY) w motoryzacji biegną trochę jak lata szkolne, sierpień – czerwiec.

  32. To zależy też od tego co się produkuje, tj. na ile aktywnie trzeba obsługiwać środki produkcji w stanie wyłączenia, czyt. odpompowywać wodę, jak problematyczne jest wygaszenie pieca czy jak kontrolować temperaturę i ciśnienie środków chemicznych oraz jak duże szkody wywoła rezygnacja z tych czynności. Czasami bum jest duże, np. w takim Bhopalu w 1984.

  33. @monday.night.fever

    „Wolałbym co prawda żeby Awal oszczędzał klawiaturę”

    Gospodarz skierował do mnie swą notką niedwuznaczne zaproszenie – niech wolno mi będzie dokończyć polemikę.

    @WO

    „Do 30 raczej nic się nie wydarzy takiego, żeby linia była „określona” jakoś bardziej niż od początku wojny”

    Mówiłem o „określonej linii” w sensie konkretnych parametrów, jakie podałem w marcu i kwietniu, i jakie zweryfikujemy 30 czerwca.

    Twoje zaś przewidywanie z tego okresu (22 marca) brzmiało – przypomnę – że jeżeli Rosjanie będą w czerwcu w Chersoniu „Wtedy oczywiście przyznam ci rację, ale cholernie trudno mi to sobie wyobrazić”. 5 maja zaś zastanawiałeś się „Będzie to jednak ciekawe, jak skomentuje znikanie z mapy kresek typu Naddniestrze”. Współbrzmiało to z głosami kolegów prześcigających się w zapowiadaniu powstań i przewrotów w całym obszarze postsowieckim. Rozumiem, że dziś wychodzi na to, że wszyscy od początku wiedzieli, iż to jednak będzie – jak pisałem – klasyczna wojna pozycyjna w ograniczającym się obszarze. Nawet się z tej nagłej jednomyślności cieszę. Skoro więc to już ustaliliśmy, zastanówmy się nad konsekwencjami politycznymi, o jakich tu piszę.

    „Kazachstan przecież już spiwotował.”

    Kazachstan „spiwotował” dziś w takim sensie jak w marcu „Putin przegrał”. Bardzo chcielibyśmy delikatne oznaki dystansowania się od rosyjskiej agresji rozumieć jako jakąś nową politykę. Jest to jednak nadal kraj pozostający z Rosją w zinstytucjonalizowanym sojuszu politycznym (WNP), wojskowym (Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym) i ekonomicznym (Euroazjatycka Unia Gospodarcza), który w styczniu miał u siebie bratnią rosyjską interwencję, a w lutym zobaczył jak wygląda „niebratnia” rosyjska interwencja w obronie ościennej rosyjskojęzycznej ludności (zamieszkującej również kazachskie terytorium).

    Chińska obecność w Kazachstanie i całej centralnej Azji nadal jest podporządkowana rosyjskiej, a sami Chińczycy są tam dużo silniej odczuwani jako aroganccy kolonizatorzy niż Rosjanie, jednak wciąż silnie kulturowo powiązani z lokalnymi elitami. O piwocie zgodzę się mówić dopiero wtedy, gdy choć jedno państwo regionu wystąpi z którejś z wymienionych organizacji.

    „Przecież zniknął.”

    Karabach jest tam gdzie był 24 lutego – jako ormiańska enklawa w Azerbejdżanie, która utraciła łączność terytorialną z Armenią (ale nie zniknęła) na skutek wojny w 2020 r.

    „Nikomu tu nie możemy pomóc ani zaszkodzić.”

    Polsce może pomóc tylko sprawna intelektualnie lewica. A niestety wiele jej outpostów sprawicowiało mocno w swoim wojenno-memicznym przekazie. Tak więc, owszem, tutejsza dyskusja się liczy.

    „Tu jednak TROCHĘ zależy od litewskich pograniczników, nie sądzisz?”

    A jeszcze więcej od politycznego uzgodnienia, jakie dla swojej pozycji Litwa wypracowała w UE. Jak może zauważyłeś, nie od dziś stawiam europejską aktywność bałtyckich polityków za wzór naszym. Bo niestety bez naszych ci bałtyccy nie utrzymają właściwych unijnych sankcji w mocy.

    „Ależ bym chciał być przy tych „ustaleniach”.”

    W tym punkcie szkoda dziś czasu na dyskusję, podobnie jak w kwietniu szkoda było czasu na przekonywanie Cię, że Rosja nie wytraciła wcale krytycznych ilości sprzętu wojskowego i niestety wystarczy go jej do kontynuowania inwazji. Wbrew Twoim, drogi WO, ówczesnym obiekcjom i wizjom podkijowskiej Berezyny, niestety z czasem ten zachowany rosyjski potencjał potwierdziły frontowe fakty.

    Z wypuszczeniem EV na rynek azjatycki przez Avtotor będzie podobnie – mimo zgłaszanych przez Ciebie inżynieryjno-organizacyjnych obiekcji, Rosjanie znajdą sposoby, aby w wymienionym przeze mnie horyzoncie czasowym ominąć lub wylobbować zniesienie sankcji i ułożenie całego nowego łańcucha „produkcji”. Owszem, „produkcji” w sporym cudzysłowie – jako działalności pasożytującej na cudzych innowacjach i koncesjach poczynionych w zamian za dostęp (zaoferowany na poziomie politycznym) do dóbr typu złoża metali rzadkich. Rosyjscy oficjele swoim językiem już obecnie mówią o tym trybie oczekiwanej normalizacji – takie wypowiedzi padały np. na forum w Petersburgu. Ale nie oczekuję, że mi w tę perspektywę teraz uwierzysz. Definiuję horyzont kalendarzowy i proponuję z czasem zweryfikować fakty.

    “Tylko że wprowadza już na front T-62 z magazynów.”

    To co wyprowadzają z magazynów wciąż im niestety wystarcza do utrzymania przewagi nad Ukrainą. I wcale niekoniecznie wyprowadzają akurat to, bo czego innego mają. Rosja w tej fazie wojny prowadzi pewien typ negocjacji z Zachodem – nie eskaluje konfliktu zbrojeniowo w zamian za jego nieeskalowanie po drugiej stronie. Częściowo blefując co do swego potencjału wojskowego, częściowo licząc na siłę swej równoległej oferty w obszarze gospodarczym. Zadaniem Europy Wschodniej jest rozbijanie tych kalkulacji. T-62 w Donbasie to nic śmiesznego, jeżeli nie przeciwstawia się mu Belka w Dżakarcie.

    „bo wieje „wind of change”.”

    Widzę w tych metaforach potrzebę jakiejś dziennikarskiej epizacji wydarzeń. W porządku, lecz ona musi przede wszystkim zostać zepizowana politycznie. Jeżeli nie zadbamy o własną polityczną opowieść Wschodniej Europy na światowych forach, świat nas przeoczy. Nie takie rzeczy przeoczał.

    @monday.night.fever

    „Owszem, teraz wszyscy wzruszają się rzezią cywilów w Buczy i Mariupolu, ale gdy tylko żółte kamizelki wyjdą na ulicę…”

    Wtedy o trwałość oburzenia na Buczę i Mariupol będzie musiała zadbać słyszalna na Zachodzie wschodnio-europejska lewica. Mająca też jakąś propozycję dla tamtejszych żółtych kamizelek.

    @loleklolek_pl
    „To będzie ten okres, kiedy wszyscy inni będą mieli szansę zająć miejsce Rosji w łańcuchach dostaw.”

    To będzie ten okres, kiedy będzie duży rabat na dostęp do rosyjskich złóż metali rzadkich bez których nie ma mowy o pełnoskalowym zastąpieniu produkcji spalinowców elektrykami. Rosja niestety ma atuty tego rodzaju. Przeszacowujecie, koledzy, biznesowe przeszkody typu „ekspaci nie przyjadą” wobec tych oferowanych przez Rosję zasobów. To fałszywa droga. Zamiast tego trzeba, by Europa Wschodnia po prostu była przy stole, kiedy uzgadniany będzie zakres i tryb powojennego otwierania dostępu do rosyjskiego rynku.

    @mtg

    „ważniejsze jest wysłanie sprzętu na Ukrainę … To bardziej wpłynie na negocjacje niż dziesięciu Belków smucących o dziejowej sprawiedliwości.”

    Nie o „dziejowej sprawiedliwości” ma mówić Belka w Dżakarcie i Rijadzie, tylko o cenie zboża potrzebnego Azji i Afryce do wyżywienia swoich populacji oraz o cenie ropy potrzebnej wszystkim do postcovidowego odbicia.

    Jak staram się pokazać powyżej, działanie polityczne i wojskowe to nie są jakieś odrębne obszary. Zachód toczy rodzaj negocjacji z Rosją, w których używa się jako argumentów wzajemnie dowiedzionych potencjałów wojskowych i gospodarczych – również tych związanych ze wsparciem uzyskiwanym od krajów trzecich i tych o znaku ujemnym (możliwości wywołania klęski głodu, wojny nuklearnej, masakry cywilów). Rolą Wschodniej Europy jest przeciążać jako samodzielny gracz rosyjskie argumenty w każdym punkcie – neutralizować Belką Ławrowa w Rijadzie w sprawie ropy, Koniecznym w Berlinie w sprawie dostaw broni a Sylwią Spurek w Parlamencie Europejskim w sprawie ścigania zbrodni (i tym samym zapobiegania im). Tu i teraz, bez oglądania się na „wind of change”, czy może – niech Wam będzie – łapiąc go w żagle.

  34. Mam doświadczenie od strony pomiarowej w przemyśle. A więc, produkcja szkła, czy ciągły odlew stali nie da się uruchomić tak po prostu. Po wyłączeniu pieców, straty są milionowe (dziesiątki lub setki). Właściwie trzeba odbudować piece na nowo. W Parocu wygaszenie jednego pieca kosztowało chyba z 1.5mln. A mówimy o topieniu skały.
    Można zatrzymać produkcję koksu, ale wypalanie kamieni szlifierskich wymaga odbudowania pieca na nowo (zapadnie się pod własnym ciężarem z powodu rozszerzalności temperaturowej materiałów konstrukcyjnych.

  35. @monday.night.fever
    „Problem w tym, że również siła żywa traktowana jest tam jak zasób ludzki („ljudi u nas mnogo”).”

    Liudiej. Dopełniacz, nie mianownik.
    A ile to jest „mnogo”? Rosyjskie media pisały o 150 tys. wiosennych poborowych, którzy po przeszkoleniu mieli trafić na front. Ukraiński serwis Media Detektor, opierając się na oficjalnych komunikatach rosyjskich wojenkomatów, podaje, że:
    – w Samarze z 3200 wezwanych poborowych stawiło się 100
    – w Woroneżu z 2800 też 100
    – w Orenburgu i w Saratowie z 3000 w jednym Wojenkomacie stawiło się 400 a w drugim 500
    – w Niżnym Nowogradzie stawiło się aż 44% a w Tuwie (najbiedniejszym regionie FR) 1/3.

    Tyle udało im się, jak dotąd, wcielić (nie przeszkolić). Tymczasem pożary wojenkomatów, czyli punktów werbunkowych, podpalonych przez nieznanych sprawców liczy się już w dziesiątkach, bo zwykli Rosjanie popierają tę wojnę, ale tylko dopóki nie będą musieli na niej walczyć. O artylerii nie będę się wypowiadać, ale mam wrażenie, że gdyby Rosja miała jej „całe góry”, to jednak nie bombardowaliby Lwowa rakietami z okrętu podwodnego.

  36. @awal
    „niech wolno mi będzie dokończyć polemikę.”

    By all means!

    „Twoje zaś przewidywanie z tego okresu (22 marca) brzmiało – przypomnę – że jeżeli Rosjanie będą w czerwcu w Chersoniu „Wtedy oczywiście przyznam ci rację, ale cholernie trudno mi to sobie wyobrazić”.”

    Teraz trochę łatwiej, ale nadal – tam front się przysuwa do miasta, a nie odsuwa od niego.

    „Jest to jednak nadal kraj pozostający z Rosją w zinstytucjonalizowanym sojuszu politycznym (WNP), wojskowym (Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym) i ekonomicznym (Euroazjatycka Unia Gospodarcza),”

    W Polsce był już rząd Mazowieckiego, a Polska nadal należała do RWPG i Układu Warszawskiego. To ten właśnie okres przejściowy.

    „Rozumiem, że dziś wychodzi na to, że wszyscy od początku wiedzieli, iż to jednak będzie – jak pisałem – klasyczna wojna pozycyjna w ograniczającym się obszarze. ”

    Nie jest pozycyjna, skoro front się wszędzie rusza. Pozycyjna się zrobi najwcześniej jesienią (jak podczas drugiej światówki).

    „Karabach jest tam gdzie był 24 lutego – jako ormiańska enklawa w Azerbejdżanie,”

    Przecież nie chodziło o ewaporację, tylko o jego zniknięcie z rosyjskiej strefy wpływów. Ruskich tam uże niet.

    „To co wyprowadzają z magazynów wciąż im niestety wystarcza do utrzymania przewagi nad Ukrainą. ”

    Nie wszędzie. Nie pod Chersoniem.

    „A jeszcze więcej od politycznego uzgodnienia, jakie dla swojej pozycji Litwa wypracowała w UE. ”

    Nie tylko, bo jest jeszcze czynnik ludzki, który uparcie ignorujesz – pogranicznikom nie zabronisz „strajku włoskiego”.

  37. @monday.night.fever
    Może tak być. To w sumie jest bardziej wyścig kto go szybciej przegra. Czy Ukraina rzeczywiście ma aż tyle zapału by bić moskali do samego końca i kiedy zachodowi się znudzi płacenie.
    Może być tak, że wojnę przegra i Ukraina i Rosja – Ukrainie zabraknie amunicji, a w Rosji przemysł się rozsypie.
    Nadzieję na porażkę Rosji wymaga, by „zachód” nie złamał się w kwestii dostarczania zaawansowanych technologicznie narzędzi do Rosji.
    Rosja potrzebuje zachodnich tokarek, obrabiarek, łożysk, chipów do wszystkiego – zarówno do kolei jak i do wydobycia ropy. Bez kolei zapasy amunicji staną się bezwartościowe bo nie dojadą na front.
    A wydobycie ropy i gazu to jeden z przykładów linii produkcyjnej, która zatrzymana jest bardzo trudna do ponownego uruchomienia.

    Nadal sądzę, że którejś ze stron zaczną się możliwości kończyć odrobinkę szybciej, a wtedy sytuacja w ciągu kilku tygodni zmieni się z wyrównanej walki w klęskę.

    @cmos, wo

    akurat w Rosji utrzymanie ludzi z jednej strony kuleje (już mają problem, że większość wykwalifikowanej kadry w dowolnym przemyśle się zestarzała, a młodzi nie chcieli się uczyć nierokujących umiejętności), z drugiej strony, przy dochodach z ropy i niskim poziomie życia, łatwiej w Rosji niż na zachodzie utrzymać załogę na postojowym – skoro niektórzy wytrzymali lata czasem bez pensji latach dziewięćdziesiątych.
    Widać od czasu do czasu oznaki, że w Rosji rozpoczęły się problemy z utrzymaniem produkcji bo brak zachodnich części zamiennych. Pytanie na jak długo wystarczy kanibalizacja tego co jeszcze zostało.

  38. @awal
    muszę przyznać, że coraz bardziej irytująca jest dla mnie Twoja maniera zbiorczego narzekania na niemal wszystkich tu komentujących, którzy najwyraźniej w Twoich oczach zlewają się w jednego wielkiego gluta pełnego szydery z jednej i naiwnych nadziei z drugiej strony. W miarę regularnie przebijałem się przez te setki komentarzy i pamiętam wprawdzie nieco pierwszego, ale już niewiele drugiego. Jednak rozumiem, że niezrozumienie bolało i czujesz potrzebę rzucenia głośnego A NIE MÓWIŁEM!? i to najlepiej w każdym kolejnym komentarzu.

    @”30 czerwca sytuacja militarna w Ukrainie będzie sprowadzać się do określonej linii frontu na południu i wschodzie kraju, będącej wynikiem starcia wyczerpanej Ukrainy z równie wyczerpaną, ale wciąż niestety dysponującą inicjatywą Rosją.”
    Proponuję lekturę dzisiejszego podsumowania na oko.press: https://oko.press/kto-bedzie-teraz-szybszy-rosjanie-pod-lysyczanskiem-czy-ukraincy-na-poludniu-sytuacja-na-froncie/ Dla mnie to niespecjalnie brzmi jak „rosyjska inicjatywa”.

    @”Niestety, normalizacja ta jest już obecnie realizowana”
    @”Punkt pierwszy powyższej predykcji wypełnia się z przygnębiającą precyzją. Rosja zarabia w tej chwili więcej na węglowodorowym eksporcie niż przed inwazją, co jest m.in. wynikiem nadal trwających dostaw do Europy – wartych 53 mld euro w pierwszych 100 dniach wojny.”
    Wydajesz się być więźniem paradoksów Zenona, czy wg współczesnej psychologii „normalcy bias”. Jak było, tak być musi, nic się nie zmienia. Rosja JESZCZE sprzedaje węglowodory, bo embargo na węgiel i ropę w dużej mierze dopiero wejdzie w życie. Ale sprzedaje coraz mniej i do końca roku ten strumień gotówki mocno wyschnie. Przypominam, z kolei zaproponowanym przez mnie checkpointem jest czerwiec 2023 i wypłacanie rosyjskich emerytur wtedy, nie teraz. Oczywiście i ja przewiduję, ze Rosja coś tam będzie wtedy wypłacać, drukarnia rubli stoi i czeka, po prostu będą to papierki bez większej wartości.
    Rosja jest obecnie tak bardzo nieprzewidywalnym partnerem handlowym, że gaz kupuje od niej na Zachoddzie tylko ten, kto (jeszcze) musi. Po cholerę mieć kontrakt na dostawy gazu, skoro ten gaz nie płynie? Habeck ogłosił w Nieczech konkretnie akurat dzisiaj stan alarmowy (Alarmstufe) z powodu ograniczenia dostaw przez Rosję. Nawiasem mówiąc – ten niedostarczony gaz jest też siłą rzeczy niesprzedany, więc raczej nie pomoże Rosji w finansowaniu czegokolwiek.
    Moim zdaniem znaczące pogorszenie sytuacji w Rosji nie tylko nadejdzie, ale może być nawet całkiem spektakularne. Gdybym miał zgadywać – okolice października tego roku. Ten moment, kiedy to Achilles dogoni w końcu żółwia, choć to Całkowicie Niemożliwe.

    @”możemy wymyślić sobie nowe ułudy: bo Macron powie coś marginalnie mniej sugerującego układ z Putinem”
    Macron faktycznie może zrobić coś głupiego, zwłaszcza teraz, w obliczu nowej werwy Mélenchona, który niby tam już Rosji i Putina nie lubi, ale coś mu nie wierzę w tym względzie.

  39. „ To będzie ten okres, kiedy będzie duży rabat na dostęp do rosyjskich złóż metali rzadkich bez których nie ma mowy o pełnoskalowym zastąpieniu produkcji spalinowców elektrykami.”

    Rabat jest oznaką tego, że Rosja w tym wymiarze wojny jest w defensywie i walczy o to, by nowym BAU nie były wieczne sankcje. W końcu ciągle w grze są warianty, w których zachodniemu biznesowi zacznie opłacać się utrzymywać sankcje (bo np. rosyjskie biznesy przejmie chińska konkurencja). Ale niech będzie, że niedoszacowuję wagi Rosji, więc zachód po zainwestowaniu miliardów w Europę Środkową od tak ją porzuci (realizując po raz kolejny stratę) tylko po to, by dogadać się z Rosją co do montażu tam samochodzików elektrycznych, bo takie jest marzenie dyktatorka.

  40. @Zatrzymanie fabryki

    Jeszcze zwrócę uwagę, że jeżeli mówimy o zatrzymaniu fabryki samochodów, to ona nie jest samotną wyspą, tylko stoi na końcu mnóstwa łańcuchów zaopatrzeniowych, i to zazwyczaj działających just-in-time.
    Czyli jednocześnie musimy zatrzymać kilkadziesiąt może nie całych innych fabryk, ale przynajmniej ich części zaopatrujących naszą fabrykę. Po pół roku może się okazać, że część z nich nie jest w stanie znowu dostarczać potrzebnych kawałków, czy to ze względu na te podobne problemy jak w tej głównej fabryce, czy też dlatego że przestawiła się na produkcję dla innego klienta, który akurat odbiera towar i płaci.

  41. @krystyna.ch
    „O artylerii nie będę się wypowiadać, ale mam wrażenie, że gdyby Rosja miała jej „całe góry”, to jednak nie bombardowaliby Lwowa rakietami z okrętu podwodnego”

    Z w miarę nowoczesnej broni Rosjanie już się raczej wypsztykali (chyba że nie chcą używać), ale ile *w miarę sprawnego* poradzieckiego złomu (np. te wyśmiewane czołgi) zalega w tamtejszych magazynach, Bóg raczy wiedzieć. Co do amunicji artyleryjskiej – wywiady zachodnie przyznają, że Rosjanie mają tego całe góry (w przeciwieństwie do Ukrainy, której przecież zachód nie dostarczy pocisków „niestandardowego” kalibru 152 mm, bo ich nie produkuje). W marcu i kwietniu kupcy Pentagonu skupowali to po świecie gdzie tylko mogli, ale obawiam się że wymietli już wszystko co było dostępne na rynku (a Wietnam czy Algieria nie sprzedadzą tego z powodów wiadomych). No więc z konieczności NATO wysyła na Ukrainę własne zabawki (np. te słynne „siódemki”), ale po pierwsze jest problem z transportem, po drugie – przeszkolenie ukraińskich żołnierzy do obsługi takiego sprzętu na poligonach w Niemczech trochę trwa… a zegar tyka.

    @sheik.yerbouti
    „W miarę regularnie przebijałem się przez te setki komentarzy i pamiętam wprawdzie nieco pierwszego, ale już niewiele drugiego. Jednak rozumiem, że niezrozumienie bolało i czujesz potrzebę rzucenia głośnego A NIE MÓWIŁEM!? i to najlepiej w każdym kolejnym komentarzu”

    Ja tylko przypomnę, że @awal był tutaj przez parę osób (nie wiem czy nie przez kolegę) wyzywany od „ruskich onucy” i „russlandfersteien”. Nie jest miło słuchać takich rzeczy.

  42. @mnf
    ” Problem w tym, że również siła żywa traktowana jest tam jak zasób ludzki („ljudi u nas mnogo”).”

    Ale już nie jest mnogo. Od 30 lat Rosja się depopuluje i starzeje. Od 1990 mieli kilka lat na niewielkim plusie, ale nie balansuje to się z gigantycznym minusem. Największe minusy mieli zaraz po rozpadzie ZSRR, a więc nie urodzili się rodzice obecnych nieistniejących nastolatków. Stąd te wyliczenia różnych analityków przepowiadających, że Putin musi jakąś wojnę zrobić do 2022 – bo po prostu problemy z poborem już są, a będą tylko coraz większe.

    @awal
    „Jeżeli nie zadbamy o własną polityczną opowieść Wschodniej Europy na światowych forach, świat nas przeoczy.”

    To niszowy blog nieistotnego nauczyciela. COKOLWIEK tu zrobimy, świat nas przeoczy.

  43. Ja bym się jeszcze zapytał, co będzie w Królewcu, jak zamarznie Zatoka Fińska? Tak, że ruskie porty będą zablokowane. Czy to jest jeszcze możliwe?
    Natomiast jeśli chodzi o Wielki Przemysł Zachodu, to nie wiem, czy jako całość będą jeszcze chcieli powrotu BAU. To są ludzie, którzy BARDZO nie lubią nieprzewidywalnych partnerów. Więc może jednak przestawią się na jakieś alternatywne źródła energii i położą krzyżyk na ruskim rynku.

  44. @monday.night.fever
    „Z w miarę nowoczesnej broni Rosjanie już się raczej wypsztykali”

    Jeśli wierzyć doniesieniom, praktycznie nie mają już pocisków dalekiego zasięgu i nie uzupełnią tego braku przez długie lata, a Ukraińcy tylko czekają na dostawy.

    „Co do amunicji artyleryjskiej – wywiady zachodnie przyznają, że Rosjanie mają tego całe góry”

    Tak, też widziałam analizy, który wliczały do tego wszystko, co zalega we wszystkich rosyjskich obiektach wojskowych, włącznie z bazą w Kraju Zabajkalskim, i wtedy wychodziło, że Rosja ma 20-krotną przewagę. Mimo wszystko, specjaliści twierdzą, że na konkretnych odcinkach frontu te liczby wyglądają inaczej: od 2,5:1 do 10:1 (na łuku Dońca Siewierskiego) dla Rosji.

    „(w przeciwieństwie do Ukrainy, której przecież zachód nie dostarczy pocisków „niestandardowego” kalibru 152 mm, bo ich nie produkuje)”

    O ile wiem, to w Europie są cztery zakłady, które nadal to robią, na pewno w Kraśniku-Bolechowie, a oprócz tego w Bułgarii i Czechach (to oczywiście jest mało i pewnie nie nadążają z dostawami).
    I naprawdę byłabym daleka od pisania, że „Ukraina przegrywa”. Rosja nie zrealizowała praktycznie żadnego z celów tej „operacji specjalnej”, w marcu miała wojska pod Kijowem, a teraz od miesiąca nie jest w stanie zdobyć Siewierodoniecka.

  45. @awal „Rosja w tej fazie wojny prowadzi pewien typ negocjacji z Zachodem – nie eskaluje konfliktu zbrojeniowo w zamian za jego nieeskalowanie po drugiej stronie. Częściowo blefując co do swego potencjału wojskowego”
    Eeeee, skąd masz takie informacje? Jak Rosjanie mogliby – poza atomem i sarinem – eskalować, ale tego nie robią? Przecież już używają całej masy zabronionej broni oraz bombardują jednoznacznie cywilne cele.
    Może uważasz, że mają jeszcze trzy razy tyle wojska w gotowości? Nie, nie mają.

    @”T-62 w Donbasie to nic śmiesznego, jeżeli nie przeciwstawia się mu Belka w Dżakarcie.”
    Czołg to generalnie nie jest nic śmiesznego, w końcu maszyna do zabijania. Czy Belka powinien właśnie wdzwaniać się na trwający szczyt BRICS?

    @”O piwocie zgodzę się mówić dopiero wtedy, gdy choć jedno państwo regionu wystąpi z którejś z wymienionych organizacji.”
    Wielce dziwaczne kryterium, ale niech ci będzie. Przypomnę może tylko, że
    – Węgry formalnie wciąż są nie tylko w UE, ale i w NATO,
    – Turcja i Grecja są jednocześnie w NATO, zwalczająć się od dekad intensywnie, choć poniżej progu wojny,
    – Szwecja zapewne będzie musiała z przyjęciem do NATO poczekać, aż w nadchodzących wyborach Amineh Kakabaveh straci mandat, ponieważ – pomimo generalnej słuszności jej agendy tj. popierania Kurdów – trzeba jakoś udobruchać Turcję, żeby się zgodziła na poszerzenie, a chwilowo koalicja rządowa wisi właśnie na niej.
    Tymczasem obecnie Rosjanie zaczynają otwarcie odmawiać Kazachstanowi prawa do istnienia, a co najmniej do posiadania północnej części terytorium, gdzie sporo jest etnicznych Rosjan. Jednak Rosja jest jak skorpion, który nie umie inaczej i musi użreć, choć Kazachstan byłby szczęśliwy pomogając dyskretnie Rosji obchodzić zachodnie sankcje – ku obopólnej korzyści

  46. @cmos „Czyli jednocześnie musimy zatrzymać kilkadziesiąt może nie całych innych fabryk, ale przynajmniej ich części zaopatrujących naszą fabrykę.”
    Z tego co czytałem, Rosjanie nie są w stanie ruszyć z produkcją nawet tej nowej-gołej Łady niespełniającej norm EURO. A przecież to sprawa prestiżowa, pokazać temu okropnemu Zachodowi, że dają sobie sami świetnie radę? A jednak nie dają.

  47. Lipiec i sierpień będę kluczowe z dwóch przyczyn.
    1. Kompresory. Maszyny kluczowe w rafineriach, wydobyciu węglowodorów, chemii, gazach technicznych i metalurgii. Serwisowane w ściśle określonych odstępach, bez tego tracą szczelność i wyważenie. Zazwyczaj przerwy technologiczne i ich remonty ustalane są na lato. W tym roku serwisanci nie przyjadą. Zwracam uwagę na to, że brak gazu dla Niemiec Rosja uzasadnia tym, że nie wróciły kompresory serwisowane u Siemensa. Wyjątkowo jestem skłonny w to uwierzyć.
    2. Zmiany klimatyczne. Tradycyjne letnie pożary tajgi są zazwyczaj opanowywane przy pomocy wojska – ta opcja odpada. Chińscy strażacy są na razie uziemieni przez COVID.

  48. @sheik.yerbouti
    „Tymczasem obecnie Rosjanie zaczynają otwarcie odmawiać Kazachstanowi prawa do istnienia, a co najmniej do posiadania północnej części terytorium, gdzie sporo jest etnicznych Rosjan. Jednak Rosja jest jak skorpion, który nie umie inaczej i musi użreć, choć Kazachstan byłby szczęśliwy pomogając dyskretnie Rosji obchodzić zachodnie sankcje – ku obopólnej korzyści”

    No nie wiem, tego typu groźby to może być mało wyrafinowany element nacisku – Rosja próbuje w ten sposób nieco zdyscyplinować nowego władcę Kazachstanu, który tak jak inni wykorzystując zamieszanie usiłuje wybić się na niezależność (oraz przyjmuje do kraju Rosjan uciekających przed Putinem). Ale dla spraw wewnętrznych Rosji Azja Środkowa politycznym zagrożeniem nie jest: po pierwsze (wyłączając mniejszość rosyjską) to nie „Bracia Słowianie”, po drugie – to klasyczna prowincjonalna satrapia. I o ile wolna Ukraina była przez reżim Putina postrzegana jako śmiertelne niebezpieczeństwo (bo jako prozachodnia, demokratyczna alternatywa wobec bandyckiej kleptokracji na Kremlu mogłaby promieniować pozytywnym przykładem), o tyle Kazachstan żadnym zagrożeniem nie jest: w Rosji lat ’90, a nawet na początku XXI wieku były jakieś zaczątki demokracji, a tam od początku jest przecież ciężki zamordyzm. Przed wojną, według RSF, wolność mediów w Kazachstanie była jeszcze niższa niż w Rosji i porównywalna z Białorusią. W latach ’90 o podboju Kazachstanu bredziły tylko odklejone świry pokroju Limonowa (polecam jego biografię). Owszem, niektórzy młodzi i przedsiębiorczy Rosjanie uciekają tam przed reżimem Putina, ale wynika to z czystej desperacji – „zdrajcy” uciekają tam gdzie mogą, włącznie z Turcją, Armenią, Kirgizją, Egiptem i Uzbekistanem. Podobnie jak po rewolucji masa „białych” Rosjan uciekła do Imperium Osmańskiego (rosyjscy uchodźcy zostali wypędzeni dopiero przez Ataturka, który usiłował unormować stosunki z ZSRR), tak teraz uciekają na Kaukaz, do Turcji i Azji Środkowej. Oni oczywiście woleliby wyjechać na zachód Europy, ale jak się lubi co się nie ma… z punktu widzenia młodego, niechętnego wojnie i Putinowi mieszkańca Moskwy, już lepsza taka satrapia, która przynajmniej z nikim nie wojuje (i gdzie można się dogadać po rosyjsku, to dodatkowy plus). Wojna plus sankcje to dla nich najgorszy możliwy mix. Dokręcający śrubę reżim na Kremlu też się chyba do pewnego stopnia godzi z tym, że pozbywa się wichrzycieli i „szczury uciekają z okrętu” – Nawalnego też by najchętniej z Rosji wykopali. A Kazachstan, tak jak piszesz, może być Rosji potrzebny dla omijania sankcji, jako pośrednik zarabiający na pokątnym handlu rosyjskimi surowcami.

  49. @mnf

    Zapominasz tylko że niezależny od Rosji Kazachstan to prawie na pewno Kazachstan będący de facto lennem Erdogana, jak Azerbejdżan. No nie wiem czy Rosja chciałaby ot tak oddać Turkom azję środkową. W ogóle Erdogan to postać absolutnie kluczowa dla dalszego rozwoju sytuacji, również na Ukrainie.

  50. 1) Co do BAU – powrót do BAU jest niemożliwy bez kompletnego zaorania Putina. Przed lutym WWP mógł jeszcze uchodzić za ponurego mafioza, który jednak jest jakoś tam przewidywalny. Dziś najwyżej robi za odklejonego psychopatę biegającego po amfetaminie ze siekierą. Interesy z Rosją nigdy nie były zbyt bezpieczne, bo a nuż kurek zakręcą, albo fabrykę znacjonalizują. Jedynym atutem było to, że tam jest tanio, co jakoś kompensowało to ryzyko. Dziś to ryzyko znacznie wzrosło. Pytanie ile taniej musi być (czyli jak bardzo musi upaść Rosja), żeby wróciła opłacalność ze starych czasów.
    2) Z rosyjskimi kontrsankcjami jest tak, że one bardziej szkodzą samej Rosji niż Zachodowi. W końcu każde zakręcenie kurka to niesprzedane węglowodory do Europy. A Europa łatwiej znajdzie zamienniki dla rosyjskich węglowodorów niż Rosja dla europejskich pieniędzy. Jak w Europie będą zamieszki z powodu drożyzny, to w Rosji będzie kanibalizm.
    3) Żadnego przestawiania Rosji z węglowodorów na bardziej wyrafinowaną produkcję nie będzie, bo to nie leży w interesie kliki Putina. Gospodarka surowcowa oznacza, że masa ludzi jest kompletnie uzależniona od łaski państwa, które czasem rzuci jakiś ochłap, żeby nie pomarli z głodu i z którymi Ojciec Narodu może zrobić prawie wszystko. Gospodarka przemysłowa to ludzie żyjący z własnej pracy, którzy mogą się okazać zadziwiająco asertywni, a nawet o zgrozo dojść do wniosku, że w sumie to żadnego Ojca Narodu nie potrzebują (tu kłania się różnica między Rosją a Białorusią).

  51. @WO
    „Ruskich tam uże niet”

    Są, i mają tę obecność (jako siły pokojowe) zagwarantowaną w podpisanym porozumieniu ormiańsko-azerskim [1].

    „W Polsce był już rząd Mazowieckiego…”

    Sytuacji despotii centralnej Azji nie porównywałbym z naszymi przemianami. Przykład Gruzji pokazuje raczej niestety, że despotyzacja kraju raczej go przywiązuje do Rosji – naturalnego gwaranta bezpieczeństwa despotycznych elit – niż go od niej odciąga.

    @Konrad Matys

    „Żadnego przestawiania Rosji z węglowodorów na bardziej wyrafinowaną produkcję nie będzie bo to nie leży w interesie kliki Putina”

    Ta klika wygenerowała w okresie 2020-21 kilka dużych dokumentów planistycznych, które już cytowałem (strategię eko-żywnościową, energetyczną, produkcji EV) sugerujących, że mają jakiś pomysł na przetrwanie peak oil. Nie ignorowałbym go. To pomysł centralistyczny i kleptokratyczny, ale jednak ujawniający zrozumienie prekaryjności aktualnego systemu. W ogóle ignorowanie tego co Rosja sama komunikuje w obszarze administracyjnym i gospodarczym, i zamiast tego opieranie się na stereotypach doprawionych rosyjską agresywną propagandą – nie jest dobrym pomysłem. To tak jakby chcieć wygrać wyborczą konfrontację z PiS-em czerpiąc wiedzę o jego polityce z memu o wydmach i TVP. Owszem, niektórzy usilnie tego próbują, ale nie naśladowałbym ich.

    @Adam Hazelwood

    „Natomiast jeśli chodzi o Wielki Przemysł Zachodu, to nie wiem, czy jako całość będą jeszcze chcieli powrotu BAU.”

    Przecież część zachodnich firm po prostu nigdy nie zaprzestała BAU – cały czas jest w Rosji obecna. A logika konkurencji wymusza niestety, że jeśli będzie tam nadal Liebherr czy Armani to z czasem też wrócą i inne marki z ich branż.

    @loleklolek_pl

    „zachód po zainwestowaniu miliardów w Europę Środkową od tak ją porzuci (realizując po raz kolejny stratę) tylko po to, by dogadać się z Rosją co do montażu tam samochodzików elektrycznych, bo takie jest marzenie dyktatorka”

    Zachód oczywiście nie jest monolitem, tym bardziej racjonalnym monolitem – działają w nim różne, często sprzeczne, siły. Jednak w braku silnego głosu Wschodniej Europy będzie on dążył do ekwilibrium faworyzującego Rosję: logika dostępu do unikalnych zasobów, oferowanych bez europejskich regulacyjnych ograniczeń… Do pewnego stopnia powinniśmy po prostu podążać tym szlakiem razem z Zachodem – ale jako jego integralna część. Korzystająca za x lat z rosyjskich zasobów w celu np. produkcji energii wodorowej. I w jakiejś politycznej formule moderująca jej despotyzm.

    @sheik.yrebouti

    „Dla mnie to niespecjalnie brzmi jak „rosyjska inicjatywa”.”

    Zaczekajmy jednak do tego 30 czerwca, to przypadkiem będzie chyba dobry moment na uchwycenie wniosków na dłuższy okres. Być może jest tak, że Ukraina poświęca właśnie, wobec szczupłości swych zasobów, okręg ługański, aby zdestabilizować Rosjan na południu i tam im popsuć „infografikę”.

    „Rosja JESZCZE sprzedaje węglowodory, bo embargo na węgiel i ropę w dużej mierze dopiero wejdzie w życie.”

    Sprzedała ich, oraz gazu, Europie za grube miliardy, wypłacone po rozpoczęciu inwazji w rublach, zgodnie z żądaniem Putina. Sprzedawszy, Rosja ma na emerytury nawet jeśli (oficjalnie) nie kupi za to komponentów do sprzętu wojskowego. I niestety logika negocjacyjna i „pro-normalizacyjna” Zachodu zaważyła na decyzjach o tym, jak szybko i głęboko były wprowadzane europejskie embarga.

    Natomiast gdybyśmy mieli głośniejszą wschodnioeuropejską lewicę może płacono by dziś Rosji za gaz np. na fundusz powierniczy, a nie wprost do wojennego kufra Putina. Możliwości negocjacyjne Ukrainy byłyby szersze. To jest istota mojego argumentu – nie ekscytujemy się niepewnymi przyszłymi klęskami Rosji, pogarszajmy jej pozycję tu i teraz jako autonomiczny wschodnioeuropejski gracz. Żądajmy działań od naszych sprawnych intelektualnie polityków, czyli od lewicy. Nie oddawajmy Zachodowi pola na swobodne negocjowanie naszej przyszłości na Kremlu.

    „Eeeee, skąd masz takie informacje?”

    Jak zwykle, z oficjalnych raportów Sił Zbrojnych Ukrainy (moje główne źródło informacji o sytuacji na froncie, wg mnie uczciwie – w przeciwieństwie do memów i filmików – oddające możliwości stron i proporcje sił, zwłaszcza jeśli czytać je jako sumę tego co jest przekazywane i przemilczane) [2] Przy czym oszczędzanie przez Rosję nowocześniejszych pocisków i używanie przestarzałych nie stoi oczywiście w sprzeczności z atakowaniem cywili, raczej wymusza je. Co jest niestety częścią strategii nacisku na Zachód.

    „Czy Belka powinien właśnie wdzwaniać się na trwający szczyt BRIC”

    Belka powinien robić swoje tak jak to kilka razy opisywałem, natomiast gdybyśmy mieli mądrzejszy MSZ to zorganizowałby on przez dostępną mu warszawską agendę Community of Democracies (dzieło Geremka) [3] duży event tematyzujący pośrednio wojnę w Ukrainie np. poprzez kwestię pomocy cywilnym ofiarom konfliktów zbrojnych. Uczestnicy Community of Democracies to m.in. Indie, Mongolia i państwa latynoamerykańskie skłaniające się ku popieraniu Rosji. Przykład tego, jak można byłoby je odciągać od tego sojuszu. No, ale do tego trzeba by mieć w MSZ Geremka właśnie czy chociaż Mellera seniora albo Bartoszewskiego…

    @WO
    „Nie tylko, bo jest jeszcze czynnik ludzki, który uparcie ignorujesz”

    Jak widać bynajmniej.

    [1] http://en.kremlin.ru/events/president/news/64384

    [2] https://mediacenter.org.ua/russia-skimps-on-high-precision-missiles-by-launching-obsolete-soviet-equipment-against-ukraine-air-force-of-ukraine-s-armed-forces/

    [3] https://community-democracies.org/

  52. @awal
    „Są, i mają tę obecność (jako siły pokojowe) zagwarantowaną w podpisanym porozumieniu ormiańsko-azerskim [1].”

    Kurna, Awal. Jako dowód, że Ruscy są w Karabachu przytaczasz dokument z LISTOPADA 2020. To poniżej standardu jak na Ciebie. Komuś innemu wyciąłbym komcia, tutaj tylko westchnę, jak nauczyciel na widok ucznia, który generalnie jest zdolny, ale dziś ma słaby dzień.

    Otwierasz tietrad’ i zapisujesz karandaszem: russkich w Karabachu uże nyet.

  53. @„Natomiast gdybyśmy mieli głośniejszą wschodnioeuropejską lewicę może płacono by dziś Rosji za gaz np. na fundusz powierniczy, a nie wprost do wojennego kufra Putina.”

    Ową głośniejszą lewicę mielibyśmy mieć w czasach budowy pierwszego NordStream i neoliberalnego końca historii. Teraz decyzje w tym zakresie są podyktowane uzależnieniem od gazu o brakiem możliwości cofania się w czasie. Ale za to sam czas raczej gra tu na korzyść zachodu niż Rosji.

  54. @wo
    „Ten model śmiertelnie się rozchorował na Covida, wojna odłączyła go od respiratora.”

    Po prawdzie to mały ruch graniczny zabił wcześniej PiS, co nawet bardziej zabolało Polaków, bo Rosjanie z Kaliningradzkiego częściej mieli wizę Schengen, niż Polacy rosyjską.

    @awal
    „maj 2026 – litowe baterie produkowane w Kaliningradzie w oparciu o importowaną technologię i montowane w markach azjatyckich marek”

    To na cholerę pchać się z nią do Obwodu Kaliningradzkiego, żeby potem te baterie wozić przez pół świata? Żadnej fabryki baterii tam w 2026 nie będzie. Chyba, że takich R-6, do walkmanów, których produkcję również rozpoczną.

  55. @wo
    „Wygląda na to, że o ile nie nastąpi jakaś radykalna zmiana polityczna w Rosji, litewscy (i zapewne polscy) pogranicznicy nie przerwą strajku włoaskiego.”

    Polscy to jak na razie odprawiali ruskie tiry na granicy z Białorusią z taką werwą, że policja usuwała społeczników próbujących to blokować.

  56. Mityczny BAU nie będzie możliwy, choć oczywiście silne są za nim tęsknoty. Przyszły obraz sytuacji będzie zależeć od wypadkowej wielu sił, w której ta generowana przez niemiecki biznes wcale jest już najsilniejszą. Czasy, gdy – cytując ulubionego bohatera Awala – ogon merdał psem, już się skończyły. Więc oprócz nacisków biznesu (nie lekceważę go) jest jeszcze nacisk polityczny oraz, tak, wiem że dla wielu „realistów” jest to he-he, presja moralna (więc i społeczna).
    Polska i kraje regionu generalnie dają tutaj radę, dość skutecznie równoważąc, a nawet i ograniczając naciski niemieckiego (czy tam francuskiego) biznesu. Gdyby nie ten nasz polityczny komponent, mielibyśmy wymuszanie przez UE „pokoju” w Ukrainie. Czyli powtórkę z spektaklu odgrywanego po 2014 w ramach tych wszystkich pożal się boże formatów, a faktycznie – usankcjonowany rozbiór Ukrainy i bardzo szybko jej całkowity zabór.
    Na tym fajnym lewicowym blogu Awal troluje nas trochę monotonnie tymi apelami o lewicowy głos, bardzo to jałowe choć pocieszne. Albowiem ów „mocny głos” na tych wszystkich forach to sobie można w buty wsadzić. Bo – tutaj będę „realistą” – karty zostaną rozdane przez tych, którzy rządzą. Jeśli lewica wygra wybory w Polsce – wtedy tak. Zresztą jestem pewien, że wówczas ta nasza lewica zachowa się tak, jak powinna.
    Odrzucając te wątki przyznam Awalowi, że nie wolno lekceważyć Rosji. A już na pewno w perspektywie długiej wojny na wyniszczenie, którą będzie prowadzić na Ukrainie, realizując swój dalekosiężny plan zbudowania antyzachodniej (czy tam antyamerykańskiej) osi państw drugiego i trzeciego świata. Nie lekceważyłbym takich szczytów w Petersburgu – w perspektywie „wojen klimatycznych” sojusz biednych i skrzywdzonych może być wielkim zagrożeniem. Ale to jeszcze nie dziś.
    Jeśli chodzi zaś o te prognozy i opracowania naukowe, które wygenerowała Rosja, to odpowiem, że to dość banalne. Uniwersytety tam ciągle działają, i ciągle praca naukowa się tam odbywa, dziwne, gdyby tego nie robili.
    Droga transformacji w stronę modelu chińskiego (czyli zaawansowanej technologicznie dyktatury) jest zamknięta dla rozbuchanej kleptokracji, jaką jest Rosja. I żadne zamówione przez Kreml błyskotliwe analizy perspektyw ani kluby Jałtajskie tego nie zmienią.

  57. @WO

    „Jako dowód, że Ruscy są w Karabachu przytaczasz dokument z LISTOPADA 2020.”

    Zacytowałem podstawę prawną obecności rosyjskiej w Górskim Karabachu. Tu masz bieżący (wczorajszy) komunikat z działań rosyjskiej misji pokojowej: [1].

    Mam wrażenie, że kolejny raz (w tym temacie, ale i w innych poruszanych przez kolegów) niektórzy moi polemiści ulegają niekiedy bajkowej wizji Rosji, jako kraju który mogą opisać jedynie domniemania, plotki, moralne przypowieści. Tymczasem ma on jednak dość standardową administrację, jaka o wielu sprawach w miarę transparentnie informuje. Można na te informacje patrzeć krytycznie, nie powinno się jednak z nich rezygnować przy opisie kraju.

    [1] https://mil.ru/russian_peacekeeping_forces/bulletins/more.htm?id=12426288@egNews

  58. @awal
    Z jednej strony trzeba przyznać, że Twoje prognozy dotyczące przebiegu wojny lepiej zniosły próbę czasu niż te bardziej optymistyczne. Z drugiej strony, konsekwentnie umniejszasz rangę konfliktu. Przykładowo, w zdaniu „klasyczna wojna pozycyjna w ograniczającym się obszarze” wszystko jest fałszywe. W klasycznej wojnie pozycyjnej z definicji nie ma elementów manewrowych. Wojna pozycyjna była na Ukrainie przed lutym, teraz jest pełnoskalowa wojna konwencjonalna w której obie strony używają elementów manewrowych takich jak czołgi. A pomimo wycofania Rosjan z okolic Kijowa obszarem wojny jest nadal cała Ukraina i nie tylko: całe terytorium Ukrainy jest atakowane pociskami dalekiego zasięgu, trwają walki partyzanckie na terenach okupowanych, atakowana jest Wyspa Węży, trwa blokada morska, pojawiają się informacje o akcjach dywersyjnych na terenach Rosji.

  59. @terpa & Chiny:
    Dyskutowałem ostatnio z pewnym antyzachodnim fanatykiem, który mówił, że Chiny już praktycznie rządzą światem. Zadałem mu dwa pytani: chińskie samochody i chińskie samoloty pasażerskie.

    Bo weźmy silniki odrzutowe — Chiny były tu strasznie zapóźnione i jakoś nie widzę by to nadrobiły. Pierwszy chiński samolot pasażerski lata, ale procesu certyfikacji nie zakończył. Przykład próby powrotu Rosji na rynek samolotów komunikacyjnych pokazuje, że różne rzeczy tu jeszcze mogą wyskoczyć. Chińskie samochody? Cóż, podobno robią to i owo z sensem, ale jak robią z sensem to i ceny robią się nagle „zachodnie”, a trzeba je płacić za samochody bez serwisu w Europie.
    Innymi słowy: rozwój Chin owszem, jest imponujący, ale koncentrował się na kilku dziedzinach; gdzie indziej wykazując duże braki. Zamykanie granic tym bardziej nie pomoże przezwyciężyć tych ograniczeń. To są dwie dziedziny gdzie o nich wiem, a co jeszcze?

  60. @k.kisiel

    „Twoje prognozy dotyczące przebiegu wojny lepiej zniosły próbę czasu niż te bardziej optymistyczne.”

    Przy czym ja sobie nie przypisuję i nie przypisywałem żadnych szczególnych wojskowych kompetencji. Uwidoczniony w ostatnich miesiącach charakter tej wojny wydawał mi się czytelny z ukraińskich komunikatów frontowych, zwłaszcza lokalnych, już po kilku tygodniach inwazji. W nich nigdy nie było nadmiernego tryumfalizmu.

    „Wojna pozycyjna była na Ukrainie przed lutym, teraz jest pełnoskalowa wojna konwencjonalna w której obie strony używają elementów manewrowych…”

    Dobrze, przyjmijmy Twój opis. Chodziło mi o to, że dwie wyczerpane siły akceptują stabilizację większości linii frontu, inicjując swoje natarcia tam gdzie spodziewają się ograniczonego „kartograficznego” sukcesu, potrzebnego w nadchodzących negocjacjach. W tej chwili dla Rosjan tym sukcesem ma być zdaje się „wyzwolenie” całej ŁRL w jej jednostronnie ogłoszonych granicach, a dla Ukrainy zaburzenie ciągłości rosyjskich zdobyczy na południu. Okno czasowe na te korekty wyznaczą presje materiałowe i polityczne wywierane na obie strony.

    @aldek

    „jest jeszcze nacisk polityczny oraz, tak, wiem że dla wielu „realistów” jest to he-he, presja moralna (więc i społeczna)”

    „Na tym fajnym lewicowym blogu Awal troluje nas trochę monotonnie tymi apelami o lewicowy głos, bardzo to jałowe choć pocieszne.”

    Aldku, zgadzam się z Tobą że presja moralna ma znaczenie. Presję taką na dozbrajanie Ukrainy wywierają w Niemczech Zieloni, których miejski inteligencki elektorat czytelników poruszających wojennych reportaży z „Die Zeit” się tego właśnie domaga. Ale to tylko jeden z kilku segmentów elektoratu nawet tylko samej rządzącej berlińskiej koalicji. Trzeba tę presję wzmacniać, umiędzynaradawiać. Architektką polityki obronnej Zielonych w Bundestagu jest Agnieszka Brugger – polityczka generacyjnie i światopoglądowo najbliższa na polskiej scenie posłom i posłankom „Razem”. Dlaczego więc, odpowiedz mi, nie widać żadnych prób wspólnego wystąpienia z nią którejś z tych Razemowych posłanek lub posłów? Wspólnej deklaracji, wizyty w Kijowie czy choćby Rzeszowie? Jakiegoś wejścia przy tej okazji z polskim lewicowym głosem w niemiecką przestrzeń medialną, o wiele szerszą i bardziej pluralistyczną niż polskie nieprzychylne lewicy media. Które i tak o tym napiszą, jeżeli dwugłos Brugger i Koniecznego pojawi się w „Die Zeit”. To nie są rzeczy niemożliwe do wykonania – Brugger ma polskie korzenie, we wszystkich większych niemieckich mediach pracują polscy dziennikarze. Sam, do diabła, korzystałem z kontaktów z nimi w mniejszego kalibru transgranicznych sprawach uchodźczych – nagłaśniając z sukcesem określony problem. Co takiego niezwykłego proponuję, żeby określać to jako trollowanie?

  61. Co do tego silnego głosu polskiej lewicy – nieśmiało chciałbym zauważyć, że Belka to liberał, coś w stylu lewego skrzydła UW. Natomiast Konieczny – cóż, to człowiek, który znaczy w polskiej polityce mniej od Berkowicza. To ile może znaczyć w Europie. Ogólnie lewica w Polsce jest w głębokim kryzysie i oczekiwanie od niej jakiejś wielkiej sprawczości na skalę kontynentalną to odlot w wyższe stany świadomości, a nie realny program. To naprawdę nie są czasy, kiedy krążyły plotki, że Kwaśniewski może zostać sekretarzem generalnym ONZ.

  62. @mnf
    „wyzywany od „ruskich onucy” i „russlandfersteien”. Nie jest miło słuchać takich rzeczy.”

    Onuce to nie mój zarzut, ale co złego w „russlandversteher”? To neutralne określenie pewnej postawy (a sami versteherzy wręcz się tak samookreślali, że oni niby rozumieją Rosję, a reszta kieruje się memami).

    @awal
    „Sytuacji despotii centralnej Azji nie porównywałbym z naszymi przemianami.”

    Nie chodzi o porównanie Polska-Kazachstan, tylko o trywialny fakt, że wyjście z takich układów trwa wiele miesięcy, nawet lat (Brexit). Piwot Kazachstanu już się dokonał, tak jak Brexit się dokonał razem z referendum – ale nadanie temu ram formalnych będzie jeszcze trwać. Twój argument, że „ale Kazachstan formalnie pozostaje w tym układzie” jest inwalidą.

    „Jak widać bynajmniej.”

    Musisz to rozwinać. Nie widzę u Ciebie uwzględniania „czynnika ludzkiego”, czyli tego, że liderzy mogą sobie ogłosić jakąś decyzję – a ludzie olać i się zbuntować. Na przykład aktywiści mogą blokować przejścia graniczne albo uniemożliwiać tankowcom rozładowanie towaru. Nie uwzglęniłeś tego najdrobniejszym pikselem (a wielokrotnie demonstrowałeś olewanie takiej możliwości).

  63. @kisiel
    „Z jednej strony trzeba przyznać, że Twoje prognozy dotyczące przebiegu wojny lepiej zniosły próbę czasu niż te bardziej optymistyczne. ”

    Wcale nie. Centralną przepowiednią Awala było „low intensity conflict”, powtarzał to wielokrotnie. Teraz mówi o „wojnie pozycyjnej”. Nie ma ani jednego, ani drugiego. Front się raczej dynamizuje. To jest taka „wojna pozycyjna”, jak podczas Barbarossy.

  64. @Konrad Matys

    Witam serdecznie każdego miłego reprezentanta frakcji zgolistowskiej, jednakże prosiłbym, aby po obowiązkowym powtórzeniu motta „Co my możem? Nic zgoła” polemiki ze mną nie ignorowały kluczowych aspektów, na które sam z góry zwracam uwagę. Do Rijadu nie wysyłam posła Dyducha czy posłanki Żukowskiej, lecz Marka Belkę, którego pozycja jako byłego premiera i szefa banku centralnego, byłego amerykańskiego envoya w Iraku i obecnie ekonomicznego cara drugiej siły w PE (szefa biura gospodarczego socjalistów) nie ma bieżącego związku z tym kim był w partyjnej polskiej polityce. Nieprzypadkowo też akcentuję generacyjne i światopoglądowe pokrewieństwo Agnieszki Brugger z Razemitami – jej pozycja w lewicowym skrzydle jednej z mniejszych opozycyjnych frakcji Bundestagu była jeszcze rok temu bardzo podobna do Koniecznego, oni wciąż reprezentują zbliżony obszar ideowy i polityczną ligę. Te klocki się składają, trzeba więcej niż rytualnego żalu nad ogólną niemożnością, by to zanegować.

  65. @gfw
    „Po prawdzie to mały ruch graniczny zabił wcześniej PiS, co nawet bardziej zabolało Polaków, bo Rosjanie z Kaliningradzkiego częściej mieli wizę Schengen, niż Polacy rosyjską.”

    Dziwnie to sformułowałeś. W jaki sposób to uderza w Polaków? Jakie motywacje można mieć, by tam jechać? Na zakupy? Do pracy? Na handel? Zobaczyć grób Kanta? Przecież nawet turystycznie to nieatrakcyjne.

    @awal
    „bajkowej wizji Rosji, jako kraju który mogą opisać jedynie domniemania, plotki, moralne przypowieści.”

    Nie tylko Rosji. Jako korpoludek z długim stażem jestem superceptyczny wobec źródła typu „list zarządu do akcjonariuszy”, bo po prostu z bliska obserwowałem rozbieżność między tym, co widzi prezes a tym, co widzi załoga. Rosja wydaje mi się po prostu radykalniejszym przypadkiem, bo u nas jednak dysydentów się raczej nie zabija, więc mniejszy strach przed ujawnianiem prawdy. W przypadku Rosji zaś zagadką jest choćby to, ile czołgów w oficjalnych statystykach jest naprawdę na chodzie.

    Co do Karabachu, kieruję się tym, co relacjonują media (w tym rosyjskie, oficjalne – panikujące, że Armenia ich zdradziła). Ogólnie w miarę wiarygdny wydaje mi się serwis eurasianet: https://eurasianet.org/eu-emerges-as-major-player-in-armenia-azerbaijan-negotiations

  66. „fajnie jest sobie pomarzyć o wielkich, uzwiązkowionych fabrykach, ale właściwie kto ma w nich pracować? Właściwie cała UE, w tym Polska, ma niskie bezrobocie”

    „Bullshit Jobs” Graebera sugeruje, że kraje zachodnie mają spore bezrobocie ukryte i znalazłaby się grupa ludzi skora do zmiany pracy na mniej bullshitową.

    Poza tym (anecdata alert) znam sporo ludzi, którzy wróciliby do swoich rodzinnych miasteczek, gdyby tylko były tam godne zarobki, więc fabryki na zadupiu niekoniecznie muszą być jakimś czynnikiem blokującym. Znam też przypadki osób, które zrobiły kierunek inżynierski, ale w tym momencie obracają excelami albo programują, gdyż przemysł w Polsce nie daje tak dobrych perspektyw – przeniesienie zakładów mogłoby poprawić również ich sytuację.

  67. @wo
    „W jaki sposób to uderza w Polaków?”

    Mały ruch graniczny służył okolicznym Polakom do przemycania i wprowadzania do obrotu (a to przestępstwo skarbowe) taniego paliwa z Rosji. Ok, część z nich może kupowała na własny użytek, ale to nie tłumaczy dziwnej lokalnej popularności pewnej benzynowej odmiany passata w wersji taksówka, ze stulitrowym zbiornikiem paliwa.

  68. @WO
    „ale co złego w „russlandversteher”?”

    No może to, że stawiam przeciwne od nich postulaty np. dozbrajanie Ukrainy – czy może: moje „rozumienie” Rosji to nie empatyzowanie z wizją świata jej władz, lecz szukanie sposobów skutecznej kontrakcji wobec jej realnego potencjału korumpowania Zachodu i niszczenia Europy Wschodniej.

    „Piwot Kazachstanu się dokonał”

    Co jest jego objawem? Usuwanie rosyjskich firm? Rugowanie języka rosyjskiego? Głosowanie przeciw Rosji w ONZ? Niestety obawiam się, že im bardziej wejdziemy w szczegóły tym bardziej będziemy widzieć rosyjskie aktywa a nie piwoty, tak jak nie da się niestety ostatecznie nie zobaczyć tych rosyjskich żołnierzy w Karabachu.

    „Nie widzę u Ciebie uwzględniania „czynnika ludzkiego”, czyli tego, że liderzy mogą sobie ogłosić jakąś decyzję – a ludzie olać i się zbuntować. Na przykład aktywiści mogą blokować przejścia graniczne albo uniemożliwiać tankowcom rozładowanie towaru. Nie uwzglęniłeś tego najdrobniejszym pikselem…”

    Przypomnę więc może, że pierwszy i jak dotąd raczej jedyny uczestnik dyskusji zwracałem uwagę na tragiczny los owych obdżektorów pod rosyjską okupacją – dziennikarzy, działaczy samorządowych, nauczycieli. Pisałem, że rolą lewicy jest niewygodnie pytać „Gdzie jest Oleh?”, gdy wszyscy podadzą sobie ręce po uzgodnionej „deeskalacji”.

    Jednocześnie jednak uważam, że jest rzeczą nieuczciwą, aby w sytuacji gdy mamy w Polsce, na lewicy, niewykorzystane rezerwy bezpiecznego politycznego działania przeciw Rosji, oczekiwać że robotę tę za nas wykona Andrzej Poczobut, anonimowi białoruscy kolejarze czy inni ryzykujący za nas aktywiści. Jest to zresztą zazwyczaj również nierealistyczne: nawet „masowe” białoruskie protesty były wciąż przede wszystkim mobilizacją miejskiej inteligencji, tylko w niewielkim stopniu objęły inne grupy społeczne. Niestety Łukaszenka czy Putin dość dobrze rozpoznają próg odporności własnych społeczeństw i nie naruszają krytycznie ich struktury: aktywną opozycję umieją ograniczać i kanalizować. To oczywiście dobrze, że ta nieliczna dzielna opozycja tam jest, ale przede wszystkim liczmy na siebie i rozliczajmy siebie: polityczną lewicę demokratycznej części Wschodniej Europy.

    „To jest taka „wojna pozycyjna”, jak podczas Barbarossy.”

    Podczas której, przypomnijmy, Niemcy zdobywali na Ukrainie średnio 30 km dziennie… Militarne oceny z mojej strony zawieszam do końca czerwca – nie uchylę się od precyzyjnej weryfikacji mych wcześniejszych przewidywań.

  69. @wo
    „Nie widzę u Ciebie uwzględniania „czynnika ludzkiego”, czyli tego, że liderzy mogą sobie ogłosić jakąś decyzję – a ludzie olać i się zbuntować…”

    …w odpowiedzi na co liderzy zabronią olewać i zakażą się buntować – szach mat, lewaki! Apeluję o niemitologizowanie „czynnika ludzkiego”.

    „Na przykład aktywiści mogą blokować przejścia graniczne albo uniemożliwiać tankowcom rozładowanie towaru”

    Cytując klasyka: „a ile ci aktywiści mają dywizji?”. Przecież można ich rozgonić, tak jak tych blokujących przejście polsko-białoruskie, tych od Occupy Wall Street czy tych od wycinki puszczy. Nie żyjemy w anarchistycznym squacie, w rzeczywistości wszystko zależy jak zwykle od decyzji polityczno-administracyjnych (którym ludzie się oczywiście podporządkują, no bo co mają robić?).

  70. @wo
    „W jaki sposób to uderza w Polaków?”

    Przygraniczne wycieczki Rosjan nabijały ruch w handlu i usługach (np.stomatolodzy). W niedzielę o 10 rano od kasjerki w Ikea Gdańsk można było usłyszeć tekst „no wreszcie ktoś mówi po polsku”. Całe wycieczki autokarowe przyjeżdzały na weekend, również z noclegiem z soboty na niedziele, więc hotele też zarabiały.

  71. @WO Rosjanie w Karabachu
    W zalinkowanym tekście stoi „Russia, however, is not being pushed aside entirely. The 2,000-strong peacekeeping force that Russia has maintained in Karabakh since 2020, as well as overall close ties with both countries, ensures that it will continue to play an indispensable role”

    Militarnie jestem niestety pesymistą (w serduszku liczącym na miłe zaskoczenie), w tym sensie, że boję się, że ewentualna ofensywa na przełomie czerwca-lipca to moim zdaniem ciągle może być ofensywa rosyjska (to oni odbijali się od przepraw przez rzeki a warunki hydrologiczne się polepszą). W głębi serca liczę, że Ukraina wykrwawia wojska rosyjskie zbiera sprzęt (Panzerhaubice są już na froncie, Kraby też, HIMARsy i MLRSy częśćiowo już są, częściowo mogą niedługo być) i przejdzie do ofensywy. Ale to wymagałoby chyba też przełomu na polu WRE gdzie Rosja się ogarnęła (z drugiej strony tutaj dostawy sprzętu by mogły być kluczowe i nawet nie bardzo ogłaszane).
    Natomiast chwilowo wojna jest pozycyjna, nie w sensie „WWI” ale wioski przechodzą z rąk do rąk po parę razy, w wielu miejscach stosuje się uporczywą obronę a nie manewrową.
    Tym razem sięgając do doświadczeń nie z Hoi4 tylko z Wesnoth – tak Cooper jak i „Ukraina: Wojna” wskazują, że tam gdzie ukraińcy atakują to często wygląda to w ten sposób, że ataki są w nocy, jak rozumiem na zasadzie infiltracji, wykorzystania sprzętu noktowizyjnego, korzystania z przewagi morale. Siłą rzeczy (także pewnie z braku sprzętu) taka ofensywa jest wolniejsza, to stopniowe rozpoznawanie punktów, izolowanie ich i likwidowanie noc po nocy (naprawdę aż człowiek sobie wyobraża statystki oddziałów obu stron na modłę Wesnoth).
    @Awal
    O ile militarnie mam myślę podobne odczucia to nie bardzo rozumiem (to już kwestia militarno-polityczna) podejścia „Rosja gra z zachodem na zasadzie „nie eskalujemy i wy nie eskalujcie”. Jak słusznie zauważono – czego Rosja nie robi? Prowadzi wielkoskalową wojnę, dokonuje systemowych zbrodni wojennych czemu towarzyszą głosy o potrzebie zniszczenia, wymazania Ukrainy.
    Przecież sposób prowadzenia wojny przez Rosję utrudnia dogadanie się z Zachodem. Jakby grała bardziej „sportowo” to by politycy Zachodu nie musieli się borykać z presją społeczeństwa. Możemy dyskutować czy to nieudolność generałów czy planowe działanie i czy Rosja ma w tym interes (np. danie przykładu innym krajom w strefie wpływów powiedzmy jak Hitler pokazowo niszczył Warszawę) ale na pewno nie pomaga to w osiągnięciu BAU.

    Mam też wrażenie, że będąc znetworkowany ze środowiskami, które uczestniczą siłą rozpędu w rozmowach/planowaniach współpracy gospodarczej Rosja-EU możesz naddawać im znaczenia. Pewne rzeczy się toczą swoim torem niezależnie od ich sensowności. Niemcy w 1945 skończyl kręcić produkowany od 1943 roku film propagandowy o Kołobrzegu. Wydawali w tym czasie na to środki, chociaż nie miało to żadnego sensu.

    Rosja staje się nieprzewidywalna, bo przecież nawet jeśli wojna z Ukrainą się skończy to za parę lat może znowu zrobić podobną akcję gdzieś indziej. Przede wszystkim jeśli takie fabryki baterii miałyby zastąpić Rosji dochody ze sprzedaży węglowodorów to jakie by musiały mieć obroty, przy jakiej marży?
    Nie mówimy przecież o ich technologii, tylko o składaniu ich. Załóżmy, że marża będzie dwa razy mniejsza (chociaż uważam, że to grube niedoszacowanie ale wiadomo, że to dane z palca do tego marża na ropie zmienia się dramatycznie przy różnicach cen ropy). W 2020 Rosja wyeksportowała Paliw+Węgla za 150 Miliarda dolarów.
    Powiedzmy, że będą chcieli zastąpić 70 miliardów takimi fabrykami, ale w tym celu będą musieli wyeksportować baterii nie za 70 tylko 140 (bo marża). Jak? Kim? Uciekającymi inżynierami? Jakie są szanse, że ta migracja za rok-dwa wróci w ramach BAU? Zamieni Nowy York, Houston, Londyn, Monachium czy nawet Warszawę na Moskwę?
    Pomijam już tu kwestię na ile inwestorzy będą chcieli inwestować w kraj, gdzie ryzyko nacjonalizacji/braku dostaw rośnie. Gdzie łapówkarstwo kwitnie. Wszystko się da – le to oznacza większe ryzyko, czyli większe oczekiwane zyski, czyli marża spada. Te 70 mld to już nie 140, tylko 200.

    Naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, że po mocnym ucięciu zysków z węglowodorów Rosji zostanie coś więcej niż kroplówka.

  72. @Awal
    Myślę, że wszyscy się zgadzamy, że fajnie by było gdyby lewica robiła rzeczy o których piszesz, niekoniecznie się zgadzamy z tym, czy polska lewica jest w stanie takie rzeczy robić i absolutnie nie rozumiemy, co da napisanie tego samego po raz trzydziesty na blogu (Byłego) Felietonisty z Relatywnie Oddanym Aczkolwiek Nielicznym Fandomem.

    30 czerwca nie będzie żądnej weryfikacji, bo jedynym wnioskiem będzie, że walki trwają i nadal nic nie wiadomo, trzeba obserwować. Nawet jeśli Ukraińcy rozpoczną ewakuację Łysyczańska albo wejdą do Chersonia, albo oba albo nic z tego.

    Rosja może tę wojnę prowadzić jeszcze bardzo długo – czynniki społeczne czy ekonomiczna płynność mogą pogarszać stan jej gospodarki, ale zapasy sprzętu ma ogromne i nawet te T-62 są skutecznym sposobem na strzelanie do budynków i cywili (ponoć T-63 były dobrze zakonserwowane w czasach Sojuza, Rassija już środków na konserwowanie nowszych czołgów nie miała).
    Ilość sprzętu będzie maleć, niezadowolenie społeczne będzie rosnąć, ale to Rosji nie zatrzyma. Jedyne co ich może zatrzymać to całkowite rozsypanie się łańcucha produkcji i transportu związane z brakiem części zamiennych – ale w tym celu zachód musi utrzymać sankcje, a Chiny nie mogą zastąppić zachodu jako dostawcy części zamiennych, łożysk, obrababiarek i podbnych (nie wszystko i nie od razu, ale mogliby przedłużyć dzialanie rosyjskiej machiny).
    Ten proces już trwa, ale nie da się jego tempa ocenić. Kompresory mogą pochodzić kilka miesięcy bez przeglądu/serwisu, a gdy zaczną padać można kanibalizować mniej ważne urządzenia, ale każdy taki przypadek zwiększa obciążenie całego systemu, więc proces sam w sobie jest dość trudny do oceny.

    Ukraina ponosi straty porównywalne z Rosją w czasie Barbarossy jeśli chodzi o PKB czy terytorium. Ale dopóki ludzie bardziej nienawidzą ruskich niż wojny, Zachód będzie dostarczał amunicję (i sprzęt) a Ukraina dostanie/pożyczy 6 mld USD na miesiąc, będzie walczyć dalej.

  73. @awal
    Stwierdzenie że Ukraińcy „akceptują” przebieg linii frontu jest delikatnie mówiąc niefortunne. Bardzo chcieliby wyrzucić ruskich ale nie mają na to sił. Podobnie Rosjanie nie bardzo „akceptują” istnienie Ukrainy. Co do strategicznych celów obu stron i alokacji środków to pełna zgoda, chce się zacytować zdanie (chyba) Clausewitza że celem wojny jest zawarcie korzystnego pokoju. Nie zapominając o tym co pisał o nieprzewidywalności i losowości.

    @wo
    Konsekwentnie wytykałem i wytykami Awalowi nieprawidłowe (według mnie) używanie terminologii wojskowej. Właściwą nazwą na to co się dzieje w Ukrainie jest „prolonged war” a zdecydowanie nie „low intensity conflict”. Ale pomijając czepianie się słów, dla mnie centralną przepowiednią Awala było że sankcje niestety nie powstrzymają rosyjskiego natarcia w krótkim okresie oraz nie spowodują zmiany ustroju w Rosji w dłuższym okresie.

    Co do rzekomego „strajku włoskiego” litewskich celników, to czy na pewno mamy tu do czynienia z oddolną inicjatywą funkcjonariuszy? Czy to nie jest jednak tak że po prostu mają rozkaz trzepać ruskich na wszystkie możliwe sposoby, na przykład żeby upewnić się że nie przemycają broni?

  74. Na wielką ukraińską ofensywę bym nie liczył, bo ona nikomu nie jest na rękę. Putin nie jest racjonalny i może zacząć bawić się czerwonymi guzikami. Wygląda to tak, że Zachód chce wykończyć Rosję metodą gotowania żaby. Żadnych spektakularnych sukcesów, dosyłanie dostaw broni i wsparcia finansowego, sankcje. Pewnego dnia coś w państwie rosyjskim zatnie się na amen i będzie po wojnie.

    @Awal
    Odrobinę realizmu. Na dziś największa polska partia lewicowa zajęta jest sobą, czyli liderem, który odkrył w sobie wewnętrznego Jarozbawa, Razem jest tylko przystawką bez perspektyw, a reszta to drobnica. Do tego coraz ostrzej widać rozjazd między aparatem pogrążającym się w onirycznych wizjach odbijania elektoratu socjalnego PiSowi, a elektoratem, który na dziś może być już statystycznie bardziej liberalny niż fani Konfederacji, co w końcu musi zakończyć się bardzo źle. Nie, tej agendy nie ma za bardzo kim prowadzić i będzie jeszcze gorzej.

  75. @awal
    „Rosja zarabia w tej chwili więcej na węglowodorowym eksporcie niż przed inwazją, co jest m.in. wynikiem nadal trwających dostaw do Europy – wartych 53 mld euro w pierwszych 100 dniach wojny. ”

    …które kosztowały Rosję 100 mld dolarów.

    Bardzo mnie bawiło, Awalu, gdy pod notką o realpolitik prychałeś z całą resztą, że to realpolitik, pfuj, antyludzkie i paskudne. Wystarczyło chwilę poczekać, nawet nie do 30 czerwca, by dostać kolejny twój firmowy zestaw realpolitik. Zachód sobie wybuduje, Zachód sobie przesunie, Rosja sobie zbuduje i przesunie, koncern sobie zainwestuje, tutaj strefa wpływów, tam linia demarkacyjna. A lewica niech napisze coś o Ukraińskich nauczycielach w niemieckiej gazecie, bo Prawdziwi Gracze i tak sobie przesuną i zbudują, cóż więc zostało do zrobienia.
    Jest to podwójnie zabawne, kiedy z jednej strony przedstawiasz konflikt jako klasyczny koncert mocarstw dziejący się wysoko ponad naszymi głowami, którego wynik i tak już został przesądzony, bo niemieckiemu mieszczuchowi jest zimno, a z drugiej strony równocześnie wymagasz od nas jakiejkolwiek odpowiedzialności w tej sprawie (ach, studziłem zapały, ach, lewico z ttdkn, pora przemyśleć swoje nastawienie, dlaczego nie ma jeszcze tekstu o nauczycielach?). I równocześnie żądasz występów Koniecznego w Bundestagu (ilu europosłów przemawiało w Bundestagu w tym roku?). Ja bym się nie rozdrabniał i zawołał sobie od razu jedynkę w jutrzejszym New York Times.
    Tak drobne kwestie jak nastawienie Ukraińców, utrzymanie zdobytego terenu, nastawienie samych Rosjan do wojny i poboru – nie zaprzątają twojej głowy. Tak drobne kwestie, jak infrastruktura rosyjska, dostęp do części zamiennych i specjalistów – też niespecjalnie. Również zmiany klimatu, pożary (największe w historii, dalej nie ogarnięte przez armię), susza, możliwy głód na świecie, który może znacznie przyspieszyć reakcję zachodu – też trzeciorzędne kwestie. Bo koncern sobie dyskutuje o fabryce baterii w Królewcu, także najwidoczniej sprawy muszą być już dogadane.

  76. @awal „Jednocześnie jednak uważam, że jest rzeczą nieuczciwą, aby w sytuacji gdy mamy w Polsce, na lewicy, niewykorzystane rezerwy bezpiecznego politycznego działania przeciw Rosji, oczekiwać że robotę tę za nas wykona Andrzej Poczobut, anonimowi białoruscy kolejarze czy inni ryzykujący za nas aktywiści.”
    To jakiś alternatywny świat chyba jest. Jak ta mityczna polska lewica ma siedzieć w więzieniu (Poczobut) czy wykolejać białoruskie pociągi (kolejarze)? Belka ma juz swoje lata, nie każmy mu latać po białoruskich nastawniach…

    @”Przypomnę więc może, że pierwszy i jak dotąd raczej jedyny uczestnik dyskusji zwracałem uwagę na tragiczny los owych obdżektorów pod rosyjską okupacją”
    To jakis powód do chwały, gdyby nawet na chwilę uznać, że to prawda i nikt inny w ogóle sie nad losem tych nieszczęśników nie pochylił? Co daje Zwrócenie Uwagi Na Tragiczny Los Aktywisty na konkretnie tym tutaj blogu WO? To blog, nie konferencja, po której zostanie książka z Twoim pamiętnym referatem, na który można będzie się kiedyś powołac przypominając zasługi.
    Może jednak, wystarczy, że te 645 razy napisałeś o Belce, Koniecznym oraz Biedroniu i możemy przejść do innych, mniej jałowych tematów?

  77. @Awal
    „czy jednak – mili koledzy – nie przeszacowywaliście anty-rosysjkich czynników, na jakie się powoływaliście. Czym niestety czyniliście szkodę Ukrainie, bowiem potrzebuje ona silnego wsparcia politycznego w swojej obecnej realnej, a nie fantastycznie wykreowanej sytuacji. Owszem, fantastyka (memy, przyśpiewki, filmiki z frontu) jest ważna, aby utrzymywać w orbicie poparcia Ukrainy ludzi niezbyt rozgarniętych – typu nasza prawica – ale na wschodnioeuropejskiej lewicy nie możemy sobie na nią pozwolić. Pisanie wśród nas w marcu i kwietniu w tonie „Putin padł, bo wytracił czołgi pod Kijowem” niczego dobrego nie przynosiło. Niestety, Putin nie padł, wciąż ma czołgi i haubice, a Ukraina ma ich niestety mniej. Od siły politycznego głosu wschodniej Europy zależeć będzie, czy uda się tę sytuację zmienić”

    Wydaje mi się, że jednak troszeczkę uderzasz w chochoła. Zakładając, że wojna jest obrzydliwym, ale środkiem do osiągania politycznych celów, Putler nie osiągnął żadnego racjonalnie rozumianego celu, przeciwnie, uniemożliwił sobie ich realizację przez najbliższe dekady. Ukraina nie będzie drugą Białorusią, nie będzie rosyjskich dywizji na zachodniej granicy z państwami NATO, nie będzie negocjacji z pozycji siły z krajami UE jeśli chodzi o dostawy węglo-wodorów, UA jest kandydatem to UE, Finlandia i Szwecja chcą do NATO, sankcje uzależnionej od UE FR jak się szacuje spowoduję tylko w tym roku recesję nawet -10% pekabu, więc wewnetrznie też słabo.

    Sądzę, że większość komentatorów zauważa historyczną zmianę na miarę 4 czerwca ’89, wind of change, final countdown. Noale jak część z nas pamięta, te zmiany trochę trwały. Jaruzelski został jeszcze prezydentem, wojska radzieckie opuściły Polskę ponad 4 lata później. Chyba tego nie trzeba tłumaczyć?

    Nie znam się na militariach, ale z tego co mądre głowy piszą, cele militarne, te strategiczne nie zostały zrealizowane. Interwencja wojskowo która miała przypominać zapewne tą w Czechosłowacji zamieniła się w regularną wojnę (monstrualny błąd w kalkulacjach), dekapitacja rządu i zajęcie całej UA można już włożyć między bajki, zajęcie i okupacja kraju na wschód od Dniepru wydaje się bardzo mało prawdopodobna, nie widać również szans na zajęcie Odessy i odcięcie UA od morza. Być może uda się utrzymać wybity korytarz lądowy na Krym. Może. Wystarczy jedna udana kontrofensywa dzięki której główna droga będzie w zasięgu UKR artylerii i można uznać to również za fiasko.

    Okupowanie obecnie zajmowanych, zniszczonych wojną obszarów nie da również korzyści materialnych. Oczywiście rozkradną co sie da, ale co dalej? Górnicy, rolnicy, robotnicy z zakładów przemysłowych albo zginęli albo uciekli albo będą inwalidami. Infrastruktura, maszyny, narzędzia to wszystko będzie w gruzach. Żeby to podźwignąć potrzebne będą ogromne inwestycje, skąd Putin weźmie na to kasę?

    Rosyjska gospodarka jest uzależniona od Zachodu. Bez niego modelem będzie zbliżała się krok po kroku do autarkii Kima. Nie wykluczam, że nastąpi jakiś reset za parę lat, ale na pewno nie z Putinem i jego przybocznym. Czy zmiana warty będzie gładka czy nie to się okaże, ale jest to raczej nieuchronne. Licencje, soft Rosja ma zachodu, maszyny tak samo, linie produkcyjne bez oprogramowania, części zamiennych się wysypią. Tak jak industrializacja ZSRR przed wojną opierała się na Stanach, tak teraz na Niemczech. Ale powiedzmy, że będą produkować te baterie. Komu je będą sprzedawać? Na jaki rynek to ma iść? Kto podpisze z nimi długoterminowy kontrakt na baterie do samochodów? Czy cokolwiek miałoby to być. Poza tym tak duży kraj nie utrzyma się z jednego zakładu ani nawet jednej specjalistycznej gałęzi przemysłu.

  78. @Konrad Matys
    „Gospodarka przemysłowa to ludzie żyjący z własnej pracy, którzy mogą się okazać zadziwiająco asertywni, a nawet o zgrozo dojść do wniosku, że w sumie to żadnego Ojca Narodu nie potrzebują (tu kłania się różnica między Rosją a Białorusią)”

    Mogę prosić o rozwinięcie? Chodzi mi o tę różnicę między Rosją i Białorusią w tym konetkście.

    @Awal i plany strategiczne rosyjskich centrali

    Nie będę udawał, że się znam na tym temacie, ale czytałem o planie wyjścia z zależności importowej po 2014 i o tym, jak to wyglądało w praktyce. Np. na stworzeniu rosyjskiego traktora „Mrówka”, który okazał się być montowanym na miejscu czeskim Zetorem z gotowych części. I w drugą stronę na zastąpieniu rodzimej produkcji maszyn gónriczych czeskimi, bo oligarchom opłacało się to bardziej, niż pozwolić na istnienie niezależnych biznesów, któych nie mogli kontrolować. Dlatego byłbym ostrożny z braniem rosyjskich oficjalnych planów za pewnik.

  79. No ale rosyjski rząd zapowiedział, że w kooperatywie z Koreańczykami będzie produkował w Królewcu baterie kwarkowo-gluonowe. Jesteśmy zgubieni, jak mawiał Stachu Jones.

  80. @Paweł Ziarko

    „Dlatego byłbym ostrożny z braniem rosyjskich oficjalnych planów za pewnik.”

    One są dość realistyczne pod względem uwzględniania oligarchii i korupcji – zakładają kluczową rolę administracji prezydenckiej jako czynnika instytucjonalizującego oba zjawiska.

    @D.N.L

    „Naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, że po mocnym ucięciu zysków z węglowodorów Rosji zostanie coś więcej niż kroplówka.”

    Jak już tu kiedyś zgrubnie wyliczałem, produkcja EV to może być kilka-kilkanaście procent rosyjskich dochodów z węglowodorów. Resztę zastąpić ma produkcja eko żywności dla Europy, wydobycie metali rzadkich i produkcja chemiczna (nawozy) oraz zapewne – duża luka, którą wypełnią europejskie „subsydia ekologiczne” płacone za „usługi ekosystemowe”. Nie tylko Rosji zresztą płacone, ale również całemu globalnemu południu, jeśli światowy bilans zielonej transformacji ma się jakkolwiek spiąć. To jest mniej więcej perspektywa jaką Zachód otworzy Putinowi czy post-Putinowi. Gra idzie o to, aby ten Zachód to również była Wschodnia Europa. Zgadzam się w tym jednym punkcie z wizją „wind of change”: to ważna, historyczna gra.

    @Piotrek Markiewicz

    „Również zmiany klimatu, pożary (największe w historii, dalej nie ogarnięte przez armię), susza, możliwy głód na świecie, który może znacznie przyspieszyć reakcję zachodu – też trzeciorzędne kwestie.”

    Może nie trzeciorzędne, ale jednak chyba nie aż tak pierwszorzędne jak dostęp do amunicji artyleryjskiej. Rosja go ma (rezerwy), Ukraina musi ją otrzymywać z Zachodu, który – bez gwałtownego zwiększenia produkcji – nie dostarczy wiele więcej niż aktualnie przekazane 300 tys. sztuk, ocenianych jako zapas na ok. 40 dni. Dlatego to właśnie, w czasie kiedy Belka w Rijadzie walczy o każdy dolar obniżki cen ropy (by Rosji zaczęło brakować na emerytury), Danuta Hübner z innej opcji politycznej, ale jednak również z grupy intelektualnie sprawnych polskich europosłów, kończy prace nad kryzysowym projektem – opartym o wzorce covidowe – unijnych subwencji „Munitions for freedom”, dzięki którym wyprodukowane zostanie w wyselekcjonowanych europejskich zakładach z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem kolejnych 300 tys. sztuk. Właśnie to robi, powiedzcie mi że właśnie to robi. Nie? Dlaczego? Ach, dlatego że Putina i tak wykończą pożary i susza, już mu zaczęli final countdown. Uff… Przepraszam, spanikowałem!

    Niestety, jako polski wyborca muszę oglądać bierność i niesprawność kluczowych polskich polityków w egzystencjalnych dla Ukrainy i Polski sprawach (kluczowych polskich polityków, czyli tych intelektualnie sprawnych i nie pro-putinowskich, zatem z definicji nie PiS-owskich: przypominam, cała czołówka PiS hołubiła Trumpa jeszcze w styczniu 2021 r., a Orbana i Le Pen jeszcze w styczniu 2022 r.)

    Tę polityczną bierność i niesprawność oglądam w czasie, kiedy sam – podobnie jak duża część społeczeństwa – przechodzę czas specjalnej mobilizacji i szybkiego uczenia się nowych około-wojennych tematów. Dlaczego mam ją usprawiedliwiać? Dlaczego mam zamykać oczy na nadchodzące konsekwencje: zmuszoną do niekorzystnego pokoju Ukrainę i Rosję normalizującą stosunki z Zachodem naszym kosztem?

    Rozumiem, wielu Wam to nie przeszkadza, macie tożsamościowe oczekiwania od Waszych reprezentantów – którzy mają po prostu być na boisku.

    Ja jednak oczekuję od nich konkretnych działań – proszę tych z Was, których to bawi o jednak nie karykaturyzowanie tych oczekiwań. Zdaję sobie sprawę, że ma tu miejsce mechanizm „kazał pan, musiał sam” więc z wolna przechodzę w tryb, kiedy tę rolę w wąskim wycinku biorę sam na siebie. Nie jako Awal rzecz jasna, pod nazwiskiem – i nie jako polityk również, ale jednak bliżej niż dotąd polityki. Serdecznie dziękuję Wam za dyskusję i polemiki.

  81. @Awalu, wywołany przez Ciebię, śpieszę wytłumaczyć. Zieloni w Niemczech trochę rządzą, nasze Razem jest fajoskim lewicowym ziarenkiem które owszem miało i chyba nadal ma wielki wpływ na oddziadersowienie naszej polskiej lewicy, i chyba tyle. A ten Marek Belka jest politycznym trupem, jego uczestnictwo w irackiej hucpie dziś bardziej mu szkodzi niż pomaga, ale oczywiście mogę się mylić, i kolesie od Blaira którzy z nim żyrowali tę hańbę może coś tam znaczą w jakimś networku. Oby nie. Ja w każdym razie serio bym się bał tego, że – w ramach przyszłego sukcesu lewicy – Belka czy tam Cimoszewicz czy inny Rosati znów powłażą na świeczniki.
    Jak Ci pisałem wyżej i jeszcze raz napiszę – gdy lewica dojdzie do władzy w Polsce, jako koalicjant, wtedy będziemy się domagać od nich ostrych wystąpień. Mało tego, będziemy się domagać rezultatów, bo gadanie to w sumie zawsze było i będzie tanie. I sądzę, że się nie zawiedziemy.
    Teraz – i tu się zgadzam – trzeba na sprawę patrzeć trzeźwo. Zachowując sensowny sceptycyzm wobec odruchów serca nie wolno też popadać w jakiś straszny fatalizm. Rosja była, jest i będzie despotyczna i imperialna, ale na razie perspektywy na zrealizowanie jej celów wyglądają niespecjalnie. Reżimu w Kijowie nie zainstalowali, te ich całe baterie do elektrycznych żiguli też się jakoś nie pojawiły.
    To napisawszy muszę dodać, że reżimy i gospodarki, zwłaszcza przestawiane w tryb wojenny, bywają zaskakująco żywotne. Zatem, podsumowując mój osąd: nie będzie ani upadku Rosji, ani napędzanych prądem ład.

  82. @awal „Danuta Hübner z innej opcji politycznej, ale jednak również z grupy intelektualnie sprawnych polskich europosłów, kończy prace nad kryzysowym projektem – opartym o wzorce covidowe – unijnych subwencji „Munitions for freedom”, dzięki którym wyprodukowane zostanie w wyselekcjonowanych europejskich zakładach z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem kolejnych 300 tys. sztuk [amunicji]. Właśnie to robi, powiedzcie mi że właśnie to robi. Nie? Dlaczego?”
    Bo… tak się nie produkuje amunicji? Jeśli na serio uważasz, że tak się ją robi, to z kolei ja już wiem, jakim cudem możesz szczerze wierzyć w te kalinigradzkie elektryczne samochody. Co tam 300 tysięcy, bez kozery powiem pińcet!

  83. @Awal
    „Może nie trzeciorzędne, ale jednak chyba nie aż tak pierwszorzędne jak dostęp do amunicji artyleryjskiej. ”

    Tu się w pełni zgadzamy. Też nie sądzę, żeby Rosję obaliły pożary tajgi. Piszę o tych wszystkich czynnikach, żeby podkreślić twoje myślenie realpolitikera. Żyjemy w państwie, który cały przechodzi cykliczne wstrząsy z powodów, których różni realpolitikerzy w ogóle nie brali pod uwagę. Od podwyżek cen mięsa, po kryzys migracyjny na Bliskim Wschodzie, który Polacy widzieli tylko w telewizji.
    O wyniku wojny może przesądzić nie stan rosyjskich zapasów amunicji, a np. bochenek chleba za 2,5 euraska w Niemczech. Ale – oczywiście – wynik jest już znany, mocarstwa się dogadały, koncerny przyklepały, zadzwoń do Arabii Saudyjskiej, lewico.

    „dzięki którym wyprodukowane zostanie w wyselekcjonowanych europejskich zakładach z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem kolejnych 300 tys. sztuk”

    A potem myk! te zakłady przestawiamy na produkcję amunicji artyleryjskiej jak w HoI4 i już, paski stanów w jednostkach się ładnie uzupełniają. Trzeba najechać kursorem.

    „z wolna przechodzę w tryb, kiedy tę rolę w wąskim wycinku biorę sam na siebie”

    Mam nadzieję, że będzie to co najmniej występ w primetime na ZDF, inaczej wszyscy będziemy bardzo rozczarowani.

  84. @aldek

    „Belka jest politycznym trupem”

    – który jednak, przyznajmy, przeprowadził właśnie w PE zniesienie unijnych ceł i kontyngentów taryfowych dla Ukrainy. Jak na trupa sporo, jak na żywego MEP reprezentującego drugą co do liczebności grupę w kluczowych komitetach – w czasie wojny jednak za mało.

    „gdy lewica dojdzie do władzy w Polsce”

    – nie zrobi wiele bez kontaktów w Europie, których nie wyrabia teraz. Nie buduje zaufania partnerów, nie pokazuje swoich ludzi. By zacząć wyrabiać te kontakty, nie trzeba mieć w Polsce władzy, trzeba mieć mądrą propozycję na ważny dla obu stron temat, zaprosić kogoś do Warszawy, pokazać się jako wiarygodny partner. Wszystko to się da i Razem powinno już nie tylko robić dobre konwencje partyjne [1] (których wg moich polemistów „nie dało się” robić jeszcze rok temu), ale wejść już na ten wyższy poziom.

    [1] https://youtu.be/yhro54htgPI

  85. @awal
    ” Co takiego niezwykłego proponuję, żeby określać to jako trollowanie?”

    Odpowiadając zupełnie serio – w czasach niekomercyjnego internetu, gdy trollowanie było jeszcze ciągle sztuką dla sztuki, pojawiały się pierwsze FAQ na temat tego zjawiska. Z któregoś pamiętam taki mniej więcej opis, że trolling może polegać także na uporczywym poruszaniu jakiegoś tematu na niewłaściwym forum. Powiedzmy, propagowanie wegetarianizmu na forum o pizzy. Częściowo ontopic, bo każda pizza jest dobra, wegetariańska też. Ale jednak gdyby ktoś uparcie na każdą wzmiankę o anchovies czy o sardelach wskakiwał z wywodami o tym, że ryby też ludzie i cierpią, byłby to trolling.

    To jest niszowy blog nieistotnego nauczyciela. Nigdy tu nie zajrzy jakiś uprzywilejowany i bogaty sqrviell z europarlamentu. Ja ich wszystkich hurtowo hejtuję, a oni się nie przejmują, bo nie wiedzą o moim istnieniu. I tak się elegancko rozmijamy, każdy w innym wymiarze marvelowskiego multiversum. Twoje wywody o tym, co powinien Belka, są generalnie słuszne i się z nimi zgadzam. Ale czemu zawdzięczam zaszczyt goszczenia ich akurat u siebie?

  86. @Piotrek Markowicz
    A potem myk! te zakłady przestawiamy na produkcję amunicji artyleryjskiej jak w HoI4

    Wystarczy, że się je pobuduje i uruchomi, jak to się odbyło w 1914-1915 roku, zresztą po obu stronach frontu. Obie koalicje rozpoczynały wojnę w przekonaniu, że naprawdę intensywne działania potrwają ze dwa, trzy miesiące. Zapasy gotowej amunicji – i materiałów do jej produkcji – były dostosowane do tych oszacowań. Dodatkowy kłopot stwarzały nietrafne, przedwojenne prognozy co do potrzebnych kalibrów i typów amunicji artyleryjskiej (zakładano, że w szybkich, manewrowych działaniach szczególnie przydatne będą szrapnele). Pojawiały się kryzysy zaopatrzeniowe, np. takie
    https://en.wikipedia.org/wiki/Shell_Crisis_of_1915
    i strony wojujące musiały szybko rozbudować fabryki materiałów wybuchowych i amunicji.
    Niemcy musieli na dodatek wdrożyć na skalę wielkoprzemysłową syntezę azotową (amoniaku, metodą Habera-Boscha), bo od samego początku zostali odcięci od dostaw azotanów z zagranicy.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Haber_process
    Z tym ostatnim pewnie by nie zdążyli, gdyby nie zajumali grubych tysięcy ton saletry chilijskiej (NaNO3) po zajęciu portu w Antwerpii, co im zapewniło zapasy na okres przejściowy.
    Koniec końców produkcję rozwinięto na tyle szybko i sprawnie, że ani pod Verdun, ani nad Sommą na brak amunicji nikt nie narzekał.

  87. @wo
    myślę, że Awal szczerze wierzy, że jedno z dwojga jest prawdziwe
    1. Ktoś z lurkujących/komentujących tutaj ma przynajmniej wśród swoich bliskich znajomych (o ile sam nie jest) kogoś z kręgów politycznych
    2. Ktoś z lurkujących/komentujących pomyśli „a co mi tam, spróbuję” i zostanie aktywistą nękającym lewicowych polityków by byli lepsi

  88. P.s. podsumowując – ja to faktycznie widziałbym jako „myk!”, bo wymaga głównie decyzji politycznej, a nie jakichś heroicznych wyczynów technicznych. To co było możliwe w przemyśle chemicznym i metalurgicznym w latach 1914-1915, powinno być możliwe i obecnie.

  89. @Awal
    Ok, czyli z wielkiej wyrwy kilkanaście procent ma zasypać coś na co mamy jakieś oświadczenia zarządu, część produkcja nawozów (chwilowo Rosja i Białoruś mają około 30% rynku), która jest tak naprawdę też po prostu innym kanałem sprzedaży węglowodorów na chwilę obecną. Jak teraz mają 30% to o ile im może to wzrosnąć i kosztem kogo?
    Żywność ekologiczna? Nie wierzę by na poziomie znaczącym dla PKB, musieliby zrobić wielką akcję by Rosja zaczęła się kojarzyć ze zdrowiem i naturą a nie śmiercią, ropą, syfem. Wojna im w tym nie pomaga.
    Subsydia ekologiczne – nagle Zachód ma płacić miliardy nie jak teraz za coś co jest naprawdę „tu i teraz potrzebne” dla gospodarki. Ten zachód, który ignorował kwestie klimatyczne tak długo. Jeśli przestanie to szybciej to widzę jako „EU płaci firmom z rdzenia EU za wynajęte miliony hektarów w Rosji i na Południu” znowu marża będzie niska.

    Ad Wojna – jak już kolega wyżej powiedział. To nie jest tak, że „tu się zbuduje w biednym rejonie fabrykę amunicji 152 mm” i zostanie uruchomiona w horyzoncie działań zbrojnych w Ukrainie (liczonych raczej w miesiącach a nie latach).

  90. @WO

    „Twoje wywody o tym, co powinien Belka, są generalnie słuszne i się z nimi zgadzam. Ale czemu zawdzięczam zaszczyt goszczenia ich akurat u siebie?”

    Politycy nie wypełnią oczekiwań, jakich im jako wyborcy nie zakomunikujemy. Przedstawiam pewien typ takich oczekiwań, ambitnych ale nie mam wrażenia, że na wyrost. Jeżeli w jakikolwiek sposób uzależniacie wybór konkretnych polityków od ich działań, możecie co piszę – myślę głównie o młodszych kolegach – wziąć pod uwagę. Niektórzy z Was sami może wpadną na pomysł działania w tej czy innej roli. Tym życzę gorąco powodzenia i może kiedyś przypadkiem spotkania w innej formule. Działanie oczywiście kosztuje, podczas gdy sarkazm jest łatwy i tani – ale nie zaczynajcie od niego, w życiu zawsze będzie na to czas.

    A Godpodarzowi pizzerii – dzięki za wyrozumiałość!

  91. @Gammon „podsumowując – ja to faktycznie widziałbym jako „myk!”, bo wymaga głównie decyzji politycznej, a nie jakichś heroicznych wyczynów technicznych.”
    Jakoś w Polsce odbudowa fabryki prochu w Pionkach, pomimo, zapewne, woli politycznej – głównie trwa i kosztuje.

  92. Kolega na A, z którym wielokrotnie obiecywałem sobie już nie dyskutować, najwyraźniej nie jest w stanie psychicznie zaakceptować faktu że jedyne czego oczekujemy od ludzi pokroju Marka Belki jest to by malowniczo dyndali na tych latarniach na których w czasie rewolucji się ich powiesi. A polityków którzy nie kwalifikują się na taki sam treatment jest w Polsce może z dziesięciu. W większości w Razem i mogą tyle ile sobie pogadają.

    BTW: mieliśmy niedawno w ramach stowarzyszenia spotkanie z lokalsami w jednej z warszawskich dzielnic na temat pewnego palącego lokalnego problemu. I tłumaczymy na przykład że to i to wynika z dziurawej ustawy którą to PIS prawie na pewno celowo uchwalił dziurawą, i że nic się na to nie poradzi. Na to głos z sali: to jak to, to nie znacie jakiś posłów którzy mogliby to zmienić? Na to my: no znamy ze dwóch czy trzech ale oni są z opozycji, nikt ich nie będzie słuchał. Ale prosiliście ich o to? Tak, prosiliśmy. I co? I nic. Na to jakiś starszy jegomość pod wąsem zaczął się niesłychanie obruszać że to jak to, poseł otrzymuje materiały w palącej sprawie i nic z nimi nie robi? A powinien natychmiast nowelizować ustawę, najlepiej sam ze szwagrem bo za co my im płacimy. O, Awal pomyślałem. Taka tam, anegdotka

  93. @Awal napisał, że lewica: „nie zrobi wiele bez kontaktów w Europie, których nie wyrabia teraz”. Tutaj jest właśnie, w tym zdaniu, fundamentalna różnica między mną a Awalem. Otóż ja uważam, że to wyrabianie kontaktów, organizowanie konferencji i inne takie fantastyczne wyjazdy z delegacją są absolutnie przeszacowane. Kluczowy jest udział we władzy, bez tego pozostanie tylko wąchanie korków od wina na fajnej kolacji po owej konferencji czy tam innym biennale.

  94. @embercadero

    „A powinien natychmiast nowelizować ustawę, najlepiej sam ze szwagrem bo za co my im płacimy. O, Awal pomyślałem”

    Z małą grupą kilku zaangażowanych osób zmienialiśmy ostatnio interpretację i praktykę urzędniczą w pewnych konkretnych typach spraw uchodźczych – były to tego typu niby drobne, lecz mocno komplikujące życie uciążliwości przy usuwaniu których, kolego embercadero, moglibyśmy rzeczywiście na siebie wpaść.

    Sprawa zakończyła się sukcesem, choć nikt z nas nie występuje w żadnym ciele władczym, a większość uczyła się przepisów w biegu. Wymagało to przełamania pewnego regulacyjnego catch 22 i również oprawy medialnej na nie tak małą skalę.

    Piszę o tym, bowiem nie sądzę, że w praktyce dzieliłby nas jakieś istotne różnice w działaniu w tego typu kwestii. To co we mnie kolegę zapewne irytuje – mam tego świadomość – to niefiltrowana maniera social climbera, z jaką opisuję tu swoje podobne doświadczenia. Różne społeczne czy polityczne niemożności tylko po części są twarde – instytucjonalne i regulacyjne. Po części są one czysto konwencjonalne, wynikają ze społecznego konwenansu. Social climberowi wybacza się czasem jego zakwestionowanie, jeżeli czyni to nieostentacyjnie – wpada z jednej strony społecznej bariery a wypada z drugiej jak socjalne neutrino, pozostawiające samą barierę, i stojące za nią obyczaje i hierarchie, nienaruszone.

    Co też w istocie w życiu robię, lecz tu pozwalam sobie na większą niż w realu swobodę w opisie tych niecnych praktyk. No, ale dość już tego dobrego! Przepraszam Cię, kolego embercadero, za doznane z mej strony dyskomforty, gratuluję Ci społecznego zaangażowania i dziękuję za nasze liczne ciekawe polemiki!

  95. @awal
    „Politycy nie wypełnią oczekiwań, jakich im jako wyborcy nie zakomunikujemy. ”

    Halo, czy to pan Belka? Nie wie pan o moim istnieniu, jestem jednym z tych tysięcy nieistotnych kolesławów, którzy na pana zagłosowali. Wiem oczywiście, że już przedtem jako premier i bankster miał pan takie fynansowe możliwości, że dla pana już dieta z europarlamentu to waciki, fistaszki i może napiwek dla kelnera u „Sowy”, no ale dla mnie to nadal niewyobrażalna kasa. Otóż chciałbym na pana wywrzeć nacisk, bo komocionauta u mnie na blogu twierdzi, że powinniśmy nawierać wyciski, znaczy, wywierać naciski, halo… halo…?

  96. @Gammon No.82
    „są ciągi technologiczne, które zaprojektowano wyłącznie do pracy ciągłej i każda przerwa oznacza ich śmierć”
    – W chyba najbardziej „samobójczych” pod tym względem nawozach sztucznych jest problem typu „jak zatrzymamy, to zastygnie w setkach kilometrów rur”. Ale tu głównym wąskim gardłem jest dostawa gazu i energii elektrycznej, zatem Rosji niegroźne.

    Uzupełniając co wspomniał kom. Karol Mikołajczak o szkłe produkowanym w technologii float – Rosja robiła i eksportowała dużo. Jeśli dobrze pamiętam, polskie firmy chętnie kupowały właśnie ze wspomnianego obwodu kaliningradzkiego. Z powodu bajecznie niskich cen i względnie taniego transportu.

    „To co było możliwe w przemyśle chemicznym i metalurgicznym w latach 1914-1915, powinno być możliwe i obecnie.”
    – Ówczesne piguły i pigułomiotacze były mniej skomplikowane i mniej precyzyjne od obecnych, to raz. Dwa: wtedy duża część przemysłu ciężkiego nie była wyałtsursowana do Chin.

    @loleklolek_pl
    „Przez jakiś czas inwestycje będą postrzegane, jako bardziej ryzykowne, a ekspaci (niezbędni do ich funkcjonowania) będą narzekać, że nie mają ochoty korzystać ze zrabowanych toalet”
    – Tu bym nie szukał gwoździa do trumny, bo to fenomenalna okazja na wybicie się dla jakiś Młodych Wilków, którzy źle się czuli w nieruchawej, zbiurokratyzowanej firmie macierzystej. (Ba, jeszcze z jakimś prawem pracy czasem musieli się liczyć).

    @Jenny Sevitch
    „Znam też przypadki osób, które zrobiły kierunek inżynierski, ale w tym momencie obracają excelami albo programują, gdyż przemysł w Polsce nie daje tak dobrych perspektyw – przeniesienie zakładów mogłoby poprawić również ich sytuację.”
    – Na produkcji z takimi samymi kwalifikacjami zarabia się mniej, pracuje ciężej i w paskudniejszych godzinach, psuje się zdrowie, ponosi się ryzyko a w dodatku jest się uważanym za podludzi przez biurowych. Brzmi jak pogorszenie się sytuacji. Kto by dobrowolnie na to poszedł? Jeśli może przejechać 1-2 granice na północ/zachód i tam zarabiać na produkcji 10-20x więcej (i być traktowanym jak człowiek)?

    @sheik.yerbouti
    „Jakoś w Polsce odbudowa fabryki prochu w Pionkach, pomimo, zapewne, woli politycznej – głównie trwa i kosztuje.”
    – W dodatku nie na ugorze: cały czas w Pionkach coś konkretnego się produkuje.

  97. „Podczas której [Barbarossy], przypomnijmy, Niemcy zdobywali na Ukrainie średnio 30 km dziennie…”

    Gdyby zdobywali średnio 30km dziennie, to całą Ukrainę by podbili już latem 1941 (a w listopadzie przekroczyli Ural).

  98. „Tu bym nie szukał gwoździa do trumny, bo to fenomenalna okazja na wybicie się dla jakiś Młodych Wilków, którzy źle się czuli w nieruchawej, zbiurokratyzowanej firmie macierzystej.”

    A te młode Wilczki będą szczególnie chętne po obejrzeniu egzekucji jakiegoś żołnierza z zachodnim rodowodem w Ługandzie. To już raczej będzie wyglądać tak, że do Rosji będzie się przesuwać gości z oddziału serbskiego, w którym z kolei braki załata się gośćmi z oddziału … itd. Z drugiej strony po co się tak męczyć.

  99. @ljudiej u nas mnogo

    Jak poczytać różnych komentatorów, to ta wojna bardzo odbiega od tego stereotypu: Rosjanie rzeczywiście mają mnóstwo sprzętu, ale zaczyna brakować im żołnierzy (stąd np te memiczne polowanie na rekrutów w „bratnich ukraińskich republikach”). A wynika to stąd, że rosyjska armia niby jest duża, ale spora jej część (jak terytorialna obrona plot) nie nadaje się do ofensywnej wojny, dlatego na Ukrainę Putin mógł rzucić jakieś 100-200 tysięcy żołnierzy, których nie ma jak łatwo zastąpić. Niby jest masa rezerwistów, ale bez mobilizacji (której na oko Putin boi się z powodów politycznych) de facto nie. Plus nawet gdyby Putin jutro ogłosił pełnoskalową wojnę i wbił 20 milionów ludzi w mundury, to nie jest tak, że pojutrze mogliby pojawić się na froncie. Szkolenie do nowoczesnej wojny trwa miesiące, trzeba mieć kim (a owi „kim” się dzielnie i bohatersko wykrwawiają w Donbasie), inaczej ta masa jest równie użyteczna, co konwój pod Kijowem. Tymczasem Kreml zakładał szybki konflikt jak w 2014, więc nie przygotował pod taką mobilizację infrastruktury — i wciąż jej nie przygotowuje. To nie przypadek, że „druga armia świata” prowadzi bardzo mozolną ofensywę na froncie długości może 50 km, a w innych miejscach traci zdobycze z początku wojny.

  100. @Piotr Sawicki
    „Gdyby zdobywali średnio 30km dziennie…”

    11 lipca 1941 r., po 19 pełnych dniach operacji, osiągnęli rzekę Irpień pod Kijowem, 507 w prostej linii, 570 km piechotą (25/30 km dziennie) od ówczesnej granicy między Bełżcem a Lubaczowem [1].

    [1] http://resource.history.org.ua/cgi-bin/eiu/history.exe?Z21ID=&I21DBN=EIU&P21DBN=EIU&S21STN=1&S21REF=10&S21FMT=eiu_all&C21COM=S&S21CNR=20&S21P01=0&S21P02=0&S21P03=TRN=&S21COLORTERMS=0&S21STR=Kyivska_oboronna_operaciya

  101. @Bardzozly
    Ówczesne piguły i pigułomiotacze były mniej skomplikowane i mniej precyzyjne od obecnych, to raz.

    W tym konflikcie „obecne” oznacza np. D-20 (152-мм пушка-гаубица Д-20 обр. 1955 г.). Podstawowa dla nich amunicja HE nie różni się radykalnie, poza zapalnikiem zbliżeniowym, od tej z 1916 czy 1943 roku. Oczywiście może też zawierać nowszy wypełniacz (heksogen albo oktogen zamiast trotylu). I to właśnie w zakresie tego rodzaju amunicji Ukraina musi oszczędzać.

  102. @sheik.yerbouti

    > Jednak Rosja jest jak skorpion, który nie umie inaczej i musi
    > użreć, choć Kazachstan byłby szczęśliwy pomagając dyskretnie Rosji
    > obchodzić zachodnie sankcje – ku obopólnej korzyści.

    Ciekawe. Ciągle męczy mnie myśl taka, że ten „pivot Kazachstanu” to jest jedynie mydlenie oczu, którego celem jest obejście sankcji.

    @gfedorynski

    > Polscy to jak na razie odprawiali ruskie tiry na granicy z Białorusią
    > z taką werwą, że policja usuwała społeczników próbujących to blokować.

    Mam informacje z pierwszej ręki, od polskich kierowców, polskich ciągników, którzy wożą towary z UE w białoruskich naczepach. Wszyscy z którymi rozmawiałem, przekraczają granicę na przejściach granicznych Litewsko-Białoruskie. Na pierwszym parkingu po stronie białoruskiej naczepy są odbierane przez ciągniki białoruskiej. Z opowieści przebija jak to wszystko jest sprawnie zorganizowane.

  103. @loleklolek_pl
    „A te młode Wilczki będą szczególnie chętne po obejrzeniu egzekucji jakiegoś żołnierza z zachodnim rodowodem w Ługandzie.”
    – Jaki związek ma egzekucja zachodniego ochotnika walczącego dla Ukrainy gdzieś przy froncie ma jaki związek z sytuacją takiego fachowca-„ekspata” potencjalnie pracującego dla Rosji setki kilometrów dalej, w jakimś dużym mieście daleko od frontu? Bo się wnioskowanie nie spięło.

    @Gammon No.82
    „HE nie różni się radykalnie, poza zapalnikiem zbliżeniowym”
    – Gospodarz ma taki dyżurny tekst o Austrii i Alpach, ale ja jednak wyjaśnię: analogiczną metodą można argumentować, że amerykańskie 155mm to przecież też prawie pierwszowojenna amunicja (albo że mission command to auftragstaktik). Dwie dekady drobnych usprawnień zawsze robią różnicę. Wiele prac rozwojowych nad amunicją prowadzi do tego, że ta ulepszona Nie Różni Się Radykalnie, ale drobna zmiana robi zauważalną różnicę.

    Ale to drobny pikuś. Gdyby nawet strzelać czymś, co na pierwszy rzut oka jest identyczne konstrukcyjnie, to nie będzie to identyczne w produkcji. Bo to niemożliwe. Nie ten koszt roboczogodzin, inne narzędzia i maszyny, inni dostawcy. (Uszczegółowić?). Inne przepisy też; w końcu Europa, XXI wiek. Jak wszystko pójdzie świetni, to można w końcu będzie uruchomić produkcję w „wyselekcjonowanych europejskich zakładach z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem” za parę lat. Mając w perspektywie lata i wydanie miliardów chyba lepiej uruchamiać produkcję czegoś bardziej przyszłościowego. Inaczej wyjdzie, że choćby z powodu kosztu roboczogodziny te piguły do D-20 wyjdą kosztowo podobnie do współczesnej, superprecyzyjnej amunicji M982 Excalibur. Czasem tak się dzieje. (Kojarzysz historię, kiedy FB Radom próbowała parę lat temu reanimować produkcję VISów wz. 35? A to przecież żelastwo o wiele bezpieczniejsze w produkcji, a i fabryka już stała).

    Ciągle stoi następny problem: punktem odniesienia jest IWŚ i stan przemysłu z trakcie IWŚ. „„To co było możliwe w przemyśle chemicznym i metalurgicznym w latach 1914-1915” było wynikiem długiego okresu narastających zbrojeń w Europie a nie długiego okresu pozbywania się przemysłu na rzecz Chin, promowania zaopatrzenia „just in time” i menedżmentowej walki z nadmiarowością.

  104. @Bardzozły
    Związek jest zbliżony do związku między egzekucjami dokonywanymi przez Talibów czy ISIS, a chęcią do pracy w tych miejscach reprezentantów tzw. zgniłego zachodu. Jest on dość oczywisty dla wszystkich, którzy wiedzą, że Ługanda i Donbabwe to rosyjskie marionetki. Więc owszem, może paru ekspatów chętnych do aż takiego ryzyka się znajdzie. Reszta wybierze życie we względnym spokoju, zamiast wizji łagra w oczekiwaniu na realizację wyroku śmierci lub nastu lat więzienia w ramach jednego z tych nowych przepisów, które ostatnio wprowadzono w Rosji (z którą podobno zachód już się dogadał ponad naszymi głowami).

  105. @“To co było możliwe (..) w latach 1914-1915, powinno być możliwe i obecnie.”

    Wszyscy pamiętamy jak paryscy taksówkarze przewozili francuskich wojaków – teraz ci żołnierze musieliby wszyscy mieć appkę Bolta.

  106. @loleklolek_pl
    Nie widzisz różnicy pomiędzy zabiciem przez Rosjan człowieka z zachodu, który pracuje na korzyść Rosji a egzekucją na pojmanym nieprzyjacielu walczącym przeciw Rosji? Czy to jakiś wyrafinowany żart, którego nie rozumiem?

  107. @Bardzozły
    Nom nie widzę. Szczególnie, że to pokazówka. Tzn. Rosjanie pojmali wielu ukraińskich żołnierzy, ale pokazowy proces z pokazowym skazaniem na karę śmierci zafundowali tylko tym z zachodnimi korzeniami (chociaż od dość dawna wżenionymi w Ukrainę). To decyzja Rosjan, że jedyne czym się odróżniają od ISIS w tym zakresie, jest to że nie robią tego w imię boga.

  108. @wo
    „Halo, czy to pan Belka? Nie wie pan o moim istnieniu, jestem jednym z tych tysięcy nieistotnych kolesławów, którzy na pana zagłosowali.”

    @Awal
    „Jeżeli w jakikolwiek sposób uzależniacie wybór konkretnych polityków od ich działań, możecie co piszę – myślę głównie o młodszych kolegach – wziąć pod uwagę.”

    Drogi Awalu, Twoją sugestię gospodarz i wielu blogkomentatorów (w tym Ty) wzięło sobie tak bardzo do serca, że postanowiliśmy zbiorowo przenieść się w czasie i nie głosować na Marka Belkę, ani na nikogo listy PO/KE, z której startował. Głosowaliśmy za to na listę wystawioną przez partię Razem i nawet informujemy o tym przyszłych nas na blogu wo [1]. Zmiana przeszłości nie wpłynęła na skład europarlamentu, ale nie możemy w związku z nią uczciwie pisać do Belki czy Patryka Jakiego, jako ich wyborcy. Mimo to nie uważam mojego nowego-przeszłego głosu za zmarnowany, nawet jeśli nikt z Razem nie załapał się na wynagrodzenie, które ostatnio szacowano na 50k zł netto miesięcznie [2]. Twoje słuszne uwagi dotarły do wszystkich osób, do których mogły dotrzeć, ale jak widać na powyższym nie zmieniły wyniku wyborów. Dalsza agitacja też nie zmieni, bo ile dodatkowych osób stąd może cofnąć się w czasie?

    Awalu! Kolega mnf wspomniał o tym, że milion nadmiarowych zgonów w Rosji nikogo nie ruszył, na miejscu młodszych koleżanek i kolegów spróbowałbym przypomnieć sobie kogo (także z opozycji) ruszyło 200 tysięcy nadmiarowych zgonów w Polsce. Oczekujesz, że polscy politycy wykażą się aktywnością, jak w czasach, kiedy to Polska aspirowała do UE; ówcześni aktywni politycy są już starzy i zmęczeni, więc pracują na swoją bogatą starość; reszta widzi, że lepsze wyniki wyborcze daje gadanie bzdur z mównicy czy telewizora, więc dostosowuje przekaz.

    @ekspaci a sprawa rosyjska
    Przykład Dubaju pokazuje, że ekspaci są gotowi pracować w miejscach, w których można trafić do więzienia za nietypowe rzeczy, o ile wynagrodzenie jest odpowiednio wysokie i ma się poczucie życia w luksusie. Słyszałem historie, w których delegacja do pewnego kraju w Afryce oznaczała tylko poruszanie się samochodem z eskortą między hotelem i biurem przy tej samej ulicy – oprócz dni, kiedy było niebezpiecznie, więc był pełny zakaz wyjścia z hotelu. Zawsze znajdą się ekspaci gotowi pracować w Moskwie czy Petersburgu. Ale pewnie będzie ich mniej, będą kosztować więcej i raczej nie wystarczą do nadganiania strat. Kryzys nie uderza wszystkich równo już po kilku miesiącach, ale różnice między RFN i NRD po kilku latach były takie, że ucieczki zdarzały się głównie w jedną stronę, Rosja za kilka lat też straci sporą część kompetentnych kadr, więc te ekspackie projekty to coraz częściej będą rzeczy, które kiedyś mogliby obskoczyć swoimi ludźmi.

    [1] – https://ekskursje.pl/2019/05/manifest-przedwyborczy/
    [2] – https://next.gazeta.pl/next/7,151003,28584316,dwa-nowe-samochody-beaty-szydlo-sa-juz-oswiadczenia-majatkowe.html

  109. @Bardzozly
    (Uszczegółowić?)

    Tak, bardzo proszę. Najwyżej nie zrozumiem (serio).

    można w końcu będzie uruchomić produkcję w „wyselekcjonowanych europejskich zakładach z regionów dotkniętych strukturalnym bezrobociem” za parę lat

    Przy woli politycznej, pieniądzach i niekoniecznie pod warunkiem że w regionach ze strukturalnym bezrobociem, przypuszczam że szybciej.

    Kojarzysz historię, kiedy FB Radom próbowała parę lat temu reanimować produkcję VISów wz. 35? A to przecież żelastwo o wiele bezpieczniejsze w produkcji, a i fabryka już stała

    Wydaje mi się, że dawniej niż parę lat temu. I czy nie chodziło przypadkiem o jakąś małą serię dla amerykańskich niszowych hobbystów? W każdym razie nic priorytetowego.

  110. @Paweł Ziarko
    „Mogę prosić o rozwinięcie? Chodzi mi o tę różnicę między Rosją i Białorusią w tym konetkście.”

    Rosja żyje przede wszystkim ze sprzedaży węglowodorów. Rzeczy dosyć dochodowej z jednej strony, a z drugiej mało pracochłonnej. Dlatego większość pekabu tam to największe miasta i Jamalsko-Nieniecki obwód autonomiczny. Reszta to smętna głubinka, gdzie zasadniczo dochodem są emerytury, renty, jakieś zasiłki, pensje w budżetówce typu urzędnik, nauczyciel, policjant, tudzież handel i usługi dla tego wszystkiego. Ci ludzie nie produkują żadnego sensownego pekabu, a przez to nie mają żadnego lewara w ewentualnej konfrontacji z władzą. Jak Duma uchwali, że kremlowska elita ma prawo Prima Nocti to pozostanie tylko westchnąć „Swietłana podmyj się, panowie z Moskwy przyjeżdżają”.
    Tymczasem Białoruś węglowodorów nie ma i żyje z jakiegoś tam przemysłu. Pracownik fabryki traktorów, czy nawozów jest jednak w w innej sytuacji. Wytwarza coś, czego państwo potrzebuje. Może się postawić. Jak zastrajkuje to państwo będzie mieć wymierne straty. Jak za działalność opozycyjną pójdzie do ciupy, czy trafi na dno Prypeci z kamieniem u szyi to państwo będzie mieć wymierne straty. Jeden taki jeszcze jest zbywalny, ale jak się takich zbierze wystarczająco dużo to władza ma problem. Przerabialiśmy to zresztą za komuny.
    Tymczasem bunt w głubince jest dla Rosji do przełknięcia. Państwo rosyjskie tych ludzi literalnie nie potrzebuje. Oni są jedynie klientami.
    Wróćmy do komuny – największa opozycja to przemysł, gdzie tego pekabu robiono dużo. Najmniejsza PGRy, gdzie pekab był mały i była to w dużym stopniu sztuka dla sztuki. Białoruś ma tych kołchoźników dużo więcej od Polski, więc po upadku komuny podążyła bardziej zamordystyczną trajektorią. Niemniej przemysł jest tam istotną częścią dochodów państwa, zresztą nawet kołchoźnik COŚ wytwarza. Tymczasem w Rosji są grube miliony ludzi, którzy nie są nawet kołchoźnikami. Są jedynie klientami władzy.

  111. @NYT,
    https://www.nytimes.com/2022/06/20/world/asia/ukraine-war-climate-crisis-activists-protests.html

    @amunicja,
    Pojawiły się informacje że biaruskie magazyny mobilizacyjne są czyszczone z sprzętu i amunicji artyleryjskiej. To co Rosjanie robią, to działa, ale jest niesamowicie materiachłonne.
    Zachód może nie jest w stanie dostarczyć takich ilości pocisków, ale jest w stanie dostarczyć dużo więcej pocisków kierowanych. A jeden pocisk kierowany to powiedzmy setka niekierowanych, tyle że waży 50 kg, a nie pięć ton. Co się przekłada na wymagania względem transportu.
    Haubica po wystrzeleniu tysiąca, może dwóch tysięcy pocisków też wymaga zwykle jakiegoś remontu.

    @szkolenie artylerzystów w Rosji,
    ACz miała taki moment w DWS że mieli więcej dział i amunicji niż specjalistów. Problem rozwiązywano tak że do ustawionej na stanowisku baterii przyjeżdzała ekspercka obsługa która ustawiała parametry po kolei dla każdego działa.
    Dla niedoszkolonej masy poborowych kanonierów pozostawało tylko ładowanie i ciąganie za sznur – co można wyćwiczyć względnie szybko. To działa, ale w ten sposób nie da się reagować zbyt sprawnie.

    @sankcje,
    Taki cytat:
    „za drugą stronę granicy, gdzie ewidentnie rozpoczął się wielki, transportowy kryzys. Nikt nie próbuje już tworzyć pozytywnych scenariuszy, twierdząc, że ładunków dla każdego wystarczy, a części zamienne lada moment dotrą z Chin. Wręcz przeciwnie, rosyjskie media mówią o problemach coraz bardziej otwarcie, na co przykładem mogą być dwie historie z ostatnich dni.
    Pierwsza opowieść to reportaż z obwodu pskowskiego. Tamtejsze media mówią o prawdziwej katastrofie ekonomicznej, która spotkała popularną w tym regionie branżę transportową. Szacuje się, że bezrobocie objęło w Pskowie i okolicach około 1500 kierowców, zatrudnionych u 90 różnych przewoźników. Wszystko dlatego, że obwód pskowski graniczy z Łotwą oraz z Estonią, więc lokalne firmy były mocno nastawione na transport międzynarodowy, w tym głównie przewozy prowadzące za unijną granicę. Dzisiaj rosyjskie ciężarówki nie mogą jednak wjechać do Unii, więc zlecenia tego typu w stu procentach zniknęły. Co więcej, trudno się też przenieść z rynku międzynarodowego na krajowy, jako że ten ostatni został wręcz przepełniony przewoźnikami będącymi w podobnej sytuacji.” [40ton]

  112. @bogdanov
    widziałem przy innej okazji tabelkę pokazującą zmiany cen w przewozach towarów wewnątrz Rosji.
    Na kierunku Moskwa-Petersburg zapaść niesłychana, za to na kierunku od granicy z Gruzją do Moskwy ceny wystrzeliły (już nie pamiętam czy +60% czy +160%)
    To pokazuje ładnie które kraje pomagają w obchodzeniu sankcji.

    Gruzini mogą Rosji nie lubić, ale ich politycy już mniej no i Gruzja nie ma wielu możliwości na taki zarobek jaki da transport do Rosji.

    Co do amunicji, to widziałem sporo raportów, większość wbuchów odbywa się przy uderzeniu w ziemię a nie w powietrzu (zapalniki kontaktowe zamiast zbliżeniowych).
    Dodatkowo rosyjska amunicja ma całkiem spory odsetek niewybuchów (stary zapalnik) i niedolotów (stary materiał) – spory to znaczy zgodny z przechowywaniem tej amunicji kilkanaście lat, US army by takie pociski wystrzelała/uzdatniła.

    Być może śledzenie zmian w jakości rosyjskiej amunicji byłoby dobrym sposobem określenia, jak głęboko Rosjanie buszują w magazynach i oceny jaką część ich potreb zaspokaja rodzima produkcja. Nie zapisałem źródła ale widziałem szacunki, że jednak amunicji artyyleryjskiej rosja nadal robi dużo w porównaniu z zachodem.

  113. @Gammon No.82 i produkcja staroci
    „Tak, bardzo proszę. Najwyżej nie zrozumiem (serio).” (@”Nie ten koszt roboczogodzin, inne narzędzia i maszyny, inni dostawcy”)

    Spokojnie, spróbuję wyjaśnię po ludzku, nie po droselklapowemu. Zasygnalizowane problemy dotyczą produkcji ogólnie (również potencjalnej produkcji EV w kaliningradzkiej fabryce odkurzaczy).

    Projektując obecnie cokolwiek z rzeczy namacalnych_i_ciężkich (nie znam się w ogóle na np. elektronice) pod produkcję seryjną, jednocześnie projektuje się też proces produkcji. Zawsze jest wpływ potencjalnego procesu produkcji na konstrukcję i odwrotnie. Odtwarzając coś starego, zwłaszcza bez w miarę kompletnej wiedzy (czytaj: dokumentacja ORAZ cokolwiek doświadczeni w tym ludzie) musisz całkowicie dopasować produkcję do efektu końcowego. (To samo dotyczy prób kopiowania czyjegoś wyrobu).

    Dostawcy. Potrzebujesz mieć materiały. O postcovidowej sytuacji zaopatrzeniowej w przemyśle wiemy wszyscy. Ale to nie koniec. Stal czy mosiądz nominalnie tego samego gatunku ale od różnych dostawców może się nieco różnić. U jednego dostawcy z upływem czasu też może się zmieniać a i nawet z są różnice w ramach jednej partii. W tradycyjnym procesie te problemy można było łagodzić doświadczonym personelem. Jasne, metalurgia i hutnictwo poszły do przodu więc po prostu kupisz lepsze surowce i wykorzystasz współczesne metody kontroli jakości. Unikniesz dzięki temu katastrof (z trupami włącznie), które teraz są znacznie mniej do przyjęcia, niż kiedyś. Ale. Najpierw musisz mieć sprzęt, ludzi i działające procedury kontroli jakości (koszty, czas). Ludność od strukturalnego bezrobocia raczej nie ma zestawu certyfikatów pod badania rentgenowskie, magnetyczno-proszkowe, czy penetracyjne. A i zgładów pod mikroskop metalograficzny nie robiła. To na razie surowiec. Dochodzi dobór narzędzi oraz kwestia ich zużycia. Ba, zmiana dostawcy chłodziwa potrafi dać dziwne efekty. Zanim „ustawisz” cały proces minie dużo czasu. Przy czym nadal mówimy o nudnym metalu, przy materiałach wybuchowych jest bardziej rozrywkowo.

    Maszyny itp: przy produkcji wielkoseryjnej wykorzystuje się często bardziej wyspecjalizowane maszyny/narzędzia (oraz pomoce warsztatowe, sprawdziany czy inne wihajstry). Jeśli ich nie ma – a tych z lat ’50 często już nie ma (zwłaszcza, że chcemy produkować coś ze Związku Radzieckiego w cywilizowanej Europie) – można próbować radzić sobie mniej wyspecjalizowanymi. Szczególnie, że producent tamtych wyspecjalizowanych już nie istnieje (gdyż Chiny) albo jest ledwie posiadaczem starego logo, bez zaplecza i ludzi. W absolutnie najlepszym wypadku ma minimalne moce produkcyjne (niemożliwe do zwiększenia w krótkim horyzoncie czasowym). Nawet jeśli, to nie masz ludzi, którzy potrafią je obsłużyć – to wiedza ginąca. Pozostaje iść w nieco bardziej wielofunkcyjne, np. wieloosiowe obrabiarki CNC (temat jest bardziej zawiły). Więc robi się z tego przerośnięta manufaktura zamiast fabryki. Oczywiście nikt też nie trzyma na magazynie jakiś większych ilości porządnych centrów obróbkowych. Zrobią ci je bo dobrze zapłacisz – ale na większą ilość poczekasz, zwłaszcza obecnie.

    Inne maszyny sprawiają m.in. że produkowane detale mają nieco inne tolerancje, niż te oryginalne. Nie mając starego know-how, nie wiesz, jakie dokładnie mają być. Nawet mając dokumentację, możesz tu polec, bo zawsze na produkcji są jakieś drobne, nie dokumentowane „kombinacje”, które dają optymalny rezultat. Wiedza była w głowach albo w kajecikach mistrzów zmianowych 60 lat temu, teraz jej nie ma. Więc na początek próbujesz uniknąć problemów i produkować precyzyjniej (mniejsze +/- na wymiarach), ale znowu: koszty (i czas) w górę. Może też się okazać, że precyzyjniejsze części są upierdliwsze przy montażu (gdyż montaż jest bardziej skomplikowany niż pasowanie wałek-otwór). W końcu oczywiście dojdzie się, jakie dokładnie mają być tolerancje, ale to potrwa. Czyli R&D dla uzyskania starego.

    Są naturalnie nowe technologie i zamiast coś obrabiać ubytkowo można zrobić metalurgią proszków. Tyle, że wtedy potrzebujesz zaprojektować i uruchomić proces (czas, koszty). Oraz zapewne przekonstruować to, co produkujesz – bo detal z np. MIM ma inne własności, więc tu i tam trzeba zmienić jego wymiary – a zatem zmienić też resztę.

    Dla przyspieszenia tradycyjnej produkcji do sprawdzania stosowało się sprawdziany (przechodni/nieprzechodni) zamiast ogólnego przeznaczenia narzędzi pomiarowych. Sprawdziany o sensownej precyzji wykonuje się mozolnie, kosztownie i manufakturowo/rzemieślniczo – nawet kiedy już się je zaprojektuje (a trzeba zaprojektować razem z procesem). Wymagają dużej precyzji i odpowiednich materiałów; stale na precyzyjne przyrządy muszą sobie poleżeć niczym drewno. Wykwalifikowany i doświadczony pracownik niektóre rzeczy ogarnie standardowymi przyrządami pomiarowymi, ale czy masz takich?

    Skoro już ludzie: koszt roboczogodzin. Okazuje się, że w czasach bajecznie taniej siły roboczej detale projektowano tak, że dużo robiono ręcznie. Na przykład (bo to nie wyczerpuje tematu): twoje piękne i drogie centrum obróbkowe może dużo, ale dany detal trzeba w nim obrabiać w np. dwóch różnych zamocowaniach. Jeśli nieco tańsza maszyna, to w trzech zamocowaniach. Więc dochodzą roboczogodziny a produkcja zwalnia. Plus trzeba jeszcze mieć: i w głowie, i w rękach, jak to zamocować. Mocowanie jest zazwyczaj źródłem bólu głowy dla współczesnych operatorów CNC, co dopiero dla strukturalnie bezrobotnych.
    Roboczogodziny dokłada też montaż. Dziś unika się czegoś, co jest kłopotliwe i czasochłonne w montażu – kiedyś tego nie robiono. Jeśli na etapie projektowania konstrukcji nie uwzględniono montażu (patrz: wstęp), to będziesz mieć problem. Tu przydadzą się ci bezrobotni – ale tylko ci o bardzo dużych zdolnościach manualnych. (Nie wiem, na ile spadek zdolności manualnych w ogólnej populacji jest udowodniony, ale ja go widzę). Tyle, że koszty.

    ” I czy nie chodziło przypadkiem o jakąś małą serię [VISów 35] dla amerykańskich niszowych hobbystów? W każdym razie nic priorytetowego.”
    – Nie tylko dla amerykańskich. Seria zrobiła się mniejsza niż planowana, bo okazało się, że właśnie dużo trzeba robić ręcznie i nie ma sensownego procesu produkcji. Finalnie cena detaliczna była porównywalna z ceną oryginałów w średnim stanie. (Stąd mały popyt, więc jeszcze mniejsza seria itd). Można by sytuację próbować kłaść na karb „renomy” FB Radom, ale i w US jest tak, że klony np. Colta 1911 – nawet nieco zmienione konstrukcyjnie – są drogie w porównaniu ze współczesnymi konstrukcjami zaprojektowanymi pod produkcję seryjną.

    Zamiast pakować pieniądze w produkcję „nowych zabytków” można zwyczajnie zacząć robić nowe. Tj. jeśli się nie przeniosło większości przemysłu do Chin.

  114. @Bardzozly to mi przypomina, jak dekadę temu się dowiedziałem, że nie wystarczy odkurzyć planów Apollo, żeby polecieć na księżyc, bo nikt tych planów dzisiaj nie wdroży, i łatwiej byłoby (będzie?) zacząć od zera.

  115. @bardzozly
    Bardzo dziękuję! To właśnie próbowałem wytłumaczyć Awalowi, że traktowane przez niego plany z serii „uruchomić produkcję tego czy tamtego” wydają mi się zazwyczaj nierealne. Przy skrajnie optymistycznym scenariusu to są trzy lata na rozwiązywanie problemów typu „stal nie trzyma parametrów”. Skrajnie optymistyczny wyklucza zaskoczki i zdziwka w stylu „z powodu sztormu na Bałtyku transport nie dociera”.

    Przemysł motoryzacyjny w Rosji trzeba będzie odtwarzać praktycznie od zera, bo po prostu po pół roku sadzeniu kartofli ci robotnicy będą wymagali – w najlepszym wypadku – szkolenia od nowa, a w praktyce w dużym stopniu zastąpienia nowymi. Śledzę to uważnie jako (jednak) petrolhead. Najbardziej zaawansowane wydają mi się plany wznowienia produkcji w zakładach KamAZ. Mają tam robić chińskie ciężarówki na licencji. Ale przecież przemysł motoryzacyjny w samych Chinach radzi sobie kiepsko, więc będzie to trochę „prowadzi ślepy kulawego”. To już nie te czasy, gdy motoryzację Rosjanom budowali Amerykanie z Forda czy Włosi z Fiata. Więc ja jestem sceptyczny nie tylko jeśli chodzi o masową produkcję Elektrokartoszek, ale nawet tej Łady Trumny czy Moskwicza Bezpoduszkowca (okrojonych imitacji nie spełniających norm).

  116. @wo „Więc ja jestem sceptyczny nie tylko jeśli chodzi o masową produkcję Elektrokartoszek, ale nawet tej Łady Trumny czy Moskwicza Bezpoduszkowca (okrojonych imitacji nie spełniających norm).”
    Jak już wspomniałem, ich produkcja miała już ruszyć, tylko jakoś nie rusza.

    @Lotgar „nie wystarczy odkurzyć planów Apollo”
    W którejś książce czytałem -i nie mogę od tej pory tego fragmentu znaleźć – o amerykańskich pociskach rakietowych z lat 70., do których była potrzebna „niebieska mieszanka”, do której z kolei produkcji dokumentacja była właśnie w kajecikach majstrów i której składu w początkach XXIw. okazało się, już nikt nie znał.

    A z mojej działki: francuskie know how betonowania supergrubych ścian w elektrowniach atomowych i wodnych z lat 60 i 70 poszło cześciowo na emeryturę wraz z kierownikami robot z tych budów. Wiedza ludzka to nie tylko Arystoteles, również takie rzeczy.

  117. @wo
    „Ale przecież przemysł motoryzacyjny w samych Chinach radzi sobie kiepsko, więc będzie to trochę „prowadzi ślepy kulawego”.”

    To się mocno zmienia. Jeszcze parę lat temu „za Chiny” nie wsiadłbym do chińskiego zamochodu (ale też nie było wtedy elektryków). Obecne produkty NIO, Xpenga, Geely (m.in. Polestar, choć to jednak w części europejska myśl techniczna) i czegośtam jeszcze zbierają bardzo wysokie opinie jeśli chodzi o jakość wykonania oraz ogarnięcie systemu jezdnego i elektroniki. Ale nie wierzę by któraś z tych firm zaczęła produkować cokolwiek w Rosji. One celują w Europę i USA, a nieakceprowalne w cywilizowanych krajach produkty z Rosji wykluczają tej kraj z zabawy, więc prędzej postawią fabrykę na pustyni w Arizonie niż w Rosji.

    Nie wiem z kolei jak wygląda sprawa z chińskimi spaliniakami, bo samochody spalinowe obchodzą mnie tylko w aspekcie ich uciążliwośći i związanego z tym ich szybkiego zniknięcia z powierzchni Ziemi.

  118. @t.q

    „Głosowaliśmy za to na listę wystawioną przez partię Razem…”

    Zatem głosowaliście na listę Lewicy Razem w ramach koalicji DiEM25, z której Razem potem wychodziło ma skutek pro-putinowskiej postawy Warufakisa. Wychodziło słusznie, choć podkreślmy że postawę taką reprezentował głównie sam Warufakis, przed którym Was nie raz przestrzegałem: jest to polityk aktualnie równie w polityce wewnętrznej nacjonalistyczno-militarystyczny, jak pacyfistyczny w swoim zachodnim fanklubie. Natomiast poszczególne krajowe komponenty DiEM25 wykazały często dużo silniejszą solidarność z Ukrainą, np. postulując natychmiastowe zatrzymanie opłat za gaz dla Rosji, jak portugalski Livre [1] czy organizując pomoc dla ukraińskich cywili jak austriacki Wandel [2]. Te krajowe komponenty trzeba teraz z warufakisowych układanek wyłuskiwać i włączać do Europejskiej Sieci Solidarności z Ukrainą – inicjatywy, która słusznie zaprasza europejską lewicę socjalną do Polski [3] i którą gorąco popieram.

    „Zmiana przeszłości nie wpłynęła na skład europarlamentu, ale nie możemy w związku z nią uczciwie pisać do Belki czy Patryka Jakiego, jako ich wyborcy”

    Piszcie do Belki jako obywatele. Albo i nie piszcie – zostawcie to mi, skoro tak Was to strasznie krępuje. Za to w gronie sympatyków Razem domagajcie się stałego zwiększania międzynarodowej widoczności Waszej partii – tak, Zandberg czy Konieczny powinni gdzieś mieć wspólne, dobrze przygotowane wystąpienie z Agnieszką Brugger w sprawie dostaw wojskowych dla Ukrainy lub w sprawie redukcji ukraińskiego długu – pokazujące przy tym niemieckiej klienteli wyborczej najsilniej zaangażowanej we wspieranie Ukrainy pozbieraną polską siłę polityczną o zbliżonej do ich preferencji optyce, z którą można się solidaryzować bez tego typu słusznych obaw, jakie wywołuje PiS.

    @aldek

    „Kluczowy jest udział we władzy, bez tego pozostanie tylko wąchanie korków od wina na fajnej kolacji po owej konferencji czy tam innym biennale.”

    Jak obrazuję powyżej chodzi mi o realną bieżącą politykę, nie wernisaże i wieczorki zapoznawcze (choć akurat weneckie biennale jest w tym roku również bardzo politycznym miejscem).

    @D.N.L

    „To nie jest tak, że „tu się zbuduje w biednym rejonie fabrykę amunicji 152 mm” i zostanie uruchomiona w horyzoncie działań zbrojnych w Ukrainie”

    Przecież te fabryki już stoją i działają. Chodzi o zwiększenie ich produkcji i przyspieszenie wprowadzania amunicji na rynek – w drodze publicznych europejskich zakupów czynionych na rzecz Ukrainy.

    W odniesieniu do kalibru 152 koleżanka krystyna.ch wymieniała już odpowiednie zakłady – m.in. kraśnickie Mesko oraz fabrykę EMCO w Bułgarii, która nieprzypadkowo była przedmiotem rosyjskiego sabotażu przed wojną [4].

    Dla kalibru 155 aktualną produkcję ilustruje choćby ten katalog koncernu KNDS [5]. Oczywiście, jak wspomniałem, żeby taki projekt subsydiów na rozszerzenie produkcji uruchomić w Europie, trzeba go rozpisać tak, aby kilka zainteresowanych krajów na tym równomiernie zarobiło – więc jakiś uznaniowy czynnik „strukturalnego bezrobocia” musi być do niego wpisany jako element kryteriów selekcyjnych. Kryterium to spełni dowolna lokalizacja w Bułgarii, podobnie jak np. przejęta przez KNDS była fabryka Simmel Difesa w Anagni (włoskie Lacjum). Można też pomyśleć o unijnych subsydiach dla Serbii, która prowadzi produkcję obu kalibrów w zakładach Yugoimportu [6] – chcecie piwotów, kupujcie je!

    Oczywiście doktryna zgolistyczna zawsze znajdzie odpowiedni problem uniemożliwiający stojącym i działającym fabrykom zwiększenie skali działań – może być nim choćby zaginiony kajecik mistrza zmianowego. Kochani, to już Scholz ma lepsze wymówki.

    „Pewne rzeczy się toczą swoim torem niezależnie od ich sensowności. Niemcy w 1945 skończyl kręcić produkowany od 1943 roku film propagandowy o Kołobrzegu.”

    To nie jest film o Kołobrzegu, lecz raczej o Volkswagenie, który jak wiadomo swoją piękną hipisowską młodość przeżył pomimo zrodzenia jako dziecko nazizmu. Piękny flirt Zachodu z Rosją też po wojnie będzie trwał w najlepsze. BAU już obecnie jest uruchamiany na kreatywne sposoby wymagające, owszem, pewnej dozy warwashingu [7]. Po wojnie to będzie otwarty marketing „Dobre bo ruskie”. Hyundai wierzy w przyszłość, wolność, w wyzwoloną kobiecość! Dlatego do zaprojektowania limitowanej serii elektrycznych aut miejskich „Valentina” zaprosił wybitną projektantkę Mirę Putiną, która zainspirowana historią pierwszej kosmonautki stworzyła design imponujący ekologiczną konsekwencją i wzorniczą wizją.

    „Ok, czyli z wielkiej wyrwy [rosyjskiego eksportu węglowodorów] kilkanaście procent ma zasypać coś na co mamy jakieś oświadczenia zarządu [EV]”

    Mamy przede wszystkim szybko rosnący globalny rynek EV, który równie szybko napotyka na barierę dostępu do metali rzadkich – ich ostatnim niewykorzystanym rezerwuarem jest Rosja. Odstąpi się jej więc parę procent udziału w tej produkcji (dając technologie, marki itd.) w zamian za dostęp koreańskich czy chińskich (a z czasem też europejskich) koncernów do złóż litu w Jakucji. Do których wydobycia zapewni się Rosji japońskie czy niemieckie maszyny. To jest skrót złożonej operacji obejmującej różnorodnych aktorów politycznych i biznesowych. Odnotowuję wszystkie zgłaszane przez kolegów i Gospodarza zastrzeżenia, a jednak uważam, że to właśnie w tym kierunku po wojnie pójdzie, choć teraz idzie w przeciwnym. Sprawdzimy. Na ten moment zauważam, że Koreańczycy nie będą musieli do Rosji wracać, bo dotąd z niej nie wyszli. I Hyundai i Enertech (producent baterii) kontynuują obecność w Kaliningradzie. Tak, Avtotor nie jest w stanie ze względu na sankcje kontynuować klasycznej produkcji azjatyckich marek, lecz owszem informuje o budowie linii EV. Na pewno na wyrost, lecz tym samym sygnalizując tryb powrotu BAU, na jaki się szykuje. To co się dzieje teraz jest etapem negocjacyjnym. Rosja próbuje pokazać zdolność utrzymania własnego minimum technologicznego i politycznej spójności w ramach wymuszenia na Zachodzie zniesienia sankcji. Po wojnie będzie oferować lit i inne rzadkie zasoby w zamian za zachodnie i dalekowschodnie technologie.

    Nie ma przy tym sensu liczyć na to, że litewscy celnicy będą w tym wiecznie Rosji przeszkadzać. Trzeba przychylność tych litewskich celników wnieść aportem do europejskiego rozwiązania polityczno-biznesowego, które zostanie narzucone Rosji – łącznie z odpowiednimi polskimi wkładami (choćby cywilizowanymi mieszkaniami i szkołami w Elblągu – godzina drogi – oferowanymi dla ekspatów jakich sprowadzi się do pracy w rosyjskim obwodzie). To przyszłe rozwiązanie polityczno-biznesowe będzie tym bardziej dla nas korzystne, im obecnie skuteczniejsza okaże się dyplomacja Belki w Rijadzie oraz im prędzej Hübner uzyska podwojenie produkcji amunicji. Zaś jeśli Belka i Hübner nie zrobią w tych sprawach nic, będzie to rozwiązanie dostosowane do potrzeb Zachodu, pomijające wschodnio-europejskie interesy.

    Czy oczekuję od naszych polityków za wiele? Oczywiście kierując te oczekiwania do krypto-putinistów i ignorantów z PiS, tak, oczekiwałbym za wiele. Ale doświadczona, dobrze opłacana i profesjonalnie obsługiwana grupa intelektualnie sprawnych polskich europosłów ma wielkość delegacji małego państwa członkowskiego UE i powinna w czasie wojny robić przynajmniej tyle, co robi Litwa. Powinniśmy tego od nich żądać i oczekiwać.

    „część produkcja nawozów … to o ile im może to wzrosnąć i kosztem kogo?

    Żywność ekologiczna? Nie wierzę …”

    Inną częścią przyszłego narzuconego Rosji europejskiego rozwiązania polityczno-biznesowego powinno być też zagwarantowanie jej konstruktywnego, pokojowego udziału w transformacji żywnościowej świata. Gdyż coraz więcej rosyjskich i białoruskich nawozów potrzeba będzie dla nakarmienia wciąż rosnącej i wychodzącej z chronicznego niedożywienia populacji globalnego południa. Zaś uruchomiona w Rosji rolnicza produkcja ekologiczna może się stać ofertą dla globalnej północy. Rosja ma taki potencjał, opisywany we właściwych analizach [8].

    „Subsydia ekologiczne – nagle Zachód ma płacić miliardy nie jak teraz za coś co jest naprawdę „tu i teraz potrzebne” dla gospodarki. Ten zachód, który ignorował kwestie klimatyczne tak długo.”

    To tak jakby u progu rewolucji przemysłowej w XIX wieku wątpić w jej powodzenie, bo Zachód stawiał na ekstensywne rolnictwo tak długo. Stawiał, ale gdy otworzyło się socjo-technologiczne okno dla gospodarki przemysłowej – przeszedł do niej i zgarnął pulę pioniera. Teraz jest podobnie, Zachód i Chiny konkurują o to, kto stanie się liderem gospodarki niskoemisyjnej, wymuszonej zmianami klimatycznymi. I dysponując taką przodującą gospodarką dokona ekonomicznej (re)kolonizacji obszarów odstających od czołówki wyścigu. Rosja zapewne będzie jednym z takich obszarów, a nasza, wschodnio-europejska gra powinna się toczyć o to, czy okażemy się w tym procesie bardziej częścią Zachodu czy bardziej peryferium Rosji.

    [1] https://youtu.be/nMXvoT3Wfpc

    [2] https://fb.watch/dTYx1Ukzfc/

    [3] https://partiarazem.pl/aktualnosci/2022/05/05/europejska-lewica-w-przemyslu-cel-wsparcie-ukrainy

    [4] https://www.euractiv.com/section/global-europe/news/bulgaria-investigates-four-arms-depot-blasts-for-russian-covert-action/

    [5] https://www.nexter-group.fr/sites/default/files/2022-06/Nexter_Arrowtech_Ammunition.pdf

    [6] https://www.yugoimport.com/en/proizvodi/artiljerijska-municija

    [7] https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2170755,1,duze-zachodnie-marki-po-cichu-wracaja-do-rosji-polskie-tez.read?src=mt

    [8] https://link.springer.com/article/10.1134/S2079970521040055

  119. @Awal Biały

    „Mamy przede wszystkim szybko rosnący globalny rynek EV, który równie szybko napotyka na barierę dostępu do metali rzadkich – ich ostatnim niewykorzystanym rezerwuarem jest Rosja.”

    W tej chwili najwięksi wydobywcy litium to Australia i Chile, razem 70%, a po nich Chiny z dodatkowym 16%. Do Chile można dorzucić Argentynę i Boliwię z największymi znanymi złożami. A jednak dziwnym trafem Ameryka Południowa nie wyrasta na lidera sektora EV, za to fabryki buduje się w Chinach, Ameryce i Europie. Zdaje się, że wszyscy próbują Ci to wyjaśnić: nawet jeśli Rosja ma gigacentaurobiliardy ton ziem rzadkich, to dopóki to będzie kraj zarządzany jak mafia, nikt tam nie postawi fabryki, co najwyżej kopalnię. Szczególnie, że Rosja od lat 1990tych ma jeszcze inny problem, tzn drenaż specjalistów.

  120. Przepraszam za spamowanie, ale mnie to męczyło: na ile (zachodnich) inwestycji może liczyć Rosja? W 2017 na przykład ledwo 3% całego EU-28 FDI (foreign direct investment) [1]. Odrobinkę mniej, niż Singapur i Kanada. A tutaj [2] FDI Rosji — ewidentny spadek po 2013, licząc wszystkie kraje. Po prostu nikt na zdrowy rozum nie będzie stawaiał kluczowych dla łańcuchów dostaw zakładów w kraju, który (1) jest zarządzany jak mafia, więc trzeba się borykać z olbrzymią korupcją na każdym szczeblu decyzyjnym; (2) z którego uciekają dobrzy inżynierowie, bo kto by chciał pracować w Moskwie, kiedy można w Kalifornii albo Bawarii; i (3) który lubi raz na jakiś czas pomachać szabelkę i cosplayować wielkie mocarstwo, więc cyklicznie dostaje po głowie sankcjami. W takim kraju fabrykę postawi Danone, żeby sprzedawać lokalsom jogurty, może ktoś się dogada z lokalnym AwtoBlyatFaktorem na dostawy komponentów do samochodów, ktore trafią na rynek wewnętrzny, bo to są interesy, które łatwo zwinąć. Albo jakiś Shell, bo na ropie się szybko zarabia dużo, co niweluje ryzyko. IMHO dlatego też Chiny nie pomogą Rosji, tylko poczekają na finał tragifarsy i w zamian za kroplówkę dla miejscowych oligarchów zrobią z Rosji jedną wielką kopalnię. Rosję czeka los surowcowych kolonii.

    [1] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Foreign_direct_investment_-_stocks
    [2] https://data.worldbank.org/indicator/BX.KLT.DINV.CD.WD?locations=RU

  121. @Lotgar
    „nikt tam nie postawi fabryki”

    „bo kto by chciał pracować w Moskwie, kiedy można w Kalifornii albo Bawarii”

    „w kraju … który lubi raz na jakiś czas pomachać szabelką”

    Lotgarze, rozmawiamy tu przecież o fabrykach postawionych przez Zachód (i Daleki Wschód) w Rosji, takich jak fabryka Avtotor w Kaliningradzie, gdzie były/ są linie produkcyjne marek takich jak General Motors, Nissan, Hyundai/ Kia, Chery, BMW – w odniesieniu do tej ostatniej umowę przedłużenia produkcji do 2028 r. podpisano w lutym tego roku, na kilka dni przed inwazją, z całym rosyjskim wojskowym potencjałem już rozmieszczonym wokół Ukrainy [1] (później ją zerwano, czyli dano sobie czas na negocjacje nowej po ustaleniu sytuacji na froncie). Zatem rosyjskie machanie szabelką nie tak bardzo niestety odstrasza.

    Inne takie fabryki stawiał np. Renault w Moskwie (pod presją sankcji została teraz sprzedana z prawem odkupu) czy Liebherr w Dzierżyńsku (nadal działa). Czyli i inżynierowie do tej Moskwy, a nawet pod Niżny Nowogród przyjadą. Z Bawarii!

    Rozumiem, że jak wielu kolegów zniesmacza Cię niedostateczna fajoskość tych inwestycji – nie dość zaawansowanych technologicznie, nie dość świetnych marek. Jednak one podtrzymują putinowski reżim, są częścią systemu umożliwiającego despotyzm i agresję. Lekceważenie tego nie pomaga ofiarom, jest tylko dostarczaniem sobie ich kosztem naiwnego samozadowolenia.

    „A jednak dziwnym trafem Ameryka Południowa nie wyrasta na lidera sektora EV”

    Rosja też nim nie będzie. Wynegocjuje sobie z sobie z Zachodem kolejny układ wspierający jej wyspową modernizację i podtrzymujący siłową nomenklaturę władzy – do czego m.in wystarczy kilka procent światowej produkcji EV za kilka lat. Jeżeli ktoś (czyli Belka, Konieczny i Hübner) jej w tym nie przeszkodzi, Rosja osiągnie to tymi samymi metodami, jakimi przez ostatnie lata wynegocjowała sobie węglowodorowe uzależnienie Europy. Ono u progu lat 90-tych nie było niczym oczywistym. Europę napędzał wtedy głównie wciąż jej własny węgiel, atom i zdywersyfikowany import. Który zresztą nadal jest w skali kontynentu zdywersyfikowany. Ale Rosja zajęła kluczowe kanały takie jak dostawy gazu dla niemieckiego przemysłu uzależnionego od nich dla utrzymania swej eksportowej konkurencyjności, czy też pozycja rafineryjnego hegemona we Włoszech. Kreml zadbał, aby w tych punktach jedyny obierany kierunek to był Gazprom, Nord Stream i Łukoil, co pozwalało mu na finansowanie i polityczne zabezpieczanie agresji we Wschodniej Europie – Nord Stream 2, projekt podpisany do wdrożenia z pan-zachodnioeuropejskim konsorcjum już po inwazji na Krym i Donbas był tego niemal literalnym wyrazem.

    Dodam może jeszcze en psssant: drodzy profesjonalni ruso- i ukrainoznawcy, którzy tu sobie lurkujecie i czasem raczycie użyć kryptocytacik. Może wspomóżcie miłych polemistów-amatorów w rodzaju Lotgara swoją argumentacją, wszyscy na pewno to docenią!

    [1] https://www.bmwblog.com/2022/02/18/bmw-avtotor-build-5-series-x5-x6-and-x7-russia/

  122. @Awal
    „Zatem rosyjskie machanie szabelką nie tak bardzo niestety odstrasza.”

    Z reguły nie czytam już tego co piszesz, bo za dużo czytania w kółko o tym samym, ale teraz przeczytałem, bo krótko i się nudzę.

    No więc mam nieodparte wrażenie, że inwestowanie w Rosji po inwazji na Krym, którą zachód ochoczo i dla święgo spokoju zaakceprował, jednak różni się mocno od inwestowania w kraju, który z radością morduje, gwałci i okalecza cywilów w europejskim kraju, który właśnie stał się (staje się?) kandydatem do UE. Poza tym mam też wrażenie, że firmy coraz bardziej przejmują się tym, co myślą ludzie. To już powoli przestaje być zarabianie kasy za wszelką cenę, bo nagle się może okazać, że trudno znaleźć bank, który sfinansuje inwestycję w Rosji, bo inwestorzy tego banku mu tego zabronili. Albo trudno będzie znaleźć bank, który da linię kredytową na import z Rosji z tego samego powodu. Itp., itd. Tzn. ja nie wierzę w moralny biznes, ale mam wrażenie, że biznes zaczyna sobie przypominać, że kasa jednak jest czyjaś i taki jeden prezes z drugim zaczyna sobie uświadamiać, że jednak działanie za wszelką cenę jest źle widziane w towarzystwie i że na golfie ostatnio widuje się tylko z bardzo niesympatycznymi burakami wychwalającymi putina.

  123. Awal w swojej argumentacji (może przez te networki) oddaje argumentację sporej części niemieckich biznesowych elit, które wierzą, że BAU powróci, bo Rosji „nie da się zignorować”. Trzymają się wizji tych ruskich biznesów, bo cały ich biznesplan na dekady oparty był o mrzonkę ruskiej modernizacji i ich w niej zyskownym udziale. (AMEURUS – to chyba najbardziej krindżowy przykład takiego myślenia)
    Niemniej, od 24 lutego to już jest po prostu niemożliwe w tej skali. Coś tam gdzieś tam otworzą, jakoś obejdą, ale stare pędzone ruskim gazem energiewende zdechło, i nie wróci.
    Scholz jest, owszem, pod gigantyczną presją niemieckiego biznesu, i – znów, gdyby nie 24 lutego – musiałby pewnie jej ulec. Ale teraz, jak to na wojnie, od siły biznesu ważniejsze są inne. Polityczne, społeczne, moralne. Proszę darować mi to potwornie przejaskrawione porównanie, ale w 1914 r. też w Europie mieliśmy wiele fajnych biznesów i dalekosiężnych inwestycyjnych planów, które diabli wzięli przez jedną ruską mobilizację.
    Przede wszystkim, teraz w Europie pojawiło się więcej amerykańskich żołnierzy – bo ich liczba jest najprostszym miernikiem wpływu Wujka Sama na bieg wydarzeń na naszym kontynencie. Rośnie także znaczenie Wlk. Brytanii – która takich interesów jak Niemcy w Rosji nie ma. Oczywiście wiem, że Awal zaraz zastrzeli mnie linkiem dowodzącym, że brytyjski producent pasty do butów ciągle ma linię supłania sznurowadeł pod Możajskiem, co się poradzi.

  124. @bartolpartol

    „No więc mam nieodparte wrażenie…”

    Powołujesz to samo nieomylne źródło, na którym opierają się inni moi mili polemiści (mający swoje nieodparte wrażenia, że w Rosji nie ma zachodnich fabryk, że nie pracują w niej zachodni inżynierowie itp.). Dla rozrywki zatem, bo przecież nie dla zakwestionowania Twych wrażeń, sięgnij jednak do cytowanego powyżej artykułu Agnieszki Bryc streszczającego metody warwashingu stosowane przez pozostające w Rosji lub do niej właśnie powracające konsumenckie marki – którym w tym nie przeszkadza Mariupol, Bucza i kolejne zbrodnie, jakie reżim ma w zanadrzu.

    „Tzn. ja nie wierzę w moralny biznes, ale mam wrażenie, że biznes zaczyna sobie przypominać, że kasa jednak jest czyjaś”

    Czy na blogu WO naprawdę należy przekonywać: biznes bez politycznej regulacji się nie krępuje tym, skąd bierze pieniądze: z niewolniczej pracy, z rabunku planety, z układu z Putinem? Polityczną regulację zachodniego biznesu robiącego interesy z Rosją może zapewnić tylko Europa, w której domagające się takiej regulacji głosy zachodniego elektoratu (np. niemieckich Zielonych) wzmocni silny komponent wschodnioeuropejskiej lewicy. Albo Konieczny zrobi swoje z Agnieszką Brugger, albo Macron swoje z Draghim i Scholzem.

    „na golfie ostatnio”

    No tak, albo też uratują nas golfiści!

  125. @awal „sięgnij jednak do cytowanego powyżej artykułu Agnieszki Bryc streszczającego metody warwashingu”
    No tak, stoi tam wprawdzie, że Inditex dementuje informacje o powrocie na rynek rosyjski, ale Izwiestia oraz Moskwa24 spekulują, że wróci. Czyli załatwione.
    No i zapomniałbym, Armani wciąż jest w Rosji! No to tak jakby sankcji nie było w ogóle. Każdy w głubince ma co najmniej fular od Giorgio, furda jedzenie, liczy się styl i bella figura.

    @”później ją zerwano, czyli dano sobie czas na negocjacje nowej po ustaleniu sytuacji na froncie”
    To fascynujący proces wnioskowania, osobiście nie nadążam. Chyba że osobiście znasz CEO BMW lub jego najbliższych kolegów, którzy na Longines Jumping World Cup Final zwierzali się, że to zerwanie to ściema taka.

    @”rynek EV, który równie szybko napotyka na barierę dostępu do metali rzadkich – ich ostatnim niewykorzystanym rezerwuarem jest Rosja.”
    Już pomijając superintensywne badania wszystkich zainteresowanych, mające na celu zastąpienie tychże metali czymś bardziej pospolitym ergo tańszym – są na tę „ostatniość rezerwuaru” jakieś papiery?

  126. „Już pomijając superintensywne badania wszystkich zainteresowanych, mające na celu zastąpienie tychże metali czymś bardziej pospolitym ergo tańszym – są na tę „ostatniość rezerwuaru” jakieś papiery?”

    Zapewne bo w RT tak powiedzieli

  127. „Liebherr w Dzierżyńsku”
    Ta firma się na własnej stronie internetowej chwali swoją rusofilią i byciem pierwszym niemieckim przedsiębiorcą, który już w 1965 wszedł na rynek rosyjski. Mimo to, narzeka na straty związane z sankcjami, a jego kooperacja z Kamazem, Kamazowi niezbyt pomaga, bo tam ważniejszy był Daimler, który aż taką rusofilią nie pałał.

  128. @Awal
    „Powołujesz to samo nieomylne źródło, na którym opierają się inni moi mili polemiści”

    Nie powołuję się na żadne źródła, bo odciąłem się od źródeł wszelakich prawie całkowicie zaraz przed wojną, gdy wyjechałem na długi urlop. I udało mi się szczęśliwie do nich nie wrócić. To niesamowcie komfortowy stan jest.

    „Czy na blogu WO naprawdę należy przekonywać: biznes bez politycznej regulacji się nie krępuje tym, skąd bierze pieniądze: z niewolniczej pracy, z rabunku planety, z układu z Putinem?”

    Nie znam się, ale słyszałem, że banki i fundusze inwestycyjne coraz częściej kręcą osem na biznesy niszczące naszą planetę, bo to się nie podaba ich udziałowcom. Sądzę, że równie nieprzychylnie mogą patrzeć na robienie biznesu z kacapami. Może prezesi banków i funduszy też wolą inne towarzystwo na polu golfowym (czytaj: zarabiać gdzie indziej).

    „No tak, albo też uratują nas golfiści!”

    Trochę bardzo Panu luzu i dystansu brakuje, Panie Awalu.

  129. @bartolpartol

    „Nie znam się, ale słyszałem, że banki i fundusze inwestycyjne coraz częściej kręcą osem na biznesy niszczące naszą planetę, bo to się nie podaba ich udziałowcom”

    Nie podoba się przede wszystkim regulatorom i nadzorcom [1]. Którzy realizują wskazania politycznego establiszmentu (Paris Agreement)

    @sheik.yerbouti

    „Chyba że osobiście znasz CEO BMW lub jego najbliższych kolegów, którzy na Longines Jumping World Cup Final zwierzali się, że to zerwanie to ściema taka.”

    To przecież nie pierwszy raz, gdy to robią. W 2015 r. po sankcjach za Krym BMW też się wycofało, a potem wróciło [2]. Motywy były biznesowe wtedy i są teraz. Od trwałości sankcji i politycznego kontekstu ich znoszenia (czyli uwzględnienia lub nie wschodnioeuropejskich interesów w tym procesie) zależeć będzie przebieg kolejnego resetu. O tym otwarcie mówi gubernator Kaliningradu oraz rosyjski oligarcha, właściciel Avtotoru – ton tych wzmianek jest wiarygodny, tak właśnie przebiegają takie rozmowy [3].

    „są na tę „ostatniość rezerwuaru” jakieś papiery?”

    Jest to powszechna wiedza w branży [4]. Koncerny wykupują na lata do przodu produkcję litu nawet z niepewnych złóż – VW z koncesji Ganfengu, Tesla z ACL. Produkcja w odludnych rejonach Australii już jednak nie wystarcza, nowe projekty wywołują protesty, jak ten w Dolinie Jadaru w Serbii [5] lub jak projekty salinowe w Ameryce Pd. Podbija to ceny litu na rekordowe poziomy. Realistycznym rozwiązaniem, które przewiduje biznes np. właśnie prezes BMW [6], nie są rewolucyjne innowacje, lecz przedłużenie produkcji silników spalinowych – a po 2030 r. z wolna recykling zużytych baterii. I to jest kontekst, w którym pojawi się rosyjska oferta nowych złóż bez lokalnych protestów.

    Kochani, nie róbmy tu prawicy z jej żabią perspektywą ludzi, którzy nic nie rozumieją, nikogo nie znają. Oceniajmy intencje decyzyjnych aktorów również po tym co sami mówią i po tym jak się zachowywali w przeszłości. Nie słyszałem żadnego przedstawiciela zachodniego biznesu, który powiedziałby, że wycofanie się jest ostateczne i nigdy do Rosji nie wrócą. Wrócą, jeżeli stworzy im się kontekst – a Rosja go stworzy. Niektórzy po prostu nie wyjdą i przeczekają.

    @aldek

    „Rośnie także znaczenie Wlk. Brytanii – która takich interesów jak Niemcy w Rosji nie ma.”

    Gdzieś już to czytałem [7].

    „w 1914 r. też w Europie mieliśmy wiele fajnych biznesów…”

    Aldku, a więc co do tej inicjatywy Konieczny-Brugger, czy sądzisz że jest szansa jakoś włączyć w nią „Die Linke” pod nowym kierownictwem? Owszem, oni gryzą się z Zieolnymi jeszcze mocniej niż SPD, ale gdyby głównym tematem uczynić redukcję długu, nie zbrojenia? Brugger była w kilku inicjatywach (m.in. Institut Solidarische Moderne) wspólnie z Katją Kipping, która teraz jako berlińska senatorka Die Linke odpowiada za sprawy uchodźcze. Na takim praktycznym poziomie to są podziały do przeskoczenia. Konferencja ISM „Sprawiedliwość za sankcje?” z projektem wspólnego oświadczenia? Kto ze strony ukraińskiej? Media?

    Nie jesteśmy w 1914 r., lecz w 2022 r. Konkretnie w 26 tygodniu tego roku, 17 tygodniu wojny. Agenda polityczna Putina na ten tydzień: wizyta w Duszanbe na Szczycie Kaspijskim: [8], rozmowy z prezydentem Indonezji w Moskwie na temat jesiennego spotkania G20 [9]. Nie wszystkiemu, co Putin w tych rozmowach osiągnie jesteśmy w stanie zapobiec – tym bardziej jeżeli wszyscy tu wierzą w samoczynne piwoty, a Belka nie umie kupić biletu do Dżakarty. Ale coś możemy robić, jakoś powstrzymywać putinizm. Reżim, który planuje swoje agresywne ruchy z dużym wyprzedzeniem – jak pokazują choćby te sabotaże w składach posowieckiej amunicji w Czechach i Bułgarii z ostatnich lat. Który czasem się przelicza, ale czasem wcale nie – jak choćby w swym planie osłabienia i podporządkowania Łukaszenki, co skutecznie przeprowadził począwszy od zgłoszenia niewygodnych wyborczych kontrkandydatów, a następnie kreatywnie dostosowując się do wydarzeń.

    Widząc niesprawność, naiwność, brak woli realnego działania wśród ludzi którzy mają do tego przygotowanie i mandat nie mogę być optymistą. Nie mogę powiedzieć kobiecie z Charkowa: tak, wracaj, idzie ku dobremu.

    Od młodej lewicy oczekuję działań i efektów. Nie jesteście dziećmi. Wiecie już, że nie stać Was na łykanie warufakisowych pogadanek, jak to robią Wasi zachodni koledzy. Również mrzonki na temat Amerykanów i Brytyjczyków zostawcie naszej głupawej prawicy. Sami musicie budować realny regionalny sojusz polityczny wschodnioeuropejskiej lewicy, który będzie w stanie wpłynąć na układ sił i wynik powojennych negocjacji. Niektórzy z Was to robią. Tym serdecznie dziękuję i obiecuję wsparcie w pozablogowej roli. Reszcie życzę trzeźwości spojrzenia i skuteczności w działaniu.

    [1] https://www.eba.europa.eu/eba-publishes-results-eu-wide-pilot-exercise-climate-risk

    [2] https://amp2.handelsblatt.com/unternehmen/industrie/kein-neues-werk-bmw-legt-russland-plaene-auf-eis/11750168.html

    [3] https://fomag.ru/news-streem/avtotor-mozhet-vosstanovit-obem-proizvodstva-v-techenie-polutora-let-alikhanov/

    [4] https://www.mining.com/web/the-trouble-with-lithium/

    [5] https://balkangreenenergynews.com/masses-block-roads-in-serbia-in-protest-against-lithium-mining-controversial-laws/

    [6] https://m.faz.net/aktuell/wirtschaft/bmw-chef-oliver-zipse-verbrenner-hat-noch-lange-nicht-ausgedient-18011297.amp.html

    [7] dhttps://muzhp.pl/files/events/13/58/800_img.jpg

    [8] https://m.akipress.com/news:672664:Putin_to_visit_Tajikistan_and_Turkmenistan_this_week/

    [9] https://www.laprensalatina.com/indonesias-president-jokowi-to-meet-putin-in-russia-ahead-of-bali-g20/amp/

  130. @awal
    „To nie jest film o Kołobrzegu, lecz raczej o Volkswagenie, który jak wiadomo swoją piękną hipisowską młodość przeżył pomimo zrodzenia jako dziecko nazizmu. Piękny flirt Zachodu z Rosją też po wojnie będzie trwał w najlepsze. BAU już obecnie jest uruchamiany na kreatywne sposoby wymagające, owszem, pewnej dozy warwashingu [7]. Po wojnie to będzie otwarty marketing „Dobre bo ruskie”. Hyundai wierzy w przyszłość, wolność, w wyzwoloną kobiecość! Dlatego do zaprojektowania limitowanej serii elektrycznych aut miejskich „Valentina” zaprosił wybitną projektantkę Mirę Putiną, która zainspirowana historią pierwszej kosmonautki stworzyła design imponujący ekologiczną konsekwencją i wzorniczą wizją.”

    Właśnie w takich chwilach widać twoje niezrozumienie czynnika ludzkiego. Nigdy nie podjąłeś rozmowy na ten temat, po prostu odpowiadasz „nieprawda, właśnie że go uwzględniam”. Chyba po prostu nie znasz tego pojęcia. Zrobiłem o nim kiedyś wspaniały wywiad z prof. Wnukiem-Lipińskim, więc przybliżę Ci jego przybliżenie.

    Chodzi o to, że ludzie są Zasadniczo Nieprzewidywalni. To dlatego nie można stworzyć Ostatecznej Dyktatury (to był główny temat wywiadu – dlaczego w rzeczywistości nie może istnieć taka dystopia, jak w powieści Wnuka-Lipińskiego), bo wszystko się nagle może rozbić przez to, że ktoś zapił, ktoś zostawił walizkę w taksówce, ktoś się zbuntował, ktoś umarł bezpotomnie itd.

    Hipisowski triumf Volkswagena to oczywiście przykład na taką przekorę „czynnika ludzkiego”. Co w nim jest najważniejsze, to że NIE MOZNA GO PRZEWIDZIEĆ.

    Ty się zdajesz wierzyć w woluntaryzm decydencki. Gdy Ważni Ludzie powiedzą – tu ma staną fabryka samochodów elektrycznych, to ona stanie. Gdy powiedzą – macie znowu lubić Rosję, to polubią.

    Historia jest pełna przykładów, gdy to zadziałało. Ale jeszcze bardziej pełna przykładów, gdy to nie zadziałało. Plany biznesowe rozsypywały się o jakieś głupoty. W jakiejś książce o Krzemowej Dolinie jest scena rozmowy kogoś z pokolenia X z Rossem Perotem, którego inwestycje potencjalnie mogły zmienić historię technologii.

    Perot zaczał od pytanua „are you married, son?”. I jak usłyszał, że nie – to już nie było rozmowy. Wrócił na lotnisko. Genialny plan biznesowy poszedł się kochać, bo Ross Perot nie robił interesów z nieżonatymi.

    Wielki biznes może mieć gdzieś Buczę, ale nic nie poradzą na oddolną antypatię do Rosji, którą teraz odczuwają miliony (miliardy?) konsumentów.

  131. Awal i jego fajny jpg nr [7] – no po kim jak po kim, ale po Awalu to promowania ulubionej wśród gimbazy teorii o zdradzie Zachodu w 39 r. to bym się nie spodziewał.

  132. @aldek

    „zdrada Zachodu”

    Nie używam takich terminów. Zachód realizuje swoje interesy, które nie uwzględnią naszych, jeśli o to nie zadbamy. I dlatego znów dziś mamy w bieżącej prasie nagłówki takie jak „Ilustrowanym Kuryerze Codziennym” z 26 sierpnia 1939 r.: „Ojciec Święty wzywa uroczyście narody do zachowania pokoju”, „Rokowania w Moskwie i bomba sowiecka”, „Cynizm Berlina”.

    @WO

    „Chodzi o to, że ludzie są Zasadniczo Nieprzewidywalni”

    Wiele rzeczy trudno przewidzieć, ale niektóre łatwo np. że G20 nie wyrzuci Rosji, skoro nikt na to nie naciska. I może ma to mniejsze znaczenie niż zmienne preferencje konsumenckie, ale jakieś znaczenie ma. Polski polityk z możliwością wpływu na tę sprawę powinien się nią zająć. Inni polscy politycy i polityczki powinni zająć się budowaniem łączności z segmentami zachodniego elektoratu ujawniającymi antyrosyjski sentyment. Ten sentyment nie będzie wieczny, a Rosja będzie szukać sposobów, by go niwelować – i jakieś znajdzie. Dostosuje się do nieprzewidywalnych zdarzeń lepiej niż my – skoro my nie robimy nic.

    I tak, niestety, marketingiem można sprzedać wiele. Półniewolniczą pracę kobiet (azjatyckich szwaczek) jako feminizm (odzieżowej marki). Rabunek planety (wydobyciem metali rzadkich) jako ekologię (w samochodzie elektrycznym). Zostawmy Putinowi jego pomysły w tym zakresie. Skupmy się na tworzeniu i pokazywaniu miejsca „Wschodnia Europa” jako archipelagu krajów przywiązanych do demokracji, tolerancji i praw człowieka, naturalnego azylu prześladowanych. Nordykom to się udało, ale nie czekali aż samo przyjdzie. Wiele dekad działał ich czynnik ludzki: od Daga Hammarskjölda po Tove Jansson. W dniu, w którym ogłoszono ważną nagrodę literacką dla Serhija Żadana [1] można mieć trochę nadziei – ale nadzieja ta nie zwalnia nas z pracy (aldku, to też do Ciebie).

    [1] https://www.deutschlandfunk.de/friedenspreis-des-deutschen-buchhandels-fuer-autor-serhij-zhadan-102.html

  133. @awal
    „Wiele dekad działał ich czynnik ludzki: od Daga Hammarskjölda po Tove Jansson.”

    Wydaje mi się, że ty ciągle źle rozumiesz „czynnik ludzki”. Z tych przykładów wynika, że chodzi ci o „sławnych ludzi”. „Czynnik ludzki” w naukach społecznych to właśnie działania randomów, nonejmów, przegrywów, nauczycieli itd.

    Gdyby świat był taki prosty, jak Ci się wydaje, nie byłoby marketingowych porażek. Skoro menadżerowie podejmą decyzję, to ta decyzja się spełni. „Niech się stanie fabryka EV – i stała się fabryka”.

    Tymczasem historia kapitalizmu i ZWŁASZCZA marketingu jest pełna porażek, które po latach analizowane są jako „what were they thinking?” (mam książke pod takim tytułem). Na przykład popkultura TEORETYCZNIE nie powinna mieć wpadek – przecież tam siedzą najwybitniejsi specjaliści, analizujący scenariusze blockbusterów, planujący kampanie promocyjne, krzyżowe deale z McDonaldsem itd. A potem jednak nagle robią film, na który randomy, nounejmy i nauczyciele nie chcą chodzić.

    Podobnie może być teraz. Jajako random po prostu czuję teraz niechęć do wszystkiego co rosyjskie. Nie mogę już nawet czytać Dostojewskiego. Mając do wybory np. samochód elektryczny marki Toyota i samochód elektryczny marki Łada, kupię Toyotę – nawet jeśli będzie droższa o 20%. A na samym końcu w kapitalizmie chodzi jednak o to, żebyśmy my, nounejmy, zagłosowali portfelami.

  134. @wo „Wydaje mi się, że ty ciągle źle rozumiesz „czynnik ludzki”. Z tych przykładów wynika, że chodzi ci o „sławnych ludzi”.
    To chyba jest skutek uboczny, moim zdaniem oczywiście, bycia social climberem. Siłą rzeczy musisz orientować się na tzw. ważnych ludzi i siłą rzeczy musisz w jakimś stopniu przejmować ich wizję świata.
    Dlatego Awal tak bardzo naciska na to, żeby ci nieszczęśni polskolewicowi europosłowie stałe dopytywali się o los tego czy innego aktywisty w Chersoniu, podczas gdy np. mnie interesuje bardziej gdzie do cholery podziały się setki tysięcy Ukraińców, ponoć wywiezionych aż na Kamczatkę. Nie żebym nie współczuł aktywistom (zwłoki jednego już znaleziono), ale ta „kradzież ludzi” mnie interesuje znacznie bardziej.

  135. @wo:
    > „what were they thinking?”
    Chciałem sprawdzić jaką, ale znalazłem cztery różne, pod takim tytułem (tak na szybko…).

  136. WO
    „Tymczasem historia kapitalizmu i ZWŁASZCZA marketingu jest pełna porażek, które po latach analizowane są jako „what were they thinking?” (mam książke pod takim tytułem).”

    Ja ostatnio dowiedziałem się dlaczego ET nie był wabiony cukierkami m&m’s tylko Reese’s Pieces od Hershey’a, też zabawne jak marketing Marsa wtopił.

  137. @pak
    Konkretnie jest to: „What Were They Thinking: The 100 Dumbest Events in Television History”. Oczywiście interesował mnie aspekt popkulturowy. A więc mamy zebranie, tam zasiadają ważni i wpływowi ludzie (grający w golfa, no doubt about it) i każdy z nich uważa siebie za eksperta od telewizji, no bo inaczej by nie był ważnym producentem w czołowej stacji, biczes. I podejmują decyzje katastrofalnie błędne, bo randomy, nounejmy, przegrywy itd. NIE CHCIAŁY TEGO OGLĄDAĆ. To jest czynnik ludzki, panie Awal, a nie Dag Hammarskjold.

  138. @”Polski polityk z możliwością wpływu na tę sprawę powinien się nią zająć.”
    Przecież się zajął. Tylko że premierowi Morawieckiemu mało co się udaje.

  139. @aldek
    „Rośnie także znaczenie Wlk. Brytanii – która takich interesów jak Niemcy w Rosji nie ma.”

    Za to Rosjanie w Londynie jak najbardziej. GB to darmowa, otwarta całą dobę pralnia ruskich pieniędzy. Od lat i nic się tutaj podobno nie zmieniło, bo każdy pomysł, żeby coś z tym zrobić gdzieś szybko znikał jakby rządził tam Morawiecki. Ale rządzą Torysi siedzący w kieszeniach ruskich oligarchów (https://krytykapolityczna.pl/swiat/wielka-brytania-boris-johnson-rosyjscy-oligarchowie/) choć to de facto jeden pies.

    Także ten.

  140. @rosyjska przewaga artylerii i demografii

    W tej chwili na linii frontu, która ma 2450 km Rosjanie przesuwają się do przodu w kwadracie o boku 20 km w dziennym tempie liczonym w metrach. Od marca kiedy ogłosili, że skupią się na Donbasie nie zajęli nawet całego obwodu Ługańskiego. Nawet jeśli zamkną występ lisyczański to przyjdzie im zdobywać Słowiański i Kramatorsk przy skróconej linii obrony ukraińskiej. Jak na efekt przewagi ludzkiej i technicznej to raczej dość słabo.

  141. Niestety, ale tempo zdobywania terenu, dopóki jest nieujemne, nie jest kluczowe.
    Zdecyduje komu pierwszemu się znudzi, Rosji tracenie pieniędzy i ludzi z głubinki czy zachodowi finansowania Ukrainy.
    O ile w Rosji nie rozsypie się absolutnie wszystko z braku części zamiennych/nie dojdzie do zmiany reżimu (choćby dlatego, że Putin umrze naturalnie na przykłąd) to prowadzenie wojny poza własnymi granicami jest kosztowne ale do przeżycia.
    Prowadzenie wojny wewnątrz własnych granic to koszmar i Ukraina jest na łasce Zachodu. Bez wsparcia będzie w stanie nadal walczyć – ale nie będzie miała szansy nie przegrać.

  142. @sheik.yerbouti

    „Nike?”

    To jest po prostu komunikat o aktualnym zamknięciu operacji, było takich więcej. One niczego nie determinują i nie wykluczają w kwestii możliwości i terminu powrotu. Nie widziałem – a chciałbym – komunikatu żadnego koncernu o tym, że wychodzi i nie powróci dopóki Rosja nie opuści terytorium Ukrainy lub choćby tylko nie cofnie się do granic okupacji z 24 lutego.

    „To chyba jest skutek uboczny, moim zdaniem oczywiście, bycia social climberem.”

    To chyba jest skutek uboczny, moim zdaniem oczywiście, nieposiadania niczego merytorycznego do dodania w dyskusji. Zawsze gdy ona zaczyna być o mnie mam wrażenie, że jest to sposób na jakieś niechętne przyznanie mi racji, zatem dziękuję.

    @WO
    „„Czynnik ludzki” w naukach społecznych to właśnie działania randomów, nonejmów, przegrywów, nauczycieli itd.”

    Obszary ryzyka we własnym kraju, które może zintensyfikować tak rozumiany czynnik ludzki Putin ma niestety dobrze rozpoznane. Nie jest oderwanym od życia maniakiem z bunkra, jak bywał przedstawiany – co widać po m.in. po swpobodnej komunikacji w sytuacjach, gdy nie ma na celu zdominowania rozmówców.

    Dlatego przykładowo Putin nie ogłasza powszechnej mobilizacji – rozumie, że to przekroczyłoby próg buntu i nieopanowanych reakcji. Również dlatego ma kilka redundantnych elementów systemu władzy (Rosgwardia, Ministerstwo ds. Nadzwyczajnych, i in.), aby reagować na nieprzewidywalne zdarzenia. Zakładanie, że zdarzenia te się mu jednak same z siebie wymkną spod kontroli jest niestety naiwne. Wymkną się, jeżeli osłabimy ten system i jego odporność na multiplikujące się problemy. Sprawimy, że zacznie tracić na petro-eksporcie, dzięki zachęceniu Saudów do zwiększenia podaży. Co rzeczywiście nadgryzłoby w Rosji emerytury – już teraz, a nie kiedyś, po załamaniu ukraińskiego oporu. Albo też zmienimy bilans amunicji artyleryjskiej na froncie lub choćby uzyskamy realną groźbę jego zmiany przez zwiększenie produkcji w istniejących fabrykach – co rzeczywiście wymusiłoby chaotyczną rosyjską mobilizację. To byłaby nasza realna gra na nieprzewidywalny „czynnik ludzki”. A nie siedzenie z założonymi rękami i marzenia o kolejarzach, którzy wywołają bunt na Białorusi.

    „Jajako random po prostu czuję teraz niechęć do wszystkiego co rosyjskie.”

    „I podejmują decyzje katastrofalnie błędne, bo randomy, nounejmy, przegrywy itd. NIE CHCIAŁY TEGO OGLĄDAĆ. To jest czynnik ludzki, panie Awal, a nie Dag Hammarskjold.”

    Dla Ciebie Putin i rosyjskość to teraz synonim napastliwego obskurnego zła, ale niestety dla milionów młodych (zwłaszcza) mężczyzn z krajów Azji, Afryki i Ameryki Pd. to teraz symbol oporu wobec USA – zaś Zełenski to amerykańska marionetka. Ci młodzi ludzie gardłują za Rosją na social mediach, powtarzając tam wszystkie manipulacje rosyjskiej propagandy. Mają znaczenie polityczne, a mogą mieć też ekonomiczne – oni też coś kupują, niekoniecznie z wysokiej półki, typu elektryczny skuter.

    A mogłoby ich być trochę mniej, gdyby polska lewica zostawiła prawicy zachwyty nad Brytyjczykami i Johnsonem, i zaczęła w tych krajach w poważnym empatycznym tonie mówić o ofiarach zarówno zachodnich, jak i wschodnich kolonializmów. Przypominać Hołodomor na równi z innymi klęskami głodu, takimi jak śmierć milionów Bengalczyków za wojennych rządów Churchilla. O deportacjach Polaków i Ukraińców pod niemieckimi i rosyjskimi okupacjami przypominać w krajach afrykańskich, których mieszkańcy doznali podobnego traktowania. Uczcić 85-tą rocznicą masakry Nankinu, przypadającą w grudniu, zestawiając ją z wojennym losem Warszawy, Buczy i Mariupola. To wymagałoby wyczucia proporcji, rzetelnej wiedzy historycznej, kontaktów, planowej strategii. Ale dobrze zrobione, optymalnie w oparciu o odpowiednie duże instytucje poświęcone upamiętnieniom wojen i represji (w Polsce niestety przeważnie prawicowe, jednak w innych krajach niekoniecznie np. [1]), byłoby rzeczywiście ciosem w wizerunkową pozycję Rosji w tych obszarach, gdzie ona ją sobie teraz buduje. I znowu: jeżeli tego zaniedbamy, Putin z nawiązką odrobi wszelkie swe wizerunkowe straty, a my będziemy utyskiwać, że jest w różnych miejscach zapraszany i wysłuchiwany – i że nie tylko oficjele, ale i te arabskie/ hinduskie/ boliwijskie „randomy, nounejmy, przegrywy” chcą go oglądać. Zapobieżenie temu to byłaby skuteczna wizerunkowa walka z Putinem, drogi WO, a nie zakurzony „Idiota” na półce.

    „Na przykład popkultura TEORETYCZNIE nie powinna mieć wpadek”

    Ma ich mniej, jeżeli trzyma się dobrych, sprawdzonych (co nie znaczy, ze ogranych) motywów i schematów. Na przykład Schematu Vlany, który Was może zaskoczyć „czynnikiem ludzkim” – podjęciem morderczego wyzwania przez niespodziewaną protagonistkę – lecz który dla mnie jest oczywistym rozwinięciem jej roli jako zakulisowej opiekunki. Wielu nam się wydaje, że płynie po nieodgadnionym oceanie życia – po niektórych zostaną tylko wyrzucone na piasek buty, po innych może choć ślad w pamięci.

    Wiem, że obiecywałem dotrwać do 30 czerwca, jednak nie dotrwam – nowy prąd zbyt mocno mnie wciąga. Kolega KrasnowKrasnow opisuje syntetycznie, gdzie jest front obecnie – każdy może ocenić, na ile to już zamrożony czy unieruchomiony konflikt o lepszą infografikę.

    Kochani, dziękuję Wam wszystkim bardzo serdecznie za nasze dyskusje. Młoda Lewico, do pracy! Bez Ciebie nic tu się nie zmieni!

    [1] https://www.museudoaljube.pt/en/

  143. @awal „Nie widziałem – a chciałbym – komunikatu żadnego koncernu o tym, że wychodzi i nie powróci dopóki Rosja nie opuści terytorium Ukrainy lub choćby tylko nie cofnie się do granic okupacji z 24 lutego.”
    No i tak z Tobą jest – najpierw cierpliwie tłumaczysz nam po wielokroć, żę biznes nie ma moralności i chce zarabiać, a potem ubolewasz, że biznes nie ma moralności i chce zarabiać. Nike nie dlatego wzięło Kopernicka do reklam a teraz wycofuje się z Rosji, bo są tak szlachetni, tylko wie, że klienci na Zachodzie ten ich profil „ideowy”, nomen omen, kupią. Takie posunięcia się im opłacają, ale też nie obiecają więcej, niż muszą.

    @”Zawsze gdy ona zaczyna być o mnie mam wrażenie, że jest to sposób na jakieś niechętne przyznanie mi racji”
    Och, już się tak nie obrażaj, to nie był – wbrew pozorom – atak. Zauważam tylko, że skoro celem social climbera – a nie tyle nie wypierasz się tej wspinaczki, co wręcz nią szczycisz i sporządzasz poradniki na młodych, jak to robić – jest wejście parę szczebli wyżej w hierarchii społecznej, to absolutnie niezbędną kompetencją jest tu poznanie sposobu myślenia i systemu wartości decydentów, którzy obecnie zarządzają tym całym bajzlem. Problem w tym, że kiedy patrzysz w otchłań, otchłan patrzy w ciebie, i nie da się przez dekady grać wg reguł i nimi trochę nie przesiąknąć. Słuchać latami o czyjejś wizji świata i jej ciut nie zinternalizować. Często dla samego siebie niezauważalnie.
    OK, kończę z psychologizowaniem, wracam do roboty.

  144. @awal
    „Dla Ciebie Putin i rosyjskość to teraz synonim napastliwego obskurnego zła, ale niestety dla milionów młodych (zwłaszcza) mężczyzn z krajów Azji, Afryki i Ameryki Pd. to teraz symbol oporu wobec USA – zaś Zełenski to amerykańska marionetka.”

    Oczywiście, ale litewscy pogranicznicy patrzą na to raczej tak jak ja. Potencjalni nabywcy tych EV też patrzą na to raczej tak jak ja. Przecież cały sens biznesowy zakładów Avtotor polegał na sprzedaży tej produkcji do Polski i Pribałtyki, bo 20 lat temu położenie Królewca wydawało się z tego punktu widzenia zaletą a nie wadą.

    Onuce w Afryce czy Ameryce Łacińskiej tych samochodów nie kupią. „Salon sprzedaży samochodów elektrycznych” w Ougadougou czy w Nikaragui to pomysł biznesowy w sam raz na kolejną książkę „What were they thinking?”.

    „oni też coś kupują, niekoniecznie z wysokiej półki, typu elektryczny skuter.”

    Też nie. Wszelka elektromobilność wymaga infrastruktury w postaci powszechnej elektryfikacji. Widzisz to w Burkina Faso?

    „Ma ich mniej, jeżeli trzyma się dobrych, sprawdzonych (co nie znaczy, ze ogranych) motywów i schematów.”

    Until it doesn’t. Właśnie tak Disney się wpakował w lekceważenie Toy Story. Około 1996 uważali, że znają złotą formułę kina familijnego i po wsze czasy ma ono polegać na klonach „Króla lwa” / „Małej syrenki”. Skończyło się tak, że Pixar – wtedy ich pokorny petent – ich przejął.

  145. @wo „Też nie. Wszelka elektromobilność wymaga infrastruktury w postaci powszechnej elektryfikacji”
    Ale nie mówimy tutaj o tysiącach Tesli w Myanmie i infrastrukturze do ich ładowania, tylko o elektrycznych skuterach i rikszach, ładowanych ze zwykłego gniazdka. To juz się mocno rozwija w Indiach, przy czym te skutery sa chińskie, ewentualnie indyjskie. Nikt tam nie rezygnuje na złość Zachodowi z elektrycznej Vespy Elettrica za 7000 ojro sztuka.

  146. @sheik
    „Nikt tam nie rezygnuje na złość Zachodowi z elektrycznej Vespy Elettrica za 7000 ojro sztuka.”

    Ale że Indie i Chiny mają miejscowo tę infrastrukturę, to ja nie wątpię. Tylko że nie wpuszczą tam EV z Rosji. Więc kto właściwie ma kupować te Elektrokartoszki z Królewca?

  147. @Awal
    „Kolega KrasnowKrasnow opisuje syntetycznie, gdzie jest front obecnie – każdy może ocenić, na ile to już zamrożony czy unieruchomiony konflikt o lepszą infografikę.”

    To zdanie chyba najlepiej opisuje syntetycznie, jak bardzo prorosyjską optykę przyjmujesz.

    Dla porządku wyjaśnię: chodzi mi nie tyle o rusofilię, co rosyjski fatalizm, z Rosją jako siłą złą, ale w zasadzie niepowstrzymaną. W tej narracji każdy argument dla Rosji pesymistyczny swoje „nie” zamienia w „być może”, „być może” w „tak”, a każde „tak” podwaja przechodząc przez pole Start (BMW wyszło, ale tylko na niby, taktycznie i negocjacyjnie). Każdy argument optymistyczny, odwrotnie, „nie” stają się „być może” itd. (Armani nie tylko zostaje na wieki wieków amen, ale jeszcze trzyma nogę w drzwiach dla wszystkich Zachodnich biznesów, które otworzy szeroko, jak tylko kapitan BAU wybudzi się z drzemki).

    W przypadku frontu przybiera to już formę kliniczną selektywnej ślepoty na działania Ukrainy na froncie. No bo tak, KrasnowKrasnow opisuje, gdzie front obecnie idzie do przodu – ale tylko z ROSYJSKIEJ perspektywy.

    Tymczasem zamiast inforgrafiki, możemy spojrzeć na tę mapkę:
    https://www.facebook.com/photo/?fbid=434549275342284&set=pcb.434549365342275

    Mapka ma już dwa tygodnie, ale w kwestii ogólnego obrazka niewiele się zmieniło. Obszary niebieskie i czerwone pomińmy, bo opisują one sukcesy i klęski pierwszej fazy wojny. Obszary żółte to tereny z inicjatywą rosyjską, zielone – ukraińską. Przy czym uzupełnijmy: punkty 7. i 8. nie przesunęły się nawet o kilometr od końca lutego, punkt 12. jest aktualnie sparaliżowany przez natarcie z punktu 13., za to punkt 5. jest szerszy niż pozostałe i sięga prawie pod przedwojenną granicę Donbabwe.

    Rosja, owszem, ma swój kwadracik operacyjny w obszarze 9.-11., który się z tygodnia na tydzień kurczy. Tutaj zaiste front dąży powoli, ale stabilnie do zamarcia, czego mu serdecznie wszyscy życzymy. Ale przecież równocześnie Ukraina naciera na obszarze bez mała 40-50% frontu! I te natarcia przynoszą konkretne przesunięcia, zwłaszcza na południowych odcinkach, ale też pod Izjumem (mniej pod Charkowem).

    Dodajmy do siebie natarcia orkowe i ruskie i nijak nie da się dzisiaj powiedzieć, że konflikt jest w jakimkolwiek stopniu “uruchomiony”! Bawi mnie też niezmiernie sugestia, że tak szeroki front natarcia jest ledwie-co próbą odwrócenia uwagi orków od Siewierodoniecka i Łysyczańska.

    Ot, prorosyjskie skrzywienie w pełnej krasie: kilkadziesiąt brygad i kompanii ukraińskich wypiera ruskich od Charkowa po Chersoń, ot, sprawa trzeciorzędna, zapomnijmy o tym, skupmy się na topniejącym kwadraciku na którym ruskim cośtam od biedy wychodzi, i jego kurczący się acz nieujemny postęp ekstrapolujmy na stan całej wojny.

    No więc przepraszam, ale stan na 27 czerwca prolongowany na 30-tego wskazuje niezbicie, żeś się panie Awalu mylił wierutnie. Front jest bardzo aktywny i niezamrożony. Możemy sobie pospekulować na ile natarcia USZ okażą się markowane, lokalne bądź wytracajace impet z braku zaopatrzenia czy drugiego rzutu, albo i też się nie okażą i rację ma @wo spekulując o końcu czerwca na wielką kontrofensywę (embargo informacyjne sugeruje, że coś jest na rzeczy) – ale fakt jest faktem, że mają miejsce i wskazują na dużą inicjatywę Ukrainy na którą Rosja nie ma żadnej odpowiedzi poza modleniem się, że te nieliczne siły, które nie zostały przerzucone pod Łysyczańsk i Izjum, jakoś to wytrzymają na trzeciej linii obrony.

    Tu druga mapka, pokazująca gęste rosyjskie szeregi na północy i południu:
    https://twitter.com/DefMon3/status/1540676461409058816/photo/1

  148. Front to jedno, ale mnie niepokoi stan świata po wojnie – obawiam się, że jeżeli Rosja nie imploduje widowiskowo (ale kontrolowanie) to doświadczymy jeszcze życia w świecie podzielonym nową „żelazną kurtyną”.

    Los Kaliningradu wydaje się mocno niepewny – jeżeli Rosja przejdzie do głębokiej, strategicznej, liczonej w dekady defensywy region ten będzie doskonale zbędny Moskwie. Gra pod tytułem „ewakuujemy się zewsząd, przegraliśmy, trzeba lizać przez kolejne dekady rany, ratujemy co najważniejsze tj. spoistość aparatu władzy” raczej nie wymaga szczególnej dbałości o odległy, mały skrawek ex-niemieckiej ziemi. Jestem w stanie sobie wyobrazić Kaliningrad roku 2055 jako wyludnioną, może liczącą ćwierć miliona dusz i obsadzoną wojskiem symbolicznie pustynie gospodarczą. Raczej jak Togo w 1913, niż Prusy Wschodnie w 1938.

  149. Kaliningrad przecież i tak jest tylko bazą wojskową, nikt poza wojskiem i ich rodzinami i tak tam nie mieszka (tzn. bardzo często są to np dzieci i wnuki wojskowych z czasów sojuza). Tak samo jak w paru innych podobnych regionach – Sewastopolu, Transnistrii itp.

    A co do kurtyny to moim zdaniem lepsza kurtyna której istnienie jest dla każdego oczywiste niż udawanie że kurtyny nie ma i robimy z barbarzyńcami businessy. Mam nadzieję że Rosję uda się od reszty Europy skutecznie odizolować i nie pomogą im szlochy spasionych świń esesmańskich wnuków (za malo skuteczny był ten RAF, oj za mało)

  150. @Awal Biały
    „W odniesieniu do kalibru 152 koleżanka krystyna.ch wymieniała już odpowiednie zakłady – m.in. kraśnickie Mesko oraz fabrykę EMCO w Bułgarii, która nieprzypadkowo była przedmiotem rosyjskiego sabotażu przed wojną [4].”
    – MESKO ma w katalogu skorupy i łuski pocisków artyleryjskich. To już dużo, z pewnością jest w stanie produkować resztę i w większych ilościach. Tylko nie wiem, czy z tą resztą oraz ilością (300 tys.?) zdążą na bieżącą wojnę.

    Np. właśnie MESKO, dla odmiany oddział w Pionkach, prowadziło zaskakująco długie (dla laika) prace nad niewielką (dla laików) zmianą nad zapłonem ładunku miotającego w amunicji czołgowej 120mm. Tej do armat Leopardów (i Abramsów, jeśli będą). Już po wdrożeniu, liczby zakontraktowanych nowych piguł jakimi się pochwalono publicznie były duużo mniejsze od przykładowych 300 tysięcy. Nie mam kompletnych danych (bo to nie jest jawne) ani nie wiem, jak dokładnie produkcja 120stek ma się do potencjalnej produkcji 152 – czołgowe są bardziej skomplikowane, przyznaję – ale prognostykiem jest to raczej umiarkowanie pesymistycznym.

    Twoje ostrzeżenia (i związane z nimi propozycje) natury społeczno-polityczno-psychologicznej cały czas uważam za warte uwagi, zwłaszcza wpisujące się w znane prawdy, że 1) pieniądze nie śmierdzą; 2) punkt widzenia (na Putina) zależy od punktu siedzenia. Choćby na takiej zasadzie, na jakiej zapina się pasy bezpieczeństwa (albo zdejmuje rękawice przy tokarce). Natomiast jeśli chodzi o produkcję: to wszystko jest do zrobienia – za jakiś czas, za dużo wysiłku organizacyjnego i za wagony szmalu. W wersji ze strukturalnym bezrobociem za dłuższy czas i więcej wagonów szmalu (choć w tej wersji długoterminowo się zwrócą). Ale nie szybko: albo tanio, albo dobrze, albo szybko.

  151. @bardzozly „Natomiast jeśli chodzi o produkcję: to wszystko jest do zrobienia – za jakiś czas, za dużo wysiłku organizacyjnego i za wagony szmalu. W wersji ze strukturalnym bezrobociem za dłuższy czas i więcej wagonów szmalu (choć w tej wersji długoterminowo się zwrócą). Ale nie szybko: albo tanio, albo dobrze, albo szybko.”
    Awal ma podejście członka rady nadzorczej, być może nawet szczerze przekonanego o słuszności własnych propozycji i ich absolutnej optymalności – ale bez większej wiedzy o tym, jak naprawdę, on the ground, wyglądają procesy wdrażania i utrzymania konkretnej produkcji. Liczą się umowy, listy intencyjne, ewentualnie płomienne referaty na konferencji jako dowód na CSR. Mieliśmy okazję przeczytać dowody tego jakieś 427 razy, więc osobiście nie jestem zaskoczony.

    @embercadero „Kaliningrad przecież i tak jest tylko bazą wojskową, nikt poza wojskiem i ich rodzinami i tak tam nie mieszka (tzn. bardzo często są to np dzieci i wnuki wojskowych z czasów sojuza).”
    No to albo-albo. Wnuki wojskowych to wojskowi? To się dziedziczy jakoś?
    @”z głupoty (albo, szczególnie w DE, z syndromu sztokholmskiego odziedziczonego po babci)”
    Jak rozumiem, kolega robi sobie jaja z masowych gwałtów?

    @MichałMaleski „obawiam się, że jeżeli Rosja nie imploduje widowiskowo (ale kontrolowanie) to doświadczymy jeszcze życia w świecie podzielonym nową „żelazną kurtyną”.
    Coraz więcej niestety na to wskazuje, ot, choćby lektura dzisiejszego tekstu red. Świerczyńskiego:
    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2171251,1,nowe-czerwone-kregi-nad-polska-czy-putin-da-lukaszence-bron-jadrowa.read?src=mt

  152. @embercadero
    „nie pomogą im szlochy spasionych świń esesmańskich wnuków (za malo skuteczny był ten RAF, oj za mało)”

    Nie podoba mi się stylistyka kolegi, apeluję o miarkowanie się.

  153. @sheik
    „No to albo-albo. Wnuki wojskowych to wojskowi? To się dziedziczy jakoś?”

    A tu się akurat głupio go czepiasz. Zbiór zdefiniowany jako „wojskowi i rodziny” obejmuje też wnuków wojskowych, albo-albo twoja stara.

  154. @sapiecha
    „rację ma @wo spekulując o końcu czerwca na wielką kontrofensywę (embargo informacyjne sugeruje, że coś jest na rzeczy) ”

    Ja nie tyle prognozuję kontrofensywę, co zwracam uwagę, że podczas drugiej wojny światowej front wschodni ruszał pod koniec czerwca, zamierał pod koniec października. Przyczyną była hydrologia – nawet nie tyle błoto co poziom rzek (wtedy tak jak teraz, to były nieustające bitwy o „drugi brzeg Dońca / Donu / Dniepru / Dniestru / przez chwilę nawet Wołgi”.

  155. @mm
    „Front to jedno, ale mnie niepokoi stan świata po wojnie – obawiam się, że jeżeli Rosja nie imploduje widowiskowo (ale kontrolowanie) to doświadczymy jeszcze życia w świecie podzielonym nową „żelazną kurtyną”.”

    Ale dlaczego „obawiam się”? Akurat otoczenie królewieckiej eksklawy murem post-berlińskim wydaje mi się pozytywnym rozwojem wydarzeń. Po polskiej stronie to zmartwi tylko przemytników i kilka Biedronek.

  156. A nie można by tych Kaliningradczyków wpuszczać jako domyślnych uchodźców politycznych? Ostatni zgasi światło..

  157. „Wnuki wojskowych to wojskowi? To się dziedziczy jakoś?”
    Amerykańskie superfortece budowane w latach 60. latają do dzisiaj i będą (z ciągłymi modernizacjami elektroniki) latać jeszcze kilkadziesiąt lat.
    A pilotują je wnuki pierwszych pilotów. Więc tak, to się dziedziczy, w USA przynajmniej.

  158. @km
    „A nie można by tych Kaliningradczyków wpuszczać jako domyślnych uchodźców politycznych?”

    Nie wpuszczać w ogóle. Nic dobrego stamtąd do Polski nie przyjdzie.

  159. @sheik
    „Awal ma podejście członka rady nadzorczej, być może nawet szczerze przekonanego o słuszności własnych propozycji i ich absolutnej optymalności – ale bez większej wiedzy o tym, jak naprawdę, on the ground, wyglądają procesy wdrażania i utrzymania konkretnej produkcji.”

    Bingo. W szczytowym nasileniu agorowej wojny na górze głos zabrał jakiś członek rady nadzorczej. To było coś niesamowitego – głos faceta przekonanego, że się zna na mediach, skoro zasiada w radzie nadzorczej. Trochę to przypominało medialne porady Awala, on przecież też tu parę razy pisał, jak założyć lewicową gazetę. Awal musi mieć jakieś stanowisko wysokie, ale oderwane od produkcyjnych realiów czegokolwiek (czy to gazety, czy to samochodu).

  160. @wo „A tu się akurat głupio go czepiasz. Zbiór zdefiniowany jako „wojskowi i rodziny” obejmuje też wnuków wojskowych”
    Niby tak, ale cała to nie-aż-tak-mała strefa przemysłowa, właśnie zamieniana w działki pracownicze, to nie wojskowi, tylko robotnicy. Sama Awtokartoszka to ponad 2000 pracowników. Z ideą, żeby ich nie wpuszczać do UE w ogóle, się natomiast zgadzam.

  161. @Awal biały

    Prościej byłoby z Tobą dyskutować, gdybyś mniej energii wkładał w złośliwości typu „polemista-amator”, a więcej w czytanie ze zrozumieniem. Piszesz

    „Lotgarze, rozmawiamy tu przecież o fabrykach postawionych przez Zachód (i Daleki Wschód) w Rosji, takich jak fabryka Avtotor”

    Przecież to jest doskonały przykład na różnicę w zagranicznych inwestycjach w łańcuchy dostaw kontra w małoskalową produkcję dla lokalsów. Avtotor w dobie świetności produkował jakieś 150 tysięcy samochodów rocznie na rynek rosyjski. Dla porównania, przy okazji Brexitu wiele mówiło się o fabryce Nissana w UK: 500 tysięcy (3.33 razy więcej), na eksport na kontynent. Widzisz tę subtelną różnicę?

    Jeżeli chcesz napisać, że nie można wykluczyć, że za kilka lat gdzieś w jakimś Niżnym Blyatińsku stanie manufaktura, która na złoży 500 EV rocznie na chińskiej licencji dla śmietanki towarzyskiej w Moskwie i Piotrogradzie — jasne, mogę w to uwierzyć.

    Ale nikt tej manufaktury nie potraktuje na serio jako dostawcy poza Rosją, nawet jeśli będzie na granicy z Europą czy Chinami, bo Rosji nie można ufać, ergo manufaktura w każdej chwili może trafić na listę sankcji, co miałoby katastrofalne skutki dla następujących ogniw łańcucha dostaw. I im bardziej low level component, tym większe ryzyko, które trafia w więcej fabryk później w łańcuchu. Np przestój w dostawach rosyjskich baterii to katastrofa dla kilku/kilkunastu zakładów, które te baterie składają z innymi komponentami w coraz bardziej skomplikowane produkty. WŁAŚNIE DLATEGO Daimler itd były OK z wysyłaniem komponentów do Rosji na samochody na rosyjski rynek, ale nigdy na serio nie myślały o łańcuchu dostaw w drugą stronę. Szczególnie po 2014. Twój Avtotor jest idealnym przykładem tego fundamentalnego ograniczenia Rosji.

    Co z tego wynika? Ze nawet jeśli Rosja będzie produkować EV, to nie na eksport jako substytut dochodu z energii, tylko na rynek wewnętrzny, na licencjach i komponentach finansowanych z tej energii. Innymi słowy (drodzy lewicowi komcoinauci, nie bijcie 😛 ) Putin zaraził Rosję Gierkiem.

  162. @wo
    Pardon my french, mam złe osobiste doświadczenia z tak zwanymi niemieckimi businessmenami. Ale sorry, miałem się bardziej pilnować.

    @sheik
    ” No to albo-albo. Wnuki wojskowych to wojskowi? To się dziedziczy jakoś?”

    W Rosji i jeśli chodzi o armię – tak. W sojuzie rodzina wojskowego była de facto częścią jednostki, całe jej życie zależało od armii, więc dzieci wychowywały się w totalnym uzależnieniu. To się przenosi na kolejne pokolenia i wręcz bardzo trudno z tego uciec, szczególnie że armia przeważnie nadal jest właścicielem wszystkiego wkoło, w tym twojego domu, i de facto nadal twoje życie w duzym stopniu od nich zależy nawet jak próbujesz nie mieć z nimi nic wspólnego. Dopóki się nie wyprowadzisz gdzieś daleko – no ale mówimy o ludziach którzy z Kaliningradu nie uciekli. To był zamknięty okręg wojskowy za sojuza, tam nie było cywili, co najwyżej „cywile”

    ” Jak rozumiem, kolega robi sobie jaja z masowych gwałtów?”

    A gdzie przepraszam kolega zauważył w mojej wypowiedzi jakikolwiek element humorystyczny? Bo ja nie widzę. To o czym piszę to fakt. Myślisz że to co przeszły te kobiety nie miało wpływu na to jak wychowały swoje dzieci (szczególnie że przeważnie bez ojców). A to z kolei na ich dzieci. Nie bez powodu nabożny strach przed Rosją i wymyślanie na siłę argumentów by ją „rozumieć” występuje praktycznie tylko w Niemczech.

  163. @bartolpartol
    „Ich dzieci mają ciężkie życie i wymagają potem porządnej terapii, jeśli jakimś cudem przyjdzie im do głowy, by się z „tradycji rodzinnej” jednak wyrwać. Ale to rzadkie przypadki, najczęściej spowodowane brakiem predyspozycji psychicznych lub fizycznych.”

    Rzadkie? Moja żona jest córką wojskowego, wychowała się na wojskowym osiedlu. Absolutnie nikt tam nie pracuje w wojsku z drugiego pokolenia. Traum jest, owszem, nadproporcjonalnie dużo – głównie alkoholowych, ale parę przemocowych też się znajdzie. Czy są „walnięci zdrowo” to nie wiem, nie do końca rozumiem co masz tu na myśli – te traumy czy coś innego.

    Zresztą – jak szukamy bardziej zróżnicowanej demograficznie próby – w pracy też mam potomka wojskowego z innej zupełnie części kraju, no i też w wojsku go nie ma (nic nie wiem o traumach).

    @Awal i czynnik ludzki
    Może się znęcam nad komcionautą, ale tak sobie uswiadomiłem: argument o czynnik ludzki padł w odniesieniu do zachodniej opinii publicznej i jej optyki na powrót zachodnich korporacji do BAU, a Awal wygodnie się ograniczył do czynnika ludzkiego po drugiej stronie barykady w postaci białoruskich kolejarzy i rosyjskich opozycjonistów, które to grupy są oczywiście wysoce pacyfikowalne.

    Tymczasem to faktycznie jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego można marketingować wiele, ale nie można marketingować wszystkiego.

    Istnieje subtelna, ale esencjonalna różnica między rokiem 2014 a rokiem 2022. W roku 2014 Putin był dla kapitana publicznego złym dyktatorem. To jest wbrew pozorom bardzo rozmyta i szeroka kategoria. Złym dyktatorem jest też Łukaszenka, Orban i Kaczyński, jest nim Erdogan i Puchatek, emirowie ZAU i Kataru, a nawet Trump. Mnogo tych dyktatorów, cieżko wszystkich złapać za rękę, a już dla zachodniej lewicy wszyscy powinni poczekać w kolejce za złymi technokratami. Putin nie był w tym rankingu na czele stawki, a miał jednocześnie sprytny pijar “złego, ale skutecznego”. BAU z Rosją było w tej optyce takim samym elementem globalnej niesprawiedliwości, co sweatshopy, obozy Ujgurów i monopole Big Techu. “Co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz”.

    Nie jesteśmy dzisiaj w tej przestrzeni. Putin jest dzisiaj literalnym Hitlerem, złem wcielonym i szaleńcem grożącym wojną atomową, Rosjanie narodem faszystów, zbrodniarzy wojennych i morderców dzieci. Dowodzić, że skoro coś było po 2014, to będzie i teraz to trochę jak dowodzić, że skoro w ‘39 UK cisnęło appeasement to w ‘43 też zaraz może. Not quite.

  164. @embercadero
    „Pardon my french, mam złe osobiste doświadczenia z tak zwanymi niemieckimi businessmenami. ”

    Wszystko jedno, to są nasi sojusznicy. Póki nimi są, kto nas skłóca ten onuca (jak by zarapował znany poeta).

    @sapiecha
    „nie do końca rozumiem co masz tu na myśli – te traumy czy coś innego.”

    I się kolega nie dowie, bo wyciąłem tego komcia kol. Bartola i wytnę kontynuację wątku.

  165. @embercadero „To o czym piszę to fakt. Myślisz że to co przeszły te kobiety nie miało wpływu na to jak wychowały swoje dzieci (szczególnie że przeważnie bez ojców). A to z kolei na ich dzieci. Nie bez powodu nabożny strach przed Rosją i wymyślanie na siłę argumentów by ją „rozumieć” występuje praktycznie tylko w Niemczech.”

    Nie, to nie fakt, to opinia. I to uzasadniona jedynie kolegi głębokim przekonaniem, a dla mnie to trochę za mało. Ja też miewam momenty, kiedy uważam, że wieki pańszczyzny straumatyzowały Polaków do tego stopnia, że to wciąż widać w społeczeństwie i niezwykle szkodzi Polsce w rozwoju – ale to tylko moja opinia.

    Dodatkowo – już pomijając fakt, że Armia Czerwona doszła mniej więcej tam, gdzie była granica NRD a dla prawdziwości tejże teorii straumatyzowani musieliby byż wszyscy „zachodni” Niemcy (taki kanclerz Schroeder urodził się w Nadrenii-Westfalii, potem mieszkał w Hanowerze), to na tej samej zasadzie syndrom sztokholmski musiałby przejawiać setki tysięcy Polaków jako dzieci i wnuki zgwałconych Polek, Ślązaczek, Kaszubek etc.

    W skrócie jest to, jak zwykła mawiać moja szacowna mama – rzucanie psychologicznym mięsem, czyli podpieranie bzdur poważnie brzmiącymi terminami.

  166. @sheik
    „W skrócie jest to, jak zwykła mawiać moja szacowna mama – rzucanie psychologicznym mięsem, czyli podpieranie bzdur poważnie brzmiącymi terminami.”

    I to było ostatnie słowo, podsumowujące ten temat.

  167. @Awal
    „Koncerny wykupują na lata do przodu produkcję litu nawet z niepewnych złóż”

    Z tym litem to jest ciekawie. To popularny pierwiastek i tylko pozostaje kwestia wydobycia, w której sporo się dzieje, więc za jakiś pewnie nikt już na jego wydobyciu przewagi nie zbuduje. Już pojawiają się metody uzyskiwania litu z morskiej wody (https://www.eurekalert.org/news-releases/699652), gliny (https://www.mining-technology.com/news/tesla-new-patent-lithium-extraction/) itp., itd. A że ceny litu rosną w cholerę, to też prace nad alternatywnymi sposobami ekstrakcji zapewne gwałtownie przyśpieszają.

    @Sapieha
    „Rzadkie?”

    To faktycznie było niefortunne określenie.

    „traumy czy coś innego”

    Traumy i np. związane z nimi specyficzne zachowanie. Więcej nie napiszę, bo wo znowu wytnie.

  168. #Lit
    Z przyczyn historycznych mam w bąbelku paru aktywnych chemików, w tym siedzących w elektrochemii (choć zajmujących się głównie polimerami czyli organiką). W ten dosłownie weekend w sytuacji towarzyskiej słyszałem jak intensywnie dyskutowali o czymś co właśnie się ukazało w jakimś Nature czy innym Science a dotyczy (podobno) przełomu w konstrukcji baterii ogniwach sodowo – siarczkowych. Podobno jeśli prawda to rewolucja. Właśnie pod kątem dostępności składników – sód, węgiel i siarka są wszędzie, nie trzeba ich wydobywać w dzikich krajach. Nie wiem na ile w tym prawdy oczywiście, wiedzy z chemii zostało we mnie po 20+ latach nieaktywności tyle by co najwyżej rozumieć o czym mówią.

  169. (wo, wytnij jeśli nie chcesz bym to ciągnął)

    @sheik
    Skoro ja tylko rzucam psychologicznym mięsem (co być może) to jak w takim razie wytłumaczysz że „versteheryzm” występuje w takim nasileniu tylko w tym jednym kraju i nie tylko w NRD (tak jakby ludzie z NRD nie wyjechali masowo na zachód)? kwestia masowej indoktrynacji NRF-u przez KGB/Stasi w czasie zimnej wojny? W UK była równie silna, a jednak przyjęła się dużo słabiej (nie licząc Jeremiego Corbyna) i efektów dziś praktycznie nie widać.

  170. @embercadero
    ” występuje w takim nasileniu tylko w tym jednym kraju”

    Przecież nie tylko, jest go sporo w Grecji, Francji, Włoszech itd. Sięga pan po narzędzia pseudopsychologiczne tam, gdzie należy używać socjologii. Wytnę wszystkie pierdolety o „syndromie sztokholskim”, zezwalam najwyżej na analizę na poziomie społecznym (na przykład „na ile Grecy się identyfikują z prawosławiem”).

  171. @ embarcadero
    ” Właśnie pod kątem dostępności składników – sód, węgiel i siarka są wszędzie, nie trzeba ich wydobywać w dzikich krajach.”

    Może polskie złoża ślicznej i lśniącej wysokoczystej siarki rodzimej nagle okażą się skarbem! (pewnie nie)

  172. @wo

    No nie, jednak mechanizm powstania „sympatii” do USSR (co moim zdaniem jest czym innym niż versteheryzm Niemców) w Portugalii, Francji czy Grecji jest inny. Tam w czasie wojny były mało demokratyczne i nie lubiane reżimy (jak Salazar, jak mafijne rządy we Włoszech itp). One wszystkie trzymały się na amerykańskich lufach więc opozycjoniści z natury rzeczy zakładali że Rosja to ta dobra skoro USA jest ich wrogiem. Jak w latyńskiej ameryce. Wiem co mówię bo tłumaczyli mi to kiedyś po pijaku oryginalni portugalscy trockiści 🙂 Niemcy zachodni nie mają takiego backgroundu. Więc skąd to u nich?

  173. @Awal, „wielkie zwycięstwo Rosji”

    Przekopałem się przez 171 komentarzy i stawiam ostrożnie hipotezę roboczą, że mury fabryki EV w Kaliningradzie oraz odgłos haubicy D30 przysłania nam tzw. „wielki obraz”:

    1. 2 co do wielkości mocarstwo atomowe i 3 konwencjonalne 120 któryś dzień nie jest w stanie pokonać kraju wydającego na wojsko 3 razy mniej niż Polska. I to kraju który przez 100 z tych 120 dni miał „aptekarską” pomoc z Zachodu. Dla kontekstu historycznego – w 1956 trzecie mocarstwo konwencjonalne świata tj Wielka Brytania była w stanie pokonać Egipt (fakt z pomocą Francji i Izraela) więc wstydu nie było na polu bitwy (był gdzie indziej). W 1979 Chiny z dużym trudem dały łupnia Wietnamowi (całe spektrum działań łącznie z obozami i masowymi mordami było w grze). Ale trud był tak wielki, że od 1979 zaprzestali prowadzenia wojen i zabrali się za robienie kasy. UK do wojowania na serio wróciła w 1982 ale już nie jako mocarstwo a przystawka do USA. Musieli się ich nawet zapytać o zgodę na odbicie Falklandów.

    2. Zachód jak najbardziej „prowadzi” negocjacje z Rosją. A dokładnie jest w fazie obniżania jej aktywów i zasobów, zerowania magazynów amunicji, rakiet, czołgów itd. Amerykański Sekretarz Obrony powiedział to nawet w TV (potem go schowali aby już za dużo nie gadał). Ukraina ma ciężko (jak to na peryferiach, ktoś musi zapłacić za „great game”) ale Rosja straciła jakiś miesiąc temu zdolność do prowadzenia wojny z NATO na dłuższy czas. I dla USA to jest sukces nr 1 w kontekście ich sporu z Chinami. Putin w Genewie – moja hipoteza – rok temu odrzucił ofertę zmiany sojuszy na spotkaniu z Bidenem więc go USA elegancko procesuje („negocjuje” aby nie urazić rusofilów) do niższej ligi. USA robiło też tak w 1956 z UK.

    3. Żadnej fabryki EV nigdy nigdzie w Rosji by nie było bo to nie ten kraj, nie ten rynek. EV to przyszłość na jaką się Niemcy chcą przestawić, po to dali Muskowi tyle $$$ aby im fabrykę zbudował. Niemcy myślą może czasem naiwnie (Merkel vs Putin) ale próbują jednak planować na 30-40 lat jeśli chodzi o fabryki i to co oni będą sprzedawać w 2050 oraz gdzie związkowcy z IG Metal będą pracować. A propos Belki i lewicy w PL to właśnie tego nam brakuje a nie jakiś wielkich planów wpływania na politykę mocarstw. Wpływać ostatni raz mogliśmy w 1612, teraz to byłby kabaret im Józefa Becka i każda partia lewicowa (i każda inna) próbująca to robić traci mój głos z automatu.

    4. Finał „negocjacji” z Rosją będzie – wg wizji „Zachodu” – taki, że pozbawi się ją jakiś specjalnych złudzeń i wskaże się jej rolę dostawcy surowców przy czym już nie ropy i gazu (2050 już całkiem blisko, zresztą LNG z Senegalu ładnie witało ostatnio Scholtza) a ziem rzadkich. To wszystko dokona się elegancko, miło jak to u Francuzów czy kogo tam ale się dokona. Putin zresztą pogorszył sobie warunki negocjacji popełniając błąd którego nie popełnił Breżniew czyli zaczął grać kartą gazową i to jeszcze przed wojną (np akcja Gazprom Germania z opróżnianiem magazynów). Jak słyszałem w ostatnim podcaście OSW, jakiś niemiecki polityk powiedział „Putin zamiast 30 lat stabilnych dochodów z gazu, do czasu przejścia na OZE, będzie miał tylko 3”.

    To co nie jest dla mnie jasne, bo moja szklana kula tego już nie ogarnia, to czy system państwowy Rosji to wytrzyma. Ryzyko separatyzmów było po 1991 ale szybko je zgnietli. W 1856 po wojnie krymskiej też byli w b trudniej sytuacji (armia skompromitowana, gospodarka rozwalona) ale mieli trochę szczęścia (np brak powstania w Polsce). Ciekawe czy teraz też im się uda wyjść z tego zakrętu.

    Zwróćcie proszę uwagę, że nigdzie w tym nie ma Ukrainy, ani w UE, ani w NATO. Bo „przeprocesowanie” Rosji do poziomu akceptowanego przez USA wcale nie oznacza wygranej Ukrainy tak jak to sobie w Kojowie wyobrażają. Ot dola peryferii.

  174. Podpowiadam że ten możliwy przełom w technologii akumulatorowej to katoda oparta o nanorurki węglowe i jednoskośną siarkę gamma, zaskakująco stabilną w takim układzie. Tytuł pejpera w Nature to „Stabilization of gamma sulfur at room temperature to enable the use of carbonate electrolyte in Li-S batteries”. To pozwoliłoby pozbyć się kobaltu i podobno może dać ośmiokrotny wzrost gęstości energetycznej takich akumulatorów z litem. Jeśli zadziała z sodem (dotychczas akumulatory na sodzie były niestabilne ale to też kilka lat temu ogarnięto) to mowa o potencjalnie czterokrotnie większej gęstości energetycznej, akumulatora opartego o pierwiastki dostępne dosłownie wszędzie.

  175. @embercadero
    „Podobno jeśli prawda to rewolucja.”

    Z tą rewolucją to bym uważał o tyle, że opracować baterię to jedno, wyprodukować za sensowną kasę to drugie, a produkować masowo to trzecie. I na każdym kroku można zaliczyć bolesną wtopę. Ale kibicuję wszystkim jak leci, bo od tego zależy nasza przyszłość.

    W bateriach bardzo dużo się dzieje i w końcu się wydzieje, bo tanie i wydajne baterie to warunek konieczny powszechnej elektryfikacji transportu. I pewnie skończy się na wielu typach baterii w zależności od zastosowania (sorki za oczywistość). Np. Tesla używa baterii LFP (ciągle lit, ale już bez kobaltu i niklu) w swoich samochodach bez wykurwu (jeśli 6s do setki uznamy za brak tegoż) i z trochę mniejszym zasięgiem. Pojawiają się inne typy. I to jest jak najbardziej ok.

  176. @embarcadero „Wiem co mówię bo tłumaczyli mi to kiedyś po pijaku oryginalni portugalscy trockiści”
    Litości.

    @”Niemcy zachodni nie mają takiego backgroundu. Więc skąd to u nich?”
    Nie, kurna. Nimecy zachodni w ogóle nie mieli ani roku 1968 ani masowego ruchu protestu w latach 80. przeciw amerykańskim Pershingom w RFN. Teraz już otwarcie trollujesz, prawda?

  177. @Awal
    Z lekką zwłoką – za co przepraszam.
    1. Jeśli chodzi o uruchomienie produkcji – to tych zakładów, które mogłyby nagle zwiększyć produkcje nie jest tak dużo by sobie z nich „selekcjonować te, które są w rejonach o strukturalnym bezrobociu”. Wybudować nowych się nie da w takim czasie. Więc raczej jest to kwestia zwiększenia zdolności produkcyjnych sprzętu wojskowego w Europie jako takiej. Tam gdzie się da.
    Można dyskutować na ile Serbia jest dobrym miejscem do lokowania przemysłu, który ma służyć produkcji amunicji przeciwko Rosji.
    2. Co do „Kołobrzegu” vs Volkswagen. Mi chodziło bardziej o motyw, gdy coś zupełnie bezsensownego sobie trwa. Bo jest jakiś budżet, bo są ludzie którzy nad tym pracują od lat, dyrektorują czemuś itp itd. Do końca trwania III Rzeszy trwały sobie jakieś organizacje, które zastanawiały się nad decyzjami, których nikt nie był w stanie wykonać, które nie miały żadnego sensu.
    Oczywiście to nie jest aż tak skrajna sytuacja – ale mam wrażenie, że tkwisz w środowisku, które nie wychodzi poza paradygmat „z Rosją musimy mieć mocne relacje gospodarcze” bo jest w tych relacjach gospodarczych od X lat. Jakieś relacje pewnie będą – ale mogą być dramatycznie mniejsze.
    3. Cały czas twierdzę, że istnieje różnica między Europą (czy „Zachodem”) a Azją jeśli chodzi o ostracyzm. Natomiast myślę, że rozsądny Zachód nie będzie chciał przejść z uzależnienie od węglowodorów do uzależnienia od metali ziem rzadkich (niezależnie od podniesionych przez innych komcionautów zastrzeżeń dotyczących tej kwestii).
    4. Żywność organiczna – przeczytałem ten link. Jest trochę z kategorii „ten kraj to kapitalny rynek na sprzedaż butów, wszyscy chodzą boso” – znaczna część pokazuje, że to jest poziom „early adopters”, że poziom certyfikowanych gruntów jest ponad 20 razy mniejszy niż średnia europejska.
    Ok Rosja ma grunty i ma jedną cechę która by zwiększała szansę na eksport – jej „organiczne rolnictwo” jest skoncentrowane chwilowo w nielicznych dużych organizmach (w Polsce mamy 19.000 certyfikowanych producentów a w Rosji 120). Ale przecież poza tym to są same potencjalne problemy (a i latyfundium organiczne to trochę oksymoron).
    Zalinkowana analiza mówi o kiepskim wsparciu państwa, braku systemu badającego jakość (i wynikającego z tego braku zaufania do jakości).
    Analiza wskazuje też na to, że organiczne rolnictwo celuje często w lokalny zasięg usług – zabezpieczanie lokalnego rynku albo łączenie produkcji np z turystyką.
    By to zadziałało Rosja musiałaby się kojarzyć z fajnym miejscem, a nawet „fajnym miejscem do podróży”. Czy wyobrażasz sobie by w rozsądnym czasie mieszkaniec Europy traktował podobnie wypad na Sycylię w stylu „polecę sobie na przedłużony weekend, wynajmę mieszkanie/hotel w Palermo, będę jadł lokalne specjały w okolicznych restauracjach popijając lokalnym winem, któregoś dnia podjadę do lokalnej winnicy kupię parę butelki wina do domu i zjem coś w tamtejszej knajpie” z „Pojadę do Soczi, wynajmę mieszkanie/hotel, pozwiedzam, potem podjadę do lokalnej farmy zjem ich specjały i kupię trochę do domu”?
    Rosja nie kojarzy się z miejscem gdzie jest bezpiecznie. Rosja nie kojarzy się z miejscem gdzie jest czysto. Nie kojarzy się z jedzeniem, które jest zdrowe. Kojarzy się z ropą, kojarzy się ze starymi technologiami. Kojarzy się teraz z wojną i mordowaniem ludzi. W tym sensie wojna oddala taką transformację.
    Produkcja żywności – w sensie zwiększenia eksportu wydaje mi się możliwa, co więcej to może być ukryta metoda sprzedaży węglowodorów (zamiast je sprzedawać bezpośrednio zmiana na nawozy i sprzedaż żywności) ale na boga nie na poziomie „włoskie wędliny” „holenderskie sery” itp.
    Jeśli powstałyby jakieś mocne regulacje dotyczące śladu węglowego żywności – to Rosja mogłaby ekstensywnym rolnictwem coś ugrać. Ale to przecież pieśń przyszłości.
    5. WO ładnie o tym napisał, więc tylko się zgodzę z gospodarzem, że nie da się tak łatwo zaordynować zmian w postrzeganiu krajów. A Rosja sobie teraz zraziła Zachód. Szybciej uwierzę, że Rosja wróci w popkulturze do roli „defaultowego złego” (bo Chiny są sporym rynkiem kinowym) obok „generic arab terrorist” niż że wróci do roli „ok nie są idealni, ale się starają i kiedyś dorosną do naszych wartości”.

    W skrócie – zasypanie dziury po ropie wygląda u Ciebie tak, że z wielu miliardów małą część zasypujesz za pomocą wizji baterii a znaczną resztę „nieuniknioną potrzebą zaoferowania Rosji miejsca w światowej gospodarce”, nie biorąc pod uwagę tak problemów strukturalnych Rosji jak i zmieniającej się opinii o niej.

  178. @Obywatel
    „Zwróćcie proszę uwagę, że nigdzie w tym nie ma Ukrainy, ani w UE, ani w NATO.”

    Moim zdaniem jest. Ustawienie Rosji w docelowej pozycji wymaga porzucenia przez nią mrzonek imperialnych, czyli wyjęcia Ukrainy poza zasięg ramion. To nie musi oznaczać ukraińskiego członkostwa w bloku zachodnim de iure (i raczej nie będzie), ale de facto i owszem – na poziomie na jakim funkcjonuje powiedzmy Izrael albo Korea, przy zachowaniu proporcji. Zakładam, że to będą rozmaite statusy kandydata i umowy stowarzyszeniowe, które nic niby nie gwarantują, ale stawiają Ukrainę na takiej pozycji gospodarczo-militarnej, że nawet temu przysłowiowemu analitykowi FSB przez klawiaturę nie przejdzie napisać, że to realny cel podboju.

    Przy czym to faktycznie nie musi oznaczać ani Krymu, ani separatystycznego Donbasu pod kontrolą Ukrainy.

    @postęp bateryjny
    Trzeba jednakowoż uznać fakt, że zanim alternatywne metody pozyskania litu albo baterie nielitowe dojdą do etapu masówki to jeszcze długo potrwa faza umasowienia tego co mamy – baterii litowych z ograniczonych złóż. I to jest okienko powiedzmy 20-30 lat na którym Rosja hipotetycznie mogłaby płynąć jako główny wydobywca. Trzeba więc oddać Awalowi, że Rosja karty surowcowe dalej ma w sensownej perspektywie czasowej.

    Inna sprawa, że tu trzeba faktycznie jak Niemcy – w perspektywie pokoleniowej. Taki przemysł się projektuje i wdraża latami. Czy Rosja wracając z gospodarczo-politycznego niebytu załapie się na litowy pociąg – w jakimś stopniu na pewno, ale czy wystarczającym do zastąpienia węglowodorów – osobiście wątpię. Ten 2026 bardziej brzmi jak odmrażanie projektu niż jego finał. I cały czas mam na myśli kopalnie, a nie fabryki, Rosja to jest z natury dostawca nieobrobionej surowicy i nawet sama wierchuszka nie chce tego zmieniać.

  179. @sheik
    „Nie, kurna. Nimecy zachodni w ogóle nie mieli ani roku 1968 ani masowego ruchu protestu w latach 80. przeciw amerykańskim Pershingom w RFN. Teraz już otwarcie trollujesz, prawda?”

    Z piciem z trockistami to faktycznie był taki żarcik (ale jest to prawda), natomiast nie, nie trolluję. To jest kwestia skali. We Francji, Włoszech komuniści wygrywali wybory, w Grecji ELAS i ich spadkobierców popierała momentami literalnie większość narodu, przeciwko Salazarowi w PT też wystapiła znaczna część społeczeństwa. Przy tym niemiecki 68 rok czy „marsze antyatomowe”, jak dziś zresztą wiadomo organizowane przez Stasi, wyglądają mniej więcej tak jak „niemieccy antyfaszyści” (wszyscy trzej) przy ruchu oporu we Francji czy Jugosławii. Niemcy są świetni w tworzeniu i propagowaniu takich mitów po fakcie, gdy już mało kto pamięta.

  180. @embercadero
    „Przy tym niemiecki 68 rok czy „marsze antyatomowe”, jak dziś zresztą wiadomo organizowane przez Stasi, wyglądają mniej więcej tak jak „niemieccy antyfaszyści” (wszyscy trzej) przy ruchu oporu we Francji czy Jugosławii.”

    No bez jaj – przecież „marsze antyatomowe” wyewoluowały we współrządzący dziś „Bündnis 90/Die Grünen”.

  181. @cowboytomash
    akurat skrzywienie zawodowe sprawiło, że jako pierwszy zauważyłem w tym paperze rysunek 7f gdzie była kompletna głupota – na szczęście wynikająca tylko ze złego opisu legendy. Jak widać peer review puszcza babole.

    Ciekawy projekt, zwłaszcza, że o ile takie baterie byłyby mniej wymagające pod względem surowców, to bardzo wymagające pod względem produkcji (czyli super, bo Chińczykom zajmie dłużej skopiowanie a Hindusom się nie uda, można produkować w EU i USA), żeby tylko problemy wspomniane przy wyższych temperaturach nie sprawiły, że podzieli to los ogniw paliwowych.
    Ale to akurat ciągle przyszłość tak odległa i niepewna…..

  182. @cowboytomash
    „śmiokrotny wzrost gęstości energetycznej takich akumulatorów z litem”

    Te z labu miały pojemność 3x większą niż litowe i 2x dłuższą żywotność. A jeśli wszystko pójdzie dobrze to do końca dekady mogą być już na rynku.

    Trwa wyścig technologiczny, koncerny ładują megabaksy w eskperymentalne rozwiązania, ośrodki badawcze i akademickie ścigają się w publikacji badań. Państwa też inwestują i wspierają bo to będzie oznaczało przewagę technologiczną, przemysłową i gospodarczą.
    Gdzie w tym wyścigu plasuje się Rosja? To powinno być pytanie retoryczne. Na samym końcu. Będą korzystać z czyjejś technologii na licencji, z czyichś maszyn, know-how, w dodatku jak ktoś im pozwoli. Bo przecież nowe lekkie baterie -> drony, technologia wojskowa.

  183. @bantus

    „Gdzie w tym wyścigu plasuje się Rosja? To powinno być pytanie retoryczne. Na samym końcu. Będą korzystać z czyjejś technologii na licencji, z czyichś maszyn, know-how, w dodatku jak ktoś im pozwoli. Bo przecież nowe lekkie baterie -> drony, technologia wojskowa.”

    Heh, o wyższości rosyjskiej technologii i przemysłu najlepiej świadczą sukcesy masowych formacji T14 Armat na polach Ukrainy, rosyjskiej odpowiedzi na Abramsy z lat 1980tych. Oh, wait… /sardon

  184. @bantus
    Racja, trzykrotnie, musiałem mentalnie pomieszać z innym pejperem, dzięki za korektę.

  185. @wpuszczać czy nie wpuszczać Rosjan (nie tylko z Kaliningradu)
    Prawa człowieka nadal obowiązują i to uniwersalnie, więc nawet Rosjanie mają (powinni mieć) prawo do wystąpienia o azyl i do obiektywnego rozpatrzenia tego wniosku.

    Poza tym należy blokować ruch osobowy i handel tak jak jest to tylko możliwe (a to co niemożliwe – okrutnie oclić).

    @Kaliningrad
    Dla Moskwy to przede wszystkim lotniskowiec/kaponiera za liniami wroga, taki Berlin Wschodni. To także kolejny niewiarygodny sukces Rosji – w praktyce sami pozbyli się jednego z niezamarzających portów morskich (a nie mają ich wiele). Co zabawniejsze, skoro – jak ktoś wyżej zauważył – pozostałe rosyjskie porty na Bałtyku czasem zamarzają, to nawet do zaopatrywaniem samego Obwodu będzie średnio przydatny. Oczywiście zawsze mogą wysyłać transporty z Archangielska…

  186. @Co jest dla mnie Wielkim Paradoksem, skoro wchłonęliśmy te miliony uchodźców. Przecież nie wszyscy rozwożą kebaby w Bolcie?

    Fryzjerzy, kucharze, lekarze, złote rączki, nianie i inne usługi. Niktórzy, świadczą tylko „dla swoich” spory rynek na to jest dużo Ukraińców zostało kiedyś oszukanych przez Polaka. Z ręki do ręki bez podatku. To praktycznie państwo w państwie. Jak nie macie znajomych Ukraińców wystarczy wejść na którąś z „zamkniętych” grup na telegeramie. Można dostać z dostawą do domu wszystko włacznie panienkami i środkami umilającymi czas.

  187. Z naszej naszej perspektywy ciężko jest nam zrozumieć czemu świat traktuje Rosję jako poważnego i poważanego partnera. Jeżeli pomyślimy o Rosji jako o przemocowym ojcu, który bije pije, gwałci i kradnie. Mamy swoje koleiny myślowe, których nie umiemy opuścić. Tyle że dla reszty świata jest rozrywkowy wujek Wania, żadnej imprezy nie opuści, przychodzi zawsze wesoły i z dobrymi prezentami. To co że na motorowerze są naklejki z Ukrainy. Ukraina była niegrzeczna więc ojciec zabrał jej rower i dał chrześniakowi. Ziarno sprzedał za wagon wódki, na imprezę przytargał skrzynkę wódki, tak robi dobry wujek. W tym względzie Awal ma rację, niestety świat nie chce słuchać historii rodzinnych. To niestety nie działa na szczeblu ludzkim jak i państwowym.

    By spełnić to czego oczekuje Awal trzeba by wykonać podobnie tytaniczna pracę jaka wykonał Izrael przy nagłośnieniu Holokaustu. Tu nie wystarczy dziesięciu posłów. Potrzebne są muzea pokazujące okropności wojny, a przy okazji „grabieży przeprowadzanej systemowo przez Armię Czerwoną z naciskiem że odbywało się to przy aprobacie i udziale dowództwa”. Muzeum w wersji objazdowej nie tylko w Europie, ale krążące po całym świecie. Ukraina powinna zacząć produkować takie muzea w formie pociągu. My i wszelkie chętne pozostałe kraje szczęśliwego bloku możemy dodać po swoim wagonie, opisującym jak nam było dobrze pod kierowniczym przewodem. Pociągów może być więcej niż jeden i mogą się różnić składem wagonów, pierwszy wagon powinien być jednak taki sam. Szczęśliwa rodzinka popijająca czaj, czytająca Rosyjskie książki, oglądająca występ rosyjskiego baletu. Po minięciu połowy wagonu widok na tą sama rodzinę oglądaną jak przez szybę, podsłuchiwaną, podglądaną i przesłuchiwaną. Reszta atrakcji powinna mieć ograniczenie wiekowe.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.