Rozkosz bycia gdzie indziej

Kolejna faza wojny na Czerskiej wywołała wiele komentarzy ze złotymi radami typu „w takim razie niech Agora po prostu sprzeda Wyborczą” albo „niech jedna strona odwoła drugą”. Tę notkę piszę gwoli wyjaśnienia, czemu najprostsze rozwiązania są w tej chwili nierealne.

Gdy 20 lat temu ojcowie i matki założyciele Agory szykowali się do wejścia na giełdę, obmyślili sposób na utrzymanie kontroli nad spółką. To uprzywilejowane akcje serii A, zwane metaforycznie „złotymi akcjami”.

Nie można ich kupić na giełdzie. Jedna akcja serii A daje pięć głosów na walnym zgromadzeniu, ale co ważniejsze, w praktyce tylko ich posiadacze mogą dokonywać zmian składu rady nadzorczej i zarządu.

Teoretycznie inni akcjonariusze mogą zgłaszać swoich kandydatów, ale dopiero gdy posiadacze serii A „wyczerpią swoje prawa”. To w praktyce uniemożliwia wrogie przejęcie Agory SA – nawet gdyby ktoś skupił wszystkie akcje na giełdzie, da mu to w najlepszym wypadku mniejszościową reprezentację we władzach spółki.

Do kogo należą akcje serii A? Do spółki Agora-Holding, którą ojcowie i matki założyciele powołali głównie w tym celu – jako strażnika Złotego Pakietu Kontrolnego.

Holding już nie ma akcji, ma udziałowców. Jest ich w tej chwili pięcioro: Seweryn Blumsztajn, Helena Łuczywo, Wanda Rapaczyńska, Barbara Piegdoń, Bartosz Hojka.

Udziałów w Agora-Holding nie można kupić, sprzedać ani odziedziczyć. Wejść do spółki można tylko przez kooptację. Odejście oznacza umorzenie udziału.

Tradycyjnie z objęciem stanowiska prezesa wiąże się kooptacja do Holdingu, a gdy prezes „podejmie inne plany życiowe” – jego udział jest umarzany. Prezes Agory ma więc władzę większą, niż typowej korporacji, w której CEO jest tylko najemnikiem akcjonariuszy. Tutaj prezes ma wpływ na najważniejszego akcjonariusza, a więc pośrednio na skład Rady Nadzorczej.

Ten mechanizm na pierwszy rzut oka jest genialny. Zapewnia harmonijną sukcesję, pozwalającą uniknać intryg jak z serialu „Sukcesja”. Za każdym razem, gdy ktoś z Holdingu odchodzi, pozostała czwórka powołuje kogoś na jego miejsce. Co tu może pójść nie tak?

Coś jednak może, bowiem Holding wobec obecnego konfliktu zajmuje przedziwne milczenie. Reakcja strażników Złotego Pakietu sprowadzała się do wymijającego oświadczenia z 16 czerwca, sprowadzającego się do apelu o wyciszenie emocji.

Wygląda na to, że Holding jest w tej sprawie podzielony. W różnych przeciekach zdradzano już nawet domniemany rozkład głosów. Nie będę w to wnikać, ograniczam się w tej notce do tego, co stanowi informację publiczną. W każdym razie, bez zdecydowanego działania Holdingu proste rozwiązania nie wchodzą w grę.

W KRS można sobie sprawdzić PESELe, a więc także wiek udziałowców Agora-Holding. Prezes Hojka ma 47 lat i młodszy o pokolenie od pozostałej czwórki (trzy osoby są mocno po siedemdziesiątce).

Moim zdaniem, te liczby wyjaśniają wszystko. W co gra prezes, dlaczego ten konflikt ostatnio się tak zaostrzył, skąd ten pat decyzyjny. Ja te odpowiedzi widzę w peselach, ale to już spekulacje, więc na tym poprzestanę.

Hojka odstaje od reszty Holdingu nie tylko wiekiem, także biografią. Skąd on się tu w ogóle wziął?

W 2013 poleciał, przepraszam, odnalazł nowe plany zawodowe, cały zarząd prezesa Niemczyckiego. Holding szukał nowego prezesa przez rok i odnalazł go w szefie agorowego pionu radiowego – który był pod każdym względem anty-Niemczyckim. Młody, dynamiczny, skuteczny, pełen pomysłów, nieuwikłany w polityczne przepychanki obozu „solidarnościowego”.

Od siedmiu lat w zarządzie Agory nie ma nikogo związanego z „Gazetą Wyborczą”. Może to i dobrze, bo nie wiem, czy ta spółka by z poprzednią ekipą dożyła do dziś.

Ale efekt jest taki, że ogon zamienił się miejscami z psem. Zwolennicy obu stron konfliktu używają teraz formuły „ogon macha psem”, ale gdzie indziej widzą psa.

Ludzie tak starzy jak ja pamiętają, że Agora miała być biznesowym wsparciem dla „Gazety Wyborczej”. Tak to 20 lat temu przedstawiano, można zajrzeć do starych wywiadów z Rapaczyńską.

Kiedy jednak te chude czasy nadeszły okazało się, że to właśnie agorowe imperium parówkowo-kinowe jest w centrum uwagi kierownictwa. To zrozumiałe choćby z powodów psychologicznych, w końcu ja sobie mogę pokpiwać z tych parówek, ale one są niezaprzeczalnym osobistym sukcesem Hojki i jego ekipy.

Tylko że do tego imperium „Gazeta Wyborcza” pasuje już nawet nie jak ogon do psa, tylko jak kwiatek do kożucha, by nie rzecz wręcz dziura do mostu. W normalnej firmie to nie do pomyślenia, żeby recenzent szydził z książki wydawanej przez tę firmę – tak jak Krzysiek Varga z twórczości p. Blanki Lipińskiej.

Struktura Agory daje „Gazecie Wyborczej” niezależność. Zarząd nie może polecić redakcji, że o tym ma pisać tak, o owym siak, a o tamtym w ogóle milczeć.

Tej niezależności nie ma choćby w portalu. Kiedy im zarząd wyda polecenie „zlikwidujcie dział opinii” – to likwidują.

Z poglądami Michnika można się nie zgadzać – ja się często nie zgadzam – ale nie można mieć wątpliwości, że to są JEGO poglądy. Niczyja groźba ani prośba, żadna sakiewka, żaden prezes, żaden dyrektor nie mogą go skłonić do ich zmiany.

Obecny konflikt toczy się o zlikwidowanie tych zabezpieczeń. Jeśli zarząd postawi na swoim – będzie mógł wydawać redakcji polecenia typu „od dzisiaj o Blance Lipińskiej piszecie albo dobrze, albo wcale”. Albo: „od dzisiaj linia polityczna ma być taka-a-taka”.

Zarząd zapewnia, że szanuje niezależność dziennikarską. Szanuje tak bardzo, że chce ją skasować.

Werbalne deklaracje tych ludzi nie mają wartości. To fakt, nie spekulacja. Ja się o tym przekonałem jako związkowiec już dawno, naczelni niedawno, ale gdyby mnie za tą wypowiedź pozwano, bez trudu to udowodnię to w sądzie, pomogą mi w tym dziesiątki świadków.

Jestem o tyle staroświecki, że muszę odczuwać minimum szacunku i sympatii do współpracowników, a już zwłaszcza do szefów. Dlatego z prezesem Hojką i jego ludźmi (oraz, szerzej – tego typu ludźmi) nie chcę pracować już nigdy.

To mnie skazuje na banicję z korporacyjnych mediów, bo ja się tak poza tym zgadzam, że tak rozumiana niezależność jest dziś w Polsce anomalią. Trzymam kciuki za tych, którzy teraz walczą o jej zachowanie – ale ja już zagłosowałem nogami.

Obserwuj RSS dla wpisu.

Skomentuj

112 komentarzy

  1. Nie pierwszy raz kapitalistyczna rewolucja zjadla swoje dzieci. GW sama wprowdzala swoich pracownikow i czytelnikow do neoliberalizmu, a teraz nagłe zdziwenie, że sa tylko cyframi w Excelu?

    Cytujac klasyka, zawsze panowie Michnik i Kurski moga wziąć kredyt i zalozyc nowa gazete 🙂

  2. Rzadko to robię, ale poczytałem sobie komentarze pod artykułami na ten temat w „Wyborczej”. Przyznam, że miałem niezły ubaw – choć był to śmiech przez łzy. Otóż dziadersy obudziły się i zaczęły sypać oburzonymi tekstami („jak tak można!”, „niegodziwość!”, „to nieprzyzwoite!!!”), grożąc („opamiętajcie mi się tam, bo wycofam subskrypcję – to już OSTATNIE OSTRZEŻENIE!”) i jednocześnie dając dobre rady („zróbcie zrzutkę na Patronite i stwórzcie Nową Wyborczą!”), a wszystko to poprzeplatane rytualnym jęczeniem na rzekomo szerzący się w Wyborczej neomarksizm i poprawność polityczną, a nawet antychrystianizm („w starej, dobrej Wyborczej tego nie było!”; „ten okręt za bardzo skręcił na lewo!”). Kiedy ktoś przytomnie zauważył, że tak właśnie działa kapitalizm i nie trzeba było wchodzić na giełdę (bo dzięki temu Wyborcza jest własnością Agory a nie odwrotnie), zaczęli majaczyć coś o „pisiorach” i Obajtku. Mam podejrzenie, że leśne dziadki, które się w tych komentarzach obudziły (średnia tamtejszego komentariatu to pewnie było dobrze po pięćdziesiątce), to produkt neoliberalnego chowu samej Wyborczej. Wskazuje na to ich janopawlizm i reaganothatcheryzm a’la najntisy. Bawi mnie to ich nagłe, styropianowe zaskoczenie, że w kapitalizmie można przehandlować Wartości za kiełbasę. Tak jakby jakiś tajemniczy kodeks tego zabraniał.

    A zarząd? W ogóle o co kaman? Kieruje się on interesem akcjonariuszy (a przynajmniej tak mu się wydaje). Że Poważny Opiniotwórczy Dziennik to ich zasobach „dziura w moście”, a w kapitalizmie od poważnego artykułu śledczego zawsze będą się lepiej klikać tzw. „gacie Dody” – to już nie ich wina. Zresztą nie wykluczam, że w warunkach zaostrzającej się wojny politycznej stabloidyzowana Wyborcza może lepiej sobie poradzić na rynku mediów; prymitywizacja tego tytułu na dłuższą metę spodoba się tym antypisowskim dziadersom od „starej, dobrej Wyborczej”, którzy dziś są tak oburzeni w komentarzach. Wydaje mi się, że Agora docelowo chce zrobić taką papierową wersję TVN-u z celebrytozą i gazetowymi odpowiednikami „Szkła Kontaktowego” i „Pamiętników z Wakacji”. Myślę, że to literalnie wynika z tych przywołanych tabelek w Excelu: owszem, z jednej strony ubędzie subskrybentów, ale z drugiej zaoszczędzi się na pracownikach, bo do tworzenia takiej sieczki nie potrzeba będzie dobrze opłacanych dziennikarzy. Z „wyborczej.pl” zrobi się „gazetę.pl”, zatrudni się Pana Liberała na RedNacza, wylecą niedobitki lewactwa i zacznie się nudny, prostacki kontent, polegający na waleniu w PiS jak w bęben do rytmu „Murów” i równoczesnej walki z roszczeniowością i rozdawnictwem przy akompaniamencie ploteczek z showbiznesu za pięć złotych. Bezpieczne, rytualne jojczenie, ale w granicach dobrego smaku i pod patronatem Jana Pawła Balcerowicza. Wujek Sławek lubi to. Z gazety w miarę niezależnej stanie się odchudzonym i spacyfikowanym orężem polityczno-biznesowym, jednym z wielu na rynku. Zresztą już od dawna obserwujemy dryf w tę stronę. Że paru jajogłowych pogardzi takimi treściami? Pa pa – zaprenumerujcie sobie „Niszowy Kwartalnik Niezależnego Marksisty”. Dramatem jest to, że GW, wspierając liberalną ortodoksję, ukręciła bat na własną skórę. Tak się kończy walka z lewicą i mrzonki o bezbolesnym pogodzeniu demokracji z wolnym rynkiem. Pokolenie lat ’90 zostało ugryzione w tyłek przez własne dogmaty.

  3. Dzisiejsze oświadczenie naczelnych Gazety Wyborczej zaskoczyło mnie mocno – nie dlatego, że nie byłem świadomy konfliktu, ale swoją mocą i szczerością. Jako wytrawny korpolud przywykłem do kultury (z braku lepszego słowa) oficjalnego entuzjazmu oraz swego rodzaju wojskowej hierarchii. Z jednej strony cieszy mnie, że ktoś ten pełen hipokryzji korpoświat tak otwarcie kontestuje, z drugiej strony smuci przypuszczenie, że źle się dzieje w jednym z najważniejszych mediów w Polsce. Gdy dziś przeczytałem to oświadczenie, miałem nadzieję, że Gospodarz skomentuje to ważne wydarzenie – ważne w kontekście nie tylko konkretnej gazety, ale w kontekście całych mediów – ich roli i zagrożeń dla ich jakości.
    Instytucja złotej akcji jest bardzo dobrym konceptem pozwalającym pogodzić interesy inwestorów szukających zwrotu (a mniej szukających wpływu na firmę) z interesami inwestorów chcących zachować wpływ na firmę przy jednoczesnym bardzo mocnym dzieleniu się zyskami z resztą. W skrócie – jedni chcą dywidendy, drudzy chcą zachować wpływ. Wiele firm, niegdyś rodzinnych (jak np. Ford czy niektóre banki) z powodzeniem wykorzystują instytucje złotej akcji. Szeroka dystrybucja zysku, wąska dystrybucja władzy.
    Co poszło nie tak? Na początek trochę żartem – aż dysonansowo brzmi zestawienie osób w Agora Holding – oprócz postaci dostojnych Ojców i Matek Założycieli postacie kompletnie anonimowe – fakt, o panu Hojce dowiedziałem się z jednego z poprzednich wpisów Gospodarza. To jak do jury konkursu pianistycznego wsadzić Krystiana Zimermana i stroiciela fortepianów (albo i szatniarza). Jak przypuszczam, u zarania dziejów Agora Holding miała być strażnikiem Świętego Ognia Etosu, a Agora zadbać, aby jednak było paliwo do tegoż Świętego Ognia się znalazło. Tacy medialni Eloje i Morlokowie. Zmieszanie tych dwóch światów było jednak zasadniczym grzechem pierworodnym całej konstrukcji Agora Holding – to nie tylko różnica PESELi, to różnica światów – nie tylko światów Świętego Ognia Etosu oraz świata ocen kwartalnych, słupków excelu, briefingów dla inwestorów etc. To także zderzenie świata usieciowionego globalnie establishmentu oraz świata korporacyjnych social climberów.
    Wychowanek korporacji „Młody, dynamiczny, skuteczny, pełen pomysłów” – cytując klasyka „nam są potrzebni tacy ludzie – prości, ale rzetelni, co to potrafią pięścią w stół uderzyć”. Z pewną dozą złośliwości pozwolę sobie na przypuszczenie, że Dostojni Geronci Wyborczej byli nieuodpornieni na współczesne korporacyjne techniki autopromocji (niczym w tym się chyba nie różnią od Prezesa – tego Prezesa).
    Moje kolejne zdziwienie – dlaczego w Agora Holding nie było Michnika? Coś mi się obiło o uszy, że w swoim czasie zrezygnował z przysługującemu mu pakietu akcji pracowniczych. Zrezygnował tez z udziału w Agora Holding?
    Ten spór – niezależność vs konieczność zarabiania – jest zresztą wbudowany nie tylko w świat mediów, ale i sztuki. Michnik i Kurski jako Johnny Rotten, a Hojka i Sadowska jako Malcolm McLaren?

  4. Wiem, że Gospodarz nie lubi tego cytatu, a nawet #maonimnotke, ale MSPANC: „A kiedy przyszli po naczelnych…”.
    Chyba naprawdę kończy się jakaś era. Źle, ponuro, nie bardzo widać, komu kibicować.

  5. @Ponury
    „Z pewną dozą złośliwości pozwolę sobie na przypuszczenie, że Dostojni Geronci Wyborczej byli nieuodpornieni na współczesne korporacyjne techniki autopromocji (niczym w tym się chyba nie różnią od Prezesa – tego Prezesa).”
    Nie znam rzecz jasna osobiście, ale czy pani Wanda nie jest aby człowiekiem korporacji i to w duchu amerykańskim? Powinna raczej znac te triki.
    Smutna sytuacja, którą jajakoczytalnik odbieram inaczej niż spora część komentującacych (tu i na fejsie), którzy kiedyś w Wyborczej bądź Agorze pracowali, opuścili rozczarowani lub wyrzuceni i teraz z trudem kryją – albo nie kryją wcale – Schadenfreude. Dla mnie natomiast to coś w rodzaju awantury w lubianej kapeli, która, choć najlepsze lata ma już za sobą, wciąż jest znacznie lepsza od przeciętnego sieciowego K-popu oraz oczywiście brunatnej części sceny.
    Jeśli chodzi o alternatywy typu Partonite, to nic lepszego od OKO.Press w polskich warunkach nie jest możliwe. Dobrze, że choć oni są.

  6. @sheik.yerbouti
    (…) czy pani Wanda nie jest aby człowiekiem korporacji i to w duchu amerykańskim? Powinna raczej znać te triki.

    Gdyby bycie człowiekiem korporacji dawało odporność na współczesne korporacyjne techniki autopromocji, to owe techniki nie byłyby współczesnymi korporacyjnymi technikami autopromocji.

  7. @Gammon

    To nie jest po prostu tak, że wszyscy razem podtrzymują tę fikcję, bo w najlepszym razie im tak wygodnie, a w najczęstszym – bo muszą, gdyż na tym stoi ich kariera i cały system?

    Nie przymierzając jak przyjaźń bratnia z narodem radzieckim albo Nauki Moralne Papieża Polaka – wierzyć nie trzeba, ale eksponować wiarę należy. Interoadhezja przymus nie.

  8. @schumack
    „Cytujac klasyka, zawsze panowie Michnik i Kurski moga wziąć kredyt i zalozyc nowa gazete ”

    Takie złośliwości są o tyle bez sensu, że nie chodzi o to, żeby im współczuć. Przecież bez trudu znajdą inną, zapewne lepiej płatną pracę. A Wójcik wygra fortunę w sądzie pracy, bo to zwolnienie ewidentnie jest nielegalne.

    To tak jak przy moim, równie nielegalnym zwolnieniu. Nie chodziło o to, żeby mi pomóc w kłopotach – ja sobie świetnie daję radę poza Agorą. Nie mogłem się doczekać wolności, choćby żeby móc robić fajne rzeczy takie jak podkast o książkach (w Agorze nie dostałem zgody). No i już snułem plany na to, co zrobię z wyprocesowaną fortuną (protip: pieniądze wyszarpane od pracodawcy w sądzie są lepsze od tych, które da po dobroci, bo się NIEOPODATKOWANE, brutto=netto!).

    W moim przypadku chodziło o powstrzymanie zarządu przed łamaniem prawa. Teraz też.

  9. @mnf
    „Kieruje się on interesem akcjonariuszy (a przynajmniej tak mu się wydaje). ”

    To zawsze jest błąd. Wydawało mi się, że moja edukacyjna notka powinna koledze wyjaśnić, że nie ma „jednego interesu akcjonariuszy”, mają różne interesy, często sprzeczne – choćby dlatego, że inne interesy mają ci ze złotymi, inne ci ze zwykłymi (po to w ogóle są te złote!). Tutaj zaś ewidentnie mamy konflikt pomiędzy posiadaczami złotych – oraz przypominam, że prezes zarsządu jest jednym z nich.

    Każdy zarząd działa w SWOIM interesie. Akcjonariusze mogą najwyżej próbować uczynić go zgodnym ze swoim poprzez plan motywacyjny. Tylko że w Agorze w dodatku prezes jest jednym z nich, i to nie byle jakim ciułaczem, tylko współposiadaczem złotych akcji.

  10. W temacie zarządu i ostatniego listu naczelnych przypomniała mi się stara notka o Gatsbym. „Ci ludzie” są jak Tom Buchanan – z kieliszkiem w ręku są w stanie oskarżyć cię o łamanie prohibicji.

  11. @carstein „Ci ludzie” są jak Tom Buchanan – z kieliszkiem w ręku są w stanie oskarżyć cię o łamanie prohibicji.

    W tym lokalu uprawia się hazard!

  12. Pierwszą nasuwającą się myślą jest ta o rewolucji kapitalistycznej, która zjadła własne dzieci. A może nie tylko dzieci, ale głównych orędowników i jednych z pomysłodawców.
    Ale bardziej mnie uderza co innego – to, jak grupa etosiarzy jest zupełnie zgubiona w tym konflikcie. Adam Michnik pisze tekst jak z generatora („opluskwianie”, „marzec”, „Jarek”, „Jurek”). Jarosław Kurski decyduje się na handicap w postaci dobrych manier sprzed 15 lat – „nie będziemy zaglądać do kontraktów”, kiedy to właśnie zaglądanie do kontraktów zamknęłoby spór w oczach opinii publicznej. I to przecież kontrakt Wójcika został explicite opisany w odezwie Agory. Adam Michnik całe swoje polityczne życie zbudował na krytyce systemu, który obejrzał od wewnątrz jako jego chwilowy entuzjasta. Trudno oczywiście wymagać tej samej postawy od 70-latka, którą wykazał się jako 20-latek. Ale wygląda na to, że wciąż do redaktorów naczelnycch nie docierają systemowe problemy, których skutki właśnie odczuwają. I może to kwestia wieku i zaangażowania, a może po prostu są to ich szczere poglądy.
    Nie jest to dobrą prognozą. Najwidoczniej GW ciągle myśli o kapitalizmie jako o rodzinnych firmach, które konkurują na idealnie kulistym wolnym rynku. Agora zaś to ich narybek, ludzie, którzy przez lata czytali ich – wychodzi na to – zupełnie odklejoną publicystykę i na bieżąco zestawiali z korporacyjnym życiem toczącym się dookoła. I jest to bardzo smutny komentarz do całego tego prądu intelektualnego, megabajtów spisanych tekstów, dekadach walki o wolnorynkowe, neoliberalne lepsze jutro. Bardzo chciałbym przeczytać komentarz Witolda Gadomskiego w tej sprawie. Stać go na kolejny artykuł o kolejnym zwariowanym lewaku (tym razem Soros), ale temat upadających mediów jakoś dziwnie mało go obchodzi.
    Obawiam się, że korpo-androidy koniec końców zwalcują GW. Jak zwykle.
    Jeszcze jedna rzecz przychodzi mi do głowy -jak bardzo ta inba zakorzeniona jest w polskiej kulturze biznesowej. TVN udaje, że Discovery w ogóle nie istnieje, nazwa firmy pojawiła się na antenie chyba dopiero przy okazji „regulacji” PiS. Fakt też za bardzo nie wspomina o Axel Springer. Natomiast wojenka między Agorą a GW rozłazi się na całe miasta, niezainteresowanych poinformowały nawet stosowne billboardy, że coś jest na rzeczy.

  13. @pb
    „Tacy medialni Eloje i Morlokowie. ”

    Na początku oczywiście nie miało tak być, na początku Agora była w miarę homogenna – peselowo, biograficznie i światopoglądowo. Potem jednak dochodzi moment, w którym do dostojnych gerontów dotarło, że nie ogarniają XXI wieku, więc muszą zatrudnić Fachowców, by im powierzyć zarządzanie swym majątkiem. Kto zna historię kapitalizmu ten wie, że to jest cholernie niebezpieczny moment, na którym niejedna fortuna niejednego hrabiowsko-książęcego rodu się rozpłynęła w nicości. Bo cała prawdę o tych Fachowcach znajdziemy w starym szmoncesie: „założyłem spółkę z Rozencwajgiem, bo on ma pieniądze, a ja doświadczenie; za rok ja będę miał pieniądze, a on doświadczenie”.

    ” Coś mi się obiło o uszy, że w swoim czasie zrezygnował z przysługującemu mu pakietu akcji pracowniczych. Zrezygnował tez z udziału w Agora Holding?”

    Wielu ludzi w to nie wierzyło, chociaż to wszystko można sobie sprawdzić w PUBLICZNIE DOSTĘPNYCH DOKUMENTACH (ale Ziemkiewiczowi nie chciało się nawet tego).

  14. @carstein
    „„Ci ludzie” są jak Tom Buchanan – z kieliszkiem w ręku są w stanie oskarżyć cię o łamanie prohibicji.”

    To jest dobra metafora, tylko że w Polsce dokomplikowana przez to, że u nas nie ma „starych pieniędzy” (a więc odpowiednika Buchananów). U nas po obu stronach konfliktu mamy z jednej strony boomerów, którzy przez większość życia nic nie mieli i pieniądze są dla nich abstrakcyjnym konceptem. Michnik cały czas chodzi w tej samej, brązowej marynarce – bo nie zwraca uwagi na takie rzeczy. Stołuje się w stołówce zakładowej, tej samej co jego podwładni, bo on nawet nie ma pokus typu „pójść do drogiej restauracji”, jak go znam, po prostu nie sprawiłoby mu to przyjemności.

    Z drugiej strony jest generacja X, która wyrastała w atmosferze PRL-owskiej deprywacji. To doświadczenie, jak sądzę, łączy mnie z prezesem Hojką, że przyszliśmy na świat ze świadomością, że będziemy musieli bardzo ciężko walczyć, żeby mieć chociaż pieprzone mieszkanie. Które boomerzy zazwyczaj jakoś jednak mieli od lat. My wchodziliśmy w dorosłość w kryzysie lat 80./90. Więc kiedy my dostawaliśmy akcje – sprzedawaliśmy je na pniu, budząc zaskoczenie boomerów, którzy je trzymali, bo i co mieliby z nimi zrobić (albo wręcz nie przyjmowali, jak Adam).

  15. @carstein
    „z kieliszkiem w ręku są w stanie oskarżyć cię o łamanie prohibicji”

    No to przecież korporacyjny standard zinternalizowany przez prawicę (albo odwrotnie): bezczelność, cynizm, chciwość i całkowity brak zasad moralnych. Wystarczy rzucić okiem na polski rząd i partię rządzącą.

  16. @pm
    „I to przecież kontrakt Wójcika został explicite opisany w odezwie Agory. ”

    Dał się pan nabrać na ich manipulację. Po pierwsze, to nie był „kontrakt Wójcika”. Nie miał go. Zapytał tylko, czy może mieć takie warunki, ale… proszę się skupić! – po drugie, od cholery ludzi w Agorze ma takie warunki. Zarząd w swoim komunikacie po prostu opisał „szczególną ochronę stosunku pracy”, którą mają osoby w wieku przedemerytalnym, członkowie rady pracowników, działacze związkowi itd.

    I chociaż pozornie to brzmi tak atrakcyjnie – to i do rady pracowników, i do związku nie ma jakiejś kolejki chętnych. Dlaczego? Bo to wcale nie jest takie atrakcyjne. Nie można tej odprawy tak po prostu zażądać. Muszą ją wypłacić tylko jak im będzie bardzo zależało na zwolnieniu. W praktyce raczej taką osobę kiszą w nieskończoność na etacie (widziałem wiele takich sytuacji, negocjowałem niejedne warunki polubownego rozwiązywania takich umów – zazwyczaj to się jednak kończyło nie na 12 miesiącach).

    Jedyna zaleta, to że się nie umrze z głodu. Ale ani w przypadku Wójcika, ani w moim, nie mówimy o ludziach, którzy mieliby problem ze znalezieniem następnej pracy. Przeciwnie. Szczególna ochrona daje ci więc w praktyce tyle, że tkwisz w pułapce i nie możesz np. zrobić podkastu dla audioteki, ani w ogóle niczego fajnego. Może to fajne z punktu widzenia bezrobotnego, ale z jaką ulgą ja uciekłem z tego swojego chronionego etatu, nie umie pan sobie wyobrazić. Najlepszy dzień mojego życia od nie pamiętam kiedy.

  17. Mam jednak wrażenie, że abnegacja wobec pieniędzy to jest indywidualna cecha Michnika, a nie cecha pokolenia boomerów jako takich.

  18. @airborell
    „nie cecha pokolenia boomerów jako takich.”

    W tej specyficznej inteligenckiej banieczce – będę się upierał, że boomerów. To są także moi rodzice na przykład. Nie byli nikim ważnym, nie są postaciami historycznymi, gdzieś tam jakieś kropeczki na zdjęciach marca 1968. Demonstrowali w obronie Michnika i Szlajfera, którzy dla nich byli kolegami rok niżej. Więc cały ten etos „rozciągniętych swetrów” znam dużo lepiej, niż bym chciał. I elementem tego etosu było to, że nie robiłeś prawa jazdy, bo byłeś przekonany, że nigdy w życiu nie będzie cię stać na malucha.

    Kaczyński to przecież pod tym względem postać z tej samej formacji.

  19. Nie chcę jęczeć, ale dlaczego mój niewinny komentarz-cytat z Casablanki utknął w moderacji?

  20. Nie mam pojęcia, decyzja automatu – skadinąd od czasu do czasu boty usiłują tu wklejać komentarze reklamujące takie lokale…

  21. Nie da się nie zauważyć analogii tego co się dzieje w Agorze z wrogim przejęciem państwa przez pisowską szarańczę kilka lat temu. I tu i tu matki i ojcowie założyciele, nie tylko z tego samego pokolenia i klasy, ale wręcz prawie że ci sami ludzie, zbudowali gmach na założeniu że ludzie zachowują się przyzwoicie, w oparciu o wartości i pewnych rzeczy po prostu się nie robi. Bo zapewne wśród nich rzeczywiście tak było. Więc niepotrzebne ich zdaniem były zabezpieczenia. I dokładnie w ten sam sposób i z tych samych powodów te oba gmachy się walą. Nie da się niczego zbudować zakładając że ludzie są i zawsze będą dobrzy i przyzwoici. Bo żebyś skisł to nie upilnujesz by nie wpuścić takiego Hojki do kurnika/holdingu. Inna sprawa że to nie może być tylko on, skoro w holdingu jest pat to Hojka musi mieć w nim jakichś sojuszników.

  22. Ogrom niezmiernie ciekawych wątków – zarówno stricte mediowych, jak i „szeroko-gospodarczych” i socjologicznych. Zaznaczę na wstępie, że mój stosunek do tej sprawy najlepiej ujął w słowa monday.night.fever: to jak przyglądanie się konfliktowi w lubianej kapeli. Nie odczuwam tu żadnej satysfakcji, widzę potężne zagrożenia i coś w rodzaju smutku, ze dobry produkt traci na jakości.
    Dostojni Geronci mogli to zrobić lepiej – jest np. międzynarodowy bank, gdzie rodzina założycieli ma chyba mniej niż 2% udziałów, ale zachowuje kontrolę nad zarządzaniem – oczywiście udział w zyskach jest proporcjonalny do udziałów. Podobnie jest w Ford Motor. Jeżeli Adam Michnik zrezygnował z udziałów w Agora Holding – to teraz ma mocną lekcję, że bez własności to sobie może wypisywać odezwy – ale niedługo to będzie je chyba odbijał na powielaczu (może koledzy mają jeszcze jakiś na strychu). Oczywista prawda (może nie dla red. Michnika): położenie teraz na stole atutowej karty własności zmieniłoby grę. Sam zrezygnował z atutowej karty (uwaga do red. Michnika – zapewne zna anegdotę o Stalinie pytającym „A ile papież ma dywizji?” – oni tam zarządzie Agory teraz pytają „A ile Michnik ma udziałów”?). Wielu zostawionych na lodzie w różnych firmach nie miało takiej szansy – nic nim nie oferowano, nie mieli okazji rezygnować z tłustych pakietów akcji pracowniczych.
    ” Kto zna historię kapitalizmu ten wie, że to jest cholernie niebezpieczny moment, na którym niejedna fortuna niejednego hrabiowsko-książęcego rodu się rozpłynęła w nicości”
    W początkach transformacji w Polsce furorę robił John Kenneth Galbraith ze swoją pochwałą kapitalizmu menedżerskiego. Ta wersja kapitalizmu zmniejszała rolę tego paskudnego, nalanego na gębie typa z cygarem, w meloniku lub cylindrze, siedzącego na worku dolarów (była też wersja z lat trzydziestych zza zachodniej granicy – wtedy jego nos ulegał pewnym korektom graficznym). W tej wersji kapitalizm stawał się inkluzywną merytokracją. Często okazywało się, że sprawy mają się dokładnie jak w przytoczonej przez Gospodarza anegdocie, często też te dwie grupy (stare pieniądze i młode wilki z awansu) przygotowywały jeszcze bardziej zjadliwą dla otoczenia mieszankę. Wiele rodzinnych firm (lub firm z bardzo stabilną – przez dekady – grupą udziałowców) długo broniła się przed wejściem na giełdę czy dopuszczeniem inwestorów finansowych. Wejście Goldman Sachs na giełdę w 1999 r. było poprzedzone dyskusjami wśród bardzo zamkniętej grupy udziałowców – to trwało dekady. Sporo jest też przykładów z Niemiec, gdzie wielkie rodzinne firmy nie chciały dopuszczać do własności funduszy inwestycyjnych czy inwestorów giełdowych, nawet kosztem rozwoju firmy. Wejście inwestora finansowego czy wręcz sprzedaż całości takiemu inwestorowi nie musi oznaczać zniszczenia renomy firmy – gdy w latach siedemdziesiątych rodzina założycieli sprzedała Steinway & Sons, Steinway na końcu drogi nie zaczął konkurować z Casio (gdyby p. Hojka przejął zarządzanie Steinwayem, pewnie dziś klawiszowiec Zenka grałby dziś na plastikowych klawiszach z logo Steinway). Wzrost (a przede wszystkim dywersyfikacja) biznesu niosą za sobą zagrożenia. Może na wstępie ktoś z Dostojnych Gerontów powinien sobie (z dwadzieścia lat temu) zadać pytanie – co robimy najlepiej? Może w gazety umiemy, a w kina i popcorn umiemy jak każdy inny. Czy bardziej jesteśmy Steinwayem, czy Casio?
    „Cytujac klasyka, zawsze panowie Michnik i Kurski moga wziąć kredyt i założyć nowa gazete ”
    Nie wiem, jak na rynku miediowym, ale to się zdarzało. Dwa przykłady znanych i lubianych marek:
    Producent gitar Gibson na przełomie lat 80. i 70. przeniósł produkcję do innego miasta. Starą fabrykę odkupiło paru pracowników, założyło nową firmę i do dziś na mniejszą skalę niż Gibson produkują cenione gitary pod marką Heritage Guitars. Drugi przykład – po przeniesieniu produkcji martensów do Azji, w angielskiej fabryce dalej produkuję się bardzo podobne buty, ale pod inną marką. Może już czas dla red. Michnika i Kurskiego, aby podążyć tą drogą?
    monday.night.fever i kwestia jakościowego dziennikarstwa vs. infotainment
    Nie odważę się tu twardo bronić jakiejś tezy – bo naprawdę nie wiem, czy „W Tym Kraju” jest możliwe długookresowe utrzymanie modelu jakościowego dziennikarstwa. Ja nawet nie wiem, czy jest to możliwe globalnie. Świadomie używam tu słowa „jakościowe” a nie „niezależne”. Ważne przynajmniej, żeby nie było zależne od jednego czy dwóch ośrodków władzy (aby na końcu nie było wyboru między gazetą/serwisem zależnym od Bezosa lub Zuckerberga, lub od Kurskiego czy Rydzyka). Pół biedy, gdy red. Varga dostanie polecenie napisania entuzjastycznej recenzji nowego dzieła Blanki Lipińskiej (z góry przepraszam Krzysztofa Vargę za myśl, że mógłby ulec), gorzej, jak Golfiści zaczną dyskutować, co aktualnie pisać o jakiejś aferze u właściciela (albo u właściciela właściciela) czy u reklamodawcy (albo u wspólnika szwagra właściciela reklamodawcy). Pamiętacie sprawę Wirtualnej Polski i red. Machałę? Można powiedzieć: „Z samych siebie się śmiejecie!” – skoro ludzie nie kupują gazet (nie wykupują płatnych subskrypcji), to dostają darmową papkę. Nie ma jakościowego dziennikarstwa bez płacących czytelników. To smutne, ale może w Polsce tych chcących płacić jest dramatycznie mało? Czy ciągle trwa iluzja z początków Internetu – teraz wszystko będzie za darmo?
    Mój problemem z Adamem Michnikiem polegał zawsze na tym, że potrafił łączyć przenikliwe sądy i prognozy (w zasadzie przewidział dryf polityki polskiej w kierunku niby (?) endecko-klerykalnym już w latach siedemdziesiątych) z ogromną naiwnością – czemu między innymi teraz daje wyraz. Pomarksizujmy sobie teraz po amatorsku – bez własności zostaje tylko jedna wolność dostępna pracownikowi – może odejść z pracy (red. Ziemkiewicz uważa – pewnie za kimś – ze idziemy w kierunku feudalizmu, więc pewnie i ta wolność zniknie). Etosy, wartości: drogi Redaktorze Adamie: w języku korpoludów masz coś takiego jak „strong personal branding” – ale to też ich zdaniem podlega wycenie i jest negocjowalne.

  23. „Inna sprawa że to nie może być tylko on, skoro w holdingu jest pat to Hojka musi mieć w nim jakichś sojuszników.”

    Przecież Michnik i Kurski w liście otwarcie piszą o rozczarowaniu postawą Łuczywo, dają też do zrozumienia że Rapaczyńska jest po stronie Hojki.

  24. @mcal
    To nie jest po prostu tak, że wszyscy razem podtrzymują tę fikcję, bo w najlepszym razie im tak wygodnie, a w najczęstszym – bo muszą, gdyż na tym stoi ich kariera i cały system?

    Nie wiem. Różne rzeczy robiłem w życiu, niekiedy dziwne, ale nigdy w korpo.

  25. @embercadero
    ” Inna sprawa że to nie może być tylko on, skoro w holdingu jest pat to Hojka musi mieć w nim jakichś sojuszników.”

    W praktyce przecież jednego. Skoro jest pat, a on ma 1 głos na 5, to najprawdopodobniej jest 2:2, z jedną osobą niegłosującą. Przy czym w wielu przeciekach już pojawiały się rozpiski, kto w Holdingu jest za kim, ale to znowu spekulacje, więc ja w to tutaj nie wejdę.

    @pb
    „zapewne zna anegdotę o Stalinie pytającym „A ile papież ma dywizji?” – oni tam zarządzie Agory teraz pytają „A ile Michnik ma udziałów”?).”

    Anegdota o Stalinie wydaje mi się głupia, bo czasami sojusze są ważniejsze od dywizji. Papież nie musi mieć żadnej, bo zgodnie z traktatami atak na Watykan będzie atakiem na NATO – więc niby nie ma żadnej, a jednak ma setki.

    Podobnie tutaj – pytanie, które wszyscy sobie zadają, to raczej „kogo ostatecznie poprze Helena Łuczywo”. Nie ma znaczenia, ile udziałów ma Michnik. Co najmniej 2 osoby w Holdingu stoją po jego stronie. Wystarczy piwot jeszcze jednej i Michnik wygrywa.

  26. Chciałbym kiedyś przeczytać ile Agora przepaliła pieniędzy wypracowanych przez Gazetę Wyborczą. Że teraz nie jest to najważniejszy biznes holdingu to dosyć oczywiste, ale chyba nie zawsze tak było. I chyba nie zawsze decyzje Agory były trafione biznesowo.

    A co do zarzutów wobec chciwości Kurskiego i Wójcika to mogę te zarzuty tylko wyśmiać. W świecie do którego przeszedłem – korpo IT pełna opieka zdrowotna dla rodzin (i nie mówimy tu o bieda pakietach Lux-Medu), dodatkowe urlopy to norma. Pewnie na wyższych stanowiskach 12 miesięczny okres wypowiedzenia i wysokie odprawy też nie są niczym nadzwyczajnym, podobnie jak samochód (dobra, firmowe samochody dla śrendio-wyższych menadżerów to jest raczej norma w korpo w których pracowałem niż jakiś wyjątkowy przywilej).

    Czekam aż ktoś zrobi z tego jakiś serial albo książkę.

  27. @nudnykotlet
    „Chciałbym kiedyś przeczytać ile Agora przepaliła pieniędzy wypracowanych przez Gazetę Wyborczą.”

    To wszystko jest w publicznie dostępnych raportach, może pan spróbować oszacować.

  28. Qwo
    „Wystarczy piwot jeszcze jednej i Michnik wygrywa.”
    Nawet jeżeli teraz wygra, to w dłuższej perspektywie ten problem będzie się nadal tlił (albo nawet mocno palił). Przyznaję ze wstydem, że o ile rozumiem mentalność i rozumowanie p. Hojki, to nie jestem w stanie pojąć rozumowania Michnika, Heleny Łuczywo czy Seweryna Blumsztajna (postacie znaczące w tworzeniu największej w swoim czasie gazety w tej części Europy). Ci ludzie do swojego grona (OK, Michnik zrezygnował z uczestnictwa) dookooptowali randomowego korpoluda, którego osiągnięciem było podbicie słupków w jakiś rozgłośniach radiowych, które ludziom generalnie zwisają i służą za wypełniacz tła. Ja rozumiem, że mogli ulec „amerykańskości” pani Rapaczynski – poza tym jakieś wspólnoty życiorysów itp. Ale p. H. jako depozytariusz Świętego Ognia Etosu? Naiwność? Chęć rozgrywania jakiś wewnętrznych gier? Rozumienie kapitalizmu na poziomie małego Jasia?
    Anegdota o Stalinie i dywizjach papieża w moim rozumieniu raczej ośmieszała Stalina – który był w niej postacią właśnie opartą na brutalnej sile, nie dostrzegającą gry sojuszy i miękkiej siły. Może się okazać, że brutalna siła („Ile Michnik ma udziałów? Hehehe…”) zwycięży, może tym razem zwycięży coś więcej.

  29. @Ponury „Ale p. H. jako depozytariusz Świętego Ognia Etosu?”
    Cytując samego Michnika:
    „I jeszcze jedno: Agora powstała po to, aby być zapleczem materialnym dla „Wyborczej”, a nie po to, by nią rządzić. Ingerencje osób z Zarządu w pracę „Wyborczej” i jej funkcjonowanie zostały odebrane z wielkim niepokojem przez Radę Redakcyjną „Gazety Wyborczej” i przez jej kierownictwo. Jeśli autorzy manifestu, Bartosz Hojka i inni, mają choćby krztynę honoru i kroplę oleju w głowach, powinni wyciągnąć z tego wnioski.”
    Agora miała i ma w jego pojęciu Wyborczej służyć, zarabiać i się nie mieszać. A widać nie wyobrażał sobie, że ktoś może tak bez bojaźni, bezceremonialnie potraktować Wyborczą jako część korporacyjnego portfolio, jeszcze do tego część słabo performującą.

  30. @Ponury Bankowiec

    „Święty Ogień Etosu” vs. “Wychowanek korporacji „Młody, dynamiczny, skuteczny, pełen pomysłów””

    Obaj panowie – zwalniający prezes i zwalniany wydawca – są wychowankami tej korporacji. Kariera wydawcy (Wójcika) podsumowane są Twoim cytatem nawet lepiej niż kariera prezesa (Hojki). Wójcik, wywodzący się z opozycyjnych KUL-owskich klimatów, zaczynał pracę w Agorze jako szef oddziału gorzowskiego i prezentował korporacyjny pracoholizm i parcie na wynik na tym i wszystkich późniejszych stanowiskach: w warszawskim dziale odpowiadającym za akcje prosprzedażowe czy później jako szef „Metra” i “Nowego Dnia”. Miał natomiast inną, pokoleniowo wcześniejszą, definicję korporacyjnego wyniku niż skupiony na finansowym bottom line Hojka: było nią tworzenie nowych redakcji i projektów wydawniczych, podkręcanie sprzedaży dodatkami specjalnymi itp.

    Dlatego to aktualne starcie na korporacyjnym szczycie Agory jest dla mnie nie tyle konfliktem etosu z rynkiem, co raczej dwu etapów biznesowej historii firmy: pierwotnej misyjnej „korporacji transformacyjnej”, swoistego wzorca „Balcero-Turowicza” jaki realizowała i wciąż jeszcze stara sięk realizować redakcja „Wyborczej”, z bardziej standardowym multimodalnym koncernem, jaki chce mieć Hojka, który wraz ze swoimi ludźmi zdobywał doświadczenie za czasów bardziej już okrzepłego kapitalizmu, a styropian zna raczej tylko jako materiał do produkcji kubków na imprezy biurowe.

    Osobiście niespecjalnie paliłabym się do rozdzielania ról herosów i villainów w tej bitwie. Jako lewicowy prowincjonalny czytelnik nie potrzebuję pseudo-„Wyborczej” robionej przez redakcję portalu w ramach oferty produktowej Hojki, ale też aktualna papierowa gazeta widząca się jako nosicielka środowiskowego „mitu założycielskiego” metropolitalnych beneficjentów transformacji to też nie jest medium, jakiego bym najchętniej bronił i jakie w ogóle ma szanse utrzymać się na rynku.

    „Wyborcza” za Wójcika i Kurskiego owszem ustabilizowała model subskrypcyjny, wróciła do niektórych mniejszych miast ze swoimi oddziałami regionalnymi, weszła z sukcesem w mieszane formuły medialne typu internetowe klipy video czy podcasty. Ale to wciąż pismo kierowane do określonego, raczej już schyłkowego, pokolenia i środowiska: 40/50-letnich inteligentów z dużych miast. W tej formule ten dziennik nigdy nie stanie się – jak to projektuje kierownictwo redakcji – polskim „New York Timesem”. Prędzej już powtórzy historię „Frankfurter Rundschau” – dość podobnie sprofilowanego misyjnego dziennika niemieckiego pokolenia ’68, który przeszedł fazę bankructwa i zmiany formuły właścicielskiej, a teraz stara się przekształcić w pismo mniej przywiązane do swojego historycznego profilu. W Polsce to samo już przydarzyło się „Tygodnikowi Powszechnemu”, uratowanemu z finansowej zapaści przez grupę ITI i obecnie wydawanemu przez fundację non-profit.

    Optymistyczny scenariusz dla „Wyborczej” zawierałby z grubsza te same elementy – byłby jakąś kompilacją subskrypcji, giełdy i inwestorów non-profit, przy rosnącej bazie młodszych czytelników wydań regionalnych spoza metropolii. Jednym słowem może nie „New York Times”, ale solidne ponadregionalne „Neue Osnabrücker Zeitung”. Zaś jeżeli zwycięży wizja Hojki to „Wyborcza” dołączy po prostu do długiej listy polskich mediów zakładanych u progu transformacji, po których albo nie ma dziś śladu (jak np. po wielu pismach lokalnych z lat 90-tych) albo które – jak choćby siostrzane wobec „Wyborczej” Radio Zet – z przedsięwzięcia dziennikarskiego stały się medialnym „formatem”, playlistą wciśniętą między reklamy suplementów diety. Zetkowym Hojką był już na przełomie wieków Robert Kozyra, a obecnie jest nim poniekąd sam Hojka, od kiedy Agora stała się ponownie współwłaścicielem stacji.

    Paradoksalnie „Wyborczą” jako jakościowy dziennik najprędzej może uratować PiS. Trochę dlatego, że dostarcza gazecie polaryzujących tematów, lecz przede wszystkim dlatego że – jak pokazują badania – PiS-owskie programy socjalne rozbudzają ambicje klasowe polskiej prowincji i poszerzają krąg rodaków, wśród których pojawia się potrzeba kontaktu z medium ambitniejszym dziennikarsko niż TVP albo rządowe biuletyny Orlenu. Być może tacy czytelnicy zażądają kiedyś czegoś na kształt „demokracji subskrybenckiej”, obejmującej wpływ na wybór wydawców czy redaktorów. Taki quasi-współwłaścicielski model wydaje mi się już bardziej realistyczny niż oczekiwanie, że dawnego masowego czytelnika subsydiującego inteligencką „Wyborczą”, choć zainteresowanego w niej tylko ogłoszeniami drobnymi i programem TV, zastąpi konsument kinowego popcornu Agory, w ogóle nie czytający prasy.

    Nie ma w każdym razie jakiegoś niezawodnego modelu relacji właściciel-redakcja. Są właściciele zbyt mało interesujący się redakcjami (jak np. wdowa po Axelu Springerze, ignorująca sygnały nt. molestowania seksualnego przez naczelnego „Bilda”), są też liczni tacy, którzy ze złymi lub dobrymi intencjami niszczą posiadane pisma. Model właścicielski wybrany przez „Wyborczą” – petryfikacji wpływów założycielskiego środowiska – wydaje mi się przy tym unikalnym zestawem „the worst of two worlds”. Wizja układania się ze styropianowym legendami kontrolującymi akcjonariat zniechęca potencjalnych medialnych inwestorów branżowych z zagranicy, takich jakich właśnie znalazła „Rzeczpospolita” [1], a ewolucja treści redakcyjnych również jest paraliżowana zakotwiczeniem w „misji”, na którą ma pracować cała pozostała aktywność firmy – nie tylko popcorn i parówki, ale również mniej misyjne treści medialne. Jeśli „Wyborcza” przetrwa mimo tych obciążeń, które zabiłyby dużo bogatsze redakcje, będzie to świadczyć o jej niezwykłej żywotności.

    [1] https://www.rp.pl/media/art19140581-gremi-media-ma-nowego-inwestora-bedziemy-bardziej-otwarci-na-swiat

  31. @sheik.yerbouti
    Czyli jednak naiwność. Rekonstruując sekwencję zdarzeń red. Michnika: rezygnujemy z własności (aby być niezależnym – plot twist: na końcu okazuje się, że własność pomaga w niezależności: decyduje Helena Łuczywo, która ma własność), oddajemy sprawy w zarząd komuś innemu (podpowiedź: słowo „zarząd” sugeruje, ze ktoś ten będzie jednak zarządzał => miał władzę), a potem zdziwienie, ze zarząd jednak nami zarządza. Co poszło nie tak?

  32. @Awal Biały
    „Wizja układania się ze styropianowym legendami kontrolującymi akcjonariat zniechęca potencjalnych medialnych inwestorów branżowych z zagranicy”
    Bardzo ciekawy głos w dyskusji, niemniej pozwolę sobie na głos odrębny. Kolega Awal Biały zdaję się ulegać wizji nieuchronności dopuszczenia owych „inwestorów z zagranicy” – co jest w większości scenariuszy nie do pogodzenia z misyjnością/etosem – w każdym razie pewnym zespołem wartości leżącym u podstaw Gazety Wyborczej. Nie śledzę rynku medialnego, ale na innych rynkach są spółki, które jednak nie rozwadniają wizji założycieli przez dopuszczenie zewnętrznych inwestorów (poza tym można to zrobić na wiele sposobów – sam się tym zajmuję). Gdy rozmawiam teraz z właścicielami spółek (o zdecydowanie mniej misyjnym charakterze), nie każdy (a w zasadzie nikt) nie traktuje owych inwestorów jako jeźdźców na białych koniach, myślących tylko o dosypywaniu gotówki – bez wpływu na kierunek rozwoju biznesu.
    Sam model rozwoju Agory był wg mnie mocno generyczny – ejtisowa lub najntosowa (z posypką z dotcomów) wizja „synergii biznesowych”, agresywnych przejęć, multinośników itp. Aż się chcę robić powerpointa dla zarządu („sto filmów o tym zrobiłem”). Cenię przytaczane przez kol. Awala Białego przykłady z Niemiec, ale tam po prostu chyba więcej ludzi czyta prasę.
    „rozbudzają ambicje klasowe polskiej prowincji i poszerzają krąg rodaków, wśród których pojawia się potrzeba kontaktu z medium ambitniejszym dziennikarsko”
    Tak się (chyba) zawsze działo, ale tym razem (globalnie) może być inaczej. Zawsze można poscrollować w nowym, droższym telefonie i nie będą to treści ambitniejsze dziennikarsko (może bardziej estetyczne). Chyba jestem dziadersem.

  33. @Awal Biały

    „poszerzają krąg rodaków, wśród których pojawia się potrzeba kontaktu z medium ambitniejszym dziennikarsko niż TVP albo rządowe biuletyny Orlenu.”

    Pozwolę sobie tutaj wtrącić hipotezę, choć opartą na anecdata: znaczna część popularności tzw. geopolityki (mam na myśli aktualnie popularny nurt polskich popularyzatorów), mający odzwierciedlenie w subskrybcjach, donacjach, sprzedaży książek etc wynika właśnie z owych potrzeb.
    Typowy bowiem odbiorca tych treści, z jakim zdarza się mi czy znajomym konfrontować (nie bez powodu to przybiera formę konfrontacyjną) to właśnie osoba mająca relatywnie niski kapitał kulturowy ale mająca świadomość swoich deficytów i poszukująca przystępnie podanej wiedzy. To ten odbiorca który kiedyś czytywał Wołoszańskiego ale też np. Kapuścińskiego – nawet jeśli nie sięgał po książkę, mógł trafić na artykuł w prasie. Występuje głód syntezy i przystępnego opisu, który zagospodarowali inni, okraszając to aurą Tajemnej Wiedzy Dającej Wyjaśnienia Wszystkiego. Ci ludzie, po zderzeniu z wyraźnie specjalnie używającym bogatego języka geopolitykiem, nabierają przekonania że ujawniono im część tej to prawdy – i potrafią zaciekle jej bronić. Jednocześnie stare media mają nie tylko balast aktualnych problemów ale także bycia postrzeganymi jako zbyt silnie utożsamione tylko z jedną i to wąską grupą odbiorców, a jako takie nie wiarygodne.

    Obstawiam że jeśli powstanie jakieś nowe medium, atrakcyjne dla prowincjonalnej klasy średniej, inne niż silnie zideologizowane i bezkrytycznie proprisowskie, wyłoni się daleko daleko od Agory i Wyborczej. Ale to już tylko moje zgadywanki.

    @WO

    „zgodnie z traktatami atak na Watykan będzie atakiem na NATO”

    Ależ nie będzie z automatu. Przecież Watykan w NATO nie jest, a załapałby się gdyby był to jednocześnie atak (zwykła inwazja ) na Włochy. Oczywiście w grę prócz sojuszy wchodzi także „Soft power” Watykanu – i tu się zgadzam z ogólną tezą że te czynniki mogą przeważyć ponad twardą siłą dywizji pancernych. Ale hipoteza „Atak na Watykan ale nie na Włochy” daje pole do fajnych (choć mocno naginanych ) scenariuszy 😉

  34. @sa
    „Przecież Watykan w NATO nie jest, a załapałby się gdyby był to jednocześnie atak (zwykła inwazja ) na Włochy.”

    Pan sprawdzi konkordat i wróci do tej rozmowy.

  35. @pb
    „Ci ludzie do swojego grona (OK, Michnik zrezygnował z uczestnictwa) ”

    To, co najważniejsze, pan sprowadza do jakiegoś nawiasu. Michnik od początku był przeciwnikiem wchodzenia na giełdę. To dlatego nie chciał mieć z tym nic wspólnego, nie chciał też czerpać z tego żadnych osobistych korzyści. Już ćwierć wieku temu między założycielami nie było w tej kwestii jednomyślności. I to jest odpowiedź na pytanie „o co im chodziło” – każdemu o co innego.

  36. @sheik
    „Smutna sytuacja, którą jajakoczytalnik odbieram inaczej niż spora część komentującacych (tu i na fejsie), którzy kiedyś w Wyborczej bądź Agorze pracowali, opuścili rozczarowani lub wyrzuceni i teraz z trudem kryją – albo nie kryją wcale – Schadenfreude”

    C’mon, to nie jest żadne zaskoczenie, to się przecież nie zaczęło dzisiaj ani wczoraj. Ja jestem zwykłym czytelniczym randomem bez insajderskiej wiedzy, a mimo tego już lata temu śledziłem na fejsach podobne inby („optymalizację” Wyborczej przeprowadzaną przy pomocy wywalania dziennikarzy). To co się musiało dziać wewnątrz!

    „Dla mnie natomiast to coś w rodzaju awantury w lubianej kapeli, która, choć najlepsze lata ma już za sobą, wciąż jest znacznie lepsza od przeciętnego sieciowego K-popu oraz oczywiście brunatnej części sceny”

    Ta kapela jest już od dawna jest namawiana przez menedżera i wytwórnię na zmianę repertuaru na discopolowy (bo trzeba być na czasie, bo taka muzyka jest teraz w modzie, bo trzeba się dostosować do tryndów, nie bądź pan dinozaurem!). Nie bez powodu wyleciał basista i gitarzysta. Że ludzie w ogóle jeszcze chodzą na ich koncerty, to chyba tylko przez sentyment do wokalisty, który ciągle jeszcze nie skapitulował (choć już dawno ktoś wyłączył prąd, więc kapela musi dawać koncerty „unplugged”, a trudno się rozwijać w takich warunkach). Oczywiście – prąd można możecie mieć włączony w każdej chwili, ale pod warunkiem, że będzie on zasilał keyboard (a nie gitarę elektryczną).

    @Piotrek Markowicz
    „Ale bardziej mnie uderza co innego – to, jak grupa etosiarzy jest zupełnie zgubiona w tym konflikcie (…) wygląda na to, że wciąż do redaktorów naczelnych nie docierają systemowe problemy, których skutki właśnie odczuwają”

    Kłania się reaganothatcheryzm. Ci ludzie ciągle żyją w USA lat ’80.

    „Bardzo chciałbym przeczytać komentarz Witolda Gadomskiego w tej sprawie”

    Ja też. Ale nie doczekamy się. Co najwyżej zaapeluje o „wyciszenie nadmiernych emocji”. Podejrzewam, że Gadomskiemu jest jak najbardziej po drodze z wizją, którą opisałem (tj. zrobienie z Wyborczej papierowej wersji TVN-u). Kiedy korpo-androidy koniec końców zwalcują Wyborczą, on w takich warunkach tym bardziej będzie mógł zwalczać socjalizm i tłuc swoje neoliberalne mądrości.

    PS. Gdybyśmy byli na fejsie, to chętnie bym zalajkował, ale nie jesteśmy – więc muszę tu z klawiatury serdecznie podziękować @awalowi za dłuższy komentarz powyżej (i ogólnie za całokształt). To już kolejny raz, kiedy wykazuje się on dogłębną znajomością rynku prasy niemieckojęzycznej. Gdzie indziej w polskich internetach znalazłbym takie analizy?

  37. @WO

    Tylko że patrzę i ani traktaty laterańskie, ani konkordat z 1985 nie mówią nic o jakieś formie sojuszu wojskowego czy obowiązku obrony. Co więcej art 5 i art 6 Traktatu Waszyngtońskiego wyraźnie określają jakie obszary i zdarzenia wywołują odpowiedź NATO. Oczywiście – w realu mało prawdopodobny byłby atak na Watykan ale nie na Włochy. Chyba że źle patrzę, to proszę o wskazanie gdzie się mylę, to posypię głowę popiołem.

  38. @adiunkt „Oczywiście – w realu mało prawdopodobny byłby atak na Watykan ale nie na Włochy.”
    Ale Stalin nie chciał atakować Watykanu, on tak miał (chyba w Poczdamie?) zareagować na sugestię, że Watykanowi nie podoba się przejęcie władzy w Polsce przez komunistów.

  39. @monday.night.fever
    Dziękuję za lajka, natomiast moja znajomość niemieckich gazet jest zupełnie amatorska – czytam je po prostu całe życie. Liczyłbym natomiast, że dyskusja o przyszłości „Wyborczej” będzie mieć odniesienie do porównywalnych kontynentalnych gazet, a nie jedynie do dyżurnego „NYT” czy „Guardiana”, funkcjonujących w zupełnie innych realiach globalnego języka.

    Owszem, brak w strefie niemieckojęzycznej ścisłego odpowiednika „Wyborczej” w sensie dziennika powstałego na skutek przemian 1989 r. Jednak kontekstowo porównywalnym przypadkiem jest powstały po niemieckim zjednoczeniu berliński lewicowo-liberalny tygodnik „Der Freitag”, obecnie syndykowany z “Guardianem”. Przede wszystkim jednak podobny zasięg i docelowego czytelnika ma popularna niemiecka prasa regionalna/ ponadregionalna, publikowana zarówno na zachodzie jak na wschodzie kraju – w rodzaju wspomnianego już NOZ, „Rheinische Post” czy „Berliner Zeitung“. „Wyborcza“ jest w tej lidze, a nie w lidze z Sueddeutsche czy FAZ, dzienników de facto ponadnarodowych, których jeden dzienny grzbiet ma tyle treści, co cały numer GW i które mają silniejszą bazę abonamentową w większej niż u nas wyższej klasie średniej. „Wyborcza” przetrwa jeśli polubi nieinteligenckiego czytelnika z prowincji, letniego politycznie, lecz aspirującego klasowo, i dotrze do niego przez żywe wydania lokalne. Jeśli natomiast będzie się upierać przy swej roli jako głosu pokolenia inteligenckich beneficjentów transformacji – to wymrze z tym pokoleniem lub co najwyżej przetrwa jako cień dawnej świetności (i tu relewantne są przykłady pism zachodniego pokolenia ’68: „Frankfurter Rundschau” czy paryski „L’Obs”). Polscy inteligenccy beneficjenci ’89 teraz najgłośniej stają w obronie „Wyborczej” [1], ale na co dzień ją opuszczają i nie utrzymają tego pisma.

    @sfrustrowany_adiunkt

    „Obstawiam że jeśli powstanie jakieś nowe medium, atrakcyjne dla prowincjonalnej klasy średniej, inne niż silnie zideologizowane i bezkrytycznie proprisowskie, wyłoni się daleko daleko od Agory i Wyborczej.”

    To nawet nie kwestia ideologii, lecz archaizującej patetycznej stylistyki, jaką komunikuje się redakcja „Wyborczej” i jej inteligencki czytelnik. O sporze Wójcika z Hojką pisze się tonem odezw powstańczych („Drodzy Czytelnicy, przyjaciele spod sądów, uczestnicy protestów w obronie konstytucji i ze Strajku Kobiet, obrońcy praw prześladowanych mniejszości, obrońcy Unii Europejskiej, obrońcy naszej planety”), tak jakby Wójcik sam nie zwalniał ludzi w podobnym stylu, i tak jakby jego sytuacja nie była mimo wszystko lepsza niż ludzi zwalnianych w różnych okolicznościach w prowincjonalnej Polsce. To jest niezrozumiałe dla czytelnika spoza inteligenckiego kodu – ba, i czytelnik inteligencki musi sobie przy tej lekturze amputować trening dystansu i ironii, jaki odbierał czytając np. Głowackiego w „Kulturze” czy Radgowskiego w „Polityce”.

    [1] https://wyborcza.pl/7,162657,27849283,pozwolmy-gazecie-wyborczej-isc-dalej-swoja-droga.html#S.tylko_na_wyborcza.pl-K.C-B.1-L.1.maly

  40. @awal
    „i tak jakby jego sytuacja nie była mimo wszystko lepsza niż ludzi zwalnianych w różnych okolicznościach w prowincjonalnej Polsce.

    Ależ także w Warszawie, także na Czerskiej. Opis okoliczności zwolnienia Wójcika, z tymi okrzykami, że to „podłość”, odebrano jako zgrzyt także wśród załogi. Naszych przyjaciół zwalniano tak samo. Jarek nie może o tym nie wiedzieć. Ciśnie się więc automatyczne pytanie – dlaczego gdy tak zwalniano zwykłych dziennikarzy, nie mówił o „podłości”?

    „To jest niezrozumiałe dla czytelnika spoza inteligenckiego kodu – ba, i czytelnik inteligencki musi sobie przy tej lekturze amputować trening dystansu i ironii, jaki odbierał czytając np. Głowackiego w „Kulturze” czy Radgowskiego w „Polityce”.”

    Egzaktli! To byli moi mistrzowie stylu (razem z Passentem, Toeplitzem i niestety wczesnym Urbanem). Ten patos jest dla mnie niestrawny. Inna sprawa, że z kolei dla styropianowców ironia kojarzy się z „Kulturą” i „Polityką”, a więc – źle. Ironią ich opluwano. Patos był językiem Wojtyły i Tischnera, a więc „ichnim”.

  41. @wo
    Ależ także w Warszawie, także na Czerskiej. Opis okoliczności zwolnienia Wójcika, z tymi okrzykami, że to „podłość”, odebrano jako zgrzyt także wśród załogi. Naszych przyjaciół zwalniano tak samo.

    Ktoś w okolicach neoblipa został stamtąd względnie niedawno nie tyle zwolniony, co zmuszony do odejścia (nomina et facta sunt odiosa), i tak to właśnie odbiera.

  42. @wo
    „Naszych przyjaciół zwalniano tak samo. Jarek nie może o tym nie wiedzieć.”
    Czyli, że Adam Michnik może? Nawet jeśli tak, fatalnie to świadczy o nim jako naczelnym.
    Jak AM pisze o Jarku i Jurku, że to „wybitni redaktorzy, ludzie o pięknych biografiach, ludzie o uczciwości niekwestionowanej, ludzie prawi, rozumni i odważni” [1], to ja w tym widzę nie tylko patetyczną retorykę, ale też wyraz pewnego schematu postrzegania rzeczywistości, u podstaw którego leży uporczywe klasyfikowanie ludzi na tych „wybitnych” i „o pięknych biografiach”, którym pewnych rzeczy się po prostu nie robi (im oraz ich najbliższym) i całą resztę, której można zrobić dużo więcej.
    Sądzę, że kiedy w podobny sposób zwalniano zwykłych dziennikarzy to dla AM i JK nie była podłość, bo to nie byli ich przyjaciele, nie byli też dość „wybitni”, a ich biografie wystarczająco „piękne”. Ci zwalniani to byli podwładni. Tych można lubić, cenić i traktować życzliwie, ale nie znaczy to, że traktuje się ich tak głęboko po ludzku jako (godnościowo) równych sobie.
    [1] https://wyborcza.pl/7,75968,27846416,list-zarzadu-agory-sklada-sie-z-klamstw-i-manipulacji.html

  43. @gohgol
    „Nawet jeśli tak, fatalnie to świadczy o nim jako naczelnym.”

    Niekoniecznie. Redaktor naczelny nie musi wnikać w kwestie administracyjne.

    „Sądzę, że kiedy w podobny sposób zwalniano zwykłych dziennikarzy to dla AM i JK nie była podłość, bo to nie byli ich przyjaciele, ”

    Poniosła pana wyobraźnia. Od 20 lat trwają w Agorze czystki na wszystkich szczeblach, także na samej górze. Obaj (AM i JK) żegnali wielu ludzi, z którymi byli bliżej związani niż z Wójcikiem.

  44. @Awal

    „Owszem, brak w strefie niemieckojęzycznej ścisłego odpowiednika „Wyborczej” w sensie dziennika powstałego na skutek przemian 1989 r.”

    Może więc lepsze byłoby porównanie z „El País”, który jest ścisłym odpowiednikiem jako pierwsza prodemokratyczna gazeta powstała w czasie przemian ustrojowych po śmierci Franco?

  45. @awal
    „„Wyborcza” przetrwa jeśli polubi nieinteligenckiego czytelnika z prowincji, letniego politycznie, lecz aspirującego klasowo, i dotrze do niego przez żywe wydania lokalne. Jeśli natomiast będzie się upierać przy swej roli jako głosu pokolenia inteligenckich beneficjentów transformacji – to wymrze z tym pokoleniem (…) inteligenccy beneficjenci ’89 teraz najgłośniej stają w obronie „Wyborczej”, ale na co dzień ją opuszczają i nie utrzymają tego pisma”

    No fakt, z tymi wydaniami lokalnymi to dostali prezent z niebios w postaci wiadomego przejęcia Polska Press. Problem w tym, że Wyborcza na początku lat ’90 samookreśliła się jako gazeta dla postsolidarnościowo-uniowolnościowej, konserwatywno-liberalnej inteligencji i z automatu stała się zakładnikiem tej formacji. Teraz ochoczo wyciągana jest ówczesna (a nawet obecna!) naiwność Michnika wobec kapitalizmu czy kościoła, i słusznie, ale taki był wówczas Zeitgeist; Wyborcza jest dzieckiem swoich czasów – a ona z kolei ukształtowała swoją inteligencką bazę, bo działało to w dwie strony. Trudno jest teraz zerwać te łańcuchy. Przykładowo: kiedy parę lat temu Wyborcza zmieniła nastawienie wobec kościoła i zaczęła opisywać go inaczej niż na klęczkach (jak w czasach wiadomego pontyfikatu), to odezwały się głosy oburzenia wychowanej przez nich starej gwardii (można sobie od czasu do czasu poczytać ten bulgot w komentarzach). Z powodu tego szeroko rozumianego „zlewaczenia”, straciła ona część czytelników, bo wielu konserwatystów zaczęło ją ostentacyjnie bojkotować. Podobnie jest z balceryzmem (choć to trochę inna flanka) – gdzie każdy głos krytyki wobec niego jest uciszany nie tylko przez Gadomskiego, ale również przez czytających Wyborczą Matczaków jako recydywa PRL. Zgadzam się z tym, że niestrawny, styropianowy patos młodych czytelników raczej nie przyciągnie… Ale mimo wszystko udało się jednak zbudować bazę nowych czytelników – bo nie sądzę, żeby te ćwierć miliona subskrybentów cyfrowych to były wyłącznie pięćdziesięciolatki z „Pokolenia JPII”, które łudziły się, że możliwy jest janopawlizm bez dewocji, thatcheryzm bez zerwania więzi społecznych i konserwatywne społeczeństwo bez ksenofobii. Od lat czekam, aż Wyborcza odetnie pępowinę i oleje śmierdzący formaliną styropian (myślę, że młodsi dziennikarze przeklinają tę kombatancką kotwicę…), ale nie w taki sposób – tabloidyzacja a’la gazeta.pl, którą forsują ci macherzy od Excela, nie jest żadną alternatywą.

    Słabością Wyborczej był niestety emocjonalny język, którego tam nagminnie używano (wystarczy sobie przejrzeć np. felietony Pawła Smoleńskiego). Rozumiem, jak coś takiego zrobi Michnik raz na dekadę w dramatycznym apelu, ale niektórzy dziennikarze robią to nagminnie (akurat tutaj na plus wyróżnia się śmiertelnie zakochana w janopawlizmie Wielowieyska). Tu znowu kłania się Etos. Dziwne zdrobnienia, nacechowane emocjonalnie słownictwo i portworki językowe (np. używanie określenia „kibole” zamiast opisowego „pseudokibice”) – przecież coś takiego nie buduje wiarygodności, to jest niepoważne traktowanie czytelnika. To razi nawet w dziale opinii, a co dopiero w newsach (dla porównania – W Tygodniku Powszechnym rzadko stykałem się z czymś takim). Czy bibuła była pisana w taki sposób? Histeryczny ton tylko osłabia i ośmiesza wymowę tekstu. Ja od Wyborczej z tego powodu nie odejdę, ale to odpycha nowych czytelników, przez to mój sąsiad nie zacznie jej czytać („bo oni nie mówią jak jest, tylko jak chcą żeby było”). A w Wyborczej silne obecne było niestety myślenie magiczno-życzeniowe, że skoro my mamy rację, to Historia jest po naszej stronie (te entuzjastyczne artykuły jak to rzekomo postępowa młodzież europeizuje się na zmywaku w Londynie albo że „elektorat odchodzi od Trumpa”). W dziennikarstwie trzeba wybierać – misją jest dostarczanie informacji czy Pokrzepianie Serc? Za to drugie – dziękuję bardzo. Owszem, ja tak po ludzku to zaklinanie rzeczywistości rozumiem – gdyby otwarcie przyznali, że żyrowana przez nich III RP stworzyła potwora, to przecież głównym doktorem Frankensteinem byłyby wychwalane przez nią pod niebiosa chadeckie elity uniowolnościowe.

    A jednak, przy wszystkich mankamentach, jest to ciekawa i niezależna gazeta na wysokim poziomie, którą w miarę regularnie kupuję i trzymam kciuki za Michnika, choć obawiam się, że – jak ktoś napisał powyżej – już niedługo będzie mógł swoje odezwy drukować na powielaczu. Oby dał radę i oby Wyborcza nie zmieniła się w jakieś papierowe „Szkło Kontaktowe”.

  46. Jeśli idzie o bibułę, to o języku Tygodnika Mazowsza, którego większość redakcji trafiła do Wyborczej, krążyła opowieść: „Słup – drzewo zredagowane przez Tygodnik Mazowsze”. Ale Wyborcza nie kontynuowała tej tradycji.

  47. @airborell
    „Ale Wyborcza nie kontynuowała tej tradycji”

    Wśród nas to krążyło w wersji „drzewo zredagowane przez Helenę” (pańską wersję słyszę pierwszy raz w życiu i obawiam się, że trafiło to do pana w jakimś przekłamaniu).

    @mnf
    „(wystarczy sobie przejrzeć np. felietony Pawła Smoleńskiego). ”

    Przecież on nie pisał felietonów! Częścią problemu jest też to, że tradycyjne media miały graficzne sposoby na odróżnienie felietonu od sierioznego komentarza czy reportażu (reportaż to specjalność Smoleńskiego, komentarze pisał właśnie „z punktu widzenia reportażysty, co tam często bywał”). Czyli powiedzmy przywołana przez Awala „Kultura” miała sieriozne cegły, ale gdzieś obok Głowackiego (i ja jako dziecko czytałem tylko jego).

    W internecie czytelnik tego zazwyczaj nie odróżnia, więc albo wszystko mu się wydaje felietonem (także reportaż na 20 tysięcy znaków), albo przy felietonie narzeka, że czemu tak krótko i powierzchownie, przecież ten temat można by rozwinąć.

  48. @ausir
    „Może więc lepsze byłoby porównanie z „El País”, który jest ścisłym odpowiednikiem jako pierwsza prodemokratyczna gazeta powstała w czasie przemian ustrojowych po śmierci Franco?”

    Tylko sam nie wiem, czy to lepszy czy gorszy przypadek – bo u nich Geronci-Założyciele stracili kontrolę nad spółką już dawno temu, obecnie należą do jakichś międzynarodowych korporacji. Ale w sumie sam już nie wiem, czy wolę Agorę w rękach Holdingu, czy amerykańskiego funduszu hedgingowego. W naszych warunkach to by się skończyło po prostu wykupieniem przez Obajtka.

  49. @monday
    „tabloidyzacja a’la gazeta.pl, którą forsują ci macherzy od Excela, nie jest żadną alternatywą.”

    A może jest? Dzisiaj mój agregator wypluł taki artykuł z zasobów Wprosta: Lidl. Najnowsza gazetka już dostępna. Sprawdzamy najlepsze promocje. Że gazeta.pl w każdą sobotę ma artykuł „Jutro niedziela, które sklepy będą czynne?” i inne cuda to oczywiste. Od dawna tak mają. Ale tygodnik?

    Swoja drogą, analizowanie sklepowych gazetek promocyjnych to nawet nie jest upadek. To zapaść.

  50. @bartol
    „Ale tygodnik?”

    Chyba pan przegapił ich ewolucję. Oni od dawna nie działają już jak klasyczny tygodnik. W ogóle ten rynek się kurczy, dlatego uciekam z branży (a to nie jest łatwa decyzja w moim wieku).

  51. @wo
    „Oni od dawna nie działają już jak klasyczny tygodnik”

    Zgadza się. Od kiedy jakoś rok czy półtora roku temu przestali być wydawani na papierze, zmienili się w zwykły portalik. Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale myślę, że albo prasa będzie papierowa, albo nie będzie jej wcale. Tzn. dopóki istnieje papier i sprzedaż kioskowa, dopóty dziennikarstwo jeszcze dyszy, bo w internetach liczy się klikalność i po przeniesieniu wszystkiego do netu właściciele nie będą mieli oporów żeby odchudzić redakcję i stabloidyzować tytuł (i chyba m.in. o to chodzi w obecnej inbie w Agorze).

    @bartolpartol
    „Dzisiaj mój agregator wypluł taki artykuł z zasobów Wprosta: Lidl”

    Po co ludzie to trzymają? Pierwsze, co zrobiłem po zainstalowaniu systemu, to odinstalowałem te ich durne agregatory i inne bzdety. Zachęcam. Powywalanie tego chłamu chwilę mi zajęło, ale było warto.

  52. @monday.night.fever

    „gazeta.pl […] nie jest żadną alternatywą”

    Muszę powiedzieć, że jakiś czas temu skorzystałem z tej alternatywy, tzn. zrezygnowałem z czytania wyborczej.pl na rzecz gazety.pl, i chwalę to sobie po dziś dzień.

  53. @m.bied

    Rozumiem że fascynują cię wieści o nadzwyczajnej sprzedaży nowej kanapki w macdonaldzie jako element newsfeedu i to nawet nie oznaczone jako lokowanie produktu (co zresztą zdaje się jest obowiązkiem)?

  54. @embercadero

    „wieści o nadzwyczajnej sprzedaży nowej kanapki”

    Fascynacją bym tego nie nazwał, ale tak, przegląd gazetki Lidla uważam za ciekawszy i, nazwijmy, właściwszy niż 150. tekst z cyklu „Władysław Frasyniuk komentuje: płacenie pracownikom doprowadzi do upadku gospodarki, demokracji i cywilizacji”, peany Adama Michnika pod adresem polskiej mutacji kościoła katolickiego czy chór autorytetów moralnych na wyprzódki broniących faceta, który zgwałcił dziecko (to ostatnie to akurat okoliczności, w których zdecydowałem się nie przedłużać abonamentu).

  55. @m.bied

    Ja np w GW od dawien dawna nie czytam tekstów dotyczących polskiej polityki (w ogóle nigdzie ich nie czytam), a mimo to nadal jednakowoż odnajduję tam całkiem sporo ciekawych treści. Widać mamy inne zainteresowania. Choć szczerze mówiąc nie wiem jakie zainteresowania może spełniać gazeta.pl, bo ile razy tam wejdę (co ostatnio jest raczej rzadkie) to atakują mnie zewsząd reklamy damskiej bielizny.

  56. @embercadero

    „reklamy damskiej bielizny”

    Owszem, te też sobie cenię. Dopóki (do niedawna) część treści była kopiowana do gazety.pl z wyborczej.pl, ww. majtasy nadawały odpowiedni kontekst.

  57. @m.bied
    „150. tekst z cyklu „Władysław Frasyniuk komentuje: płacenie pracownikom doprowadzi do upadku gospodarki, demokracji i cywilizacji”, peany Adama Michnika pod adresem polskiej mutacji kościoła katolickiego czy chór autorytetów moralnych na wyprzódki broniących faceta, który zgwałcił dziecko”

    Dodałbym do tego jeszcze wywiady jakże zacnymi obrońcami demokracji w postaci mecenasa Giertycha, zachwyty nad ewolucją Tomasza Terlikowskiego czy poparcie Michnika wobec wojny w Iraku (w tym temacie akurat świetnie „wyjaśnił” go tow. Zgliczyński w swoim artykule w „Lewą Nogą”: https://www.iwkip.org/lewanoga/15/index.php – należy kliknąć na jego artykuł po prawej, polecam również artykuł Gospodarza poniżej), but still… gdzie znajdziesz ciekawsze treści niż w Wyborczej? Gazeta.pl to zwykłe clickbaity.

  58. @ausir
    „Może więc lepsze byłoby porównanie z „El País”…

    @WO
    „Tylko sam nie wiem, czy to lepszy czy gorszy przypadek – bo u nich Geronci-Założyciele stracili kontrolę nad spółką już dawno temu, obecnie należą do jakichś międzynarodowych korporacji”

    Nie do końca – wciąż należą do założycielskiej grupy Prisa, którą jednak w 2010 r. wsparł – i przejął pakiet kontrolny – Nicolas Berggruen, młodsza generacyjnie wersja Sorosa. Historia w ogólnych zarysach podobna do ostatniego dokapitalizowania „Rzeczpospolitej” przez Media Development Investment Fund. Przy czym „El País“ też jak „NYT” (w swoim czasie uratowany przez Carlosa Slima) działa w warunkach globalnego języka. „Wyborcza”, również kiedy znajdzie nowy model finansowania (oby), będzie musiała nauczyć się działania w warunkach polskiej prowincji.

    Ponieważ notka WO przeniosła się tryumfalnie na łamy gazety [1] tam też wyjątkowo kontynuuję dyskusję w komentarzach. Trafiamy pod strzechy (tj. blachodachówkę)!

    [1] https://wyborcza.pl/7,162657,27853296,z-prezesem-hojka-i-jego-ludzmi-oraz-z-szerzej-tego-typu-ludzmi.html#S.tylko_na_wyborcza.pl-K.C-B.5-L.1.maly

  59. @awal
    „Nie do końca – wciąż należą do założycielskiej grupy Prisa, którą jednak w 2010 r. wsparł – i przejął pakiet kontrolny – Nicolas Berggruen, młodsza generacyjnie wersja Sorosa.”

    No właśnie, czyli że pierwotna grupa gerontów (wujkowie i ciotki założyciele, bo to zdaje się jedna rodzina była) straciła władzę. Natomiast dobrze wiedzieć, że nie na rzecz generycznych spekulantów, tylko kogoś z jakimś kręgosłupem ideowym (co zdajesz się sugerować).

    „„Wyborcza”, również kiedy znajdzie nowy model finansowania (oby), będzie musiała nauczyć się działania w warunkach polskiej prowincji.”

    Masz tu całkowitą rację, ale wszelka transformacja wymagałaby zdecydowanych działań Holdingu, a ten po prostu milczy od pół roku.

    „tam też wyjątkowo kontynuuję dyskusję w komentarzach.”

    Jesteś dużym chłopcem i wiesz na co się decydujesz, ale mark my words: poziom tamtejszej dyskusji srodze cię rozczaruje.

  60. @awal

    Szanuję odwagę z jaką próbujesz nieść krużganek oświaty, ale dyskusją bym tego nie nazwał. Część, młodszego zapewne, komentariatu ma tam podobne Schadenfreude jak m.n.f powyżej, a reszta to klasyczne boomerskie pohukiwania o tym że to przez drukowanie Rozwadowskiej gazeta upada. Jest nawet odpowiednia dawka antysemickiego szamba. Ja od czasu tego zmasowanego ataku na lewicę po głosowaniu nad KPO zaglądam tylko na wyborczą żeby przejrzeć nagłówki i upewniam się że nos tego tupolewa dalej jest ustawiony pod tym samym kątem do ziemi. W sumie to wygląda czasem jak ten nieszczęsny lot Air France, w którym jeden pilot ciągnął maszynę w górę, a drugi w tym samym momemencie próbował uniknąć przeciągnięcia zmniejszając kąt natarcia. Na każdą Rozwadowską dwóch czy trzech Gadomskich.

    Niestety całe to środowisko jest od lat odporne na refleksję. Ten otwarty list WO do peowców brzmiał parę lat temu jak głos wołającego na puszczy i mam wrażenie że to raczej pisowcy dokładnie go przeczytali i, jak to oni, zrozumieli po swojemu: co obiecać, żeby wygrać wybory. Mija kolejny rok demontażu tego kraju, a Czerska okopana na pozycjach. Nawet już nie udają kolejnymi artykułami z cyklu „byliśmy głupi”, czas przeszły po prostu tutaj nie ma zastosowania. Dlatego dołączę się do chóru:
    https://youtu.be/Pn0WdJx-Wkw

  61. @awal „„El País“ (..) działa w warunkach globalnego języka.”

    Pół miliarda natywnych użytkowników języka to niezła baza, ale elpais.es, na które czasami zaglądam (upadek prasy papierowej) jest zdecydowanie hiszpaniocentryczny. Można przełączyć na edycje meksykańską, amerykańską albo brazylijską (po portugalsku) i english, sam jestem ciekaw, jaka część przychodów Prisy pochodzi z tych mutacji. Podejrzewam jednak, że z treści dla Hiszpanów dominują w excelu.
    Tym bardziej, że papierowa wersja to tylko Hiszpania.

  62. @awal
    „tam też wyjątkowo kontynuuję dyskusję w komentarzach”

    Zaznaczę tylko, że część spośród komentujących pod tym artykułem ludzi, wcześniej przy innych okazjach ujawniła swoje zdeklarowane antyszczepionkostwo, z manipulowaniem danymi włącznie. Już samo to, że moderatorzy „Wyborczej” nie zrobili z nimi porządku i nie wywalili ich na zbity pysk, powinno być wystarczającym powodem bojkotu i stanowi krzyczące ostrzeżenie przed wdawaniem się tam w jakiekolwiek dyskusje.

  63. @wo „Jesteś dużym chłopcem i wiesz na co się decydujesz, ale mark my words: poziom tamtejszej dyskusji srodze cię rozczaruje.”
    Może w Awalu obudził się jego wewnętrzny Begbie, który zawsze ma ochotę na rozróbę..?

  64. @Havermeyer, monday.night.fever

    „Ja od czasu tego zmasowanego ataku na lewicę po głosowaniu nad KPO” / „Problem w tym, że Wyborcza na początku lat ’90 samookreśliła się jako gazeta dla postsolidarnościowo-uniowolnościowej, konserwatywno-liberalnej inteligencji i z automatu stała się zakładnikiem tej formacji.”

    A może problem nie jest w tym, że zaatakowali tą lewicę ani, że się samookreślili tak a nie inaczej tylko, że nie byli w tym konsekwentni. Rzut oka na to kto kupuje i kupował GW wskazuje – moim zdaniem – że tam jest właśnie taki a nie innych target. Z obserwacji pokolenia (obecnie) 70+ czytelników GW, widzę/słyszę że np ich ataki na PO przed 2015 (np o umowach śmieciowych ale też kwestii obyczajowych, zwłaszcza ostatnio) rozjechały się z tym co czytelnicy chcieli widzieć/czytać. Lata minęły a oni to pamiętają. Typowy (cały czas bazuje na moich anegdotycznych obserwacjach) czytelnik GW naprawdę nie chciał wtedy czytać takich rzeczy a ostatnio również nie chciał czytać o Lewicy popierającej KPO.

  65. @obywatel
    ” Rzut oka na to kto kupuje i kupował GW wskazuje – moim zdaniem – że tam jest właśnie taki a nie innych target.”

    Jednak jest zróżnicowany. Ktoś w końcu lubi także i moje teksty, utrzymane przecież zazwyczaj w innej poetyce. W dodatku jest ta osierocona grupa, którą precyzyjnie zdefiniwoał Awal – aspirujący 30-latkowie z mniejszych, ale jednak miast. Oni sie nie bardzo odnajdują w postsolidarnościowych konfliktach, czytają „Wyborczą” dla Wajraka, a nie dla Gadomskiego. W tej chwili „Wyborcza” jest jakby w rozkroku między neoliberalnymi boomerami a aspirującymi milenialsami. Musi teraz wykonać jakieś taneczne pas (albo tego radebergera, co się robi w jakimś sporcie zimowym) i wszyzscy z popcornem czekamy, czy to się skończy rymsem o glebę, czy jednak oklaskami i 10/10 od jury.

  66. @Awal/ jaki wzór dla GW/Agory

    Ja bym do rozważań dorzucił przykład Rzeczpospolitej. Oczywiście inna historia/poglądy, chodzi mi model działania a nie linię gazety.

    Ciekawy jest ostatni ruch sprzedania udziałów do funduszu, który sprawia wrażenie, że chce wspierać coś w rodzaju w miarę wolnej (byle odchodowej) prasy. Hajdarowicz miał problemy prawno-finansowe (choć gazeta jakoś tam zarabia) oraz spore polityczne z powodu tego, że ma konserwatywno-liberalną gazetę krytyczną do PiS (co jest zresztą dla nich dużo gorsze niż GW bo Rzepa trafia duże lepiej do prawicy niż Agora i pewnie stąd te problemy) więc szukał wyjścia, mówiło się o Solorzu i Obajtku ale wymyślił coś innego, coś co może ocalić tą gazetę w jej obecnym kształcie.

    Ale to co jeszcze różni GW od RP to, moim zdaniem, właśnie osoba Hajdarowicza (w sensie nie tyle ten pan osobiście tylko „on jako czynnik/figura”) który sprawa wrażenie, że robiąc kasę gdzie indziej, _LUBI_ mieć swoją konwerwatywną-liberalną gazetę gdzie po lewej stronie jest krytyczny felieton o TSUE a z prawej oskarżycielski wywiad z byłym Min Spr Zagranicznych PiS pokazujący szkodliwość tej władzy. Jak taki nasz mikro Bezos z Washington Post (zresztą historia tej gazety pokazuje, np z czasów Nixona, znaczenie takiego właściciela o ile jest odpowiedzialny)

    Gdy czytam to co opisuje WO, to mam wrażenie, że Agorze brakuje – patrząc „korporacyjnie” – właśnie takiej figury własnego „Hajdarowicza”, który ma swoją kasę, duże udziały i zdefiniowany wpływ oraz oczekiwania. Najemny prezes, nawet z udziałami jak w Agorze (które straci jak odejdzie) to nie jest to samo (stary problem agencji).

    Jeśli dobrze rozumiem to co opisał WO z modelem „złotej akcji” to Agora miała być tym czym Hajdarowicz dla Rzepy (wpływ + zasilanie kasą z parówek). Ale gdzieś się chyba zagubiła kwestia definicji „ogona i psa” a dokładnie – może to wina peselu? – zagubiło się rozumienie do czego ma służyć Agora i te złote akcje.

  67. @WO

    „Jednak jest zróżnicowany. Ktoś w końcu lubi także i moje teksty” -> moja 75 letnia mama lubi 😉 A serio to – znów anegdotyczne obserwacje – ta moja mama i jej koleżanki celują w model „25% Gadomskiego / 75% Orlińskiego/Wajraka”, to jest przecież pokolenie np Polityki w rozmiarze prześcieradła. I zresztą Polityka, od 30 lat sprzedająca 100k egzemplarzy tygodniowo, jest przykładem takiego balansu (wg mojej Mamy, która kupuje GW trochę tak jak ludzie kupują GaPol ale woli czytać Politykę bo tam jest co – uwaga! – czytać). Dodatkowo ta moja mam teraz kodziarskie bicie piany/egzaltacje woli w szkle kontaktowym a jako osoba starej daty w gazecie woli poczytać coś o książkach.

    A co do rozkroku „ja jako człowiek z korporacji, która ma problem jak dalej rosnąć inaczej niż przez redukcje” to go rozumiem ale moje doświadczenie podpowiada mi, że to co teoretycznie pasuje na slajdzie (bo tam zawsze pasuje) to w praktyce może nie mieć sensu w kategoriach $$$. Ale też wiem – bo też to widziałem – że co jakiś czas pojawia się jakiś CEO co chce udowodnić, że się jednak da. Ale 100 mln zł później i 1 CEO mniej wszystko wracało do punktu wyjścia.

  68. @wo
    „Chyba pan przegapił ich ewolucję. Oni od dawna nie działają już jak klasyczny tygodnik.”

    No to faktycznie przegapiłem.

    „(a to nie jest łatwa decyzja w moim wieku).”

    Coś o tym wiem. W połowie 40-stki rzuciłem robotę w cholerę, poszedłem na kolejne studia i zacząłem wszystko od nowa. Opłacało się jak cholera. Nie tylko materialnie i zawodowo, ale też tak po prostu życiowo. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

    @monday
    „Po co ludzie to trzymają?”

    Dla checy. Oczywiście odfiltrwałem celebrytozę i sport. Kiedyś czytałem Wyborczą i Politykę i żyłem w bąbelku. W życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby zajrzeć do prawicowego szamba. A teraz przelecę szambiarskie nagłówki i wiem co tam buzuje. To dosyć fascynujące jest swoją drogą. Do tego z pozostałych newsów wiem mniej więcej co słychać na świecie i styknie.

  69. @monday.night.fever

    „gdzie znajdziesz ciekawsze treści niż w Wyborczej”

    Nie mam zamiaru zaprzeczać, że bywają ciekawe treści – dobrze wspominam niejeden artykuł z popularyzacji nauki, teraz (kiedy nie czytam) pewnie ciekawie pisze Adriana Rozwadowska albo i nasz Gospodarz itp.; rzecz w miksie – w pewnym momencie przestał mi odpowiadać. Czy odpowiada mi miks gazety.pl? Muszę powiedzieć, że tak; otwieram notki, jeśli chcę się szybko dowiedzieć, czy będzie padać deszcz, czy śnieg, po nagłówkach majtów przebiegnę oczami (choć nie jestem pewien, czy majty mają akurat na-główki… ale zostawmy), a od czasu do czasu trafia się coś, dla czego mam ochotę wracać, np. niedawno wywiad Grzegorza Sroczyńskiego ze specem od logistyki o robiących bokami łańcuchach dostaw w ostatnich dwóch latach – serio otwierające oczy.

  70. @wo
    Jesteś dużym chłopcem i wiesz na co się decydujesz, ale mark my words: poziom tamtejszej dyskusji srodze cię rozczaruje.

    Z ciekawości zajrzałem tam, zobaczyć co Awalowi odpisują i fascynuje mnie to, że jakaś 1/3 tych komentarzy wskazuje na to, że Ci ludzie nie przeczytali tekstu WO. A przecież tam teraz komentować mogą TYLKO subskrybenci.

  71. @zefir
    „Ci ludzie nie przeczytali tekstu WO.”

    A po co czytać, jak można od razu skomentować. Przecież i tak wiedzą lepiej.

  72. A tak z ciekawości.
    Czy jest szansa (po pierwsze prawna, po drugie finansowa) na wydanie e-książkowe zbioru najlepszych tekstów gospodarza drukowanych w szeroko rozumianej GW?

  73. @zefir
    Zdaje się, że o właściwą interpretację tekstu WO zadbał fotoedytor: to chodzi o walkę etosu (Michnik w kajdankach) z kasą (popcorn w kinie Helios). Ten ostatni stanie się może zaraz memem jak wiadome czynności na wydmach.

    Moja dyskusja z gazetowymi czytelnikami WO natomiast całkiem przyjemna i kulturalna: czuję, że otaczają mnie zaciekawione spojrzenia, gdy niczym Marco Polo prawię o tajemniczym kraju na wschodzie (polskiej prowincji).

  74. @janekr
    „Czy jest szansa (po pierwsze prawna, po drugie finansowa) na wydanie e-książkowe zbioru najlepszych tekstów gospodarza drukowanych w szeroko rozumianej GW?”

    Prawa ma Agora, teoretycznie może zrobić co chce. Bez jej zgody nic sie nie da zrobić. A ja odszedłem m.in. po to, by już nigdy nie krążyć od prezesa Annasza do dyrektora Kajfasza i pokornie suplikować o łaskawą decyzyję. Więc raczej mało prawdopodobne.

    @obywatel
    „Gdy czytam to co opisuje WO, to mam wrażenie, że Agorze brakuje – patrząc „korporacyjnie” – właśnie takiej figury własnego „Hajdarowicza”, który ma swoją kasę, duże udziały i zdefiniowany wpływ oraz oczekiwania.”

    No tutaj Hajdarowicz występuje w 5 osobach – które, jak widać, jakoś nie potrafią w tej sprawie podjąć wspólnej decyzji.

    @zefir
    „Z ciekawości zajrzałem tam, zobaczyć co Awalowi odpisują i fascynuje mnie to, że jakaś 1/3 tych komentarzy wskazuje na to, że Ci ludzie nie przeczytali tekstu WO.”

    Prawo Lema!

  75. @awal
    „gdy niczym Marco Polo prawię o tajemniczym kraju na wschodzie (polskiej prowincji).”

    Zaznaczam też, że zgadzam się z wszystkim co piszesz! I tylko dodam swoje tradycyjne „ale co na to golfiści” (przy czym teraz już nawet wiadomo, kogo miałem na myśli).

  76. @Awal
    „Ponieważ notka WO przeniosła się tryumfalnie na łamy gazety”.

    A dziś kolejne dwa materiały Wojciecha Orlińskiego na głównej. Najwyraźniej, im bardziej WO odchodzi, tym jest go w Gazecie więcej.

  77. „A dziś kolejne dwa materiały Wojciecha Orlińskiego na głównej. Najwyraźniej, im bardziej WO odchodzi, tym jest go w Gazecie więcej.”

    Uprzykrzony związkowiec < szacowny autor zewnętrzny

  78. @mrw
    „Uprzykrzony związkowiec < szacowny autor zewnętrzny" Przypominam, że konflikt miałem głównie z zarządem (korpoludkami), ale nie z redakcją.

  79. @kuba
    „A dziś kolejne dwa materiały Wojciecha Orlińskiego na głównej.”

    No nie, tylko jeden jest kolejny.

  80. @wo
    „70 kalendarzowych lat od mojej śmierci.”
    Niekoniecznie. Disney nie powiedział jeszcze swojego ostatniego słowa?

  81. A propos artykułu z lodówki.
    @wo
    Bardzo mnie interesuje fragment:
    „Bo ustawodawstwo to wymusza. 10 lat bycia związkowcem NSZZ „Solidarność” w Agorze uświadomiło mi, w jak wielkim stopniu patologie zarządzania zasobami ludzkimi są efektem złego prawa. Polski Kodeks pracy, Ustawa o związkach zawodowych czy ustawa o strajkach to po prostu ustawy folwarczne. Najważniejsza różnica między „Wyborczą” a takim „Guardianem” czy „Libération” polega na tym, że redaktor naczelny „Guardiana” czy „Libération” musi się ubiegać o wotum zaufania zespołu. W „Libération” swój głos ma też stowarzyszenie czytelników pisma, SLL.”

    Rozwinąłbyś myśl? To coś wygląda na temat fajnej notki. Albo chociaż przykłady na folwarczność.

  82. @junoxe
    „Rozwinąłbyś myśl? To coś wygląda na temat fajnej notki. Albo chociaż przykłady na folwarczność.”

    A to Ci nie wystarczy: „Powtórzę, u nas dominuje folwark, a podstawową zasadą folwarku jest to, że chłopów pańszczyźnianych nie pyta się o zdanie.”? W Polsce nie istnieje w prawie coś takiego jak wpływ załogi (uzwiązkowionej lub nie) na zarządzanie firmą. Co najwyżej negocjowanie układów zbiorowych, ale to jednak nie to samo. O ile dobrze sprawy ogarniam. Jeśli źle, to przepraszam.

  83. @Junoxe
    Ale WO miał o tym notkę, a może i notki. Konkretnej nie wskażę, ale np. pamiętam że sporo było o niemal zaporowych warunkach i torze przeszkód do pokonania przed ogłoszeniem legalnego strajku, i jak ustawowo ograniczona ustawowo jest lista legalnych postulatów, zapewne z obaw Styropianowych Ojców Demokracji, coby się związkowcy nie wtrącali do zarządzania w nowym wspaniałym ustroju. Albo o tym, jakie uprawnienia mają rady pracownicze/przedstawiciele załogi w Niemczech, a jakie u nas.

  84. @kuba_wu
    No faktycznie przypominam sobie, że w różnych notkach było czy o przedstawicielstwach pracowniczych w radach nadzorczych, ale w zakładach o pracownikach powyżej jakichś liczb. I pamiętam o tym jak Gospodarz opisywał relacje z punktu widzenia ustawy o związkach.

    Pisząc to miałem na myśli jakieś podsumowanie systemowe. Bo to i Kodeks Pracy i ustawa o związkach i o strajkach. Ale może nie warto.

  85. @junoxe
    „Rozwinąłbyś myśl? To coś wygląda na temat fajnej notki. Albo chociaż przykłady na folwarczność.”

    Napisałem o tym tak dużo, że już trochę mam powyżej uszu tego tematu.

    „Ale może nie warto”

    Bo przecież i tak gułwno z tego pisania wynika, a to wszystko jest jednak nudne, musialbym znowu zaglądać do ustaw, do których już nie chcę więcej zaglądać (gdybym chciał, dalej byłbym działaczem związkowym).

  86. Kiedyś WO w takiej sytuacji odpowiadał, że będzie honorarium, będzie i tekst. Ale to były dawne czasy, teraz już nie ma czasów.

  87. Awal Biały i WO
    @patos odezw Michnika
    Dla mnie nieznośny patos ostatnich odezw Michnika jest nie tylko dość nieznośny, ale i zadziwiający. Nie zgodzę się z przedpiszcami, że tenże patos to nieuchronne dziedzictwo stylu opozycji lat 80-tych. Proste przeciwstawienie patosu i ironii ówczesnego KTT czy (wcześniejszego) Urbana też nie jest do końca uprawnione. Ironia i sarkazm są bronią słabszych – w wykonaniu przedstawicieli władzy (zwłaszcza władzy bardzo omnipotentnej) brzmią dla mnie zawsze bardzo zgrzytliwie. Obecne pohukiwanania i dowcipkowanie np. takiego Rachonia (oraz swego rodzaju „dziarskość” i „zdroworozsądkowość”) kojarzą mi się bardzo mocno z oficjalnymi mediami lat 80-tych. Dźganie ironią w wykonaniu tłustych kotów zawsze dla mnie brzmiało fałszywie. Swoją drogą, w latach 80-tych dla mnie patos był raczej częściej wykorzystywany przez władzę, a ironią przez opozycję. Górnicki i Jaruzelski osiągali w swoich tekstach wzmożenia ojczyźniane na poziomie obecnej władzy.
    Szczero brzmi dla mnie Michnikowy patos – szczero, ale dysonansowo. Po pierwsze – patos jako metoda przeciwstawienia się korporacji to marna broń – korporacje wytworzyły swoją wersję patosu, ale rozdęte przez nie baloniki są bezbronne wobec ironii i sarkazmu. Po drugie – odmiennie niż przedpiszcy, nie zgodzę się, że tenże Michnikowy patos trafia do odbiorców (większości odbiorców) WYborczej. Mam wrażenie, że przywłaszczenie tego rodzaju patosu przez PiS ostatecznie kompromituje ten środek wyrazu w oczach czytelników Wyborczej. Trochę anecdata – proszę przypomnieć sobie hasła na transparentach zeszłorocznych protestów Strajku Kobiet. Te najlepiej zapamiętane dalekie były od patosu.
    Szersza refleksja o red. Michniku – cała sprawa (chyba pisze to po raz kolejny) to smutny dowód na typowe naiwne podejście peerelowskiego inteligenta do kapitalizmu – moja racja moralna jest „mojsza” niż brutalna siła idącą za własnością. Większość peerelowskich inteligentów nie miała okazji uczestniczyć w podziale tej własności, jednak przypuszczam, że spora część do roku 1999 r. zrozumiała (czego pewnie nie rozumiała w 1989 r.), że argument własności jest jak ta ostatnia karta atutowa w ręku – nie trzeba tym argumentem przywalić w stół, ale dobrze, jak jest. I stąd moje (retoryczne) pytanie – czy wszystkie wybory Michnika opierały się na tej naiwności? Od Kiszczaka do Kościoła?

  88. Zwróciłbym uwagę, że w latach 70. i 80. (i jeszcze w znacznym stopniu w 90.) Michnik był generalnie bardzo skutecznym politykiem.

  89. @airborell
    „Zwróciłbym uwagę, że w latach 70. i 80. (i jeszcze w znacznym stopniu w 90.) Michnik był generalnie bardzo skutecznym politykiem.”

    Uważam go za wybitnego intelektualistę, ale na czym polegała skuteczność jako polityka? Zwłaszcza w latach 90.? Przecież ponosił wyłącznie porażki (nawet słynne „wasz prezydent, nasz premier” dotyczyło czego innego – to był apel o koalicję „liberalnego skrzydła PZPR” z „liberalnym skrzydłem opozycji”).

  90. @pb
    „Proste przeciwstawienie patosu i ironii ówczesnego KTT czy (wcześniejszego) Urbana też nie jest do końca uprawnione. ”

    Ja ich znam z realu, pan nie. Ja WIEM że mechanizm był taki, że oni się w naturalny sposób odnajdywali w języku Wojtyły i Tischnera, a język felietonu i ironii był dla nich znienawidzonym językiem, jakim opluwano ich z „Polityki” (w latach 80.) i „Nie” (w latach 90.). Pan lekceważy kwestię ukąszenia wojtyliańskiego tej formacji. Oni po prostu pokochali styl wypowiedzi napuszonego prowincjonalnego proboszcza (między innymi dlatego nie umieli się postawić episkopatowi, było im nawet trudniej niż trockistom zerwać ze Stalinem).

    „Mam wrażenie, że przywłaszczenie tego rodzaju patosu przez PiS ostatecznie kompromituje ten środek wyrazu w oczach czytelników Wyborczej.”

    U jednych tak, u drugich nie.

    „Szersza refleksja o red. Michniku – cała sprawa (chyba pisze to po raz kolejny) to smutny dowód na typowe naiwne podejście peerelowskiego inteligenta do kapitalizmu”

    Acz z kolei w jednej kwestii Michnik miał 1000% racji – że wchodzenie na giełdę to zły pomysł.

  91. @PonuryBankowiec
    „Swoją drogą, w latach 80-tych dla mnie patos był raczej częściej wykorzystywany przez władzę, a ironią przez opozycję”

    Ironia w ejtisach to raczej były raczej konferencje prasowe Urbana, za to opozycja kojarzy mi się z Wojtyłą, księżowskimi kazaniami i styropianowym patosem. No chyba, że kolega za ironię jako broń polityczną uznaje manifesty zaangażowanego wujcia w swetrze, ględzenie o „obławie, obławie, na młode wilki obławie”, bibułę czy takie napuszone suchary jak „orła wrona nie pokona” i „a na drzewach zamiast liści…”. Przecież to już wtedy śmierdziało trupem. Jeśli to była ironia, to ciężka jak radziecki czołg – coś pomiędzy Pietrzakiem a Studiem Yayo. Owszem, z tzw. „trzeciej strony” zdarzały się ciekawe rzeczy, ale to nie miało nic wspólnego z ówczesną opozycją solidarnościową.

  92. @wo
    Ukąszenia wojtyliańskie itp.
    Mam w ogóle wrażenie, że red. Michnik przeżywał przez życie całą serię ukąszęń – od ukąszenia heglowskiego do być może ukąszęnia hojkowego. OK, z tym ostatnim żartowałem. Choć z drugiej strony – wiem, że miejsce w Agora Holding należy się prezesowi Agory z urzędu – ale skoro tak, to może było lepiej dobierać prezesa. Może ukąszenie hojkowe było udziałem innych Dostojnych Gerontów.
    Co do giełdy – potwierdzam słuszność intuicji Adama Michnika. Co więcej – każdy zewnętrzny inwestor finansowy to podobne zagrożenie. Najlepiej mieć po prostu dużo czytelników. Koncepcje o biznesach Agory jako „zapleczu materialnym” też były naiwne. Tylko, że w 1999 r. głównym biznesem Agory była wg mnie Wyborcza – a inne biznesy dopiero raczkowały.
    Jeszcze jedna uwaga do odezw odezwy zarządu – subskrypcje są dzięki treściom tworzonym przez redaktorów Wyborczej, a nie dzięki geniuszowi demiurgów biznesu.

  93. @monday.night.fever
    Ironia vs patos
    Ja w ejtisach (przyznaję – będąc wtedy niepełnoletni) odbierałem jednak stronę rządową jako nieznośnie napuszoną – a Urbana i m.in. KTT (niech Gospodarz wybaczy, ale źle znosiłem KTT chyba w ówczesnej Polityce – już Passent wg mnie był bardziej strawny) nie odbierałem jako specjalnie lekkich ironistów. Jak pisałem – ironia nie może czuć za plecami wspierającej jej brutalnej siły. Tak samo nie śmieszyłby mnie Czarnek albo Jędraszewski ironizujący na temat Strajku Kobiet (OK, Czarnka nie podejrzewam o zmysł ironii, Jędraszewski chyba próbował).
    Z ówczesnych ejtisowych obserwacji „bąbęlkowych” – wszyscy kręcili bekę z systemu, godzili ironią w sojusze itp. Jeden człowiek z bąbelka był w partii (zagraniczne stypendia etc.), a potem na liście Wildsteina – ten był najbardziej ironiczny i sarkastyczny.
    Adam Michnik niestety łapał ten patetyczny styl ciągle – słowo „podłość” używał chyba równie często co Macierewicz „zaprzaństwo”. Zresztą współredagowali kiedyś jedno czasopismo, to i styl mógł się upodobnić. Czekam jeszcze, kiedy red. Michnik powie: „Jedna jest tylko rzecz bezcenna w życiu redaktora naczelnego – tą rzeczą jest honor”.

  94. @Ponury Bankowiec – zarządy zawsze są przekonane, że zyski wytwarzane są przez nich, a nie przez robotników/sprzedawców/dziennikarzy.
    Jeśli GW im ciąży, to niechże ją sprzedadzą! Tyle, że blokuje ich Holding. To diabelski pat, bo nawet jeśli Michnik i jego stronnictwo wygra, to co dalej? Zatrudnią nowego, powolnego sobie prezesinę? No to będzie lipa, bo oni nie umieją w kapitalizm przecież, i razem ze swoim etosowym prezesiną szybko rąbną w dno. Jeśli zaś zatrudnią rekina biznesu, to cóż, tik tak, tik tak, ten rekin wcześniej niż później znów im siekierę do gardeł przystawi.
    Właściwe pytanie w tym dramacie brzmi: czy Wyborcza może poradzić sobie sama (czyli wypracować taki zysk, by nowy prezes, ów rekin biznesu, nie ważył się jej tknąć?). Otóż, wątpię.
    Zmiana władzy też nie da tu wiele, bo – jak trafnie zauważył w wywiadzie dla kapecji wo – relacja PO i GW to nie jest taka psia bezwarunkowa miłość i oddanie, z jaką media prawicowe warują przy PiS-ie. Platformersi na pewno będą takiego oddania oczekiwać, i dostaną pospolicie od Wyborczej w dziób, obrażą się i miliony z spółek skarbu nie popłyną, co najwyżej coś tam ciurkną cienkim sikiem, i to z wielkiej łaski.

  95. @Ponury Bankowiec
    „Jak pisałem – ironia nie może czuć za plecami wspierającej jej brutalnej siły”

    Żarty Pietrzaka były czerstwe już w latach ’80, ale mniejsza z tym. Zobacz, dokąd po upadku PRL ten humor wyewoluował: komuszy – wiadomo, do „NIE”, które od 30 lat kręci ze wszystkiego bekę, opozycyjny – do kruchty. Można Urbana lubić lub nie, ale jego gazeta faktycznie była satyryczna (choć wulgarna). Urban po prostu wiedział, że nie da się robić humoru na klęczkach i z kijem w pewnej części ciała. Po stronie prawicowej była już tylko wiocha. Np. taka inicjatywa jak „Naszość” Pawła Lisiewicza – myślę, że była ona dobrym probierzem poczucia humoru i możliwości intelektualnych (post)opozycji antykomunistycznej. Ci wszyscy dzisiejsi nieudolni prawicowi showmani AD 2021 też są „zabawni inaczej”.

    „Z ówczesnych ejtisowych obserwacji „bąbelkowych” – wszyscy kręcili bekę z systemu, godzili ironią w sojusze itp.”

    W ejtisach beka z systemu to była bezpieczna beka, bo nikt już w niego nie wierzył, szczególnie pod koniec. Ale spróbowałbyś kręcić bekę z kościoła!

  96. @aldek
    Jeśli GW im ciąży, to niechże ją sprzedadzą!

    Orlen chętnie kupi i przelicytuje innych chętnych. Wówczas Hojka sprzeda Orlenowi, nie komu innemu, bo inaczej pójdzie siedzieć za działanie na szkodę spółki.

  97. @wo: przecież tak do 2002/03 AM skutecznie realizował swoją agendę polityczną. Prawda, że jego „wasz prezydent, nasz premier” znaczyło co innego niż ostatecznie zostało zrealizowane (ALE JEDNAK znaczyło przejęcie odpowiedzialności za rząd przez obóz solidarnościowy, czemu stanowczo się wtedy przeciwstawiali Geremek czy Mazowiecki). Prawda, że formalnie koalicji postkomunistycznej lewicy z obozem liberalnym i umiarkowaną centroprawicą pod patronatem Kościoła nigdy nie było, a formalnie to właśnie taka koalicja meblowała państwo zarówno w kadencji 1993-97, jak i 1997-2001. I przecież i polityka zagraniczna, i ustrój (konstytucja 1997), i polityka gospodarcza, i historyczna (marginalizacja tego dyskursu, który na szeroką skalę się przebił dopiero po 2015) była w tym czasie generalnie taka, jak AM by chciał. A że realizowali ją nie Mazowiecki, Kuroń czy Frasyniuk, ale Wałęsa, Kwaśniewski, Miller i Krzaklewski – taki lajf.

    Wszystko się rypnęło dopiero wtedy, gdy AM postanowił się z Millerem pokłócić.

  98. @pb
    „Jak pisałem – ironia nie może czuć za plecami wspierającej jej brutalnej siły”

    Tak się mówi, a jednak przecież teraz też ma pan tych wszystkich Ziemkiewiczów, niby-satyryków szydzących z rzekomo prześladowanych gejów. A oni wszyscy oczywiście czują się zaszczuci i prześladowani przez Salon. Ja nie mówię, że to jest dobra ironia, ci mistrzowie z lat 70. w następnej dekadzie istotnie byli już wypaleni. Ale wtedy z kolei opozycja pokochała już Tischnera z Wojtyłą.

    I na tym zabraniam dalszej dyskusji – po prostu nic się nie da zrozumieć, gdy się zaniedba problem ukąszenia wojtyliańskiego.

    „Mam w ogóle wrażenie, że red. Michnik przeżywał przez życie całą serię ukąszęń ”

    Heglowskie go akurat ominęło, o ile mi wiadomo. Dopadło raczej jego starszych kolegów. Ale tak, to można pokazać jako ewolucję od ukąszenia do ukąszenia. Kołakowski na przykład zaliczył chyba wszystkie możliwe.

    „wiem, że miejsce w Agora Holding należy się prezesowi Agory z urzędu”

    Chyba nie z urzędu, bo na początku był wyjątek (Sowa, jedyny literalny – nie metaforyczny! – golfista w tym gronie). To raczej tradycja.

    „to może było lepiej dobierać prezesa”

    Tyle to wszyscy wiedzą. Ale przecież wszystko było robione bardzo starannie – najpierw po długim castingu bierzemy Fachowca Z Zewnątrz (Sowę). Skutki były takie… że postanowili jednak wziąć kogoś z wewnątrz (Niemczyckiego). Skutki były takie… że postanowili wziąc kogoś z wewnątrz, ale nie z Wyborczej (Hojkę). Skutki są takie… jak widać.

  99. @airborell
    „przecież tak do 2002/03 AM skutecznie realizował swoją agendę polityczną. ”

    Nigdy. Same porażki.

    „A że realizowali ją nie Mazowiecki, Kuroń czy Frasyniuk, ale Wałęsa, Kwaśniewski, Miller i Krzaklewski – taki lajf.”

    No bo to po prostu był taki Zeitgeist, że politycy by coś w tym stylu realizowali niezależnie od woli Michnika. Jego wola po prostu nie miała tu znaczenia – Polska weszła do Unii i NATO razem z innymi krajami, w których Michnika nie było. Michnik to popierał tak jak praktycznie wszyscy, którzy się wtedy liczyli.

  100. @aldek
    „Właściwe pytanie w tym dramacie brzmi: czy Wyborcza może poradzić sobie sama (czyli wypracować taki zysk, by nowy prezes, ów rekin biznesu, nie ważył się jej tknąć?).”
    Red. Michnik – przynajmniej tak rozumiem jego oświadczenia – zakładał, że Wyborcza może nie zarabiać sama na siebie w przyszłości. Jeżeli tak myślał o prasie w latach 90-tych: czapki z głów na dalekowzroczność. Biznesy kinowo-parówkowe jako zaplecze finansowe: też w miarę dobry pomysł (bo są synergie – wykorzystanie GW jako platformy dystrybucyjnej, albo wykreowanie gazeta.pl na bazie renomy GW, trochę to narusza niezależność, ale wicie, rozumicie). Problem w tym – co już zauważył na wstępie Gospodarz – że uczyniono to zaplecze szefostwem. To jak ta strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie. Skoro uczyniono de facto zaplecze szefostwem (bezpieczniki w postaci Agora Holding były za słabe), to szefostwo w końcu będzie chciało poszefować. No i zdziwienie.
    Tych bezpieczników mogło być zresztą więcej. Przykład z życia – w bankach (nie wiem czy we wszystkich) pion kontroli wewnętrznej (taka wewnętrzna policja) nie podlega służbowo zarządowi – podlega radzie nadzorczej lub wybranemu członkowi rady nadzorczej. Prezes banku nie może np. zwolnić dyrektora departamentu kontroli wewnętrznej. Oczywiście, w nieidealnym świecie są inne metody nacisku, ale chodzi o bezpiecznik, ale nie doskonałe rozwiązanie.
    Pamiętam wejście na giełdę Agory – wtedy, pomimo obowiązkowych korpomów o wielu odnogach biznesu wszystko spoczywało na barkach Wyborczej (i jej doskonałej sprzedaży).
    Moim zdaniem o wiele bezpieczniejszą drogą poszła „Polityka” – od spółdzielni dziennikarskiej do spółki, bardzo ostrożne wdrażanie nowych biznesów (np. Polityka Insight). No, ale w przypadku Gerontów Wyborczej wtedy zadziałało ukąszenie rapaczyńskie.
    Ale jak zauważył kol. Aldek – być może Wyborcza nie jest w stanie zarobić na siebie (a przynajmniej na taką wersję siebie, jaką jest obecnie). Nie ma w tym co piszę ani krzty satysfakcji- przeciwnie, uważam, że prasa papierowa (może być w tablecie) to coś znacznie więcej niż inne mass media. Przywoływane były tu często przykłady prasy niemieckiej czy hiszpańskiej. Ale w Niemczech czytelnictwo prasy to trochę inne liczby.

  101. @pb
    „Moim zdaniem o wiele bezpieczniejszą drogą poszła „Polityka” – od spółdzielni dziennikarskiej ”

    Przypominam, że formę spółdzielczą wymuszono na nich ustawowo. Mnie to często zdumiewa, że ludzie interpretują świat w taki sposób, jakby nie kształtowały go ustawy. „Polacy nie chcą strajkować”, „Polacy nie chcą należeć do związków”, „Internet jest pełny hejtu”, „Polityka wybrała sobie formę spółdzielni” – jakby nie byłu ustaw, które za to odpowiadają.

  102. Przeczytałem wywiad Gospodarza dla KryPol i mocno uwiera mnie jedna rzecz. W mailach Dworczyka pada sformułowanie „normalne media” – w przeciwieństwie do „naszych mediów” (czyli wspierających rząd). Jedną z cech „normalnych mediów” jest wg mnie to, że starają się być możliwie obiektywne, zachowując swoją tożsamość ideową. Medium, które przede wszystkim akcentuje tożsamość nie jest normalne. I choć widzę, że media przechodzą na pozycje tożsamościowe i na pewno teraz taka jest większość, to jednak ten obiektywizm jest dla mnie wartością. Wartością, za którą warto zapłacić.

    Być może to trzeba zacząć budować od zera. Ale myślę że jest bardzo prawdopodobne, że gdyby Gospodarz poprowadził blog na zasadzie „zbiorę 1000PLN na Patronite = nowa notka”, to mogłoby wyjść więcej niż pensja nauczyciela. Podobnie jakby taki blog prowadził Adam Wajrak, Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski, Rafał Stec i jeszcze co najmniej kilku innych dziennikarzy. Dlaczego to by się nie miało spiąć zebrane do kupy? I czy koniecznie wysoki wynik takiego tworu trzeba budować tożsamościowym „temu dowalimy, o tym przemilczymy”? Zamiast budować swoją markę na rzetelnym dziennikarstwie, czyli podajemy wszystkie okoliczności, sprawdzamy wszystkie źródła, każdy ma prawo się bronić?

    Ja za subskrypcję Wyborczej zapłacę również z tego powodu, że był tam parę razy wywiad z Kaczyńskim i innymi politykami, z którymi gazecie nie po drodze. Karnowskim czy Rydzykowi grosza nie dam, bo wiem, że oni za żadne pieniądze nie zrobią wywiadu z Tuskiem czy Zandbergiem.

  103. @ Michnik i demiurgowy zajob prawicy. To, że Michnik miał wpływ na intelektualne życie elit, jest dla mnie poza dyskusją. Miał, i chyba jeszcze trochę ma. To, czy miał wpływ na polityków? Pewnie jakiś miał, ale generalnie, on tej polskiej polityki nigdy nie rozumiał, ja nawet wierzę, że to jego zdziwienie na komisji Rywina („jak oni śmieli do nas z czymś takim przyjść!”) było szczere. Dawał się ogrywać, najpierw Kwaśniewskiemu, potem wczesnej Platformie, na koniec wyrżnął nosem w mur w 2015. Zgadzam się z WO, że to było pasmo małych i dużych klęsk, a zakończyła je ta największa (którą zresztą prorokował) – czyli przejęcie władzy przez prawicę, która raz dwa zresetowała te wszystkie granice, co wcześniej przez tyle lata w naszym zbiorowym imaginarium ustawiał.
    Prawicowy zajob Michnikiem, jak zauważyłem, bywa dziwnie zaraźliwy – i wiele osób o lewicowych poglądach też poddaje się tej chorobie. Tymczasem nasza polityka z Michnikiem czy bez Michnika wyglądałaby dokładnie tak samo. Bez Michnika i tak w 1993 r. postkomuniści wykopali by dawną opozycję od władzy, wróciłaby AWS-em w 1997, potem Miller i tak by wygrał, podobnie jak pierwszy Kaczor a po nim Tusk, a po nich te bydlęta, co to teraz tak sobie mejzują przy żłobie.

  104. @Adam Hazelwood

    „Medium, które przede wszystkim akcentuje tożsamość nie jest normalne”

    Powiedziałbym inaczej: medium, które ukrywa swoją tożsamość, bądź, w przypadku mediów liberalnych, do których zaliczam też „Gazetę Wyborczą”, stara się stworzyć wrażenie, że jego tożsamość ideologiczna nie jest tożsamością, tylko „normalnością”, „obiektywizmem” czy czym tam jeszcze, po prostu oszukuje czytelników.

  105. Dołączyłem właśnie do czytelników artykułu Gospodarza w KP: bardzo ciekawe uzupełnienie bieżącej noty. Takie pytanie (raczej retoryczne, acz Gospodarz był bliżej, więc lepiej znał mentalność ówczesnych decydentów) – czy założenie z lat 90-tych, że Agora będzie „zapleczem ekonomicznym” Wyborczej było jasno rozumiane: że w razie strat Wyborczej to „zaplecze” będzie dosypywać gotówkę? Bo tak rozumiem istotę „zaplecza ekonomicznego”. Zygmunt hr. Krasiński miał zaplecze ekonomiczne w postaci Ordynacji Krasińskich – gdyby to było zorganizowane jak Agora, to pewnie ekonom przyszedłby do ordynata i powiedział – „Książki Jaśnie Pana słabo się sprzedają, czy nie zechciałby Jaśnie Pan pisać nieco krócej, prostszym językiem i tak bardziej dla ludzi? „Nie-Boska Komedia wygenerowała tylko 2,3% przychodów całej Ordynacji”.
    Odnoszę jednak wrażenie, ze wszystko pozostało na etapie korpodeklaracji, a kolejne pokolenie menedżerów Agory działało w ramach ustaw, kontraktów menedżerskich itp. a nie mglistych obietnic danych Dostojnym Gerontom. W korpo funkcjonują żarty o najczęstszych kłamstwach w biznesie („Pracujemy nad tym”, „Jesteśmy tu po to, aby Wam pomóc”, „Przelew już jest w księgowości”), teraz trzeba dodać kolejne: „Będziemy was wspierać w trudnych chwilach”.
    Też uważam, że życie w dużej mierze kształtują ustawy – w odpowiednim momencie ktoś w Agorze nie przeczytał Kodeksu Handlowego (to były czasy przed Ksh). Nie było tam instytucji Autorytetu Moralnego, były za to szczegółowo opisane kompetencje Zarządu. Koncepcja złotej akcji była dość amerykańska – czyżby ukąszenie rapaczyńskie?- teraz być może lepiej nadawałaby się jakaś struktura ze spółką komandytowo – akcyjną (kiedyś bardzo rzadki twór). Mam wrażenie, że obecne ramy ustawowe dawałaby większe pole manewru przy tworzeniu odpowiedniej struktury niż ówcześnie panujący Kodeks Handlowy z 1934 r. (ściślej – obowiązywał nie kodeks z 1934 r., a jego wybrane przepisy).
    Trzeba też pamiętać, że to ówczesne rewelacyjne wyniki finansowe Wyborczej pozwoliły zbudować biznes kinowy oraz reklamowy. Zyski z Wyborczej zostały dobrze zainwestowane, przez lata to Wyborcza była dojną krową (cash cow – to pojęcie biznesowe). Obecnie (III kw. 2021 r.) Wyborcza to 19,5% przychodów grupy (wiem, że pandemiczne kwartały zaburzyły strukturę przychodów) – ale grupa powstała z środków wygenerowanych przez Wyborczą i z środków zainwestowanych przy IPO przez inwestorów – a wtedy Agora to była głownie Wyborcza. Można by się tez pokusić o wyliczenie, kiedy inwestorzy przy kolejnych emisjach akcji wpłacali nowe środki – czy bardziej wtedy liczyła się Wyborcza, czy kina+popcorn.
    Sukces w biznesie czasami wynika z realnych innowacji i dostarczania unikalnej jakości. Może moje komentarze brzmiały trochę szyderczo wobec Dostojnych Gerontów Wyborczej, ale to oni stworzyli największy dziennik w tej części Europy. Kolejne pokolenia menedżerów Agory nic innowacyjnego nie stworzyły – w miarę sprawnie zarządzają majątkiem, u którego źródeł był sukces Gazety Wyborczej. Oczywiście korpoludzie nazywają innowacjami wszystko – jeżeli zmienią kolor foteli w kinach Helios z granatowego na granatowo-fioletowy, nazwą to innowacją. Przełomem w tym języku będzie zmiana gramatury popcornu.
    Trochę o liczbach w III kw. 2021 r. w segmencie prasa: segment dalej zyskowny, marża EBITDA bez one-off na poziomie 8,4% (w większości biznesów inwestorzy i banki wolą dwucyfrową – ale te 8,4% nie jest złe – nie mam bloomberga, więc nie mogę porównać na szybko, jak to się ma do wyników peergrupy na świecie). Poza tym wartość marki Gazeta pomaga przy biznesie internetowym, a biznes internetowy wspiera biznes kinowy. Słowem – nie uważam, że Wyborcza to jakiś poboczny biznes w skali grupy.
    Teraz trochę dziegciu – jak słusznie zauważył Gospodarz w wywiadzie dla KP – sporo sprzedaży subskrypcji była objęta promocjami – stąd tez przychody z subskrypcji mogły być rozczarowujące. Przyznaję, że nie przeczytałem wszystkich raportów okresowych Agory, ale np. Skonsolidowane Sprawozdanie zarządu za 2020 r. oraz skonsolidowany raport finansowy za 2020 r. konsekwentnie nie ujawnia przychodów z subskrypcji cyfrowych – choć np. sprawozdanie zarządu bardzo mocno wychwala sukces tychże subskrypcji (ale tez liczne akcje promocyjne – i dodawanie subskrypcji do różnego rodzaju usług). Wszędzie jest mowa jedynie o LICZBIE subskrypcji – w słupkach w prezentacji wynikowej za III kw. rosną słupki liczby subskrypcji, nie zaś przychodów z subskrypcji.
    Tak na marginesie – drodzy analitycy finansowi coverujący Agorę – czytajcie nie tylko sprawozdania, ale i Krytykę Polityczną. Przynajmniej wywiad z Gospodarzem. Zresztą paru znam osobiście, może im zasugeruję lekturę?
    Kolejna łyżka dziegciu (znowu natchnął mnie do tego Gospodarz w rzeczonym wywiadzie) – cyfrowa subskrypcja nie jest żadnym sukcesem Wyborczej, bo być może kanibalizuje sprzedaż papierowego wydania. Jako wyznacznik sukcesu należałoby liczyć sprzedaż subskrypcji do klientów, którzy wcześniej nie kupowali wydania papierowego. Pewnie spółka prowadzi takie szacunki. Inaczej subskrypcja cyfrowa oznacza sprzedaż tego samego po cenie ok. 4-krotnie niższej w skali roku (moje bardzo pobieżne wyliczenie). Nawet uwzględniając niższy koszt dystrybucji, to może być umiarkowany powód do chwalenia się sukcesem.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.